Misja z pustakami

Ciągle gdzieś czytam, że to „wzbudzający największe emocje program w telewizji”, zatem w końcu obejrzałem. No więc, jak u kogo, drodzy państwo.

Ja przynajmniej w dygot od nadmiaru wrażeń nie wpadłem. Zamiast tego wiem, dlaczego nigdy nie wcześniej nie skusiłem się na ani jeden odcinek „Azji Express”. Intuicja słusznie podpowiadała mi, że dialogi i wypowiadane do kamery przez uczestników sentencje nie wyjdą daleko poza: „ale czad!”, „szok!”, „to jest mind blow!”, monosylaby oraz „we don’t have money” posyłane przydrożnym Hindusom. Oraz sytuacyjne ple ple w stylu „oni są przed nami”, względnie „oni są za nami”.

Azja4

Program, w którym pary ścigają się wśród pyłu i nędzy Indii, by zdobyć jakiś brzęczyk czy cokolwiek to jest, zwany tu Amuletem (pisanym w oficjalnej informacji o programie z wielkiej litery, co niewątpliwie ma dodawać mu na znaczeniu), ma – co prawda – misje, ale tymi misjami w odcinku, który obejrzałem było: przelanie herbaty z kubka do kubka; ustawienie kilku pustaków w rodzaj stożka; oraz przewiezienie z jedno miejsce w drugie pustych baniaków tuk tukiem, co jako żywo przypomina śmiganie samochodzikiem po torze w osiedlowym lunaparku.

Azja mem

Szaleństwo memów po ostatnim odcinku, którym pochwaliła się oficjalna strona programu.

Takie zabawy kilkulatków. Tylko że w „Azja Express” robią to dorośli ludzie, mający na koncie jakieś osiągnięcia, jakieś kariery. I czynią to z przejęciem, jakby ludzkość od zagłady ratowali. W kolejnym odcinku, co prawda, obiecywane jest coś dla widzów o mocniejszych nerwach („pierwsi uczestnicy na mecie zdobyli coraz cenniejszy immunitet, gość pożegnał swoją parę, a kolejne szokujące wyzwanie zostało rzucone czterem pozostałym ścigającym się duetom” – zapowiadają producenci), ale ja już to sobie daruję.

Branża mody silnie jest tu obstawiona: modelka z siostrą, też modelką; model; właścicielka marki odzieżowej, która pierwszy raz zobaczyła maszynę do szycia (KLIK); prowadzący TopModel, co niestety nie dodaje jej dobrego PR-u. W odcinku, który obejrzałem, pojawił się też gościnnie Hubert Urbański.  Przypomniał, że prowadzi „Milionerów”, przekimał się na podłodze i tyle, trudno więc, by cokolwiek wniósł do programu. Choć taka też jego konwencja, by nikt, Broń Boże, do niego nic nie wnosił. Zatem godzina i cztery minuty (z reklamami) bezkresnej – niczym zaśmiecony, co pokazywane tu z lubością hinduski krajobraz  – nudy.

Azja Ubrański

Medioznawcy twierdzą, że widzów do takich programów przyciąga fakt, że mogą napawać się widokiem, jak to piękni i bogaci znoszą upokorzenia, trudy i znoje. Tyle że ani oni tacy wszyscy piękni, ani nie wszyscy tacy bogaci, pomijając panią prowadzącą, dla której ta funkcja była ponoć zwieńczeniem zawodowych aspiracji. A rzekome upokorzenia i trudy mają na własne życzenie z gratyfikacją w postaci zwiększonej popularności w tabloidach i na fejsie. Co na jedno wychodzi.

Dlatego jeśli ktoś jest tu upokorzony, to marka Levis. To w jej koszulce uczestnik Antoni Pawlicki, wizerunkowy – jeśli poczytać komentarze – bankrut (określenie pożyczone od Masłowskiej a propos poprzedniej edycji)(KLIK), spędził trzy czwarte odcinka. Tyle starań, by wypromować stary wzór T-shirtu na nowo, jako modny i pożądany, w dodatku z napisem Warsaw, poszło na marne…

 

Fot: printscreen Player.pl; fanpage Facebook Azja Express

2 Komentarze

  1. Aga
    8 listopada 2017

    Panie Michale, uwielbiam Pana artykuły i Pański punkt widzenia, jednak nie mogę zgodzić się z określeniem „wizerunkowy bankrut” (zwłaszcza jeśli bazuje na komentarzach internetowych). Nie jestem fanką ani pana Pawlickiego ani tym bardziej programu, ale uważam, że określenie to jest bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe. Proszę rzeczowo porównać komentarze, tyle samo jest oskarżających co broniących pana Antka (źródło: Instagram AE). Co więcej: w programie „Domówka Azja Express” uczestnicy w sposób prostacki komentują nieobecne osoby (a więc znów Antka), zatem jeśli juz używamy określenia „wizerunkowy bankrut” to po równo dla wszystkich – bo po reality show rzadko kto wizerunkowo zyskuje, taki to typ programu ;-).
    Co do koszulki Levi’s: zostanie zapamiętana, dla przeciętnego widza jednak w neutralnym kontekście, więc cel poniekąd osiągnięty :-) Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      10 listopada 2017

      Pani Ago,
      owe określenie, jak napisałem, nie jest mojego autorstwa. W sumie jednak zgadzam się z Panią, że „jeśli juz używamy określenia „wizerunkowy bankrut” to po równo dla wszystkich – bo po reality show rzadko kto wizerunkowo zyskuje”.
      Ukłony

      Odpowiedz

Odpowiedz do Aga

Anuluj odpowiedź