Fashion Week Poland. 28 X 2012: Hyakinth, Ptaszek, Roboty Ręczne, Dawid Tomaszewski

Moda | 29 października 2012 | 3 komentarzy

Czy można być panem w średnim wieku z brzuszkiem i dobrze wyglądać w krótkich spodenkach i podkolanówkach? Monika Ptaszek twierdzi, że tak. Do prezentacji swojego niedzielnego pokazu zaprosiła głównie naturszczyków. W różnym wieku i różnej tuszy. Prawie w każdej edycji któryś z projektantów wpada na pomysł, by zgarnąć kilku mężczyzn z (fashionweekowego) obejścia i puścić na wybieg. To sympatyczna inicjatywa, ale nie jestem pewien, czy samym kolekcjom wychodzi to na dobre.

Bo czemu ma to służyć? Odczarowaniu mody? Przekłuciu balonika? Zamianie pokazu w show? Czy może zamanifestowaniu, do kogo adresowana jest kolekcja. W tym przypadku zapewne – do prawdziwych mężczyzn. I jest w tym nawet sens, bo najnowsza kolekcja Ptaszek istotnie jest stereotypowo męska. Żadnych tiulów, chomąt, tunik i tym podobnych hipsterskich atrybutów. Raczej bluzy z dużym logo, koszulki z numerami, jak w odzieży sportowej, kurtki typu flyers, czarne, proste koszule… Dość skromnie, momentami zgrzebnie. Choć im cięższe krawiectwo, tym lepiej. Kurtki zdecydowanie były najciekawszym elementem kolekcji. Wysmakowane, pięknie odszyte, efektowne… Ale spodnie? Bluzy? Koszule kucharza z ukośnym zapięciem niczym zrobione na zamówienie programu Masterchief? Niekoniecznie. Problemem wydaje mi się też logo projektantki. Wielkie SZ, o tyleż banalnym, co brzydkim kroju czcionki niczym z maszyny do pisania, ale przypominające znak Polski Walczącej. Albo coś z solidarnościowej prasy podziemnej. Ogólny efekt pokazu byłby niemal polityczny, prawicowy. Wartości itp. Gdyby nie te podkolanówki, w których dojrzali panowie słusznej postury i o groźnych minach wyglądali po prostu niepoważnie. Cenię Ptaszek, bo to projektanta z wizją i każda jej kolekcja jest przemyślana. Ta ostatnia jednak, przynajmniej dla mnie, przemyślana została trochę za mało. Albo i za dużo: w niekoniecznie dobrym kierunku.

Punktem wyjścia kolekcji Hyakintha też była wizja faceta tradycyjnego. Weźmy inspiracje i ogólną estetykę: sport, samochody, muzyka rockowa. Typowy koleś. A do tego tatuaże, zrobione modelom specjalnie na ten pokaz, odnoszące się swoimi wzorami do dyscyplin sportowych. Hyakinth, czyli Jacek Kłosiński, nie potrzebował jednak sięgać po znajomych królika, by osiągnąć ciekawszy efekt. Zabawa stereotypami, odrobina dobrze pojmowanego infantylizmu (to właściwie znak rozpoznawczy jego kolekcji, vide wcześniejsze muchomory, Miś Uszatek etc.) w postaci rozmaitych rysunków lub wskrzeszenia Syrenki jako nadruk na koszulkach, trochę żartu (cheerleaderowe spódniczki) i wyszła przyjemna, bezpretensjonalna kolekcja. Widać, że nie było już sensu trzymać Hyakintha na Offach.

Żeby coś w połowie tak dobrego powiedzieć o „kolekcji” Robót Ręcznych, należałoby jej nie widzieć. Niestety, trzeba się pogodzić ze zmarnowanym kwadransem ze spódnicami z baskinkami z włóczki, włóczkowymi kostiumami kąpielowymi, czy burymi, bezkształtnymi dzianinami. Roboty były to ręczne w najgorszym znaczeniu.

I po fashion weeku. W kolejnym poście – wnioski końcowe. Ostatni dzień przyniósł jeszcze pokaz Dawida Tomaszewskiego. Niezwykły.  Z projektantem rozmawiałem tuż po berlińskiej premierze jego kolekcji. O inspiracjach i biznesowym aspekcie jego pracy, ale i o samym procesie powstawania kolekcji, o odrzucaniu jej elementów i wykorzystaniu pewnego gadżetu z PRL-owskich mieszkań można przeczytać TU.

 

3 Komentarze

  1. panbarnaba53
    30 października 2012

    Rzetelność dziennikarska wymaga maleńkiego wpisu – „na tegorocznym Fashion Weeku nie widziałem wszystkich kolekcji” – bo nikt nikogo nie zmuszał. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      30 października 2012

      Co niniejszym dopisuję. A swoją drogą, kiedy pan barnaba 53 przestanie być anonimowy?

      Odpowiedz
      • panbarnaba53
        31 października 2012

        panbarnaba53 pozostanie panbarnabą53 bo jego nazwisko nic nowego w sprawy omawiane na tym blogu nie wnosi. Na modzie się nie znam, ale uczulony jestem na niedomówienia i, nierzetelności dziennikarskie (inna epoka). Tam gdzie mam coś do powiedzenia – występuję z otwartą przyłbicą. Pana uważam za najciekwaszego recenzenta tego co dzieje się w modzie obecnie, choć (jako laik) nie ze wszystkim się zgadzam. Co do pokazu niejakiego Jemioła podpisuję się czterema kończynami. Dla mnie to były cytaty z Jemioła + drugi pokaz Kupisza, ale niech euforia w Internecie trwa – show must go on. A Panu dziękuję za „idylliczne okładki „Strażnicy” świadków Jehowy”. Pozdrawiam

        Odpowiedz

Odpowiedz do michalzaczynski

Anuluj odpowiedź