Za dwa rubiny diament!
– To było chyba w 1979 – John drżącą ręką poprawia sfatygowaną bejsbolówkę, a oczy błyszczą mu jak ćwierćdolarówki. Albo jak świecznik na fortepianie obok. Jesteśmy w Museum of Liberace, oprowadzani przez emerytowane wolontariuszki. W okularach pulsujących kolorowymi diodami wpisują się w krajobraz. To w końcu Las Vegas.
