Fejk you. Krótki podręcznik czytania mediów.

Moda | 23 marca 2017 | 20 komentarzy

Biedne Reserved! Tak wtopić! Akcja #polskichlopak z egzotyczną pięknością rzekomo szukającą po całym bożym świecie dżentelmena o imieniu Wojtek zaangażowała – poprzez media – ponad dwa miliony internautów. Tylko po to, by dowiedzieli się, że to fejk. Jaki komunikat wysłał im Reserved? „To niemożliwe, by śliczna dziewczyna z bogatej Ameryki chciała Polaka – cebulaka, ale na pocieszenie, wy naiwniacy, możecie kupić nasze ciuchy”.

Polski chłopak

Czy kupią? Nie byłbym taki pewien. Owszem, Reserved ma grubo ponad dwieście sklepów od Świnoujścia po Sanok, m.in. z niedrogą i konserwatywną – zatem atrakcyjną – odzieżą męską. Polacy jednak, zwłaszcza ci płci męskiej, nie należą do nacji szczególnie obdarzonych dystansem do siebie, humorem i luzem. Najniższy w Europie poziom zaufania społecznego i najwyższy na kontynencie stopień podejrzliwości wobec bliźniego też nie pomoże im przejść obok kampanii Reserved z uśmiechem.

 

Nic więc dziwnego, że nie odebrali jej jako sympatyczny, ładnie sfilmowany żart, lecz jako drwinę z nich samych, o czym świadczy zmasowany hejt, z którym Reserved musi się teraz zmagać. Bo tego Polakowi, a już zwłaszcza mężczyźnie się nie robi.

Może nie powinno się też robić z innych względów, co zresztą sugeruję moim studentom na Koźmińskim? Bo choć wkręcanie ma w reklamie długą tradycję i często sięgają po nią organizacje charytatywne, rzadko przynosi pożądany skutek. Weźmy choćby akcję z sukienką. Pamiętacie? Jasne że pamiętacie. Jakiego była koloru: czarno-niebieska czy biało-złota?

Sukienka niebieska czy złota

W rozwikłanie tej zagadki zaangażowało się większość mediów całego globu; u nas poważne artykuły lub relacje (w tym naukowe, choćby na temat skomplikowanych procesów percepcji wzroku) zamieściły (kliknijcie na wybrany tytuł, by przeczytać) Gazeta Wyborcza, Radio Zet, Focus, Polityka… Niektóre nawet, jak choćby Newsweek w artykule „Jakiego koloru jest sukienka. Tajemnica rozszyfrowana”, uznały, że ostatecznie dowiodły prawdy odnośnie rzeczonych barw.

Tyle, że ta medialna zabawa wokół sukienki wprawiła czytelników najpierw w znużenie, potem w furię. No bo ile można o sukience? Powstały nawet strony internetowe przeciwników ciągnięcia tej historii. Jak się skończyła? Mało kto pamięta. I może mało kto nawet wie, sądząc choćby po artykule w Glamour (czytaj TU) o podobnej dyskusji, jaka rok później zawiązała się na temat kolorów kurtki.

A była to akcja Armii Zbawienia przeciw przemocy wobec kobiet (precyzyjniej rzecz ujmując, Armia przedłużyła ją do swoich szlachetnych skądinąd celów). „Dlaczego tak trudno zobaczyć czerń i granat? Bo przykrywają je bielą i złotem”, głosił napis, informujący o pudrowaniu – dosłownie i w przenośni – śladów po uderzeniach. Ale nikt nie zajmował już ją sobie głowy.

Armia Zbawienia

Inny przykład, krem z tłuszczu tygrysa. Sam w niego uwierzyłem. Nieistniejący krem o nazwie 3200 (wziętej, jak się później okazało, od liczby tygrysów, jakie żyją obecnie na wolności) rzekomo* promować miała malezyjska aktorka i modelka. Liczono na gremialne oburzenie.

Ale wyszło średnio, bo mało kto w ogóle tym się przejął. „Tłuszcz tygrysi nawet we współczesnym świecie nie wydaje się niczym ekstrawaganckim. Skoro w XXI wieku nadal powstają torebki z krokodyli, czy wieszanych na gwoździu za oko okrutnie zabijanych węży, to co dopiero z liposukcji tygrysa. Na zwierzętach (od morskich ssaków po koty) testuje się wszystko (od kosmetyków po papierosy) i robi z nich wszystko”, pisałem wówczas na swoim blogu. Akcja więc nie miała zakładanej mocy. Zresztą, od lat alarmuje się, jak niszczycielskie dla natury jest pozyskiwanie oleju palmowego, a nadal znaleźć można go w co drugim praktycznie produkcie spożywczym.

Krem 3200

Mimo to firmy i instytucje nadal chcą uciekać do tej formy marketingu. Sam w  ubiegłym roku zostałem spytany przez jedną z agencji PR, czy wziąłbym udział w kampanii na rzecz walki z rakiem. Razem z kilkoma innymi autorami blogów mieliśmy wkręcać czytelników pisząc o… składzie surowcowym ubrań. Jaki był związek między jednym a drugim (bo nie chodziło np. o toksyczne barwniki) – do tej pory nie wiem. Ale też nie musiało być żadnego. Tak jak w kampanii Reserved, w której w ogóle nie odwoływano się przecież do mody czy stylu lecz do wzrostu i koloru włosów poszukiwanego Wojtka.

A teraz na poważnie. Żyjemy w czasach postprawdy. Memokracja i fejki na samym tylko Facebooku doprowadziły już radykałów pokroju Donalda Trumpa do zwycięstwa w wyborach, do antyimigranckiej histerii, do wzrostu nacjonalizmu. Coś, co kilka lat temu było rodzajem wygłupu, w dodatku często zabawnego, dziś stało się realnym zagrożeniem dla demokracji i pokoju na świecie. W Polsce rząd zajmuje się demontażem gimnazjów i innymi wielkimi edukacyjnymi projektami, a w pierwszej kolejności może powinien wprowadzić zajęcia z edukacji medialnej i rozróżniania prawdy od kłamstwa?

Sam na te zajęcia powinien zresztą chodzić, skoro historię gry w niebieskiego wieloryba, która rzekomo miała doprowadzać dzieci do samobójstwa nasze Ministerstwo Edukacji Narodowej przyjęło za fakt i wydało w tej sprawie specjalne oświadczenie. O ile, oczywiście, nie jest to fejk w fejku.

Na naukę fact-checkingu należałoby też wysłać media, które podchwyciły ów temat, podobnie zresztą jak i rzekome zaproszenie jednego z youtuberów do talk show Ellen DeGeneres czy smutny los wiewiórki ze ściętego w ramach świętowania #lexszyszko drzewa. Co do youtubera, skończyło się tylko na utarciu mu nosa. No i na twórczych przeróbkach kampanii Reserved, w którą źli na markę memotwórcy go wmontowali…

Reserved Łukasz Jakóiak

Z wiewiórką było o tyle gorzej, że po ustaleniu, iż jej zdjęcie wykonano jeszcze przed wejściem obowiązującego dziś prawa, cynicy, względnie zwolennicy ministra triumfowali, uznawszy, że owe #lexszyszko nie niesie żadnych zagrożeń. „Wiewiórka pospolita wstrząsnęła lewactwem”, napisała z typową dla siebie wrażliwością i serdecznością Gazeta Polska Codziennie. Choć zawzięte wycinki w całym (legitymującym się najgorszym powietrzem w Europie!) kraju trwają od świtu po noc, a rzeczony minister bierze udział w masakrze bażantów. I żeby nie było: poprzednia władza nie była w tym o wiele lepsza.

wiewiórka

Na wiewiórkę zresztą sam dałem się złapać. Ale co znaczy „złapać”? Zdjęcia nieszczęsnego zwierzaka nie wyciągnąłem przecież z odmętów Internetu i podejrzanych pseudoportali, lecz z pierwszej strony gazeta.pl, która po kilku dniach radośnie pytała: daliście się nabrać na zdjęcie wiewiórki?, niejako zrzucając z siebie odpowiedzialność. Nie daliśmy SIĘ, tylko TY nas nabrałaś, droga gazeto.pl.

Dlatego też zajęcia z odsiewu postprawdy od prawdy powinniśmy przejść wszyscy. I dlatego żadna poważna, szanująca się firma, a za taką zapewne chce uchodzić właściciel Reserved, nie powinna w 2017 roku takich marketingowych trików się chwytać. Choćby dla własnego interesu. I choćby były one zupełnie niewinne.

***

AKTUALIZACJA. Trzy dni po opublikowaniu tego komentarza, rzekomo zmarła Tina Turner. O czym informowali użytkownicy Facebooka; w tym Panorama TVP2…

*słowo „rzekomo” wkrótce pewnie poprzedzać będzie każdą informację. Tak na wszelki wypadek.

 

 

20 Komentarze

  1. Aga
    24 marca 2017

    Panie Michale, jest Pan doskonałym obserwatorem i mistrzem nazywania rzeczy po imieniu. Dziękujemy :)

    Odpowiedz
  2. Truscaveczka
    24 marca 2017

    Popraw sobie na „odmęt”, bo ci wyszła reklama butów.
    A w kwestii meritum: sprawdzanie faktów nie jest powszechne choćby dlatego że polski system edukacji wychowuje ludzi do wierzenia słowu pisanemu a nie do myślenia. Do bezmyślnego podążania za jakimś (jaki by nie był) autorytetem, bo grzeczny uczeń nigdy nie wątpi w to, co mówi pani (a później pani czy pan z tv lub gazety). I żyjemy w takim świecie, gdzie nie istnieje nawyk oceny napływających informacji, gdzie szaleje altmed, antywacki zbierają rzesze wyznawców i tak dalej. Smutno i straszno.

    Odpowiedz
  3. Myslacaglowa
    24 marca 2017

    Dobrze Pan prawi, tyle, że ludzie myślący samodzielnie często „odstają” od reszty społeczeństwa i są traktowani z lekceważeniem/ jak wariaci; na co nawet wskazuje komentarz powyżej; alternatywne metody leczenia sprawdzaja się zwłaszcza w chorobach przewlekłych a polski kalendarz szczepień i stosowane preparaty pozostawiają wiele do życzenia; ale w wyborczej napisali, że jest epidemia więc nie trzeba sprawdzać w PZH a danonki u nutella sa zdrowe bo tak mówią w tv…

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      24 marca 2017

      Nie wiem, czy samodzielne myślenie jest tu kluczowe. Wielu ludzi lubi uważać, że myślą samodzielnie, ale przecież do tego myślenia potrzebują informacji, danych. A kiedy właściwie nie wiadomo, komu ufać, gdyż kłamstwa – groźne czy zupełnie błahe – powtarzają najważniejsze media czy instytucje w kraju, jedynym rozsądnym wyjściem jest całkowite odcięcie się od nich. Tyle że odcięcie się od mediów to jak odcięcie się od rzeczywistości. I z pewnością będziemy coraz bardziej nieufni. To takie „Mamy Cię” TVN-u, tyle że w ponurej wersji…

      Odpowiedz
  4. lolka
    24 marca 2017

    No nie, z sukienką to było akurat na odwrót, ta biało-złota w ogóle nie istniała i dopiero potem, wykorzystując popularność mema, powstała reklama społeczna. Warto sprawdzać fakty gdy się pisze artykuł o tym, że warto sprawdzać fakty :) https://www.philanthropy.com/article/Salvation-Army-s/228349

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      24 marca 2017

      Droga lolko, sukienka istniała wcześniej; uszyło ją Roman Originals, co komplikuje dodatkowo sprawę bo marka owa uszyła ją specjalnie na potrzeby Comic Relief, innego projektu charytatywnego. Salvation Army przestrzeliło z nią, bo całą akcję zorganizowano zbyt późno, kiedy ludzie mieli już całkowicie dosyć tych dyskusji.

      Odpowiedz
  5. Pastuszka
    24 marca 2017

    Pytanie teraz jakie noży sobie postawić to czy warto poddawać się tej manipulacji? Wyczytałem z Twojego artykułu ile to akcji medialnych, PRowych się odbywa i ludzie się na to nabierają. O wszystkich z wyjątkiem sukienki słyszałem pierwszy raz, może dlatego że nie interesują mnie media, które kłamią i sieją manipulację. Dowiedziałem się w tym momencie, że akcja z sukienką była przemyślana.
    Jak można żyć z przekonaniem i poczuciem, że media cały czas kłamią i wciskają nam kit a jednocześnie dalej ślepo wierzyć w to co podadzą na tacy.
    Kolejne pytanie, czy sięgnęliśmy już tego stopnia, że media i propaganda weszła do naszego życia codziennego, gdzie nie staramy się nawet weryfikować żadnych danych.
    Na koniec mojej wypowiedzi dodam jeszcze, że istnieje piękny nieskazitelny świat. Nie potrzebne są media i tv która by krzyczała jak mamy myśleć.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      24 marca 2017

      Akcja z sukienką akurat w ogóle nie była przemyślana, lecz źle przeprowadzona. Co do wiary w media; problem w tym, że coraz trudniej wierzyć tym, którym się powinno – uznanym, z renomą, dobrymi dziennikarzami. Wszyscy staliśmy się ofiarami postprawd, łącznie ze mną. I nie widzę, także jako dziennikarz, możliwości całkowitego uchronienia się przed nimi. Owszem, możemy zrezygnować z mediów, ale odcinamy się wówczas całkowicie od informacji. A że mediami można nazwać dziś praktycznie wszystko, to ucieczka od rzeczywistości. A może właśnie rzeczywistości nie ma? Baudrillard pisał o tym, że Ameryka nie istnieje, więc w sumie może i cały świat?

      Odpowiedz
      • Pastuszka
        24 marca 2017

        Tak, odnośnie sukienki chciałem powiedzieć, że była to akcja medialna, która odbyła się szerokim echem w kontekście przemyślanej akcji.
        Jeżeli spojrzymy na media jako na twór sztuczny, możemy dostrzec znaczący kontrast między światem zza szkła i światem rzeczywistym. Rzeczywistość to coś czego doświadczamy przez interakcje z naturą, zarówno flora, fauna ale również to jak zachowujemy się względem innych osób. Jeżeli spojrzymy na drugą osobę bez ładunku emocjonalnego jaki serwują nam media, dostrzeżemy wnętrze drugiej osoby.
        Nie oglądam tv, internet mi służy do komunikacji. Kiedy możesz zdecydować jak będzie wyglądało Twoje otoczenie przez swoje czyny i nie skupiać się na „złym” świecie, Twoja głowa staje się lżejsza bez presji otoczenia.
        Czy unikanie informacji ze świata to ucieczka od rzeczywistości? Jeżeli informacje są naładowane pozytywnie i niosą coś odkrywczego to jak najbardziej jestem za. Jednocześnie nie pozwalam sobie pochłanianie propagandy, mając na uwadze problemy i nierówności dzisiejszego świata w którym żyjemy.

        Odpowiedz
        • michalzaczynski
          25 marca 2017

          Co do sukienki – to był najpierw pomysł blogerki, który media gigantycznie nagłośniły, a pod co podpięła się organizacja charytatywna, sprawiając wrażenie iż sama ją spreparowała i posługując się w dodatku sukienką stworzoną na inny cele charytatywny, co wprowadziło kompletny chaos.
          Co do ucieczki – jest niewykonalna. Każdy sprzęt działający na prąd jest dziś lub będzie wkrótce medium (realizacja idei Internet of Things) oraz setki przedmiotów takich jak ulotki, billboardy, szyldy… Oczywiście, zgadzam się, by odcinać się od szkodliwych treści, czasem jednak informacje są nam potrzebne. I warto, by podającym je media można było zaufać.

          Odpowiedz
  6. Asia
    24 marca 2017

    Czuję się cudownie, bo o niczym innym nie słyszałam jak o tym nieszczęsnym Wojtku (i to tylko dlatego że ktoś mi opowiedział o tej bezsensownej kampanii). Nie używam Facebooka, jako matka rodziny wielodzietnej nie oglądam żadnych informacji (w tym czasie moje dzieci oglądają psi patrol, potem kładę je spać). Bosko! Niestety, o grze z niebieskim wielorybem trąbi słuchana przeze mnie trójka oraz szkola i przedszkole. Wpuszczam jednym uchem i wypuszczam drugim. Odnoszę wrażenie że ludzie zatracili zdrowy rozsądek. Zarówno w tym co mi akurat najbliższe w tej chwili, czyli wychowanie dzieci, jak i w sprawach ważnych. Zdrowego rozsądku! Pomyslunku, jak mówiła moja nauczycielka od fizyki w podstawówce.
    Notabene, osobiście jestem zadowolona z lexszyszki, choć nie wycięłam ani jednego drzewa! Ale w mojej okolicy powycinali stare świerki i sosny, przejaśniło się, widać architekturę. A i tak wiem że długo nie wytrzymają i posadzą nowe. Bo każdy tu na wszystkie możliwe sposoby próbuje się odgrodzić od drugiego zielenią… i mogłabym jeszcze długo pisać, rozwijając i ten wątek, lecz skończę hasłem mojej mamy: zamiast siedzieć przed TV idź zrób coś pożytecznego:) czego i Państwu życzę :)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      25 marca 2017

      W pełni – no, poza lexszyszko – się zgadzam. To, że Polacy tak przejęli się i nerwowo zareagowali na żarty youtubera czy Reserved świadczy też o tym, że zatracili w jakimś sensie proporcje tego, co w życiu ważne.

      Odpowiedz
  7. Harel
    25 marca 2017

    Dawno nie czytałam tekstu, pod którym aż tak bardzo chciałabym zostawić komentarz. Oraz napisać ten komentarz w spokoju, jak znajdę trochę czasu, nie w biegu, przez komórkę z autobusu.

    Podobno jesteśmy społeczeństwem czytającym tylko nagłówki. Im bardziej chwytliwe, tym łatwiej nas nabrać. „Pierwszy butik Diora w Polsce”, „Polska blogerka w kampanii światowej luksusowej marki”, nieszczęsny „kołcz” u Ellen i tak dalej, i tak dalej. A potem butik „projektanta” okazuje się sklepem z kosmetykami, blogerka dała się nimi umalować na łamach Elle i tyle, a Jakóbiak przyczynia się jedynie do zmiany ortograficznej w słowie „wizóalizacja”. Obawiam się, że za moment spadnie na nas kolejna „postprawda” i nie tyle wybaczymy, co zapomnimy i znów zobaczymy go w roli eksperta.

    Nawet jeśli wpadniemy na pomysł sprawdzenia faktów, gdzie najpewniej się udamy? Raczej nie do gazetowych archiwów, tylko nieco głębiej w… Internet. Niedawno zszokowałam całkiem ogarniętego znajomego, że Wikipedia nie jest tożsama z encyklopedią. Zatem aby się nią posiłkować, warto mieć alternatywne źródło wiedzy. Inna sprawa, czy ktokolwiek się tym przejmie? Jaki odsetek ludzi będzie sprawdzać, czy przeczytał prawdę?

    Eksperci – kolejna sprawa. Kiedyś był jeden Iwan Samozwaniec, a teraz? Słynni „amerykańscy naukowcy” z pseudo psychologicznych tekstów w kobiecych magazynach niestety nie są tylko wymysłem piszących. Polecam temat „hijacked journals”, samozwańczych naukowców publikujących w sztucznie tworzonych czasopismach (oczywiście internetowych) tylko po to, by mieć więcej ukazań. A więc statystyki, tylko i wyłącznie. Odsłony, liczby, tabelki i te nieszczęsne „lajki”. Chociaż jak teraz sobie pomyślę… W sumie nie mam stuprocentowej pewności, że temat istnieje naprawdę, bo przeczytałam o nim… w Internecie ;). Nawet nie wspominam o samozwańczych ekspertach z Polski (m.in. w branży mody) bo to temat na długi tekst, a nie i tak już przydługi komentarz.

    Wracając do Reserved, Jakóbiaka, a wspominając również udział nazwisk Fendi, Gucci i (de la) Prada w, za przeproszeniem, Polish Fashion Weeku, mam ochotę pogratulować twórcom wykorzystania bezdennej ludzkiej głupoty. Pisze się o nadużyciu zaufania. A ja pytam, jak można ufać Facebookowi? Późniejsze publikacje w poważnych, wydawałoby się, tytułach są skutkiem traktowania wyżej wymienionego jako pewnego źródła. Tego już się nie zatrzyma, musimy zatem poważnie wziąć pod uwagę opcję, w której tego typu działania zastąpią sztampowe reklamy.

    Czy istnieje rozwiązanie problemu? Nie. Może tylko takie połowiczne, które coraz częściej mam ochotę sama zastosować. Wypisać się z Internetu, czytać tylko „Przekrój” z nadzieją, że autorzy nie mają czasu na internetową ściemę.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      25 marca 2017

      Droga Harel,
      wszystko racja. Rozwinąłbym tylko temat „bezdennej ludzkiej głupoty” i wiary w Facebooka. To nie zawsze jest tak. Ludzie uwierzyli w panią Pradę czy w wizytę u Ellen, bo pod informacją podpisali się konkretni ludzie. Nie uważam, że to bezdenna głupota, prędzej brak czasu, by sprawdzić. Lub przekonanie, że nie ma potrzeby. Sam na przykład zostałem wprowadzony w błąd przez organizatorkę warsaw fashion week odnośnie agencji IMG która rzekomo miała organizować tę imprezę. Dlaczego miałem dodatkowo sprawdzać tę informację, skoro podała mi ją osobiście szefowa wydarzenia? Teraz już wiem, że osoby na ważnych stanowiskach nie mają problemu z podawaniem dziennikarzom postprawd i półprawd.
      Druga rzecz, czasu na sprawdzenie nie mają też media. Kryzys w redakcjach powoduje dramatyczne cięcia etatów i kosztów. Jedna osoba odpowiedzialna jest za pracę kilku innych, na której nie zawsze się zna lub nie jest czasowo w stanie wykonać jej należycie. Jakiś czas temu pisałem tekst o włoskiej modzie. Wspomniałem, oczywiście, o Miucci Pradzie. Jak myślisz, zdjęcie czyjego pokazu ozdobiło mój tekst? Oczywiście, Ruiz de la Prady.
      Błędy zdarzają się też w samych tekstach. Dziennikarze, w tym i ja, często je popełniają, choćby z roztargnienia. To normalne. Zawsze jednak w redakcjach sekretarz sprawdzał każdą informację, zanim dał ją korekcie. Jeśli więc napisałem, że w 1947 roku Christian Dior pokazał w Paryżu kolekcję „New Look”, to sekretarz sprawdzał, czy rzeczywiście był to ten rok, to miasto, ten projektant i czy kolekcja naprawdę nazywała się „New Look” czy może dopiero później została tak nazwana przez media. Potem korekta sprawdzała pisownię, literówki, składnię etc. Dziś sekretarze mają więcej obowiązków (sami piszą teksty, na przykład), albo w ogóle się z nich rezygnuje. Tak jak z korekty zresztą.

