Futra? Kończmy z tym!

Moda | 10 stycznia 2020 | 2 komentarzy

Świat rezygnuje z futer. Ale futra nie chcą zrezygnować ze świata. Futrzarze argumentują, że są ostoją tradycji, ekologii i gospodarki. Tylko dlaczego mamy litować się nad silniejszymi, którzy żyją ze znęcania się i zabijania słabszych?

american-mink-2779719_1920

Elżbieta II rezygnuje z noszenia naturalnych futer. Wieść przekazała Angela Kelly, osobista garderobiana królowej. W mediach – sensacja. Umówmy się: królowa Anglii nie jest żadna ikoną mody. Paradoksalnie jednak, tym większa siła rażenia jej decyzji. Człowiek wylądował na księżycu, wyodrębnił DNA, wymyślił Internet. Zmieniały się ustroje, padały dyktatury, dzieliły się i jednoczyły kraje. Wyemancypowały się mniejszości, przeżyliśmy Woodstock, nastał kult celebrytów. A ona w tym czasie niezmiennie, w futerku czy choćby futrzanych pelerynkach, trwała na brytyjskim tronie. I choć na niektóre okazje, zgodnie z przyjętą od lat przez Pałac Buckingham filozofią zero waste, donosi jeszcze stare futro, zwolennicy naturalnych futer muszą być wstrząśnięci. Pada jeden z ich ostatnich bastionów: tradycja. Dziś noszenia futer nie da się już nią wytłumaczyć.

LEWICA ZA, PRAWICA TEŻ

A byłoby komu. W zachodnich społeczeństwach przeciwnicy futer stanowią zdecydowaną większość. Także w Polsce. Jeszcze w marcu 2018 roku w sondażu CBOS za zakazem hodowli zwierząt na futro opowiedziało się 59 proc. badanych. Tej jesieni, czyli równo po półtora roku – wg Biostatu  - już 73 proc.

Kto się sprzeciwia? Żadna lewicowa klasa średnia.  To głównie kobiety i młodzi, ale niezamożni i z małych miast. Wieś też nie odstaje: futrom mówi stop ponad 72 proc. jej mieszkańców.

Nadal jednak, mimo że rocznie zabija się u nas w tym celu około ośmiu milionów futrzaków, nawet nie ograniczono hodowli. Wydawało się, że jest blisko. Projekt przewidujący, że od stycznia 2022 r. hodowle byłyby nielegalne, leży w sejmowej zamrażarce. I to pomimo faktu, że złożył go poseł partii rządzącej. 

PETA-campaign-anti-fur-ashley-james-ruth-rose-1-1484x1049

Wyprzedziło nas już 14 państw kontynentu, w tym Słowacja, Austria, Serbia czy Holandia. Prawdą jest, że zakaz hodowli nie jest wystarczający. Istnieją kraje, które nie hodują zwierząt na futra, a zarabiają na ich produkcji i sprzedaży. Jest jednak ważnym, pierwszym etapem do wprowadzenia zakazu handlu. – Trzeba na to czasu, co widać na przykładzie Wielkiej Brytanii, gdzie zwierząt na futra nie hoduje się już od 2000 roku, a teraz trwają prace nad tym, by zakazać handlu – mówi Marta Jarosiewicz ze stowarzyszenia Otwarte Klatki. O tym, że jest to możliwe świadczą stosowne regulacje, jakie przyjęły m.in. Los Angeles, San Francisco i Sao Paolo, a wkrótce – bardzo możliwe – także Nowy Jork. Produkcji i sprzedaży futer zabroniono też w całej Kalifornii. Od 2023 r. mieszkańcy nie będą mogli sprzedawać ani wytwarzać futrzanych ubrań, butów ani torebek.

Dlaczego my nie jesteśmy w stanie wykonać nawet planu minimum? Winne jest lobby. Polska zajmuje podium w produkcji futer ze skór zwierząt. Wyprzedzają nas tylko Chiny i śląca w świat swoją filozofię hygge Dania. W obronę hodowców żarliwie zaangażował się, na przykład, się dyrektor Radia Maryja Tadeusz Rydzyk, hojnie sponsorowany – jak ujawniły media – przez hodowcę norek Szczepana Wójcika. W listopadzie tego roku ujawniły one też, że futrzarze opłacili hejt na polityków, dziennikarzy, aktywistów i organizacje pozarządowe. Trolle powiązani byli z ekspertami i pracownikami Wójcika, prawicowymi dziennikarzami, działaczami Konfederacji RP oraz ich kampanią #RespectUs. Tymczasem tylko w 2017 roku zarobiliśmy w Polsce na futrach dwa miliardy złotych. To znaczy zarobili hodowcy. Jest ich niewielu, za to bardzo wpływowych. Bo choć rzekomo w branży pracuje 60 tysięcy osób, w rzeczywistości jednak….mniej niż tysiąc osób. Tyle według oficjalnych danych ZUS za lata 2016–2017.

Jak wygląda taki zarobek w praktyce?  W 2011r. Joanna Podgórska opisała to w „Polityce”: „Lisy zabija się prądem. Pracownik fermy trzyma zwierzę za ogon w powietrzu i wbija mu w odbyt jedną elektrodę. Drugą podtyka pod pysk i rozwścieczone zwierzę chwyta ją zębami, zamykając obwód. Powinno to trwać kilkanaście sekund. Ale nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Podobnie giną szynszyle. Norki są zabijane w komorach gazowych przy użyciu dwutlenku lub tlenku węgla. To finał życia spędzonego w ciasnej klatce”. 

Czemu cytuję tekst sprzed ośmiu lat? Bo nic od tego czasu się nie zmieniło. Jedyna zmiana, zresztą tylko na papierze, to minimalnie zwiększone klatki norek. Norce przysługuje około 0,2 m kw., a żyjącemu przecież dziko lisowi – 0,6 mkw. Przez całe życie, którego nazwanie nędznym byłoby eufemizmem. Efekty to autoagresja,  stereotypia czyli nieustanne krążenie po klatce, samookaleczanie. 

cenafutra_smierc.8109ef9

Hodowcy odpierają te zarzuty, a kręcone na fermach z ukrycia filmy – za sfałszowane. Tłumaczą, że zniszczone futra zwierząt przyniosłyby im straty, stąd dbają o zwierzęta. 

- To kolejny mit. Lisa bez łapy czy z raną na głowie nadal można wykorzystać; na brelok wystarczy. I nawet maltretowane zwierzęta będą miały ładne futra – wyjaśnia Marta Jarosiewicz z organizacji Otwarte Klatki.

FORTUNA NA POMPONACH

Przemysł futrzarski bowiem w niewielkim stopniu żyje ze spektakularnych płaszczy wartych fortunę. W warszawskim Vitkacu można kupić kurtkę z kołnierzem z norek od Saint Laurenta za 17 555 zł czy futrzany płaszcz marki Off White za 17 379 zł. Ale choć futra potrafią kosztować nawet setki tysięcy, branża futrzarska kokosy zbija na trimmingu – kawałkach futra bezmyślnie doczepianych dla efektu.

Wiele jednak wskazuje, że jego dni naprawdę są policzone. Spójrzmy, co zmieniło się zaledwie w ciągu dekady. W 2010 roku w opublikowanym w „Życiu Warszawy” felietonie „Futro obciążone dziedzicznie” Joanna Bojańczyk pisała: „Z wielkich nazwisk tylko Vivienne Westwood deklaruje się jako wróg zwierzęcych płaszczy. Reszta – m.in. Dior, Chanel, Yves Saint Laurent, Versace, nie mówiąc o Fendi, które z tego żyje, prezentuje je w każdej zimowej kolekcji (…) PETA za cel ataku wybrała Giorgio Armaniego, który podobno obiecał zaniechać produkcji naturalnych futer, ale słowa nie dotrzymał. Przedstawiono go na plakacie z wielkim nosem i podpisem: Pinocchio Armani”. Dziś futer nie sprzedają już ani Chanel ani Armani; największy wstrząs wywołała zaś Donatella Versace. W rozmowie z „Financial Times” znienacka przyznała: „Futra? Skończyłam z tym. Moda nie może polegać na zabijaniu zwierząt”. 

jenny grafiada

Oprócz niej w międzynarodowym programie Fur Free Retailer znajduje się ponad 1000 marek i projektantów, w tym Gucci, Prada, Burberry, Hugo Boss, Coach, Jimmy Choo, Furla czy The Kooples. Zatem elita. Jeśli dodać do tego zakaz wstępu dla futer na fashion weekach w Londynie, Amsterdamie czy Melbourne, widać jak ogromny dokonał się postęp.

