Kijów: park samochodów zamienionych na kwietniki

Kijów: park samochodów zamienionych na kwietniki

Dzienniki podróży | 16 sierpnia 2013 | 6 komentarzy

Byliście, drodzy Państwo, kiedyś w parku samochodów zamienionych na kwietniki w Kijowie? Wiem, że nie, więc zazdrośćcie. Było wspaniale.

Do parku wchodzę przez Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Na naddnieprzańskiej skarpie rozrzucono mroczne, bunkropodobne bryły skrywające muzealne eksponaty. Konkretnie – 300 000 eksponatów. Posągi muskularnych sołdatów i ich matek – gniewnych radzieckich kobiet – podtrzymują tony betonowych sklepień.  Pieśni patriotyczne wybrzmiewają z ustawionych głośników – na świeżym powietrzu, na dziesięciu hektarach. A wszystko to po bezkres wyłożone płytami chodnikowymi. Gdyby nie pomalowany wesoło w groszki czołg, pomyślałbym, że jestem w Phenianie. Tak – mniej więcej – wyobrażałem sobie stolicę Korei Północnej.

Boże, Boże, Bakczysaraj

Boże, Boże, Bakczysaraj

Dzienniki podróży | 1 sierpnia 2013 | 8 komentarzy

Czytam „Pełznąc po Dachu Świata” w Wyborczej. Robert Stefanicki pisze o podróży do Tybetu. Co za facet, uwielbiam go! Wreszcie na stronach turystycznych jakiś konkret, zamiast rzewnych opisów flory na obrzeżach mongolskich jurt, paplaniny o Lizbonie wieczorami pachnącej sardynkami, czy doprawdy samobójczych intelektualnie, gorączkowych esejów o nocnym podboju Włocławka.

Do Moskwy, do Moskwy

Do Moskwy, do Moskwy

- Zabieraj swój czemodan i daswiedania!  – wrzasnęła gruba Luda, aż zatrzęsło szybką w kantorku niedrogiego hotelu w podmoskiewskim Krasnogorsku, w którym owa Luda pracowała.

Odessa, miasto nieistniejące

Odessa, miasto nieistniejące

Olga, odeska przewodniczka z „Nieustannej wędrówki” Karla Markusa Gaussa, wpadła na sprytny pomysł. Pokazuje turystom to, czego nie ma.

San Francisco: miasto pomylonych

San Francisco: miasto pomylonych

Czasem człowiek przez chwilę ma wrażenie, że jest normalny. Na przykład w tramwaju linii F w San Francisco.

Siedzący przede mną starzec doznał właśnie iluminacji. Wznosi ręce i okrzyki na cześć Jezusa, dziękuje za łaski, płacze. Thank You, Jesus! Po chwili jego angielski przechodzi w słowotok glosolalii. Ręce mu drżą jak w transie. Tramwaj nie dojeżdża jednak nawet do Civic Center, gdy starzec spostrzega szatana. Ogania się od niego, parska, w końcu wybiega w popłochu.