      Odpowiedz
      • Harel
        25 marca 2017

        Z tą głupotą za bardzo uogólniłam (chociaż jak się po raz kolejny daję na coś nabrać, przypisuję ją przede wszystkim sobie), brak czasu rozumiem, choć jednocześnie nad nim ubolewam. Podobnie jak nad brakiem korektorów itp. Zgadzam się, że błędy mają prawo się zdarzyć najlepszym. Gorzej, że na porządku dziennym jest celowe wprowadzanie w błąd. My – odbiorcy – łykając kolejne haczyki, wręcz zachęcamy do dalszych działań tego typu. Takie błędne koło.
        No i – co najgorsze – wprowadzający nas błąd osiągają cel. Nawet jesli powiesimy teraz psy na Reserved, czyż o kampanii nie mówią wszyscy? W sumie to mam dylemat, czy była beznadziejna, czy doskonała. Pod względem strategicznym mistrzostwo. Dotarcie do grupy, której żaden algorytm by nie zbudował.

        Odpowiedz
        • michalzaczynski
          25 marca 2017

          Wizualnie była bardzo atrakcyjna. Wizerunkowo – moim zdaniem, strzał w stopę. Mnie ona ani nie obraziła, ani nie zdenerwowała. W ogóle się nią nie przejąłem. Ale gdy czytam setki komentarzy, to widzę, jak bardzo przejęli się inni. Jeden z komentarzy, który mi utkwił, a był naiwny w swojej szczerości, brzmiał: „oszukiwać w sprawach miłości? tego się nie robi!!!”. Hejt na Reserved to więc także po części bunt romantyków… :-)

          Odpowiedz
  8. magda
    26 marca 2017

    Jak dobrze Panie Michale, że nie wziął Pan udziału w podobnej akcji.
    Nikt nie lubi być wkręcony, a już żałosne jest gdy robi się to dla zysku, reklamy, lajków itd.

    Jako mama dwóch szkolniaków stanę w obronie młodzieży, która przecież zawsze najbardziej krytycznie podchodziła do otaczającej rzeczywistości. Neguje nie tylko zdanie rodziców;), ale poddaje w wątpliwość nawet to co mówi nauczyciel.
    Często słyszę z ust moich dzieci: „Reklamy kłamią.” Chociaż lubią słodycze, to nie wierzą, że Nutella jest zdrowa. Wręcz się czasami nabijają z niektórych pomysłów reklamodawców.
    Siedzą z kolegami na YT i często się nabijają, że coś jest głupie, dyskutują, ścierają się opiniami.
    Niektórzy rodzice uczą rozróżniać prawdę od kłamstwa.
    Akcje, o których Pan pisze obiły mi się o uszy, ale nie zawracałam sobie tym głowy, gdyż nie lubię posmaku sztucznej sensacji.
    Co do Łukasza Jakóbiaka, to przecież informował na swoim kanale, że to wizualizacja, jak znalazł aktorkę podobną do Ellen itd.
    Czytałam w przekroju o „stadnym pedzie” czyli w wierzenie w informację nieprawdziwą, ale wielokrotnie powtórzoną.
    Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    • paero123
      26 marca 2017

      Jakóbiak zdaje się, że zmodyfikował oryginalne posty, dodając info o wizualizacji.

      Odpowiedz
      • michalzaczynski
        26 marca 2017

        Chyba tak. Na pewno początkowo nie było mowy, że to wizualizacja. Inna sprawa, że media łyknęły go jak najbardziej nieprawdopodobny primaaprilisowy żart. Bo niby jaki miałby być powód, że Ellen go zaprosiła? Selfie z Lady Gagą sprzed kilku lat?

        Odpowiedz

Dodaj komentarz