Aleksandra Boćkowska: „To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL”. Recenzja.

Moda | 24 marca 2015 | 4 komentarzy

To nie jest książka o ubraniach. A przynajmniej jest o nich najmniej. To porządny reportaż. O ludziach, którzy przez ponad pół wieku tworzyli (a częściej usiłowali tworzyć) modę w Polsce i o miejscach, gdzie powstawała, była propagowana i sprzedawana. Czasem to stoły kreślarskie, czasem partyjne biurka, a czasem wyłożona kartonem podłoga robura, na której drzemią modelki w drodze na pokaz w którymś z powiatowych domów towarowych. Obok znanych – Jerzego Antkowiaka, Barbary Hoff, czy Grażyny Hase, autorka rozmawia z dziesiątkami zapomnianych już postaci tamtej epoki. Przywołuje oczywiste ikony mody, jak dzisiaj byśmy powiedzieli, na przykład Jadwigę Grabowską, ale też i kierowników zakładów odzieżowych, dyrektorów przedsiębiorstw czy pana Władka ze sklepu przy Piotrkowskiej, z którym „czasem trzeba się napić wódeczki”.

to nie są moje wielbłądy

 

„To nie są moje wielbłądy” to podróż niekoniecznie sentymentalna. Daremnie tu szukać apoteozy peerelowskiej mody, dominującej w dyskursie o estetyce czasów komunizmu. Nie ma komunałów o legendarnej polskiej kreatywności, czego świadectwem miałyby być pofarbowane pieluchy przerobione na sukienki, ani o wielkości nowatorskiego rzekomo designu PRL-u, dzięki czemu Polki miały wyglądać jak paryżanki, co ponoć szeroko komentowano w zachodnim świecie. Jest za to czuła opowieść o grupie artystów, pasjonatów, może i świrów, którzy robią, co mogą, by Polska była choć odrobinę mniej zapyziała, dziadowska i opresyjna. Żadni opozycjoniści, raczej esteci, szarpiący się z komunistyczną siermiężnością. Zarówno tą wizualną, jak i intelektualną:

„Dom Mody Telimena. Pod koniec lat 70. Zjednoczenie Przemysłu Odzieżowego postanawia go odmłodzić. Zofia Sprudin ściąga najlepsze plastyczki. Doświadczone, ale krótko po studiach. Chcą robić kosmiczne kombinezony, pikowane kamizelki. Projektują. Musi obejrzeć komisja. Najpierw zakładowa. Złożona z ciumć. Potem następna – ze sklepów w całym kraju. Złożona z pańć. Gdy widzą pikowane kufajki w kwiaty, załamują ręce. – Taka tkanina się zmarnowała, a można było zrobić podomki.”

To nie są moje wielbłądy ilustracje

 

W książce pojawia się także mieszkająca w Łodzi siostra Christiana Diora (raczej nie rodzona) oraz paryżanie wizytujący Cedet. Ale i Polacy, którzy wyjechali do Paryża i się im udało. I ci, którym udało się mniej. Oraz ci, którzy nie mogli wyjechać, ale bali się dać nogę przez Jugosławię. Pisze Boćkowska o batalii o spodnie, które zadziwiająco długo nie mogły się doprosić społecznej akceptacji („Kobieta i Życie” z grudnia 1968 roku w artykule „Możemy nosić spodnie, ale…” precyzuje: „Nie na każdą okazję, nie na każdą figurę, nie wbrew mężowi”) i o wizytach u krawcowych („jakaś nora w pobliżu mostu, w sąsiedniej izbie zanosi się kaszlem chora na gruźlicę córka, a ona wychodzi otworzyć drzwi ze szpilkami w zębach”). Pisze o ciuchach, czyli bazarze na Różycu, a później przy Dworcu Wschodnim, który pewnego razu, ku euforii handlarek, odwiedza osiadła po wojnie w USA gwiazda kina Jadwiga Smosarska i o 34 (!) „rozmiarowzrostach”, które nie pasują na nikogo i panom spodnie z tyłków lecą, choć we Francji rozmiarów ubrań jest tylko sześć, za to pasują na wszystkich, o czym samej Hannie Krall w wywiadzie dla „Polityki” w 1976 roku mówi dyrektor zakładów odzieżowych Apis.

Ale jak ona to pisze! Bo monstrualna dokumentacja i przechodzące w dni godziny rozmów to jedno, a erudycja, fantastyczny język i humor, to całkiem co innego. Oba te składniki czynią „…Wielbłądy” wyjątkowymi. Takiej książki o modzie w naszym kraju jeszcze nie było. A o co chodzi w tytule? Nie zdradzę, bo to jej pointa.

To nie są moje wielbłądy. Grafika

 

Aleksandra Boćkowska,”To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL”. Wydawnictwo Czarne.

4 Komentarze

  1. Anka
    25 marca 2015

    Takiej książki nam trzeba było. Też już mam swoje Wielbłądy i w weekend będzie Wielkie Czytanie.

    Odpowiedz
  2. Aneta-blogmocnodygresyjny.pl
    6 kwietnia 2015

    O już sprawdzam w mojej ulubionej księgarni czy książką jest dostępna bo czuję się niesamowicie zaciekawiona. Zdecydowanie wolę to niż Madame Chic polecaną przez K.T. na blogu ;)

    Odpowiedz
  3. Aneta-blogmocnodygresyjny.pl
    16 kwietnia 2015

    Książkę już mam kupioną i dzisiaj siadam do lektury :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz