Ania z Polski

„Przyjęłam jego oświadczyny, choć nie miał zęba”, wyznała czwarta i zapewne nie ostatnia żona Michała Wiśniewskiego. Na wspominki zebrało jej się z okazji niedawnego rozstania z wyżej wymienionym. 

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 00.31.47

Siara? E tam. Co prawda na miejscu wokalisty wolałbym zostać zapamiętanym z innych osiągnięć niż rzeczony ubytek, ale czytałem gdzieś, że średnia braków w uzębieniu naszego narodu wynosi 3 koma 7. Z absencją jednego tylko trzonowca ma on zatem niejako powód do dumy. Zresztą: kto nie jest bez zęba, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Poza tym, jeśli ów uszczerbek ma być jedyną wadą Wiśniewskiego, to eksmałżonkę należy uznać za wyjątkowo wymagającą względem mężczyzn i nagrodzić gromkimi oklaskami. Dlaczego? Ano dlatego, że w kwestii, nazwijmy to, niedociągnięć swoich partnerów, wiele z pań wykazuje zdumiewającą wyrozumiałość. I nic w tym dobrego.

Oto jadę linią 520 z Grochowa z zadbaną trzydziestolatką w garsonce, ładnej fryzurze i zachwycie nad trzymanym za rękę wybrankiem. W drugiej on zaś trzyma Tyskie, pociągając nie z rzadka butelkę. Zapasowe, wystające z kieszeni bojówek, sugeruje, że to nie przypadek i że nie pomylił go w Żabce z Fantą. I tak sobie jadą, ona w typie Ania z Polski i on, w typie żadnym, o spojrzeniu niemądrym i manierach nieprzednich. 

Żeby nie było: trunek w podróży bywa miły. Takie Warsy, dla przykładu, to wspaniały wynalazek. Wchodzisz do baru w Warszawie, a wychodzisz w Gdyni. Czary! Póki jednak w miejskim taborze nie wydzielono strefy pubowej, z konsumpcją tamże bym się nie wyrywał. Poza tym jakoś bym się też ogarnął, założył coś czystego, może wyprał wreszcie plecak. Nawet jeśli to tylko 520.

Coś nam jednak mówi, że i sama Ania u swego partnera tego by sobie nie życzyła. Poznała go nieciekawego i nieciekawym za wszelką cenę postara się zachować. „Nie ma dowodów, że kobiety chcą dobrze ubrać mężczyznę”, powiedział mi wszak kiedyś Mr. Vintage. Ha, dodałbym, że istnieje mnóstwo dowodów na to, że zrobią wiele, by mężczyzna pod każdym względem wyglądał źle.  

„Ja go w tym nie widzę”, opieprzyła mnie partnerka chłopaka, z którym przyszła na wyprzedaż garażową. I choć w trafnie wybranej przez niego marynarce (markowej; sprzedałbym za grosze) jego twarz nabrała rysów, sylwetka – proporcji, a on sam nagle zaczął wyglądać jak mężczyzna, a nie sarenka w spranych stopkach 4F, to karnie odwiesił ją, ku triumfie swojej oprawczyni. „Jeszcze by się za nim oglądały”, dodała żartem (akurat!). I poszli. Krzyż na drogę.

Dlatego właśnie polscy mężczyźni tak się prezentują: by żadna inna już na nich nie spojrzała. 

Znamienny w tej historii jest też zaimek „go”. Czemu nie zwróciła się bezpośrednio do ukochanego lub przynajmniej nie potraktowała go po imieniu? Bo często bywa on tylko dodatkiem. I jak własność jest traktowany.

Co bywa, że zaczyna się od ślubu. Pół biedy, gdy panna młoda nalega, by założył koszulę ecru do jej sukni ecru. Cała bieda, gdy chce, by komponował się z wystrojem sali weselnej. Co literalnie znaczy ubrać go pod kolor balonów i serwetek.

Sala weselna jest przy tym pojęciem umownym. Kilka tygodni temu orszak weselny przetoczył się przecież przez osiedlowy Lidl w Oświęcimiu. Młoda para odtańczyła tam poloneza, a wrzucony przez nią do sieci film dokumentujący tany stał się – wg Super Expressu – „hitem internetu”. Czyli beką, tłumacząc na nasze. 

A od tego już krok od blogogodów, wesela w Ikei, jakie kilka lat temu wytargowała w barterze blogerska para Pijaru Koksu i Czechożydek (naprawdę tak się nazwali). Czym, jak się zdaje, zakończyli zresztą swoją blogerską karierę. 

Jeśli zatem planujecie instrumentalne obejście się z mężczyzną, to przynajmniej darujecie mu dekadencję chłodniczych lad czy stołówki z klopsikami. Na jesień przypada dziś  najwięcej ślubów w Polsce. Przemyślcie to jeszcze.

Felieton ukazał się w najnowszym Fashion Magazine. Na reprodukcji: Henri Rousseau: „Wesele”.

Moje komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i codzienne, bezkonkurencyjne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

2 Komentarze

  1. Ewa Zaczyńska
    5 listopada 2019

    Świetny tekst! Jak zawsze!

    Odpowiedz
  2. Anna z Polski :P
    5 listopada 2019

    Ja pod względem doboru mężczyzny i „obchodzenia” się z nim, podzieliłabym kobiety na dwie grupy:
    1. nie dbające o swojego partnera,
    2. dbające o swojego partnera.
    Panie z grupy pierwszej są zakompleksione, szczęśliwe,że kogoś upolowały i będą mogły zaciągnąć go przed ołtarz (wybierać białą kieckę, organizować wesele etc.), a potem posiadając podwójne nazwisko, uważać się za lepszą od panien i rozwódek, mają małe wymagania, przesiadują na Facebooku i Instagramie umieszczają codziennie sztuczne „słitaśne” foty i złośliwie komentując cudze zdjęcia,bo… są zazdrosne, (o cudze życie, ale też o swojego Janusza), a co za tym idzie nie dbają o swoich partnerów/ mężów, żeby czasem nikt nie „ukradł”. Może to niestety okazać się zgubne, bo są kobiety, które na widok zaniedbanego mężczyzny pomyślą sobie „ojej, jaki biedny, nikt o niego nie dba, zaopiekuję się nim” i zachowają się tak jak w przypadku znalezionego w śmietniku kotka- przygarną go i będą o niego dbały zgodnie z zasadą: „mężczyzna jest wizytówką kobiety”. Zasadę tę wyznają kobiety, które są pewne siebie, mają poczucie własnej wartości, które jest niezależne od tego czy mają partnera, męża czy nie, są wrażliwymi estetkami, dbanie o partnera, męża to dla nich naturalny przejaw miłości.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz