Syndrom paryski. Kampania i kulisy najnowszej kolekcji Gosi Baczyńskiej – niepublikowane wcześniej zdjęcia.

- Chciałam podważyć banał – mówi Zosia Promińska, autorka fotografii.

 _MG_9389

 

Słyszałeś o syndromie paryskim? – pyta mnie Zosia Promińska. – Cierpią nań głównie Japończycy. Jest skutkiem ogromnego rozczarowania miastem, wyobrażonym jako urzeczywistnienie szyku, luksusu i artyzmu. Po powrocie z Paryża Azjaci chorują niczym na grypę; miewają też ataki paniki. A to nic innego, jak tylko zderzenie z rzeczywistością. Brudne, głośne ulice, sporo biedy i tandety obliczonej na przyjezdnych – wylicza fotografka. 

Jak przyznaje, Paryż także u niej samej wywołuje mieszane uczucia. Są zgodne z tytułem kolekcji Gosi – przez trudy do gwiazd. 

- Tu, żeby osiągnąć sukces, naprawdę trzeba cierpieć. Należy zacisnąć zęby i puszczać sączący się zewsząd jad mimo uszu – mówi.

Stąd idea zderzenia pocztówkowego Paryża ze stanem faktycznym lub przynajmniej takim, jak widzi go Zosia. Pomysł ten w jakimś sensie został też sprowokowany przez samą kolekcję Gosi, ewidentnie luksusową. Umieszczenie jej na tle Luwru, Opery czy choćby secesyjnych wejść do metra mogłoby wyjść zbyt landrynkowo, a w efekcie trącić kiczem.

Ale udało się. Choć media jakoś nie zauważyły zamysłu fotografki, ogłaszając, że tłem dla sesji Promińskiej były ikoniczne paryskie lokalizacje, strojom Gosi akompaniują krzywe krawężniki, kałuże, nieczynne fontanny i autokary. Niewiele tu z romantycznych alejek ogrodów Tuileries; a jeśli już, to prędzej  jest to romantyzm cwaniaka, usiłującego naciągnąć turystów na rzekomo znaleziony przez niego złoty pierścionek.

Zamiarowi sprzyjała też pogoda. Zamiast złotej paryskiej jesieni, wymarzonej by z bagietką pod pachą melancholijnie obijać bruki bulwarów – wstrętna zima, doprowadzająca modelkę Kasię Jujeczkę niemal do łez.

Jak przebiegała praca?

- Byliśmy w małym teamie, ledwie pięć osób. Lubię tak, bo wtedy nie rozmywa się odpowiedzialność i nie ma sytuacji typu: kilkanaście osób na planie scrolluje swoje telefony, a plecak z twoim dorobkiem i ukochanym sprzętem leży na ziemi. Choć tu musiałam go cały czas dźwigać; inaczej od razu ktoś by podbiegł i mi go ukradł – opowiada autorka zdjęć.

Sesja powstała na aparacie cyfrowym, jednak warunki pracy przypominały te typowe dla fotografii analogowej. Zosia cieszy się, że nie musiała zrzucać zdjęć na laptop, pokazywać tuzinowi decyzyjnych osób i wysłuchiwać opinii kolejnego tuzina. 

- Gosia dała mi wolną rękę i przestrzeń do realizacji, jaką sobie założyłam. To był ogromny atut tego zlecenia, tym bardziej że pochodziło od osoby, którą tak bardzo cenię – cieszy się Zosia. 

A skąd na niektórych zdjęciach czerwień?

- Na jej pomysł wpadłam już dawno temu. Owe zalanie krwią okazało się wpisywać w mój stosunek do Paryża – żartuje (albo i nie) Zosia.

Jak deklaruje, woli Lizbonę. Mieszka tuż obok niej, na przemian z Zurychem.

_MG_0094 _MG_9059 _MG_0247ok _MG_0255ok _MG_9425ok _MG_9593 _MG_9447 _MG_9627 _MG_9553 _MG_9646 _MG_9976

47274f55-0f6f-40e8-b39c-c946dae10bc2 9f01e3a1-2592-4722-87e6-5effd4b7a844 3b398914-7a51-44bb-9ceb-fb4e3c4306a5 copy IMG_7337 copy 084bc75c-d476-400c-8257-9e3f605c7d2d copy 1330e312-4c9a-49d9-a126-5d771152ecba copy

 

Modelka: Kasia Jujeczka / Dvision /Asystentka stylistki: Anita Szymczak /Stylistka fryzur: Miha Oshima /Makeup: Kasia Furtak /Manicure i asystentka stylistki fryzur: Claire Nicole

O Zosi więcej przeczytasz w moim tekście dla „Vogue’a” <KLIK>. 

Moje komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i codzienne, bezkonkurencyjne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

Dodaj komentarz