Pozwól, że podzielę się swoim problemem

Faceci są beznadziejni. Takie są fakty. Mówią o tym filmy Almodovara, mówią osiedlowe fryzjerki, mówi historia, mówią wieki… Zresztą, mówią nam to oni sami; na ogół nieświadomie.

bertholt-woltze

Wystarczy złapać pierwszego z brzegu delikwenta i już po trzech minutach konwersacji orientujemy się, co to za dziadostwo.  Szkoda gadać, drodzy państwo!

I na tym temat wypadałoby uznać za wyczerpany. Niestety. Mimo posiadanej przez nas wiedzy i opasłej dokumentacji, wciąż żywimy nadzieje, że może jest inaczej. Niedawno spotkałem pewną B. Roztrzęsiona, nie trafiała do popielniczki rozmiaru wanny, tak nią (znajomą, nie wanną) telepało!

Otóż w wieku swoich czterdziestu lat poznała atrakcyjnego (wydawałoby się!) i godnego zaufania (z perspektywy czasu: śmiech na sali) mężczyznę. Spod Sztokholmu, ale Polaka. Nie, że jakiś bardzo bogaty, czy o śnieżnobiałych zębach, ale doprawdy: uczuciowy. No i nieco starszy, tak pod pięćdziesiątkę. Radość z miłosnego upojenia, zanim zastąpił ją mentalny kac, trwała cztery tygodnie. Po ich upływie podrabiany Szwed wyznał, iż cierpi na straszną wadę serca i właśnie pakuje się do szpitala, gdzie będzie operowany. I z którego nie wiadomo czy w ogóle wyjdzie. A jeśli już – to na pewno nie o własnych nogach. Dlatego tak bardzo chciał „jeszcze pobyć z kobietą”. Biedaczce odjęło mowę i czucie w kolanach. Uświadomiła sobie, że padła ofiarą typowego dla mężczyzn syndromu pt. „Pozwól, że podzielę się z tobą moim problemem”.

Umówmy się: kobiety takich rzeczy nigdy nie robią. Najpierw operacja, potem romans. Choroby, bezrobocie, małe dzieci (matki Madzi w to nie mieszajmy), czy spalona trwała – kobiety muszą same się z tym uporać, zanim poczują zew amorów, wiedząc, że na tym mniej więcej polega odpowiedzialność. Mężczyźni – wręcz przeciwnie. Gdy na głowie jeszcze choć dwa włosy, w portfelu pięć zyli na dwa Żubry, a dach nie przecieka – siup w miasto! Ale jak jest już naprawdę źle – wtedy zaczynają skamleć. Zrobią smutne oczy, zaczną się trochę pieścić, śpiewać do rury od odkurzacza (znam takiego osobiście), udawać jakieś kotki, pieski, czy cholera co jeszcze i oczekiwać stabilizacji, kosztem nerwów osób drugich. A nierzadko i trzecich.

Oto pewna J. z agencji turystycznej, otrzymała za zadanie przeszkolić nowego pracownika. Nowego jak nowego, swoje lata już miał. Doświadczenie także. Mianowicie, był zbankrutowanym przedsiębiorcą. Żeby okantować Urząd Skarbowy, pewnego dnia przepisał cały majątek na żonę. Która wniosła pozew o rozwód, jak tylko zobaczyła stan konta, a więc jakiś kwadrans później, bo tyle trwał bankowy przelew Elixir. – Zuch babka! – skomentowała sobie w myślach  J..

Więc najpierw poznała całą historię jego smutnego życia (szloch, smarkanie w pożyczoną od J. chusteczkę itp.). Potem poprosił o podwiezienie gdzieś na przedmieście, bo tylko tam go chwilowo stać na pokój. Na końcu zaś spytał, czy mogłaby go fikcyjnie zatrudnić (dla samego ZUS-u) i czy wypłaciłaby mu dziś z góry prowizję, którą jej odda, jak tylko znajdzie pierwszego klienta. Zaprawiona w bojach J. (kiedyś otrzymała na e-darling mejla o treści: „poszukuję niezależnej pani z domem i garażem, gdyż nie ukrywam, że zamierzam przenieść tam swój warsztat”) wysadziła bankruta na stacji benzynowej i odjechała. Ponoć błąka się on po niej do dziś.

Powyższe dwa przypadki nie są odosobnione. Znamy próby przerzucenia problemu obciążeń genetycznych, impotencji (- No, też mnie to już denerwuje, ale wiesz, że to zależy od obu stron – usłyszała moja koleżanka, po czym wyskoczyła przez okno) i niezaradności. A także szantażu (- Ty nic nie rozumiesz, ja mam depresję i myśli samobójcze – usłyszała pewna Myszka P., a na jej odpowiedź, że sama ma myśli samobójcze, przyszła licytacja: „ale ja mam je codziennie!”), chwiejności emocjonalnej, czy nawet włosów, które nie chcą się układać. Wszystko to są problemy, które mężczyźni obowiązkowo muszą na kogoś zrzucić.

Jest na to rada? Cóż; pewna moja znajoma aktorka w chwilach słabości mawiała: – Chcę takiego faceta, który będzie mnie podwoził swoim BMW do butików, dawał złotą kartę i mówił: „idź, kochanie, kup sobie coś ładnego i wracajmy do naszej willi z basenem”. Oczywiście, brzmiała jak idiotka. Ale wiecie co? Znalazła takiego. Wachluje się teraz w chustach Emilio Pucci po tarasie, podśpiewuje szlagier Kasi Kowalskiej  „Masz to, na co godzisz się” i wszyscy jej zazdroszczą. Więc głowa do góry!

 

Reprodukcja: Bertholt Woltze, „Irytujący dżentelmen”

13 Komentarze

  1. No
    13 kwietnia 2013

    Genialne

    Odpowiedz
  2. babetteversus
    13 kwietnia 2013

    no, no… wygląda na to, że faceci to beznadziejne kobiety i w dodatku wszyscy im zazdroszczą.

    Odpowiedz
  3. normalnie_potwór
    14 kwietnia 2013

    „Kocham pana, panie Sułku najdroższy!…” …..no dobrze, pośmialiśmy się..Kilku porządnych facetów jednak chodzi po tym świecie…hm? …..

    Odpowiedz
    • babetteversus
      14 kwietnia 2013

      Pewnie, że chodzi. Tylko kręcą się wokół nich podejrzane, sztuczne blond satelitki na szpilach i tak wyciągają te ręce do człowieka:)

      Odpowiedz
  4. normalnie_potwór
    16 kwietnia 2013

    niee..oni – ci porządni – kamuflują się. Nie chcą trafić na żeński odpowiednik Beznadziejnego Faceta ;) No i paru porządnych jest jak te ‚ostre sledovane vlaky’ – pod specjalnym nadzorem PT.Żon……….

    Odpowiedz
  5. babetteversus
    17 kwietnia 2013

    Ano, ano (to miało być po czesku) przedział pierwsza klasa. Z miejscówkami. Jak się już koniecznie chciało brać rezerwację (dla wygody i ogólnego poważania), to się ma na co się zasłużyło:-) Hiya, ahoj!

    Odpowiedz
  6. Czytelnik w drodze
    17 kwietnia 2013

    Faktycznie genialny felieton. Jak ja to lubię czytać :)
    Jakiś czas temu moja znajoma miała akcję „depresja i szantaż”. Niespodziewanie późniejszy Ex wrócił od Helmutów w przeciągu 12 godzin od ostatniej rozmowy telefonicznej po czym wieczorem przy próbie spokojnej rozmowy usłyszała „to koniec”. Następnie ujrzała akt desperackiej próby samobójczej, która jak się okazało po przybyciu pogotowania i próbie namówienia delikwenta na szpitalne płukanie żołądka była dokonana opakowaniem tabletek homeopatycznych. (o czym zaświadczył przyszły Ex po 3 latach bujania się. Etykietki okazać nie mógł ale za to cały żal z serca i ciężar myśli wylał na nią popijając białym winem. Była tak dobra, że po wyjściu ekipy ratunkowej pomogła mu spakować się i zanieść rzeczy jego do auta by o świcie mógł bez gramolenia się i śniadania wrócić skąd przybył. Teraz nie dowierza spotkawszy pretendenta do tytułu „Mój Dorosły Facet”, że ów adorator chce rozumieć i komunikować się i nie ma problemów o dziwo.

    Odpowiedz
  7. Lori
    21 stycznia 2014

    Witam, właśnie trafiłem tu dzięki wywiadowi z Mr.V. Bardzo dobry tekst. Smutny, bo prawdziwy, niestety. Facetów dobrych znam niewiele, sam takim zapewne nie jestem. Jeżeli chodzi o przekładanie ciężaru problemów na kobiety lub inne osoby to chyba niestety nie ma w tym wyjątków.. no może znam jeden, ale nie jestem nim ja. Będę tu wracał na pewno poczytać.

    Odpowiedz
  8. PaprikaCorps
    25 stycznia 2014

    Z Twojego tekstu wynika jakoby kobiety funkcjonowały w interakcji z facetami, aplikując otoczeniu moralność Kalego. No bo jeśli facet stosuje przeróżne strategie żeby osiągnąć swoje cele – źle, ale jeśli robi to kobieta – wszystko jest w porządku. I nie odwracajmy kota ogonem. To ma być zarzut, że faceci chcą tylko sexu? To że kobiety traktują sex (którego pragną wcale nie mniej niż faceci!) jako narzędzie do czerpania zysków (nie, nieee, nie chodzi o prostytutki) i kontroli – to jest dopiero zarzut! :)

    Moje prywatne obserwacje wskazują jednak raczej na to, że często bezwzględność zachowań kobiet wykracza dużo dalej poza skalę na której mogą znaleźć się ze swoim wyrachowaniem faceci (dot. relacji między płciami). I zwykle jednak, to kobiety szukają wytrwale znakomitych uzasadnień swojego postępowania, działających jak pierwszej klasy wybielacz dla własnego postępowania.

    Ponadto, sex jest bardzo często jedyną sensowną ofertą ze strony kobiet, jako że poza nim, najczęściej niewiele mają do zaoferowania, a już na pewno niczego, czego mógł by od niej potrzebować facet, zwłaszcza gdy jest wolny od poszukiwania efektownego dodatku do swojego garnituru, butów i zegarka. Tym bardziej, że współczynnik cena/zysk w przypadku większości „technicznych” (bo nie piszę tu o przypadkach zwanych szczerą i bezwarunkową miłością) relacji z kobietami jest zwykle niezadowalający.

    Jeszcze uwaga na koniec – o kształcie większości gatunków decydują ich samice. Jeśli dają sobie zrobić potomstwo z kompletnym debilem, to raczej niech nie liczą nadmiernie na pozytywny efekt rekombinacji genetycznej, np. w postaci urodzenia geniusza. Z murzyńskiej pary, białego nie będzie… Za to jacy są współcześni faceci (czyli że niby są „be”) odpowiadają ich matki, babki i prababki. Tam proszę adresować zażalenia ;)
    A tak serio, więcej refleksji nad samymi sobą życzę paniom i niechaj trzeźwa i krytyczna ocena własnej osoby nie zaczyna i nie kończy się na ocenie figury ;)

    No cóż, prawda jest taka, że obie płcie najczęściej nie grają czysto. Tylko kobieta przenigdy się do tego głośno nie przyzna.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      25 stycznia 2014

      A właśnie moja jedna koleżanka głośno się przyznała. Nie wyszło jej to na dobre.

      Odpowiedz
      • PaprikaCorps
        25 stycznia 2014

        no cóż… niemal wszyscy deklarują oczekiwanie szczerości, jednak niewielu (prawie nikt?) jest tak naprawdę na nią gotowych.

        Odpowiedz
  9. Aneta
    30 stycznia 2014

    Ja bym tu jeszcze przytoczyła troche inny przypadek,otóż przypadek facetów którzy z kolei nie zrzucają problemów na kobietę tylko biorą wszystko na siebie i posadzają się o całe zło tego świata ,popadając w kompletną katatonię. I prosze mi wierzyc to bywa nieznośne. Bo jak tu potem trafic z argumentami,że to iż coś się złego stało nie zawsze było w jakikolwiek sposób od nich zależne, że to wina ustroju,kryzysu choćby albo jeszcze innych rzeczy. Ale coś w tym jest że winne są ich matki, babki,ale również ojcowie bo to idzie z góry,jak wyposażymy takiego delikwenta w młodości taki on będzie potem w dorosłym życiu. Jeśli mu sie od małego wmawia, że jest do niczego a tatusiowi może tylko podawać narzędzia bo sam nic nie potrafi zrobić to poczucie niskiej wartości będzie się za nim ciągnąć jak smród po gaciach…i trafi potem na uroczą niewiastę której będzie życie zatruwał ;)

    http://blogmocnodygresyjny

    Odpowiedz

Odpowiedz do Czytelnik w drodze

Anuluj odpowiedź