Umrzeć dla mody

Umrzeć dla mody

Moda | 26 lutego 2015 | 2 komentarzy

Co nas nie zabije, to nas wzmocni? Powiedzcie to Madonnie, która omal nie umarła na wczorajszej gali Brit Awards. Pewnym jest, że Giorgio Armani, twórca feralnej peleryny, która – przy pomocy tancerzy – zrzuciła królową popu ze schodów, jest u niej skończony. Oraz to, że i tak Madonna miała sporo szczęścia. Nie takich jak ona gubiła moda.

Dziewczyna didżeja

Dziewczyna didżeja

Więc dziewczyna didżeja. Przez ileż to festiwali i didżejskich setów biedaczka się przewlekła, kręgosłup sobie łamiąc od dźwigania skrzyń z winylami! Przez ileż stron internetowych się przewaliła w poszukiwaniu odpowiednio „wyczesanej muzy”…  Ostatnie eurocenty czy forinty na wyjazdach na longplaye wydawała: reszta wycieczki razem z kobietą Vermeera w Rijksmuseum mleko przelewa albo pływa po modrym Dunaju, zabawiana przez lokalny ansambl „Księżniczką Czardasza”, a ta łapie pylicę w zakurzonych piwnicach komisów płytowych. Słowem: prawdziwa pasjonatka? Ani trochę. Nigdy nie grała, nie komponowała, nie skreczowała. Po prostu: miała chłopaka didżeja.