I widać go także w Polsce. Inicjatywę „Sklepy wolne od futer” podpisali m.in. Solar, Wojas, Vistula, marki należące do LPP, Risk Made in Warsaw, Prosto czy Est by S. Cały czas dołączają kolejni. O rezygnacji z używania futer poinformowała niedawno nowa szefowa Deni Cler, Iwona Kossmann. – Nie mamy futer w naszej najbliższej kolekcji, na wiosnę – lato 2020, i nigdy nie będziemy już ich używać – obiecała mi z kolei Patrycja Cierocka, dyrektor kreatywna Patrizii Aryton. 

Futer nie kupimy też na największej polskiej platformie e-commerce Showroom.pl, a antyfutrzarska warszawska szkoła mody MSKPU zorganizowała w tym roku pionierski w Polsce konkurs dla projektantów mody odpowiedzialnej. Oczywiście, wolnej od futer. 

48619715956_67c3dda9c9_k

75310402_3293908210682471_4853327677433577472_n

NOBLISTKA WALCZĄCA

Nie bez znaczenia są też popularne osobistości sprzeciwiające się naturalnym futrom: od Joanny Krupy i relatywnie niedawno nawróconej Joanny Horodyńskiej po Maję Ostaszewską i Olgę Tokarczuk. Noblistka to praktycznie ikona walki o prawa zwierząt. W zekranizowanej przez Agnieszkę Holland (jako „Pokot”) książce „Prowadź swój pług przez kości umarłych” pisarka oburza się: „czyjeś ciało przerobione na buty, na pulpety, na parówki, na dywan przed łóżkiem, wywar z czyichś kości do picia… Buty, kanapy, torba na ramię z czyjegoś brzucha, grzanie się cudzym futrem, zjadanie czyjegoś ciała, krojenie go na kawałki…”

Naturalne futra ewidentnie więc mają dziś kiepski PR, a projektantom ich używających grozi ostracyzm. Z naszego podwórka przykładem choćby pokaz Agnieszki Maciejak na tegorocznym katowickim fashion weeku. Mimo że impreza została szczegółowo opisana i zrecenzowana przez wszystkie liczące się media kraju, futrzaną kolekcję Maciejak – choć to duże i znane nazwisko – całkowicie w nich pominięto. Nadal nie jest jednak idealnie. Futra, m.in. Doroty Goldpoint, promują Bożena Dykiel czy Grażyna Szapołowska, a Stowarzyszenie Futrzarzy Polskich szczyci się współpracą z Wyższą Szkołą Sztuki i Projektowania z Łodzi.

PETA_JaredGilmore2_0516

Mimo wszystko jeszcze dekadę temu rozmachem swoich salonów zadziwiał Andrzej Jedynak, po którym dziś słuch zaginął, a używanie naturalnych futer było powodem do dumy. Firma Simple oferowała norki, karakuły, lisy, a także futrzane torby czy czapki. „Uczłowieczyłyśmy futro” – mówiła Joannie Bojańczyk założycielka i projektantka marki Lidia Kalita. „Zrobiłyśmy z niego lekki płaszcz miejski, który nie kojarzy się z okryciem zakładanym na 1 listopada”, chwaliła się.

Dziś Simple nie istnieje, a Kalita od kilku dobrych lat działa pod własnym nazwiskiem. Czy nadal używa futer?

- Boże broń! Od 8 – 9 lat wyłącznie futra sztuczne – mówi mi projektantka. I dodaje: „wiem, że to żadne tłumaczenie, ale wtedy była inna świadomość, a może jej brak. To trochę jak z psami na łańcuchach. W dzieciństwie widziało się ich wiele, a teraz jak widzę coś takiego, to wydrapałabym właścicielowi oczy”.

48765878398_5b90d35041_k

Walka z futrami trwa od lat 70., kiedy powstały pierwsze listy zagrożonych gatunków, jak amerykańska Endangered Species Act z 1973 roku. W latach 80. zaczęły się protesty, na masową skalę kontynuowane w latach 90. Wtedy też PETA zainaugurowała kampanię „Wolę być naga niż w futrze”, w której wzięły udział (literalnie: rozebrały się) Naomi Campbell, Eva Mendes czy Christy Turlington. W 1994 roku wiceprezes PETA Dan Mathews potrafił wraz z kolegami zdemolować biuro Calvina Kleina. Zaproszony kilka dni później przez nieźle przestraszonego projektanta na spotkanie, zmusił Kleina do obejrzenia w jego obecności filmu pokazującego tortury zadawane zwierzętom futerkowym. Wstrząśnięty kreator, wówczas nr 1 w USA, natychmiast podpisał deklarację rezygnacji z tego surowca. Której się trzyma do dziś.

ca_peta_andersen

W swojej biografii „Committed: A Rabble-Rouser’s Memoir” Mathews przytacza też spotkanie z Johnem Galliano. Kreator powiedział mu, że nie jest zwolennikiem futer lecz jego szefowi Bernardowi Arnaultowi podobają się pieniądze, jakie przynosi ich sprzedaż. Projektantowi mimo wszystko też, skoro w kolejnej kolekcji zaproponował pelerynę z całego pyska oskórowanego srebrnego lisa. Michael Kors z kolei oświadczył, że „zaprojektuje wszystko, co się sprzeda”. W tym płaszcz ze skór małych jagniąt, zabijanych poprzez wywołanie bolesnego poronienia lub zatłuczenie ich dosłownie w pierwszych sekundach życia, by uzyskać rzekomo najdelikatniejsze futro. Obydwaj projektanci są dziś fur- free.

peta

IMPERIUM KONTRATAKUJE

Odejście od naturalnych futer wydaje się być dziś nieodwracalne. Choć – a może właśnie dlatego – branża futrzarska się nie poddaje. Kontratakuje, nie mogąc pogodzić się z faktem, że futro przestało być symbolem statusu i usiłuje, na przykład, dowieść, że futro jest przyjazne… środowisku. – Jeśli mamy zostawić naszym dzieciom świat w lepszym stanie, musimy traktować naturę, ludzi i zwierzęta z szacunkiem – apeluje brytyjski projektant Tesfa Joseph współpracujący z futrzarską organizacją Kopenhagen Fur. – Tak naprawdę hoduję szynszyle, bo kocham zwierzęta – wzrusza się w propagandowym filmie stowarzyszenia Fur Europe Janos Fulop, węgierski hodowca. 

Żart? Hipokryzja? Raczej cwane ucinanie dyskusji na temat okrucieństwa wobec zwierząt. Znamienna jest też tu wizytówka targów futrzarskich HKFF w HongKongu, najważniejszych tego typu na świecie. Oficjalnie głoszą, że „handel futrami jest wyjątkowy wśród nowoczesnych gałęzi przemysłu, wspierając niezwykłą gamę kultur, tradycyjnych umiejętności i stylu życia”. Choć zamęczanie zwierząt nie ma nic wspólnego z nowoczesnością, kultury zmierzają ku weganizmowi i prawom zwierząt, a styl życia się zmienia. „[Handel futrami] Odgrywa również ważną rolę w ochronie środowiska i zarządzaniu siedliskami, a także przyczynia się do międzynarodowego biznesu, zapewniając wiele krajów korzyści dla zatrudnienia i gospodarki”, kontynuuje HKFF. I kłamie, bo futra dewastują środowisko naturalne, a korzyści dla gospodarki niwelują straty dla społeczeństwa.

Te straty widać gołym okiem. Dlatego co ósmy z nas nie kupiłby też domu w okolicy fermy futrzarskiej. Wiadomo, fetor, szczury, muchy. Skażona gleba i woda. Do tego przedostawanie się do środowiska pasożytów i chorób. To koszty, jakie za fermy płaci całe społeczeństwo, nie mając żadnych korzyści w zamian.

1569508485858

Wrogiem przemysłu futrzarskiego stały się też futra sztuczne. Dużo mówił o analizie laboratorium Organic Waste Systems w Gandawie, która wykazała, że sztuczne futra nie tylko nie są biodegradowalne, ale i są zwykłą plastikową trucizną. To że nie są biodegradowalne to fakt. Podobnie jednak jak to, że farbowane futra naturalne nie mogą poszczyć są tu lepszymi parametrami. Jak i to, że badania, które stały się fetyszem organizacji zrzeszających producentów futer zamówiła i opłaciła jedna z nich, Fur Europe.

Dyskusja wokół sztucznych futer jest jednak sukcesem producentów futer. Zrzucili się nawet na globalną kampanię „uwypuklającą kolosalne szkody czynione przez sztuczne futra” i nazywając te prawdziwe „odpowiedzialnym wyborem”. Tyle że dlaczego alternatywą dla futra prawdziwego ma być sztuczne? Przecież może to być wełniany płaszcz, kurtka ze wzmocnionej bawełny, parka z nowoczesnych outdoorowych tkanin czy puchówka.

Albo – to póki co wersja dla zamożnych – innowacyjne futro Stelli McCartney z tkaniny pochodzenia roślinnego o nazwie KOBA, jest wytwarzane jest z poliestru z recyklingu oraz z sorony, tj. włókien roślinnych firmy DuPont. Do produkcji materiałów zużywa się mniej energii, wytwarza mniej co2, samo zaś futro łatwo jest poddać recyklingowi.

A co robić z futrem które już ktoś ma? Nie wyrzucać, ale też nie kupować nowego sztucznego. Najlepiej po prostu oddać potrzebującym. 

fmagazineTekst ukazał się w najnowszym wydaniu Fashion Magazine zima 2019/2020.

 

Zdjęcia: Otwarte Klatki/ Andrew Skowron, PETA, Las Vegas Weekly/ Jennifer Grafiada.

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i najpiękniejsze stories na IG oglądaj na Instagramie <KLIK>.

2 Komentarze

  1. Karol
    12 stycznia 2020

    Walka z przemysłem futrzarskim – świetnie. Popieram. Ale jaki jest sens pozbywać się posiadanych futer? Po pierwsze nie każdy może sobie na to pozwolić. Po drugie, czy skoro już zabito zwierze, to rezygnacja z nadal dobrego pochodzącego z niego produktu to po prostu brak szacunku. Po trzecie, dlaczego zakazywać handlu? Jeżeli zamknie się farmy, nie ma to sensu. A pozostaną przecież inne źródła futer, np. po odstrzałach nadmiaru populacji. Czy futra odstrzelonych zwierząt mają się marnować? Co alternatyw, to co ma do powiedzenia PETA na temat wełny? Bo tworzywa sztuczne to czysta kpina, pół Azji jest już nimi zaśmiecone

    Odpowiedz
    • Julia
      13 stycznia 2020

      Wreszcie ktoś, kto myśli jak ja. Skoro moja babcia miała futo, jest jeszcze dobre. Dała mi, to dlaczego pod presją mam je oddać? Oddam futro, muszę kupić nową kurtkę. A mówimy o ograniczeniu konsumpcjonizmu. Wszyscy piernicza o wełnie, ale mało kto chce dowiedzieć się jak powstają np buty UGG. Ja wiem, widziałam. Nic tam humanitarne. Zwierzęta na skóry też, ale przecież te eko skóry są toksyczne. Ja mam futerko z królika, które na wiele wiele lat. Po babci. Mam z drugiej ręki szalik z królika i będę nosić póki się nie rozpadnie, a noszę już parę lat.

      Odpowiedz

Odpowiedz do Julia

Anuluj odpowiedź