Ucz się, córeczko, bo skończysz na kasie jak ta pani

W miarę jak przeceny wchodzą właśnie w decydującą fazę – 50%, a wkrótce osiągną gdzieniegdzie krytyczny poziom – 70%, klientom puszczają hamulce i emocje.  Poczucie władzy i jaśniepaństwo, choćby miało się do wydania 20 złotych na T-shirt, uprawnia do traktowania sprzedawców w najlepszym razie jak parobków. Oto 9 z doprawdy wielu najgorszych rzeczy, jakie robi im konsumencka szlachta.

 

1. Walka o przyjęcie nieuzasadnionego zwrotu. Na przykład, że sukienka już nie leży. Pracownice sklepu muszą tedy po raz tysięczny tłumaczyć, że prawnie zobligowane do zwrotów są tylko sklepy online, a tradycyjne mają własną politykę. I nie zawsze idą w ślady Ikei, do której oddać można wszystko i nawet za 50 lat (ale i tu się zmieniło; obecnie „tylko” 365 dni). Mimo to klientom zdarza się zwyzywać obsługę, grozić policją, powoływać na własne wpływy i pozycję oraz Konstytucję Rzeczpospolitej. I straszyć Strasburgiem. Albo i Trybunałem w Hadze, choć – jak się zdaje – sądzi on zbrodnie nieco innego kalibru.

2. Ukradkowe przymierzanie ubrań w kąciku służbowym za kotarą (lub drzwiami) – gdzieś między mopem, czajnikiem elektrycznym a osobistymi przedmiotami obsługi – gdy wszystkie przymierzalnie są zajęte. Kończy się to zwykle wypędzeniem w samych majtkach na środek sklepu. To krępujące dla wszystkich świadków widowiska. Dla sprzedawców zaś dodatkowo nużące. Naoglądali się tego ze sto razy.

3. Ekscentryczne pytania. Wszystkie poniżej naprawdę padły:

„Czy przymierzalnia jest płatna”?

„Przepraszam, w jakim jestem sklepie”?

„Czy sami szyjecie te ubrania”?

Pierwsze i drugie aż kusi sprzedawcę, by dowiedzieć się skąd przyjechał klient, a ekspedientowi nie wolno przecież zadawać tzw. pytań wrażliwych. Trzecie pytanie zaś może skutkować odpowiedzią: „tak, w wolnych chwilach na zapleczu”. Którą to odpowiedź – jak doniosła mi czytelniczka – klient potrafi uznać za prawdziwą i pokiwać ze zrozumieniem głową. Co akurat nie jest jeszcze groźne, w przeciwieństwie do…

… 4. dawania dziecku do zabawy czegoś z asortymentu sklepu. By czymś je zająć. Do legendy jednej z luksusowej drogerii przeszło dobranie się kilkulatki do standu z cieniami do powiek, większego od rzeczonej kilkulatki zresztą. Straty stratami, ale zdaje się, że skończyło się na pogotowiu. Wskutek bowiem osobliwego qui pro quo dziecko potraktowało paletę jak bombonierkę. Co mniej zabawne, za uszkodzone przedmioty zazwyczaj odpowiadają finansowo sprzedawcy. Tak jak i za ukradzione. Pod rozwagę: niejedna kurtka potrafi kosztować więcej niż wynoszą miesięczne zarobki sprzedawcy.

5. Straszenie dziecka, że jeśli będzie niegrzeczne, pani ekspedientka zabierze je do domu. Bo może się ziścić. Nic wszak dla sprzedawczyni nie będzie straszniejsze od głupich klientek.  Dla dziecka zaś wiele będzie lepsze od głupiej mamusi.

6. Komentowanie wyglądu ekspedientek (ekspedientów mniej, bo mężczyźni nie startują w takich konkurencjach). Wzrokowe, z gwałtownym potrząśnięciem głową w dramatycznym finale i odwróceniem jej w grymasie obrzydzenia na pytanie „mogę w czymś pomóc?”. I słowne, dorzucając po ponownym zlustrowaniu: „ktoś taki jak pani ma mi doradzać?!”.

No i nie daj Boże – choć dla klientek oj daj, daj Boże – jeśli ekspedientka w butiku ma poprawny, nieobniżony indeks wagi ciała.

