Joanna od luksusu, Jessica od biznesu. Czego nauczyły nas afery metkowe w polskiej modzie.

Moda | 10 czerwca 2020 | 37 komentarzy

Ostatnie trzy afery pokazują nam, że mentalnie wiele marek, celebrytów, ale i mediów tkwi w latach 90. Jest przaśnie, cwanie, po kumotersku.

„Świat po epidemii będzie jak Polska w latach 90. Chaos i wolna amerykanka”, powiedziała niedawno Zuzanna Skalska, znana obserwatorka trendów. Tyle że te lata nigdy nie minęły. Przynajmniej jeśli chodzi o sposób funkcjonowania części naszego lokalnego środowiska mody. Nadal w nich tkwimy: wszystkie chwyty dozwolone, znikoma refleksja i brak skruchy po przyłapaniu na gorącym uczynku.

Znamienny napis FAKE (ściema) na zniszczonej w ostatni weekend witrynie butiku Veclaim
przy ul. Mokotowskiej w Warszawie

I ta sama, co w latach 90., mentalność:

  • poczucie bezkarności i przeświadczenie, że można klientów wprowadzać w błąd, bo „ciemny lud to kupi”,
  • brak choćby podstaw PR-u, brak gotowości by zapłacić za ten profesjonalny i brak zrozumienia na czym on polega – dla mnie, jako dziennikarza, ale i wykładowcy właśnie z dziedziny PR-u kryzysowego marek odzieżowych – te przypadki to bezcenny materiał szkoleniowy,
  • partyzancka reakcja na krytykę, jak usuwanie komentarzy czy demonstracja siły buńczucznymi pismami prawniczymi,
  • przaśność w myśleniu, że w 2020 roku klienci nie oczekują od firm transparentności.

Tyle że żadna z tych firm nie zorientowała się, że mamy 2020 rok.

Weźmy serial z Jessiką Mercedes i Veclaim. Trwa już trzeci tydzień. I potrwa dłużej, bo do druku – o czym wiem z pierwszej ręki – nie poszły jeszcze wszystkie magazyny, w których opisano perypetie rzutkiej influenserki.

Na życzenie głównej bohaterki tej historii zresztą, która zamiast wyciszyć emocje podgrzewa atmosferę coraz to bardziej zdumiewającymi oświadczeniami i z coraz bardziej podkrążonymi – niczym u ministra Szumowskiego – oczami:

  • dziękuje za rzekome wsparcie,
  • tłumaczy, że „współpraca z Fruit of The Loom” (chyba wstydliwa, skoro wycinano jej metki) była pilotażem,
  • przysięga, że ta firma tworzy jakościowy basic,
  • zarzeka się o konieczności „dokończenia dropa”,
  • oprowadza followersów – i także siebie samą – po raz pierwszy po szwalni (de facto znanej w Łodzi od lat pralni i farbiarni, realizującej także usługę metkowania),
  • wygłasza motywacyjne mowy,
  • i w sumie czyni wszystko, byle tylko nie przeprosić. Nie licząc przeprosin w stylu non-apology.

O ile kupowanie koszulek konfekcyjnego przedsiębiorstwa Fruit of the Loom za jakieś dziesięć złotych i sprzedawanie ich po modyfikacji i z własną metką nawet za 239 zł nie jest czynem niezgodnym z prawem i świadczy – tu znów podobieństwo do ministra Szumowskiego – o żyłce do biznesu, o tyle twierdzenie, iż uszyte w Maroku koszulki powstawały od podstaw w Polsce – jest już oszustwem.

Wpadka Veclaim stała się ulubionym tematem memotwórców

Nie wiem, jak mogła zrobić to tysiącom wpatrzonych w nią dziewczyn, oszczędzających kieszonkowe czy odkładających z własnych pierwszych pensji, by mieć coś sygnowane nazwą Veclaim. Poczuły się zdradzone. Drugi raz szybko nie zaufają polskim młodym markom, obiecując sobie, że nie dadzą się już nabrać. Co uderzy w wielu uczciwych projektantów.

Nie wiem też, jak można wcielać się w rolę pokrzywdzonej, po tym jak się narozrabiało. Może skrucha nadejdzie wraz z ewentualną niekorzystną decyzją badającego sprawę UOKiK? Albo wraz z doprowadzeniem do skutku zbiorowego pozwu, jaki obiecują poszkodowani w założonej przez siebie grupie na Facebooku? A może pojawi się na skutek utraconych kontraktów reklamowych?

Bo na srogość modowych mediów liczyłbym najmniej. Długo nie chciały o sprawie pisać, bo im się to nie kalkulowało. – Najgorszy w tej sprawie jest hejt, jaki wylał się na Jess – wystękał mi jeden z wpływowych dziennikarzy. Nieprawda. Hejtem, jeśli zawiera groźby karalne, powinna zająć się policja. Media modowe zaś – wziąć w obronę klientki marki oraz bronić dobrego imienia uczciwych polskich projektantów.

Media jednak od dawna znały się i lubiły z Jessiką – ja zresztą też. Przede wszystkim jednak chciały ogrzewać się w blasku jej sławy. W końcu blisko milion obserwatorów jej konta na Instagramie to nie jest liczba do pogardzenia. Tyle że to nie jest rola mediów.

Tym bardziej nie jest nią bezwstydne podlizywanie się Joannie Przetakiewicz, założycielce La Manii. Mowa choćby o należącym do Agory serwisie Plotek.pl. Bo oto czytam i nie wierzę:

I to koniec artykułu. Osobliwe dziennikarstwo śledcze. Bo w końcu o szyciu w Polsce wiedzą „z zaufanego źródła” czy z ogólnodostępnej metki?

A może ustalmy najpierw fakty? La Mania informowała klientów, że wszystko w 100 proc. szyje w Polsce, po czym okazało się, że jednak 95 proc., a pozostałe 5 proc. m.in. w Bangladeszu. I właśnie w tym tkwi problem. Redaktorzy poczytnego serwisu o nim jednak nie wspomnieli. Jak nie wstyd im kwestionować rzetelność dziennikarza, który odkrył tę – nazwijmy to – rozbieżność?

Inne media też nie lepsze. „La Mania oskarżona. Mamy oświadczenie!” triumfują zadowolone z siebie, uznając sprawę za wyjaśnioną. Żadnego komentarza czy obiektywnego spojrzenia na temat.

Może martwią się, że w odwecie stracą dostęp do popularnej celebrytki? Bez przesady; wystarczy śledzić jej Instagram i publikować zrzuty z ekranu, ze wspomnianym „kusym wdziankiem na krześle” włącznie. Na tym przecież zresztą większość dziennikarstwa dziś polega.

Ale to nie koniec. Bo umówmy się, każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu. Historia z czapkami u La Manii mogła być zwykłym niedopatrzeniem. Należało przeprosić za wprowadzenie w błąd, zaproponować rekompensatę, obiecać poprawę. I może nie zrzucać winy na rzekomą nieudolność polskich szwalni:

Tyle, że tych grzeszków La Mania ma więcej: sprzedawała kieliszki, sugerując, że są sygnowane jej marką, podczas gdy pochodziły z huty Julia. Albo i nie tylko Julia, bo jedna z moich czytelniczek przysłała mi zdjęcia kupionych w La Manii kieliszków Bohemii. Teraz z kolei Michał Kędziora, znany z bloga Mr. Vintage, donosi o oferowanych przez La Manię świecznikach i ozdobach imitujących znanych włoskich designerów. Jak łatwo się domyśleć, można je znaleźć także na AliExpress. Wtórują mu czytelnicy; ich zdaniem sklep La Mania Home to rodzaj pośrednika chińskich producentów.

Zatem nie jest już luksusowo lecz tylko jakby luksusowo. Co jednak robi La Mania? Przy pomocy prawników straszy Bartka Fetysza w kuriozalnym piśmie, w którym niczego de facto się nie wypiera. Oburza się wulgarną formą jego wpisu (jej prawo), ale o meritum sprawy wygodnie milczy.

Tymczasem byłoby etycznie, gdyby asortyment sprzedawany w e-sklepie La Manii Home (a może przecież sprzedawać co żywnie jej się podoba) był odpowiednio oznaczony. Nie czyniąc tego klient może odnieść wrażenie, że wszystko to projekty znanej z wyrazistego stylu, podziwianej przez wiele kobiet właścicielki, nie zaś zbiór produktów różnych firm odsprzedawanych z mniejszym lub większym zyskiem.

Jak się ma to do zapewnień szefowej, że „zaprojektowała rzeczy, które sama chciałaby mieć”? Przecież to zwykłe kłamstwo.

Marka Wishbone też nie lepsza. Znów: tandeta ta sama co w AliExpress – czerwony kawałek sznurka za 89 złotych; naprawdę, drodzy państwo, to kupujecie? – sprzedawana jako polskie rękodzieło. Ale zdaniem mediów „Polki pokochały tę markę”. Teraz przebąkują coś o wpadce Wishbone, które de facto same wykreowały i któremu przysporzyły klientów.

Oświadczenie przedsiębiorczych właścicielek marki? „Firma Wishbone nigdy nie prowadziła importu towarów z Chin. Od początku istnienia marki przykładałyśmy dużą wagę do tego, aby nasze produkty były wyjątkowe i unikalne. Współpracujemy tylko z lokalnymi dostawcami i rzemieślnikami jubilerstwa. Po weryfikacji z jednym z dostawców ustaliłyśmy, że w swojej ofercie posiadamy produkty, które są dostępne również na popularnej chińskiej platformie sprzedażowej”.

Jakieś przeprosiny? A skąd.

Witamy zatem w latach 90. Dziki kapitalizm, szukanie naiwnego, żerowanie na braku świadomości, braku wiedzy, na ufności. W skali mini dajemy się nabierać, jak pokolenie wcześniej na Art B, piramidy finansowe, parabanki Lecha Grobelnego. Mamy 2020 rok i bywa, że wystarczy zrobić zakupy na AliExpress (dokładnie jego fenomen opisałem TU), by założyć markę.

Tak zresztą było i dekadę temu; mało kto wówczas tym się przejmował. W 2012 roku w „Fashion Magazine”, na przykład, opisałem to w obrazkowej historyjce „Jak zarobić na modzie w Polsce”.

Na przestrzeni lat zmieniły się tylko niektóre ceny składowe. I sama moda.
Proceder, jak się okazuje, pozostał ten sam.

Na moją skrzynkę mejlową przychodzą dziś dziesiątki listów wraz ze zdjęciami autorskich bluz z metkami najtańszych azjatyckich producentów, biżuteryjnego chłamu udającego sztukę – a to w Polsce prawdziwa plaga – wraz z materiałem porównawczym z AliExpress, podejrzanych koszulek, splagiatowanych butów. Nic się nie zmieniło. Z wyjątkiem klientów. Przestajemy być naiwni i leniwi, zaczynamy sprawdzać marki, przyglądać się ich wiarygodności. Większość z nich jest uczciwa, dlatego także im samym powinno zależeć na tym obywatelskim audycie.

Te, które nie były, poniosą konsekwencje. Tym bardziej, że w nerwowych i niepewnych czasach pandemii mamy obniżony próg odporności na fałsz. Największą dla nich karą będzie fakt, że przestaną wzbudzać podziw, a staną się przedmiotem kpin. Już się stały.

AKTUALIZACJA 12.06:

La Mania Home w ciągu jednej nocy przeszła metamorfozę i została „concept store’em”. Nagle przestała „tworzyć” produkty, a zaczęła ich „szukać” i je „dobierać”. U Jessiki też wszystko w porządku:

Zarzucono nam hejt i manipulacje, jednocześnie firma po cichu zmieniła opis działalności
Rozmowa z Joanną Przetakiewicz z grudnia 2019r. w Plejadzie

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

37 Komentarze

  1. magdalena sz.
    10 czerwca 2020

    Była też jakiś czas temu afera z Tous i pewnymi – jak to ładnie eufemistycznie nazwałeś – rozbieżnościami 😉 Chodziło o rozbieżności w cenach i składzie stopów czy innych tam metali szlachetnych 😉 I ucichło.

    Odpowiedz
  2. Anna
    10 czerwca 2020

    Chyba nastały czasy, że wszystkie zakupy trzeba robić z opcją „szukaj obrazu w Google” 🙂

    Boję się, że te afery rozejdą się po kościach, UOKiK ukarze śmieszną kwotą, a kolejne kontrakty reklamowe odbudują budżet i pozwolą dalej wciskać wątpliwej jakości produkt. Wszystko wróci do normy, Jessica do Gucci, klienci do Bangladeszu.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      12 czerwca 2020

      Uważam, że nie wróci. Pandemia pomoże wyeliminować pewne patologie. Ludzie są już mniej wyrozumiali, bardziej świadomi

      Odpowiedz
  3. Magic flute
    10 czerwca 2020

    Ja nie rozumiem o co afera. Normalne biznesy w Polsce . Jak zaczynałam prace w fashion w PL 12 lat temu i pojechałam na premier vision to Francuzi mnie nie wpuścili na stoisko bo powiedzieli ze nie chcą mieć doczynienia z Polakami którzy tylko kradną i kopiują pomysły innych. Pracowałam właśnie u takiego Janusza biznesu co kopiował 1:1 modele paryskie i włoskie.

    Odpowiedz
    • Meg
      10 czerwca 2020

      A może my się po prostu nie znamy i chodzi o to, że tylko metki są z Chin czy tam innego Bangladeszu? A tu zaraz afera 😀

      Odpowiedz
    • Wojażer
      12 czerwca 2020

      No to słusznie, że cię nie wpuścili, bo takim Polakiem – złodziejem jesteś. Jeżdżę na Première Vision od 2009, nie kradnę, więc mnie wszędzie wpuszczają – Francuzi, Hiszpanie, Duńczycy. Może widać było po tobie od razu, że jesteś właśnie jakim nieodrodnym januszem biznesu?

      Odpowiedz
  4. Siggy
    10 czerwca 2020

    Temat z La Mania Home mocno rozwojowy, Mr Vintage wrzuca na stories kolejne porównania do produktów z Alibaby… co za kompromitacja…

    Odpowiedz
  5. Szpieg
    10 czerwca 2020

    Na Ali express znajdziesz wszystko. Nie będzie miało oznakowania marki, ale bedzie niemal identyczne. Tam wystawiają się producenci z całego świata. Produkują dla różnych marek i mają dostęp do dokumentacji technicznej. Prawo autorskie jest nie do wyegzekowania.
    To się dzieje. Nawet topowe marki podpatruja i kopiują.Teraz jest łatwiej niż było kiedykolwiek.

    Odpowiedz
  6. Laura Kuczyńska
    10 czerwca 2020

    A jak skomentujcie top od MISBHV na AliExpress ?
    Może też kupują na Ali i sprzedają dużo drożej ?

    75,25 zł 39% zniżki | Lato jesień khaki knitting streetwear seksowny top kobiety bez rękawów seksowna bluzka koszulka wiązana na szyi top punk
    https://a.aliexpress.com/_d625Mpa

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      12 czerwca 2020

      Skomentuję. Trzeba pamiętać, że polskie marki także bywają kopiowane. Na przykład torebki Chylak.

      Odpowiedz
      • emm
        12 czerwca 2020

        Misbhv ma na swoim koncie tez rozne przewinienia np. plagiaty grafik.

        Odpowiedz
    • pykpyk
      15 czerwca 2020

      MISBHV to teraz „hajpowa” marka więc można znaleźć sporo podróbek na Ali i Taobao – to tylko pokazuje sukces marki.

      Oczywiście MISBHV powstało dzięki plagiatom, najpierw koszulki z wykorzystaniem przerobionych logo m.in. YSL, Chanel, późnie jawne kopiowanie HBA i innych marek streetwearowych. Dopiero teraz robią coś w miarę „swojego”

      Odpowiedz
  7. Pola
    11 czerwca 2020

    Michał gratuluję świetnego tekstu, odważnej szczerości (Nazywania rzeczy po imieniu) i profesjonalizmu. Jedyny w tym modowym „dziennikarskim” bagienku który mówi i pisze prawdę, bez względu na koszty. Szanuję to.

    Odpowiedz
  8. AnnaM
    11 czerwca 2020

    Jaki trzeba mieć tupet, żeby chińszczyznę kupiona za grosze sprzedawać z wielkim narzutem i równocześnie tworzyć otoczkę wyjątkowości (jakieś egzaltowane teksty na stronie wishbone o tym czym to „projektantki” chcą się z odbiorcą dzielić).
    Pierwsza mysl po tej serii wpadek: ciekawe ilu jeszcze takich przedsiębiorczych projektantów mamy w Polsce?🧐 Zgadzam się z tym, że opisane w artykule akcje fatalnie wpłyną na opinie ludzi o polskich twórcach. Swoją drogą być może Ania Kuczyńska, o której ostatnio tu czytałam, nie musiałaby zamykać butiku gdyby stosowala marże takie jak „dziewczyny wishbone”. Smutne to i niesprawiedliwe🥴

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      12 czerwca 2020

      tak, celna uwaga. I szkoda butiku Ani. Z drugiej strony – nie zamknęła firmy, więc nadal możemy u niej kupować.

      Odpowiedz
  9. Mpk
    12 czerwca 2020

    Patologia to chęć zaistnienia przez posiadanie podkoszulka „Sławnej Blogerki”, albo metki nikomu na świecie nieznanej marki la mania – drogie panie to Czysta głupota. A tzw. „Producenci” Ci właśnie żyją z waszej głupoty i żyć będą dobrze – brawa dla was.

    W PL są jednak uczciwi Projektancji Producenci – patrzcie na Katarzyna Szymańska – tu serio obiecana jakość i prawdziwe rękodzieło! Można, nawet w PL, ale klientki nieco Wybredniejsze …

    Odpowiedz
    • AnnaM
      12 czerwca 2020

      No nie przesadzajmy z nazywaniem tego patologią. Nie ma nic złego w pożądaniu czegoś firmowanego przez naszego idola. I w tym największy problem w tym wypadku. Kupujesz, bo ufasz, że to coś dobrego i uczciwego. A dostajesz tombak. A scenariusze zażegnania kryzysu, których jesteśmy świadkami, chyba też przez specjalistów z chińskiej platformy pisane😉

      Odpowiedz
  10. Mpk
    12 czerwca 2020

    O ty tez usuwasz! z prędkością światła – no to gratulacje za ..nie wiem za co i jak to nazwac

    Odpowiedz
  11. Andrzej
    12 czerwca 2020

    Tak się kończy ślepe zapatrzenie w celbrytow. To że ktoś jest znany , nie znaczy że jest artystą, rzemislinkiem, projektantem (niepotrzebne skreślić). W naszym kraju jest naprawdę duża liczba marek, które powstaly z prawdziwej pasji tworzenia, jednak nie stoją za nimi znane nazwiska i wciąż czekają na odkrycie.

    Odpowiedz
    • XS
      12 czerwca 2020

      Tak, i nie miały siły się przebić, bo niewykwalifikowane osoby zabierały się za otwieranie „biznesu”. W Polsce cały światek modowy od zawsze opiera się na znajomościach, i wątpię, aby to się prędko zmieniło…

      Odpowiedz
  12. Robert
    13 czerwca 2020

    Ludzie! Wy chyba nie macie pojęcia jak działa produkcja odziezy w Polsce. Spróbujcie zrobić dobre czapki z polskimi szwalniami. Tak akurat się składa, ze siedzę w branży i współpracuje z nimi od lat. Wieloma różnymi. Te szwalnie w PL to firmy Januszy, bez koordynacji, bez odpowiedniego zarządzania. Nieogary. 80% szwaczek to Ukrainki na czarno.
    Problem w tym ze produkcja akcesoriów w Polsce praktycznie nie istnieje!
    Ale po co ja to pisze większość z pewnie myśli ze surowiec włókienniczy (przędza) tez ma pochodzić z polski bo przwciez mamy świetny klimat do uprawy bawełny.

    PS: dobrych materiałów wysokiej jakości tez się w PL nie produkuje.
    Ps2: w 2020 kiedy to alliexpress kopiuje wszystko wy swoimi domysłami sugerujecie ze to polskie marki kopiują aliexpress

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      14 czerwca 2020

      Robercie, piszesz: Nieogary. 80% szwaczek to Ukrainki na czarno. Napisz do mnie o tym, proszę, na priv: michalzaczynskiblog@gmail.com Chętnie przyjrzę się sprawie.

      Odpowiedz
    • Beata
      15 czerwca 2020

      nikt myślę nie ma problemu z produkcją poza Polską. mamy problem w momencie, gdy produkcję w Azji przedstawia się jako polską.

      pewnie nikt by się do La Manii nie przyczepił, gdyby od początku była narracja, że słuchajcie, wprowadzamy czapki do sklepu, zanelźliśmy genialną szwalnię w Bangladeszu, która korzysta z technologii, jakiej w Europie brakuje, chcemy wam drodzy klienci odczarować ten kraj i pokazać, że w Azji jest mnóstwo świetnych specjalistów! i tu parę zdjęć lub wideo tour ze szwalni i pokazanie, jak te czapki są super konstruowane.

      i marża mogłaby być przecież jeszcze wyższa przy takiej narracji, bo wiesz, że faktycznie kupujesz luksus.

      ale jeśli taka narracja wjeżdża dopiero po kryzysie wizerunkowym, i w dodatku brzmi jak naciąganie… to można czuć się oszukanym, zwłaszcza, że dopisek 95% pojawił się na stronie po całej aferze.

      ps. no i nie wiadomo w sumie, jak z tymi technologiami w Bangladeszu 🙂

      Odpowiedz
  13. Ania
    13 czerwca 2020

    Przecież, nikt nie krytykuje produkcji poza Polską, wszyscy chcemy rzetelnej informacji

    Odpowiedz
  14. Rafał
    13 czerwca 2020

    Jak łatwo w świadomości ludzi zmienić się ze sprawcy w ofiarę… wystarczy zlecić pomalowanie drzwi. Pamiętam ten sam schemat czerwonej farby na Mokotowskiej u Zienia, jak chciał na siebie zwrócić uwagę tuż przed upadkiem swojego biznesu.

    Odpowiedz
  15. Sandra
    14 czerwca 2020

    Warto wspomnieć też o MISBHV, klasyk jeśli chodzi o Pana graf, tylko nawet się nie starają nie łamać praw autorskich. Świetnie to podsumowuje funpag na fb – memebhv bodajże.

    Odpowiedz
  16. Ewelina
    15 czerwca 2020

    Bardzo dziękuję za ten artykuł. Otworzył mi oczy. W końcu ktoś ma odwagę napisać prosto, konkretne i bez owijania w bawełne.

    Odpowiedz
  17. Di
    16 czerwca 2020

    Jesika, La Mania, koraliki i z pewnością wiele innych z pewnością trochę się zagalopowały. Posmakowały dobrej kasy, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Straciły przy tym wyczucie smaku i szacunek do ludzi. Cwaniactwo nigdy nie wychodzi na dobre i mam nadzieje że solidnie dostaną po łapkach za pazerność i arogancję!
    Oszustwo = paragrafy. Przynajmniej prawnicy trochę tutaj zarobią! 😆

    Odpowiedz
    • Allie
      24 czerwca 2020

      o matko, to dopiero przekręt!

      Odpowiedz
      • AnnaM
        24 czerwca 2020

        Wygląda to faktycznie słabo. Jest bardzo prawdopodobne, że na aliexpresie znalazł się towar „zainspirowany” tym co można kupić m.in. na netaporter. Trudno mi uwierzyć, że zadziałało to w drugą stronę. A jak znalazło się w ofercie wishbone? W sensie którym ogniwem łańcucha małpowania wzoru jest wishbone?

        Odpowiedz

Dodaj komentarz