Z duszą na ramieniu

Moda | 27 września 2019 | 2 komentarzy

Dziś każda torebka może stać się kultową. Byle miała duszę i – wiem, jak to brzmi – katalog ludzkich cech.

Nieużyteczne. Bardziej, by nacieszyć nimi oko niż cokolwiek w nich nosić. W sam raz dla czterolatki, a nie kobiety sukcesu. Zatem zaprzeczające cechom dobrej torebki. A jednak o żadnych innych nie jest dziś tak głośno. Mowa o modelach Le Chiquita i Le Chiquito (czyli malutka i malutki), obchodzącej ledwie dziesięciolecie istnienia marki Jacquemus. Mają wyraziste kolory, retro-kształt jak z lat 40. i dwanaście centymetrów szerokości. Przy cenie blisko dwóch tysięcy złotych, sprzedają się na pniu.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.24.11

Trzeba przyznać, że właścicielowi marki, 29-letniemu przystojniakowi z Prowansji (sprawdźcie jego Instagram <KLIK>, jeśli jeszcze nie śledzicie jego profilu) udała się rzecz niezwykła: rzucić wyzwanie najsłynniejszym producentom galanterii na świecie. I wzbudzić w klientkach niekłamany zachwyt. 

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.15.46

- Ona ma w sobie coś takiego, że nawet starej piżamie nada szyku i sensu – mówi o Le Chiquicie Harel, blogerka i dziennikarka. Torebkę, jak wyznaje, kupiła z czystej próżności: by robić nią wrażenie.  Co faktycznie w niej mieści? Klucze do domu, cukierki miętowe, szminkę, mały ikeowski ołówek i, trochę ją już zniekształcając – card holder. A czego w niej nie mieści? Choćby telefonu. – Dlatego noszę ją w roli biżuterii, wypychając kieszenie spodni czy marynarki niezbędnymi przedmiotami – przyznaje blogerka.

Rozochocony sukcesem modelu Jacquemus na obecny sezon przygotował jego… miniaturkę. To Le Mini Chiquito, wielkości – czy raczej małości – paczki zapałek. Ze względu na swoją skrajną niepraktyczność i dość absurdalną propozycję noszenia, błyskawicznie stała się bohaterką memów i hecnych komentarzy. Dziennikarze zabawili się też w wyliczankę przedmiotów, które udałoby się – oczywiście niejednocześnie – włożyć do torebki. Wyszło, że najrozsądniejszym z nich byłby chomicznik malutki – jak czytamy w Wikipedii – najmniejszy, bo pięciocentymetrowy przedstawiciel podrodziny chomików. Mógłby wystawać z torebki tak, jak za złotych czasów Paris Hilton chihuahuy wystawały z torebek Louisa Vuittona.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.06.09

„Le Mini Chiquito” miejsce poświęciły nie tylko wszystkie liczące się magazyny mody, ale i dzienniki, w tym prestiżowy „Guardian”, który zrecenzował, że torebka była „największą najmniejszą rzeczą paryskiego tygodnia mody”. W ten sposób narodziła się nowa „it bag”, w wolnym tłumaczeniu – torebka kultowa.

Trochę ich w historii mody już było. Czy raczej jest, bo główną cechą it bags jest ich ponadczasowość. Bez względu, jak dawno debiutowały – a niektóre zaprojektowano przeszło pół wieku temu, kiedy moda nijak nie przypominała tej dzisiejszej – niezmiennie pobudzają wyobraźnię. 

Co musi mieć w sobie torebka, by stać się TĄ torebką? Jeśli spytać jej użytkowniczkę, zwykle usłyszymy, że powinna być funkcjonalna i dobrej jakości. Tak przynajmniej odpowie Polka. Anna Waśko z Showroom.pl przyznaje, że najważniejszy dla klientek  tej platformy jest aspekt praktyczny. – Stąd ślą do działu obsługi klienta pytania: ile kilogramów udźwignie torebka? Ile ma kieszeni wewnętrznych? Czy ma wytrzymały suwak? -  opowiada Waśko. Według badań agencji SW Research z 2015 roku (nowszych, niestety, brak), dla co trzeciej Polki ważne jest też aby torebka pasowała do większości stylizacji. Kolory? Aż 83 proc. ankietowanych  wybiera czerń.  Przydałoby się też by torebka była uniwersalna, bo co piąta pytana nie dobiera specjalnie torebki do okoliczności. 