„Spodziewa się pani dzidzi?”

„Dawno pani nie widziałam. Przytyło się?”

„Ta pani jest mniej pulchna od pani” (porównując jedną sprzedawczynię z drugą).

7. Epatowanie terminologią z zakresu psychologii. Czyli mówienie sprzedawczyni, że jest nieempatyczna (bo nie może uwzględnić zwrotu towaru, który – jak się okazuje – pochodzi z innego sklepu i z innego miasta, bo i tak się zdarza), labilna (bo nie jest pewna, czy ma ten sweterek w większym rozmiarze) lub że relatywizuje (bo uważa, że pojedynczo wystająca z kołnierzyka nitka niekoniecznie jest powodem do dodatkowej obniżki na wyprzedażach).

8. Dowcipkowanie. O ile żart:

„O, te dżinsy nie mają metki z ceną, więc pewnie są za darmo?”

jest tylko sucharem, a komentarz:

„A to już pani sobie sama ładnie poskłada”

po przewaleniu piramidy zręcznie poskładanych koszulek zawiera po prostu błąd logiczny, bo pani poskłada wam, drogie klientki, a nie sobie, to już bon mot w stylu:

„Ucz się córeczko, bo jak nie, to skończysz na kasie, jak ta pani”

(tekst znany, ale to żadna miejska legenda; sprzedawcy słyszą go od lat) podpowiada nam, że dobrze, iż w Polsce nie ma powszechnego dostępu do broni. W galeriach handlowych byłby huk, jak na strzelnicy. Choć, oczywiście, bardziej niż często obsługa jest lepiej wykształcona niż klienci.

9. I wreszcie: stukanie paznokciami przy kasie. Albo pukanie w blat. Względnie – rozglądanie się za dzwonkiem, jak u konsjerża. Wszystko, by dać do zrozumienia sprzedawczyni, że się guzdrze. A ona po prostu nie może w torebce pod blatem znaleźć xanaxu, tak nią z nerwów przez was telepie.

 

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a relacje oglądaj na Instagramie <KLIK>.

 

Zdjęcie: Stephen Chernin/Getty

Tekst zawiera fragmenty felietonu, który napisałem dla magazynu Grazia.

21 Komentarze

  1. JOANNA
    3 stycznia 2018

    Witam!

    Od trzech lat jestem pracownikiem marki premium w jednej z galerii handlowych w Trójmieście. Na przestrzeni tych trzech lat dotrzegam jak bardzo „szlachta klientów” traci szacunek do mojej pracy ale także do mnie jako człowieka. Ludzie zachowują się jak dzikie zwierzęta wypuszczone z klatek. Przerażenie mnie bierze jak patrzę na to co dzieje się wokół mnie. Ludzie zostawiają mózgi w domach albo zwyczajnie ich już nie mają… Twój tekst idealnie w punkt pokazuje co dzieje się w galeriach handlowych. Okres przedświąteczno – noworoczny i okres wyprzedaży to czas kiedy psychika sprzedawców pracujących w takich miejscach jest wystawiana na wielką próbę!
    Plusem w tym wszystkim jest to, że jest garstka ludzi takich jak Ty, którzy zauważają to co rzeczywiście się dzieje. Szanują naszą pracę i przede wszystkim szanują i widzą w nas człowieka a nie „sprzedawcę-robota”! :)

    Pozdrawiam!!

    Odpowiedz
  2. Darek Mołodecki
    4 stycznia 2018

    lady Ikei, do której oddać można wszystko i nawet za 50 lat-juz nie tylko 365dni :)

    Odpowiedz
  3. Magda
    4 stycznia 2018

    Podoba mi się, że Pan się tak rozpisał z nastaniem Nowego Roku i liczę, że utrzyma Pan to tempo. Na nowe teksty zawsze czekam z niecierpliwością.
    Co do rzeczonego tematu, to jestem po drugiej stronie barykady i staram się być wyrozumiała, a podobne zdarzenia z Pana opisu traktuję jako lekcje dla siebie.
    Nie zmienia to faktu, iż niekulturalne zachowania zdarzają się też sprzedawcom.

    Ostatnio wybrałam się do Galerii i stwierdziłam, że chyba przerzucę się na zakupy przez internet, bo:
    Mogę stać w kolejce, ale jak mi ktoś stale cmoka za uchem okazując zniecierpliwienie sama mam ochotę na melisę.

    Do „grzechów” klientów dodałabym wchodzenie do sklepów z psami(!), niby malutkie, ale skołowane potrafią zrobić siku.

    Ale… Szczęśliwego Nowego Roku!:)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      4 stycznia 2018

      Dziękuję.
      Proszę zaglądać też na mój profil na Facebooku https://web.facebook.com/michalzaczynskiblog/
      gdzie na bieżąco komentuję albo udostępniam teksty gazet, do których piszę jednak częściej niż
      na blog.
      Ukłony.
      Ps. Co do psów; w wielu sytuacjach zgodzę się z Panią, mój kumpel jednak ma psa, którego kocha nad
      życie i na każdą moją wątpliwość, że pies ma prawo wejść wszędzie mówi, że jestem nienowoczesny, przaśny i zacofany…

      Odpowiedz
    • michalzaczynski
      4 stycznia 2018

      Ps. Dla Pani również serdeczności!

      Odpowiedz
  4. Paulina
    4 stycznia 2018

    Mam wrażenie, że ludzie udający się na zakupy naprawdę zostawiają mózgi w domach. Sytuacja sprzed sylwestra: przy kasie w supermarkecie rodzina w składzie mama, tata i chłopczyk (na oko 7-8 lat). Pani kasjerka pyta, czy może wydać resztę bez grosza. Pakują ogromne zakupy, synek pyta:
    Mamo, a czemu ta Pani nie chce dać pieniazka?
    A mama na to: a bo widzisz, Ty zbierasz na playstation, a pani też sobie na coś zbiera…
    %$^#/#:’

    Odpowiedz
  5. Ona
    4 stycznia 2018

    pracowałam w sklepie klasy premium i czego się nasłuchałam i naoglądałam to moje. Książkę by można wydać. Zaczynając od chamskich komentarzy, żeby polepszyć sobie dzień, a kończąc na obleśnych podrywach czynionych przez panów w wieku mojego ojca/dziadka. Nie wspominając o zostawianiu śmieci w rogach sklepu – upychanie puszek po coli czy papierków po batonikach w najmniejszych zakamarkach to chleb powszedni. Zdarzało się również, że znosiłyśmy zakupy pachnącym i wybotoksowanym laleczkom na parking do auta, bo przecież po ciężkich zakupach nie ma się już siły na dźwiganie ciężkich toreb z wazonami, porcelaną i agd. To jednak nic, bo gdyby chociaż można było odpowiedzieć takiej pindzie raz czy dwa co się myśli na temat jej wywodów, to byłaby przyjemna i fajna praca. Jednak najgorsi w tym wszystkim są szefowie i szefowe, którzy nie pozwalają Ci na uświadomienie klientki, która najzwyczajniej w świecie Cię poniża. Bo w takich sklepach Panie i Panowie klienci kupują nie tylko drogie rzeczy, ale przede wszystkim prawo do obrażania innych ludzi. Często lepiej wykształconych od nich samych.
    Co do tego, że sprzedawcą też zdarza się obgadywać klientkę będąca w sklepie itp. – nauczyłam się tego od tych Pań, serio. Po paru tygodniach w takiej pracy człowiek sam siebie nie poznaje, bo tyle w nim jadu zaszczepionego przez klientów.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      4 stycznia 2018

      Niestety, znam te historie. Smutne.
      Mój kumpel jest menedżerem restauracji. Gdy ktoś z gości zachowuje się źle albo awanturuje bezzasadnie że złe danie i za nie nie zapłaci
      (choć całe zjadł), ów menedżer dostał pozwolenie od szefów, by powiedzieć: „dobrze, rozumiem, zatem anulujemy ten rachunek, proszę jednak wiedzieć,
      że NIE jest pan u nas mile widzianym gościem”. To, oczywiście, w korporacjach jest nie do pomyślenia…
      Pozdrowienia !

