Mężczyzna, który mnie minął

Mężczyzna, który mnie minął miał jakieś czterdzieści lat, wyglądał na zadowolonego z życia. Był całkiem przystojny i raczej nie pił wczoraj. A jeśli już, to na pewno nie sam. Pomyślałem, że mógłbym w jego wieku być taki jak on.
Choć nigdy nie wiadomo, kim będziemy w przyszłości. Im dalej, tym więcej wariantów. Dopóki, oczywiście, się nie zdematerializujemy i z dobrych z nas wyrosną w kwietniu białe tulipany, a ze złych – chwasty. Bo to przecież nieprawda, że najwięcej mamy możliwości na starcie. Kiedy się ma pięć lat, sprawa jest rozstrzygnięta: my zostaniemy strażakami, a dziewczyny księżniczkami.
Potem pojawiają się wątpliwości. I plany bycia podróżnikiem, pilotem, żeglarzem; chodzi o przygodę.  Następnie – gdy wkraczamy w pretensje, tak na początku liceum, między ubieraniem się na czarno, patosem, a porzyganiem po pierwszym papierosie – aktorem, reżyserem, poetą, pisarzem, ba, dramatopisarzem nawet. Generalnie idziemy w sztukę.
Później, w konfrontacji z tak zwanym rynkiem dochodzą dziennikarz, specjalista PR, copy writer, coś by pracować w reklamie, Unii, przy produkcjach i postprodukcjach. Ale nawet bez zdziwienia odnaleźliśmy się za jakiś czas w HR-ach, zarządzaniach, tłumaczeniach, agendach, pionach i departamentach.
Pojawiają się poważne kredyty, poważne związki, bywa, że i całkiem poważne dzieci, by z czasem uwolnić się od nich wszystkich, na własne życzenie lub nie. Wspólnie kupiony pies, czy dom okazują się kiepskim gwarantem stabilizacji, więc ja biorę komodę, bieżnik z czerwonym szlaczkiem i tę starą skrzynię ze śladami po kornikach, bo zawsze  lubiłem trzymać w niej płyty, ty zachowaj żyrandol, sofę i w sumie oddaję ci mikser, tylko wyjedź gdzieś na weekend, jak się będę wyprowadzał.
Zaczyna się też walić z pracą, więc trzeba poszukać sobie nowych opcji. Nie za późno jeszcze, by popaść w nałogi i depresje. Wyjechać do Stanów i sprzątać kible w Wendy’s. Wrócić natchnionym z Laosu i zostać coachem. Zapisać się na rosyjski, nurkowanie, lifting, psychoterapię, MBA i krav maga i co jeszcze. Jest mnóstwo do zrobienia i mnóstwo do spieprzenia. I ani się nie obejrzymy, jak zobaczymy mężczyznę, który nas minął.

7 Komentarze

  1. Maciek
    19 marca 2012

    Misiek… OK… Powoli dobiegamy rzeczonego wieku… OK… Trenuję Krav Maga… OK… Wróciłem z Laosu w stanie wskazującym na natchnienie… ALE NIGDY NIE PRZYSZŁO MI NA MYŚL ZOSTAĆ COACHEM!!!! ;)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      20 marca 2012

      Misiek? do i know you from somewhere? Jeśli jeszcze nie myślałeś o coachu to pomyślisz. To bardzo modne teraz, tak jak w N Jorku każdy ma swojego psychoanalityka, tak w Warszawie coacha, który mu karierę planuje, a de facto leczy kaca po upokorzeniu przez korporacje i/lub poczucie straconych lat na zapierdalaniu na kredyt, prestiż i designerską wyciskarkę Starcka.

      Odpowiedz
      • Maciek
        20 marca 2012

        Gdańsk, Jerozolima… Czy to coś Ci podpowie…? ;)

        Odpowiedz
  2. Katarzyna Daszkiewicz
    19 marca 2012

    Dość filozoficzny wątek… :-)

    Odpowiedz
  3. Pumaupatree
    21 marca 2012

    Bedziesz szukac „niewiadomo czego” az dojdziesz do wniosku (wczesniej lub później), ze „wszystko” jest w Tobie. I wtedy moze pojawic sie refleksja, ze wielu wydarzen i ludzi po drodze spotkanych nie doceniles, bo szukales „niewiadomo czego”, a tak naprawde potrzebujesz własnej dojrzałości i akceptacji tego co niesie życie. Wtedy możesz dojść do wniosku, że szukałes szczęścia na zewnątrz, w innych, mowiąc np.: „z tym czy z tamtym nie jestem szczesliwy, bo…” , a pomyślałeś może „dlaczego”? Czy przypadkiem w innych nie drażniło Cie to, co w Tobie, w głębi serca najbardziej Cie niepokoi. Podobno Ci, którzy nas najbardziej wkurzają są naszymi najlepszymi „nauczycielami” przysylanymi przez życie. Lekcja będzie trwała dopóty, dopóki jej nie przerobisz. Czy wiesz juz Michale co masz do przerobienia? Zrob wszystko by stać się dojrzałym mężczyzną. Jesteś na początku tej drogi. I wiem, że będziesz wspaniałym, dojrzałym facetem (a nie wiecznym, do bólu infantylnym chłopcem), tylko zacznij wreszcie pracować nad sobą – bo wszystko czego pragniesz – masz w sobie. Myśl! Nie pobłażaj sobie! Pracuj nas sobą! To ma sens. To budzi szacunek. A wtedy… kiedy mnie miniesz – uśmiechnę się do Ciebie z podziwiem na twarzy. Uwielbiam Cie ;-) Powodzenia!
    ps.: Trzymaj się z dala od coach’ów różnej maści!

    Odpowiedz
  4. ...........
    22 marca 2012

    Jerozolima,Nowy Swiat,Bracka…… to chyba bardziej Warszawa…… ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz