Fashion Week Poland. 25 X 2012: Czarnota, Pou, Wołczyńska, Cossack

Moda | 26 października 2012 | 8 komentarzy

Pierwszy dzień Fashion Week Poland za nami. Nie będzie opowieści o pakowaniu się, podróży pociągiem i tym podobnych historii, mających za cel przybliżenie sylwetki recenzenta. Narcyzmu w polskiej modzie jest aż nadto; nie musi on sięgać także recenzentów, a ostatnio to prawdziwa plaga. Wystarczy, że mają go projektanci.

Czarnota 1

Bo popatrzmy na pokazane dziś kolekcje. Chyba tylko wrodzony narcyzm kazał im uważać, że powinni pokazać swoje kolekcje w takiej formie. Obroniła się jedynie Berenika Czarnota. – Dałeś mi kopa, by zrobić coś lepszego – przyznała podczas konferencji prasowej, mając na myśli moją poprzednią, nieentuzjastyczną recenzję. Nie wiem, czy dałem kopa, ale obecna kolekcja jest lepsza niż poprzednia. Może bez charakterystycznego dla Czarnoty poczucia humoru (no, z wyjątkiem bikini z włóczki) i bigla (- Zmieniłam się i już nie chcę być tą zabawną, infantylną dziewczyną – stwierdziła projektantka), który jednak ceniłem, bo wyróżniał się on z oceanu pretensji i smutku wielu polskich projektantów, za to przemyślana, spójna i – wreszcie – wypełniona konstrukcjami. Świetny, skomplikowany płaszcz z pianki to hit kolekcji. Podobnie grube swetry, tym razem ozdobione motywami indonezyjskich masek. Niby ciężkie swetrzyska nie są odpowiednim uniformem na lato. Z drugiej jednak strony, kto w sierpniu przeżył 8 stopni C. nad morzem, a więc dokładnie tyle, ile wyniosła dzisiejsza temperatura w Łodzi, temu nie wyda się on nietrafiony. Poza tym dzianiny to znak rozpoznawczy Czarnoty i mają wielu fanów. Nie jestem z kolei zwolennikiem tkaniny w bliżej nieskonkretyzowane nadruki w sepii, niepotrzebnie użytej w tej kolekcji, za to podobały mi się printy a’la Mary Katrantzou (wreszcie w Polsce ktoś pokazał interesujące nadruki). Plus ciekawe łączenia kilku ściegów w jednym outficie. Nie można powiedzieć, że kolekcja Czarnoty jest znakomita, nie sposób jej jednak odmówić koncepcji, pracy i pomysłu.

Pozostałym projektantkom które pokazały się w czwartek odmówić tego już sposób. Aga Pou znów pokazała nieudaną kolekcję. Nabrzmiała cytatami z Prady, czy Marni wariacja na temat mody męskiej, to niedobrze, nieudolnie (czy Pou w ogóle zatrudniła krawca?) zszyte garnitury, brzydkie tkaniny, pretensjonalne wstawki baskinek, tandetne przezroczystości połączone z pikowanymi (latem?) spódnicami (notabene, pikowana spódnica w kwiaty była całkiem udana), oczopląs kolorów, jak u znanego już z łódzkiego fashion weeku Miguela Vieiry (którego ostatni pokaz w Lizbonie też nie należał do szczególnych osiągnięć) sprawia, że można odnieść wrażenie, że Pou za wszelką  cenę chce pokazać, że jest wszechstronną projektantką. A nie jest. A do tego upiorny występ na żywo wokalisty, który od pewnego momentu zaczął wręcz modelkom przeszkadzać – uwodzić jej i zagadywać. Mógł je uszczypnąć w tyłek, byłoby jeszcze zabawniej. No ludzie! Ale jest dla projektantki pocieszenie. Założę się, że męska część kolekcji, zwłaszcza kolorowy garnitur, sprzeda się na pniu. Programy z  rodzaju „Bitwa o głosy” potrzebują krzykliwych kostiumów. Moda Agi Pou, która przy wszystkich swoich brakach potrafi za każdym razem ułożyć się w kolekcję jednak charakterystyczną, jest do tego idealna.

Kolekcja Wioli Wołczyńskiej także ma potencjał sprzedażowy. – Ludzie uwielbiają worki – przyznała mi jedna z dziennikarek Gazety Wyborczej, oglądając propozycję Wołczyńskiej. Bo znów projektantka uważa, że nawet najzgrabniejszą dziewczynę świata (a w tej edycji rzeczywiście modelki rzeczywiście prezentują się całkiem przyzwoicie) warto przyodziać w pozbawiony formy sweter oversize. Projekty Wołczyńskiej nie są brzydkie, przeciwnie, gust projektantka ma całkiem niezły. Sęk w tym że nachalnie lansuje minione rok, dwa, czy trzy  lata temu trendy, niekoniecznie światowe, lecz nawet całkiem polskie, z fashion weeka (no żeby jeszcze, na przykład, z tych pelerynek coś wynikało), nie potrafi ciekawie sprzedać nawet czegoś tak pewnego jak kombinezon, a pokaz nie jest żadną kolekcją ile zbiorem przypadkowo wykonanych rzeczy. I niestety wyglądających po prostu tanio. Plus, naturalnie, worki z gumką, od których tak się odżegnywała, a propos mojej recenzji jej poprzedniej kolekcji. Szkoda.

Kolekcja Riny Cossack to już żart kosztem naszego czasu i zdrowia. Choć przyznaję, że znacznie lepsza od jej poprzedniego pokazu w Łodzi. Już nie tylko i wyłącznie suknie („bardzo kobiece i zwiewne”), ale jakieś skórzane gorsety , spodnie, dżety (podobne to wszystko do Versace dla H&M i ostatniego pokazu Macieja Zienia, także nieudanego) i generalnie klimat rock’n’rolla. Ale wszystko to banalne, wtórne i niestety, tandetne. A na dokładkę – psychodeliczny makijaż.

A co poza tym w Łodzi? Maldoror zaprosił niesławną matkę Madzi w roli modelki, czym przeraził organizatorów. Słyszałem też, że jego jutrzejszy pokaz odbędzie się w całkowitej ciemności. Łukasz Jemioł przez cały dzień zachwalał swoją kolekcję basic (do kupienia w strefie showroom; tkaniny imponujące, kolekcja mniej), a gwiazdą całego wydarzenia jest urocza Jessica Mercedes. Ileż w niej entuzjazmu!

8 Komentarze

  1. violettakrygier
    27 października 2012

    Połączmy worki z ustami Pani Natalii Siwiec – i już mamy przepis na sukces

    Odpowiedz
  2. Martyna
    28 października 2012

    Dzieki za rzetelna recenzje! naprawde ciezko jest przebic sie przez ‚narcyzm w swiecie mody’ o ktorym piszesz i przeczytac dobra krytyke.

    Odpowiedz
  3. nowak
    29 października 2012

    To nie jest dobra krytyka, a pani Berenika Czarnota miała naprawdę bardzo słabe i tandetne ubrania.

    Odpowiedz
  4. Magda
    29 października 2012

    Z całym szacunkiem dla autora, wszystkie recenzje o FW napisane w sposób nie dający chwili wytchnienia, litery na mnie krzyczą! Chyba wolę te rzadkie, lżejsze fragmenty, gdzie krytyka nie wywołuje aż takich emocji i szepce do mnie analiza materiałów. Nie jestem pewna, czy wytykanie projektantom wrodzonego narcyzmu jest konstruktywną krytyką i czy temu podobne teksty będą miały wartość dla opisanych w nich osób. Oczami wyobraźni widzę autora siedzącego w pierwszym rzędzie, a jakże, z nóżką na nóżce, znudzonego i zmęczonego, a rzeczywistość jest chyba zupełnie inna. Oczywiście, Pan tu na swoim kawałku internetu rządzi, a ja z całego serca dziękuję za komentarz o muzyce do pokazów – trzy dni psychodelicznej muzyki spowodowały, że zaczęłam się zastanawiać, czy jestem na kolejnym pokazie, czy to wciąż ten sam :) Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  5. Wiola Wołczyńska
    1 listopada 2012

    Drogi Rdaktorze i czytelnicy bloga,
    Wasze uwagi są ważne i my projektanci cenimy je sobie. Jednakże polski rynek różni się od rynku zachodniego, a szare worki z gumką sprzedają się jak ciepłe bułki, więc ciężko sobie odmówić ich robienia. Rozumiem, że to FASHION WEEK i powinniśmy lansować totalne nowości, ale co my potem z tymi nowościami mamy zrobić skoro ciężko je sprzedać? Oczywiście możemy za darmo wypożyczać celebrytom, ale takim sposobem umrzemy z głodu :-(
    Ostatnia edycja była (nam projektantom) zapowiadana jako sprzedażowa. Zaproszeni zostali przedstawiciele sklepów mulitibrandowych i butiki, więc tym samym staraliśmy się zadowolić kupców.
    Ja utrzymuję się tylko ze sprzedaży kolekcji, więc na ten moment nie stać mnie na kolekcję do szafy – szkoda:-(

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      1 listopada 2012

      Dzień dobry,
      kupców widziałem rzeczywiście sporo,
      mam nadzieje, że uda się zatem sprzedać kolekcje
      i nie będzie tak źle?
      Zasmucił mnie ten list…
      Z szacunkiem
      MZ

      Odpowiedz
  6. Asia
    2 listopada 2012

    Dzień dobry, miałam okazję spotkać Pana na fw, mylne wrażenie że skądś się już znamy doprowadziło mnie do Pana bloga. Przeczytałam wszystkie posty na temat pokazów i jestem pod wrażeniem celności spostrzeżeń i ciętego języka. Dodaję do zakładek i czekam na kolejne opinie :)

    Odpowiedz
  7. KarmeLoveStory
    13 listopada 2012

    Za celność spostrzeżeń – 100pkt. Śledzę i pozdrawiam.

    Odpowiedz

Odpowiedz do michalzaczynski

Anuluj odpowiedź