      Odpowiedz
  6. Edyta
    4 stycznia 2018

    Ja tymczasowo pracuje na stoisku w jednej z warszawskich galerii handlowych. Zdarzylo mi sie w okresie poswiatecznym na wyprzedazach kilka sytuacji, ktore mnie zirytowaly po raz pierwszy od 2 sezonow. Jedna pani przyszla z dorosla corka i zaczely mnie poganiac jak krowe na pastwisku. Coreczka rzucila na lade produkt i patrzac z profilu powiedziala ,,Tylko szybko”. Potem komentowaly z mamusia ze skoro oplaca nam sie sprzedawac asortyment za 50% to musimy krocie na tym zarabiac. Inna pani tez mnie poganiala, ciezko jej bylo wsadzic do torebki drobne rzeczy bo by sie biedaczka przemeczyla i jeszcze poganiala mowiac ,,Szybko bo mi sie rzygac chce”.

    Odpowiedz
  7. Daria
    5 stycznia 2018

    Skończyłam czytać z ulgą, że się tak nie zachowuję (ojej, mam nadzieję, że nie!). Zauważyłam jednak, że tekst zaczyna się od najgorszych rzeczy, jakie robią „oni”, czyli konstrumencka szlachta, a kończy słowami „przez was”. Nie chodzi o czepianie się słówek, zwłaszcza, że bardzo lubię czytać Pana teksty, zastanowiło mnie tylko, czy to przypadek.
    W każdym razie artykuł traktuję jako przestrogę dla siebie. Fakt, że względu na dużą konkurencję mamy rynek klienta, nie upoważnia nikogo do zachowywania się w sposób, w jaki sam nie chciałby być potraktowany. Inną sprawą jest refleksja na temat psychiki ludzi, którzy lubią poniżać innych (kompleksy?) Ale to już temat na inną rozprawę, pewnie na innym blogu ;-).
    Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      6 stycznia 2018

      Bardzo ciekawa i w sumie słuszna Pani obserwacja. Tak, kończy się celowym oskarżeniem. Ale ja też nie byłbym pewien, czy zawsze odpowiednio zachowałem się względem obsługi.
      Może powinno być „przez nas”?
      Wszystkiego pięknego w 2018!

      Odpowiedz
  8. Kiero
    7 stycznia 2018

    Pracuje jako kierownik sklepu, w handlu i usługach zarządzam od 10 lat… Zarabiam z premia 6000-8000 zł na rękę, tak pracuje w centrum handlowym i nigdzie nie zarobie tak wygodnych pieniędzy. Jak przychodzi do sklepu pancia z pudrem Chanel i się nim chwali przede mną, z przymrużeniem oka patrzę na ten snobizm, bo wiem że i na majtki które ma na sobie zapłacił jej mąż a ona w życiu potrafi jedynie catering zamówić. Tak samo reszta która myśli że po zawodowce jestem i przerzucam kartony za 1600 zł. Buduje szacunek w moich pracownikach zarówno do siebie jak i do pracy. Mnie praca napawa dumą, od 21 rz jestem niezależna i pomagam rodzinie. Nie mam powodu do wstydu… Co innego klienci, którzy kradną batoniki w Tesco i oddają brudną bieliznę do reklamacji. Dystans i szanujmy się. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      7 stycznia 2018

      Słusznie. Ukłony.

      Odpowiedz
    • melipramine
      7 stycznia 2018

      Nie rozumiem, dlaczego bogactwo kobiet tak często przypisuje się ich sponsorom. Takie uwagi rownież są nie na miejscu, są wręcz seksistowskie. Zachowanie klientki zachowaniem, ale rany, w tym przypadku kobieta kobiecie wilkiem. Było by Pani miło, gdyby ktoś komentował Pani zarobki np. napewno komuś dała d… skoro jest na takim stanowisku.? Pisanie, że snobistyczna kobieta umie tylko zamówić catering jest poniżej krytyki, o mężczyźnie by się już tak nie wyraziło, prawda?

      Odpowiedz
      • Kosmiczna
        9 stycznia 2018

        Popieram.

        Odpowiedz
        • Nattie
          19 lutego 2018

          Ja też, skąd od razu pewność, że za to wszystko płaci mąż?

          Odpowiedz
  9. Tomasz
    14 marca 2018

    Ehhh, no nic się nie poradzi na to, można jedynie zwrócić uwagę, że takie słowa i teksty nie są na miejscu… Ja na szczęście nigdy nie spotkałem się z niemiłym zachowaniem klientów.

    Odpowiedz

Odpowiedz do Kosmiczna

Anuluj odpowiedź