Greysh. Chłopak Małgorzaty Czudak

Moda | 23 lutego 2012 | Brak komentarzy

Małgorzata Czudak działa trochę jak wielkie marki, albo domy mody. Jakieś trzy czwarte kolekcji to rzeczy do noszenia, można powiedzieć uniwersalne, a reszta – przerysowane wręcz wzornictwo i stylizacja, które nadają kolekcji charakter, swoje ID powiedzmy, i ją „sprzedają”.

Najnowsza kolekcja Greysh, w większości męska, te założenia wiernie oddaje. Świetne, proste koszule, którymi Czudak zachwyciła już w poprzedniej kolekcji, kurtki, czy spodnie były tłem dla spektakularnych bluz pianki, szortów z tak zwanych inteligentnych tkanin, dzierganych swetrów i dodatków w postaci toreb, czy czapek bejsbolówek.

Klimat? Jak dla mnie, interesujące zderzenie stylu futro z chłopięcym retro-szykiem. Co ciekawe jednak, moim zdaniem to tło było lepsze. Może jestem zmęczony hipsterską modą, tymi głębokimi dekoltami T-shirtów do kolan, piankami (już trochę passe) i materiałami, które nie pozwalają ubraniu na odpowiednie układanie się na ciele (w dwóch, czy trzech przypadkach odmówiły one Czudak posłuszeństwa i po prostu źle wyglądały, choć w bluzie na zdjęciu spełniły swoją rolę)? Może sam chciałbym wreszcie nosić polskich projektantów? Tak czy tak, im prostsze projekty ta szefowa katedry mody łódzkiej ASP pokazywała, tym bardziej mi się podobały.

Bo też prostota Czudak jest całkiem wyrafinowana i finezyjna. Kurtka skórzana, tzw. highlight kolekcji z dwóch rodzajów skóry i podszyta wystającą z rękawów i u dołu cieniutką bawełną (wszystko monokolor), koszule z „podwójnymi” plecami, albo z cudnie wyprofilowanym kołnierzykiem, architektoniczne płaszcze damskie – to moda jaką mało kto w Polsce robi tak dobrze, jak Czudak. Świadczy o klasie projektantki. Classic with a twist, można powiedzieć. A więc ruszamy do Małgorzaty Czudak na zakupy (www.mczudak.com – od marca br.), widowiskowy off oglądamy, a klasykę kupujemy!

PS. Jeszcze dwa zdania o samym pokazie, w dawnej fabryczce nabiału przy Hożej. Pomyślany jako bezpretensjonalny  MC Brunch (gra znaczeń, bo MC to przecież nie tylko inicjały gospodyni, ale i symbol szybkiego dania), z robionymi na bieżąco bagietkami, za to bez czerwonych dywanów, gwiazd i tradycyjnego wybiegu, był miłą formą odpoczynku od zwyczajowego blichtru. Czuć, że Czudak po prostu lubi swoich gości.

Dodaj komentarz