To jednak za mało, by torebka stała się it bag. Wymóg jest inny, choć prosty i dotyczący modeli zarówno z wysokiej, jak i średniej półki. Ważny jest nie tyle wygląd, ile historia, jaką torebka ma do opowiedzenia. Stąd szaleństwo na punkcie torebek szacownych domów mody. Ową historię opowiadają, na przykład, poprzez gwiazdę, która ją nosiła i dała jej imię. 

To przypadek modelu Kelly Hermesa, nazwanego na cześć Grace Kelly, a obecnego na rynku od połowy lat 30. Nową nazwę otrzymał w latach 50., gdy szefowie marki dowiedzieli się, że księżna ich torebką zasłania przed fotoreporterami ciężarny brzuch.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.18.41

Do swoistego kamuflażu przydawała się też torebka Constance Gucciego. Przed paparazzi kryła się za nią Jackie Kennedy, stąd w 1961 roku torbę przemianowana na Jackie. I wtedy stała się it bag. Z kolei w czasach nam bliższych, w połowie lat 90. Gianfranco Ferre przedstawił pikowaną i sprawiającą nieco dziecinne wrażenie torebkę Chouchou, przemianowaną na Lady Dior, jak tylko ówczesna pierwsza dama Francji Bernardette Chirac wręczyła ją Lady Dianie. 

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.22.06

Pewne modele toreb powstały jednak niejako na osobiste zamówienie gwiazd. Choćby model Birkin, nazwany od aktorki i piosenkarki Jane Birkin, która w 1983 roku usiadła w samolocie obok szefa marki i poskarżyła mu się, że nie może znaleźć torby odpowiedniej wielkości. Do dziś na model, którego – wg „The Economist” produkowano w 2014 roku w liczbie 70 tysięcy sztuk, przyjmowane są zapisy, a kolejka sięga nawet sześciu lat.  Cena? Najtańsza, z podstawowych skór, to wydatek minimum 25 tysięcy złotych.

W it bag ważna jest też romantyczna legenda smej marki. Weźmy Chanel. Pikowana 2.55 (nazwana tak od daty jej debiutu) na grubym łańcuszku i z wewnętrzną kieszonką, rzekomo przeznaczoną przez Coco na trzymanie w niej listów miłosnych, na dobrą sprawę wygląda na dość sportową. To sława jej projektantki, niezłomnej Coco, sprawia, że torebka rozpala zmysły kobiet skłonnych wydać na nią minimum 22 tys. złotych i godzących się, by co roku dokładać kolejne dwa tysiące (w ciągu ostatniej dekady cena 2.55 niemal podwoiła się).

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.27.18

Oprócz historii powodzeniu konkretnego modelu pomaga też jego charakter. Torebki – co zabrzmi nieco egzaltowanie, ale ich miłośniczki z pewnością potwierdzą te słowa – muszą mieć duszę i katalog antropomorfizujących je (czytaj: ludzkich) cech. Choćby rockowa, osiemnastoletnia Motorcycle bag Balenciagi. Jest nonszalancka, trochę zuchwała, jak to nastolatka, ale i prostolinijna: z tych co lepiej wyglądają rozwalone na kanapie niż z namaszczeniem przesiadujące na piernatce. Podobnie Falabella Stelli McCartney – ugodowa, wszechstronna, bezproblemowa: noszona zarówno na spacer jak i szykowne wieczorne bankiety. Ale i zadziorna, bo mieniąca się „obszyciem” z metalicznego łańcucha. 

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.28.26

Choć Falabella wydaje się idealnym akcesorium dziewczyny Harleyowca, wykonana jest z ekoskóry. Ta naturalna bowiem przestaje być warunkiem, by torebkę uznać za it bag. Szlaki przecierały torebki Louis Vuitton z impregnowanego płótna, plecaki Prady z grubego nylonu czy wreszcie inspirowana origami, bezpretensjonalna Le Pliage marki Longchamp z 1993 roku. Wykonana z lekkiego nylonu ze skórzanymi wykończeniami, składana w mała kosteczkę, to przy okazji jedna z pierwszych it bags na każdą kieszeń. Tworzona we Francji, a noszona m.in. przez Alexę Chung, Beyonce czy Miley Cyrus, kosztuje od 400 złotych.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.31.40

To bardzo na czasie. Na rynku dóbr luksusowych, czego sukces torebek Jacquemusa także jest oznaką, zachodzą właśnie potężne zmiany. Branżowy periodyk Womens Wear Daily ogłosił wręcz, że fenomen tradycyjnie pojmowanych it bags chyli się ku upadkowi. 

Powód? Po pierwsze, e-commerce czyli możliwość zakupów przez internet. Przy takiej dostępności jak obecnie, gdy dziesiątki tysięcy modeli oferowane są online, trudno oczekiwać, by kobiety masowo decydowały się na pięć czy dziesięć najbardziej znanych modeli. Zwycięża chęć wyróżnienia się.

Po drugie, potęga social mediów. To właśnie za ich pomocą marki budują bazę swoich wiernych fanek. Atutem jest tu autentyczność i bezpośrednia komunikacja z klientem, czyli coś czego wyniosłym domom mody brak. A do tego transparentność: wiedza, kto zaprojektował torebkę, w jakich warunkach ją wykonał i z jakich materiałów, do czego wielkie koncerny nadal niechętnie się przyznają. Kobiety lubią też dziś odkrywać nowych projektantów. Choćby po to, by pochwalić się na Instagramie i uchodzić za influencerki. W ten sposób torebki nieznanych wcześniej firm stają się nowymi it bags.

Po trzecie zaś, zmienia się definicja luksusu i symbolu statusu. Owszem, mogą być nim szpilki od Louboutina, ale i trampki Converse’a, który słynie z ich produkcji od ponad stu lat. Dżinsy od Gucciego za 2200 euro? Pewnie, że luksusowe. Symbolem statusu mogą być też jednak Levi’sy albo te zupełnie nieznanej firmy, za to wykonane z denimu z Japonii. Tak samo jest dziś z torebkami. Klasyczne it bags są też drakońsko drogie. To wydatek poza zasięgiem nie tylko znakomitej większości Polek, ale i kobiet za Zachodzie. Dlatego coraz więcej kobiet wybierze torebkę kilku- czy kilkunastokrotnie tańszą, tak samo – ich zdaniem – ładną, nawet wtedy, gdy stać ją na Chanel. Bo dziś każdy patrzy na stosunek ceny do jakości.

Dzięki Instagramowi czy Facebookowi rozgłos zyskały setki modeli niezależnych projektantów. Tylko wśród tych amerykańskich WWD wylicza te marek Susan Alexandra, Staud, Telfar czy Cult Gaia. Cena wielu modeli nie przekracza tu trzystu dolarów; można więc powiedzieć – średnia półka. I takie też trafiają dziś do najbardziej luksusowych domów towarowych świata. Bez nich zaczęłyby bowiem przypominać muzea – pełne starych wzorów nobliwych domów mody. 

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.35.31 Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.34.12 Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.33.15

Oczywiście, wielkie marki się bronią. Czasem przypominają sobie, że w ogóle warto by zaproponować nowy model, by wspomnieć o Puzzle marki Loewe, tyleż funkcjonalnym (można ją nosić na pięć sposobów), co widowiskowym (bo przypominającym zmutowaną kostkę Rubika) modelu, będącym pierwszą nową torbą marki od lat 80.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.47.06

Częściej po prostu reaktywują legendarne wzory. To choćby Saddle (o charakterystycznym kształcie siodła) marki Dior (cena od 10 tys zł), które od ubiegłorocznego wznowienia produkcji stało się gwiazdą Instagramu (140 tys. wzmianek poprzez sam tylko hashtag #diorsaddlebag) i ulubieńcem celebrytek (noszą je Katie Holmes, Olivia Palermo czy Małgorzata Kożuchowska). W bieżącym roku wskrzeszono z kolei Baguette Fendi z 1997 roku, rozsławioną swego czasu przez Sarah Jessica Parker w „Seksie w wielkim mieście”. 

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.12.07

Bezsprzecznie przyciąga to uwagę i sprawia, że sprzedaż designerskich it bags nadal ma się świetnie. Media takie jak „Wall Street Journal” coraz chętniej jednak piszą o markach noszowych. Na nową it bag  typują szoperkę 34-letniego Telfara Clemensa. Model o prostej nazwie Shopping Bag, z dwiema parami rączek (krótkie i długie, dzięki czemu – jak zauważył WSJ – jest dobrą kombinacją formy i funkcji) i z tłoczonym logo sprzedał się w ciągu roku w pięciu tysiącach sztuk. Co spodobało się w nim klientkom? Łatwa w konserwacji ekoskóra (prawdziwa uczyniłaby torebkę czterokrotnie droższą), niskie ceny (w zależności od wersji modelu, od 550zł), trzy wielkości – mała na imprezę, średnia do pracy, a duża na zakupy. No i logo, by wpisać się w trend logomanii.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.38.15

Wszystko wskazuje więc, że nadszedł dobry czas także dla polskich marek. Zresztą my też mamy już swoje it bags. Estymą cieszą się produkty założonej w 2014 roku marki Chylak, z ręcznie wybitym złotym stemplem z indywidualnym numerem. W firmowym sklepie online wiele modeli jest wyprzedanych. Trzeba zapisać się, by otrzymać powiadomienie o ponownej ich dostępności albo kupić w słynnym Net-a-porter, po znacznie wyższej jednak cenie.

Bestsellerem Showroom.pl, największego dziś sklepu online z polską modą, są torebki Ani Kuczyńskiej – kultowe już – i zdaniem potężnej armii użytkowniczek – uzależniające modele Shanghai i Pekin oraz te marki Kulik, oferującej skórzane worki i torebki na ramię.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.08.49 Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.07.57

Hitem okazały się także torebki marki Balagan, wykonane ze skóry garbowanej roślinnie…

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.06.58

…oraz personalizowane torby z frędzlami marki Przywara Strzałka – Klientki piszą nam, że dzięki temu te torby są dla nich prawdziwymi amuletami – przyznaje Monika Przywara Strzałka, założycielka marki. Przy czym personalizacje dalece odbiegają od standardowych monogramów, by wspomnieć choćby o bocianie narysowanym ręcznie przez 6-letnią dziewczynkę. – Jej tata zamówił dla niej pomniejszoną torbę i w tajemnicy zeskanował odręczny rysunek jej ulubionej maskotki – mówi projektantka.

p3

Polskie torebki bywają też już na najbardziej snobistycznych salonach. Jeden z modeli Aleksandry Kościkiewicz, założycielki i projektantki wegańskiej marki Alexandra K., organizacja PETA wysłała w prezencie samej Meghan Merkle. Czy kiedyś rodzima galanteria wymieniana będzie jednym tchem z tą od paryskich domów mody? Niewykluczone.

Zrzut ekranu 2019-09-27 o 13.40.33

Fot: Rex/Telegraph; instagram Jacquemus; jacquemus.com; dior.com; chanel.com; loewe.com; Buste; stellamccartney.com; nordstrom; telfar.net; fendi.com; balaganstudio.com; alexandrak.co; materiały prasowe Ani Kuczyńskiej i Przywary Strzałki.

Artykuł ukazał się w Fashion Magazine jesień 2019 

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i najpiękniejsze stories na IG oglądaj na Instagramie <KLIK>.

2 Komentarze

  1. Krystyna Bałakier
    27 września 2019

    Bardzo ciekawy wpis o torebkach. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz