MMC na wiosnę i lato 2016. Relacja z pokazu.

Moda | 21 stycznia 2016 | Jeden komentarz

Zacznijmy od tego, że MMC na jedną noc wskrzesili złote czasy polskich pokazów mody. Ależ wtedy ucztowano! Przekąski, dania zimne, dania gorące… W pierwszych latach XXI wieku pokazy przypominały jedno wielkie all you can eat, względnie – jeśli kolekcja składała się z samych sukni wieczorowych, co bywało nagminne – bale sylwestrowe.

MMC6

 

Najporządniej można było się najeść bodaj u Maćka Zienia i Paprockiego&Brzozowskiego. Nikogo głodnego nie wypuszczała też Teresa Rosati. Niedoścignione w tej konkurencji były jednak prezentacje Laury Guidi. Szczególnie pamiętną, urządzoną w hotelu Sheraton, a sponsorowaną przez Citibank Gold, uświetniło kilkadziesiąt rodzajów sałatek, kilometrowy niemal szpaler bemarów z rybami, mięsem i włoszczyzną oraz zupy, kremy i polewki, pierogi, krokiety i galarety, makarony, zapiekanki i quiche. Plus tyraliera kelnerów z wózkami lodów, gofrów, wypieków i naleśników, nie zwanych jeszcze pankejkami na deser. O mamo!

Mariaż projektantów z kuchnią stał się nierozerwalny do tego stopnia, że niektórzy z nich postanowili nawet otworzyć własne bistra. Kto pamięta niedoszłe plany sieci pushi-barów, czyli polskich sushi z korniszonem zamiast egzotycznego wówczas tuńczyka, snute przez Arkadiusa? Gdyby nie to, że projektant pewnego dnia musiał pilnie opuścić nasz kraj, zapewne spełniłby swoje kulinarne ambicje.

Aktywne uczestnictwo w rodzimym życiu modowym było najprostszą drogą do roztycia się. I wielu tą drogą podążyło. Toczyliby się do dziś, gdyby nie szlaban na amu amu, jaki postawił kryzys okolic 2008 roku. A tu nagle taka niespodzianka! Prezentacji nowej kolekcji MMC w hotelu Intercontinental towarzyszyła kuchnia japońska na entree, zaś po pokazie – m.in. pierożki z owocami morza, gravlax (wspaniały, wziąłem dokładkę), drób i wegańskie desery. Wśród gości – skrywana euforia. W dobrym tonie jest bowiem utyskiwać na rzekomo szargającą świętość pokazu instytucję rautu i akrobatykę tłumu, przeciskającego się z talerzami między zakąskami a ciepłym. Sądząc jednak po opróżnionych wazach i salaterkach, towarzystwo było bardziej niż ukontentowane.

Hotel Intercontinental ewidentnie chciał się więc pokazać. I to zrobił. A jak pokazali się sami projektanci?

Po pierwsze, bardzo ładnie. Kolejny raz współpracowali z gwiazdorskim designerem Oskarem Ziętą. Słusznie, bo pierwszy warszawski pokaz MMC sprzed dwóch lat należał do najbardziej udanych w ich karierze także pod względem scenografii. Zawieszone nad wybiegiem i wokół niego pulchne niczym pączki z dziurką (a propos!) quasi-lustra Zięty właściwie ustawiły całe show; wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

MMC8

Po drugie, melancholijnie, co u MMC dość nowe. Agresywną często muzykę zastąpił tęskny jazz Krzysztofa Komedy i Andrzeja Trzaskowskiego z „Niewinnych Czarodziejów”  Wajdy, „Noża w wodzie” Polańskiego i „Pociągu” Kawalerowicza; najlepszego filmu w historii polskiej kinematografii (moja prywatna opinia).

Filmy te, z przełomu lat 50. i 60., stanowiły też jedną z głównych inspiracji kolekcji. Mniej tu jednak Lucyny Winnickiej z „Pociągu” z jej dekoltami w łódkę, więcej zaś  Tadeusza Łomnickiego z „Niewinnych…” z warszawskiej ulicy Chmielnej, gdzie kręcono film. Widać to w wariacjach na temat prochowców – trencze, wraz z ich pelerynami  i innymi charakterystycznymi elementami MMC pokazali w wielu odsłonach, formach i wariantach – ale i w całej w zasadzie kolekcji, opartej na męskiej garderobie, ze szczególnym uwzględnieniem koszul.

MMC9 MMC5 MMC12 MMC13 MMC17

Co u MMC nowego? Autorskie nadruki – kolaże z kadrami z filmów, jedwabna mora imitująca słoje drewna, frywolnie prześwitujące sukienki z falbanami (w sam raz na letnie festiwale) oraz owadzia biżuteria i dodatki, przypominające – swoją drogą – jedną z ostatnich kolekcji Orskiej. (aktualizacja: projektanci pokazali je przed Orską; w jednej z poprzednich kolekcji).

MMC1 MMC2 MMC11 MMC14 mmc18 mmc19

Poza tym to raczej The Best of MMC niż zupełnie nowa odsłona talentu projektantów. Sporo asymetrii, awangarda na sportową modłę, znaczna doza minimalizmu i monochromatyczne barwy. Plus znane z poprzedniego sezonu torebki. Tym razem jednak nic na wielkie wyjścia, nie licząc może finałowego, świetnego looku przetkanego czarną wstęgą. To prędzej inteligentna moda na co dzień. Smaczna, oczywiście.

MMC7 MMC3 mmc20

Zdjęcia: Filip Okopny

 

 

1 Komentarz

  1. Karolina
    22 stycznia 2016

    jada Pan ryby?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz