Pokochały show-biznes

Bycie modnym w zasadzie nigdy nie było łatwiejsze niż teraz. Wystarczy przytyć.

A potem już tylko założyć szpilki Louboutina, pójść na trzy pokazy mody, dać zarobić co nieco projektantowi, by cię w mediach pochwalił, i przyjąć zaproszenie do telewizji śniadaniowej. Co do mnie, to ze względu na rzucenie palenia jestem na najlepszej do tego drodze. Może tylko nie stać mnie na louboutiny, ale zawsze mogę wypożyczyć do jakiejś sesji w redakcji i na salonach dziarsko w nich podrobić.

A póki co przykładem pozostaje kariera pań Grycan. Czyli synowej potentata lodowego oraz jej córki, zwanych swojsko Grycankami. Grycanki, efektowne damy, które „po prostu pokochały show-biznes”, jak zwierzyły się w jednym z wywiadów, nieoczekiwanie okrzyknięto ikonami stylu. – Może i  widać po nich, że stary Grycan nie zajmuje się hodowlą kiełków, no ale wiesz, ile można pisać o Anji Rubik – przekonywał mnie pewien redaktor.

I ostatecznie jakoś tam mnie przekonał. Po pierwsze, rzeczywiście, ile można pisać. Po drugie, pojęcie piękna jest relatywne. A po trzecie, wspomniane panie, dotychczas znane głównie z nazwiska i portfela, nie zamierzają lansować się z założonymi rękami. Starsza myśli o własnym programie w telewizji. Kulinarnym. Młodsza o blogu – i tu też niespodzianka – o modzie. Poza tym jest jakaś sprawiedliwość dziejowa. Puszyści zawsze mieli pod górkę i narodu nigdy nie zadowalali. Przykre z nich żarty na w.f. Zniecierpliwione wobec nich westchnienia na obozach wędrownych. Postulaty, by wykupywali dwa miejsca w samolocie (znajoma dziennikarka z „Rzeczpospolitej” spytała otwarcie, czemu mamy płacić za każdy kilogram nadbagażu, skoro otyli mają na sobie nawet dwie dodatkowe walizki, a nie płacą!). I te komentarze! – Nie wiem, jak ona może jeść przy swoim wyglądzie – gdy puszysta publicznie je. – O tak, teraz udaje, że się odchudza, a jak tylko wróci do domu, to wyżre pół lodówki – gdy puszysta akurat nie je. I tak w koło Macieju.

Gdy jest się mężczyzną, to można zapuścić brodę i ogłosić się misiem. Istnieją nawet erotyczne subkultury tak zwanych bearsów, ale to już na felieton do innej gazety. Ale gdy jest się kobietą, to do tej pory pozostawało granie muzy Felliniego (tylko kto w dzisiejszych czasach pamięta, kto to był Fellini?) albo siedzenie przy zgaszonym świetle i zagryzanie smutku wafelkiem Grześki.

Dlatego kibicujmy takim inicjatywom! Nie jestem tylko pewien, czy sam fakt bycia grubaśnym jest wystarczającym powodem, by swoją osobą zawracać społeczeństwu głowę.

Wpis jest oryginalną wersją felietonu, który ukaże się 6 lutego w „Newsweek Polska”

9 Komentarze

  1. dressyourdream
    5 lutego 2012

    Sama prowadzę bloga o modzie i powiem szczerze jestem ciekawa co Wiktoria będzie pokazywała na swoim blogu i pewnie zajrzę z ciekawości 🙂

    Odpowiedz
  2. Pat
    6 lutego 2012

    Ja naprawdę skrycie je uwielbiam

    Odpowiedz
  3. well-dressed-mind
    8 lutego 2012

    Fajnie byłoby, gdyby za tuszą i louboutinami szło coś jeszcze. Bo jeśli kasa i kilogramy to wszystko co Panie mają do zaoferowania, to trochę słabo. Z niecierpliwością czekam więc na program kulinarny i na bloga. Kto wie, może też zostanę Grycfanką…?;)

    Odpowiedz
  4. modologia
    8 lutego 2012

    No proszę bez takiej czarnej rozpaczy, niektórzy wiedzą, kim Fellini był – Fellini wielkim reżyserem był 🙂 A co do Gryc-blogów: jeśli powstanie polski odpowiednik bloga Gabi Fresh to ja jestem za.

    Odpowiedz
  5. grzegorz
    8 lutego 2012

    A ja proponowałbym im wystąpić w „NO TOP MODEL” albo same niech taki twór wymyślą. Czyli im chudsze, tym szybciej odpadną, taki show dla grubasów.

    Odpowiedz
  6. taakamysz
    8 lutego 2012

    A nie widzicie, że to wszystko za przeproszeniem od „dupy strony”? Czy możemy już skończyć lansy wszelkiej maści i rozmiaru panienek, które nie mają sobą nic do zaprezentowania oprócz drogich ciuchów? A to, że pokazują je w tv i drukują na okładkach szatławców ich zdaniem upoważnia je do bycia ekspertem w każdej sprawie. A nie powinno być czasem tak, że NAJPIERW się prowadzi program w tv, NAJPIERW się pisze bloga i WTEDY staje się „znanym”? Jak na razie to kolejne nic nie znaczące wieszaki na drogie ciuchy. Obojętnie w jakim rozmiarze.
    A temu „Pewnemu Panu Redaktorowi” z artykułu szczerze doradzam zakup okularów i dojrzenie ISTOTNYCH tematów.

    Odpowiedz
  7. Glam
    8 lutego 2012

    Taakamysz – mocne, ale prawdziwe ! Panie Michale – gdybym przeczytała tylko sam początek bez podpisu autora – wiedziałabym, że to Pan. Ale dalsza część postu…. Bardzo zachowawcza, na zasadzie : żeby nie urazić”. Mam trochę wrażenie, że teraz wszyscy, którzy piszą o Grycankach są bardzo ostrożni w słowach. Przypuszczam, że działa wyobraźnia i wizja otrzymania listu od adwokata wspomnianych Pań ;-)) W takiej sytuacji lepiej nic nie pisać, niż się asekurować.
    Btw: cieszę się, że zaczął Pan pisać bloga. Dołączam do grona wiernych czytelniczek 😉

    Odpowiedz
  8. kropka-x
    12 lutego 2012

    Hmm, ja bym śmiała twierdzić, że nie chodzi o „Wystarczy przytyć”, tylko raczej „Wystarczy mieć kasę” 😉
    Do samych Pań nic nie mam. Są zadowolone ze swojego wyglądu i super. Tak trzymać!
    Problemem raczej jest ten fałsz, który się ujawnia w wypowiedziach różnych „autorytetów” (właściwie ludzi, którzy uważają, że są takowymi autorytetami) chociażby ze świata mody. Jeszcze nie tak dawno twierdzili, że otyłość jest niezdrowa, fuj i w ogóle nieapetyczna i że ludzie są otyli tylko ze swojego lenistwa. Natomiast gdy temat ten zaczął dotyczyć bogatych Pań Grycan, prześcigają się Ci właśnie ludzie w komplementach nt. jak bardzo te obfite kształty są sexi. Same ochy i achy, mrrrau 🙂
    Myślę, że to właśnie ta hipokryzja mediów najbardziej razi, a nie same Panie.

    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz