Ku pokrzepieniu. MMC na wiosnę i lato 2017: relacja z pokazu

Moda | 5 grudnia 2016 | Brak komentarzy

MMC z trzema pokazami w roku drastycznie zawyża średnią krajową. Szczęśliwie, płodność nie jest jedyną zaletą duetu.

Jakiś czas temu, kiedy wierzono jeszcze, że w Polsce robienie fashion weeków ma sens, ale już gdzieniegdzie zgrzytnęło, pospolitość odważyła się wydawać z siebie pierwszy skrzek i wszystko zaczęło zmierzać w intuicyjnie już wyczuwalnym, nieuchronnym kierunku, pisałem, że MMC trzymają w szachu łódzki tydzień mody. Po wykruszeniu się kilku głośnych nazwisk byli bowiem ostatnią gwiazdą imprezy. Teraz w zasadzie mógłbym napisać, że w ogóle trzymają w szachu polską modę autorską. Pokazów było w tym roku bowiem tak mało, że MMC z trzema prezentacjami swoich kolekcji (styczeń, kwiecień i listopad) drastycznie zawyżają średnią krajową. Przy takim – rzekomo – urodzaju rozmaitych marek i nazwisk, jakiś co piąty pokaz AD 2016 był ich!

mmc

Szczęśliwie, płodność nie jest jedyną zaletą duetu, bo ilość przekłada się na jakość. Najnowszy pokaz, w poświacie romantycznych lamp i splendorze art decowskich detali bajecznego warszawskiego Bristolu (a Bristol – tu uwaga dla państwa spoza Warszawy – to nie fejk, tylko oryginał, bo nie został jak wszystko wokół zrównany podczas Powstania z ziemią, tylko przetrwał, mimo że w jego kuchni ulokowało się jedno z większych centrów ruchu oporu) dostarczył potrzebnego nam pokrzepienia. Bo umówmy się, mijający rok nie był najlepszy dla polskiej mody nie tylko w wymiarze finansowym, ale i twórczym. Naprawdę dobre pokazowe kolekcje można policzyć na palcach jednej ręki, a jeśli odjąć Gosię Baczyńską to i ręka mogłaby okazać się niepotrzebna. Ale o tym przy innej okazji.

W swoich najlepszych momentach – a MMC ma je w każdej kolekcji; w poprzedniej były to biało-czarne dzianiny – kolekcja jest wybitna. Mowa tu o zdekonstruowanych damskich smokingach. Taka wypadkowa mody wieczorowej ze stricte sportową, wzbogacona o oryginalne konstrukcje i pomysły, na jakie tylko oni mogliby wpaść. Mocno to rzeźbiarskie, albo i architektoniczne, jeśli brać pod uwagę Franka Gehry’ego czy Zahę Hadid. Spójrzmy – nieco mrużąc oko –  na materiał porównawczy:

mmc-23frank-gehry-vitra-museummmc-25

zaha-hadid-centrum-kulturalne-baku

MMC – jak twierdzą projektanci – poszło w retro. Cichutko pobrzmiewają tu lata 20. i 30, ale łatwo też doszukać się bodaj ich ulubionych lat 70. Jest też i przełom lat 80. i 90., mocno ostatnio eksploatowany, choć u MMC w wydaniu ambitniejszym i znacznie mniej radykalnym niż u cwaniaków z Vetements. Uwagę, jak zwykle, zwracają niebanalne tkaniny. – Tym razem szukaliśmy nowoczesnego retro, stąd na przykład srebrną lamę wykleiliśmy złotą folią. Poza tym w kolekcji znalazło się sporo zwykłego jedwabiu i bawełny –powiedział mi Rafał Michalak. Wzrok przykuwają też pajety pokrywane masą perłową oraz nylon, drobno plisowany w wysokich temperaturach. Do tego kreposatyny dające – jak chwali się projektant – możliwość zabawy błyskiem i matem. To z nich właśnie uszyto damskie smokingi. -  Jak na nas było więc dosyć zwyczajnie – kokietuje Rafał.

mmc-14 mmc-24

Co ciekawe, krążące przed pokazem pogłoski sugerowały, że tą kolekcją MMC pójdzie w basic. W coś bardziej sprzedażowego. Nie licząc relatywnie prostych sukienek letnich, ukłonu w stronę pań lubiących „modę malowaną słońcem”, z owym basikiem bym nie przesadzał. Chyba, że nazwać tak suknie z cekinami, niby fantastyczne na karnawał, ale zdecydowanie wdzięczniejsze, gdy założyć do nich botki czy sneakersy. Ot kolejna nieoczywistość, typowa dla duetu.

mmc-18 mmc-22

Jakby tego było mało, w kolekcji wybijał się denim; choćby w postaci lekkich, patchworkowych niemal parek. No i koszule, jeden ze znaków rozpoznawczych MMC; tu mocno zdekonstruowanych, jak w propozycjach Jacquemusa, Alexandra Wanga czy choćby Victorii Beckham.

Trzeba mieć pewność siebie graniczącą z butą, by wszystko to (a nie wspomniałem jeszcze choćby o złotych nadrukach na streetwearze) pokazać za jednym zamachem. Trzeba mieć też jednak umiejętności, by razem miało to sens. A miało. Zabójczo to nonszalanckie, lecz to nonszalancja spójna.

Może nawet zbyt spójna: od nonszalanckiego – niepozbawionego uroku, ma się rozumieć – przechadzania się Rafała po sali i witania się z gośćmi na kilka minut przed pokazem – przez zadziwiający swoim eklektyzmem wybór zaproszonych gwiazd (Magda Mołek vs Natalia Siwiec, dla przykładu) – po równie nonszalanckie, ale tym razem mocno już ekstrawaganckie podejście do kwestii sprzedażowych.  MMC to pod tym względem rokoko: sztuka dla sztuki. Nie mając choćby jednego butiku (chyba, że marka sprzedaje się w sieci multibrandów w całej Polsce, ale o tym nie sposób się dowiedzieć, bo strona internetowa duetu jest w przebudowie, by – i tu aktualizacja – otworzyć jeszcze w tym miesiącu własny e-sklep) i z kilkunastoma tylko rzeczami z poprzednich kolekcji, wrzuconymi do Mostrami.pl i Shwrm.pl, pokazy duetu są wydarzeniem głównie towarzyskim. Na pocieszenie – od czwartku dostępni będą w pop-up-ie w Alei Projektantów w stołecznej Galerii Mokotów.

mmc-20 mmc-19 mmc-17 mmc-16 mmc-13 mmc-6 mmc-5 mmc-4

mmc-8 mmc-magda-molek mmc-12 mmc-11 mmc-9 mmc-10

Na zdjęciach: Magda Mołek, Katarzyna Sokołowska, Joanna Horodyńska. Fot: Filip Okopny.

 

Dodaj komentarz