Strach, skiny i spaliny. Off Fashion Week AW2012/13 relacja

Moda | 24 kwietnia 2012 | 14 komentarzy

Alternatywne pokazy Off w ramach Poland Fashion Week bywają jednak momentami zbyt alternatywne. Weźmy, na przykład, takie spaliny, puszczone ze starego Forda (ładnego, pomalowanego w chmurki, ale jednak Forda) w zamkniętym pomieszczeniu. Duet Alexis & Pony napakował go modelami płci obu, odpalił i puścił na wybieg. Jako że auto swoje lata miało, kierowca bał się, że jak wyłączy silnik, to już potem nie odjedzie. W ciągu kilku minut salę spowił romantyczny, siwy dym, a goście zaczęli omdlewać. Czy od dymu, czy od osobliwości, które zobaczyli – to kwestia sporna. Kolekcja w estetyce „cyrk spotyka ZPT” obfitowała w nagie torsy objuczone ciężkimi płaszczyskami, podartymi i postrzępionymi kamizelkami tudzież różowymi jęzorami udającymi szalik, spodnie z kolorowymi kutasikami, sandały męskie na koturnie oraz paradę dość paskudnego, za to autorskiego obuwia w barwach różnych. Żartu mnóstwo, sensu trochę mniej, ale ostatecznie to Off i przynajmniej podczas tego pokazu nie panowała atmosfera martyrologii polskiej, jak to na Alei Projektantów (o czym w odrębnej relacji) bywało. Co nie oznacza, że kolekcja Alexis & Pony nie była patriotyczna. Przeciwnie – tak zwany highlight kolekcji, czyli czerwone ortalionowe gatki (Polska gola! etc), designerzy zestawili z białą koszulą. Czemu jednak na koszulę narzucili narzutkę z beżowego koca? Nie wiadomo. Spytać nie było jak, bo goście stadnie salwowali się ucieczką celem inhalacji.

Całkowicie odmienne inspiracje czerpała Mart.Adamiec. Czerpała w sensie dosłownym, bo na pewno gdzieś obok była woda. Plejada rusałek – świtezianek w pogniecionych, postrzępionych u dołu sukienkach, podfarbowanych w okolicach pasa bardziej jednak niż polskie krajobrazy przywoływała nastrój India Shopów. Projektanta oblekła buty modelek rajstopami. Może to i lepiej, jeśli nie miała na podorędziu odpowiednich trzewików, choć – zdaje się – rusałki stąpąją boso, więc zabieg i tak był zbyteczny. Nie sposób jednak odmówić autorce konsekwencji – nie licząc T-shirtu i jakiegoś kubraka, pokazała praktycznie jedną formę ubrania, jedną i tę samą sukienkę: wąskie długie mankiety, bufiaste rękawy, zaznaczona talia… Czy można przez to powiedzieć, że ze wspomnianą sukienkę się w kółko powtarzała? Nie, może po prostu chciała, byśmy ją sobie utrwalili.

Ale podczas Offów bać się można było nie tylko zagazowania i półżywych, podmokłych modelek. Strach przeleciał, jak zobaczyło się, w jakiej dzielnicy Paryża mieszka Paulina Plizga. Oto Plizga, która przyznała, że kolekcję zainspirował widok z okna jej paryskiej pracowni, pokazała na wybiegu blisko tuzin żigolaków, alfonsów i ladacznic! Bezwstydne, w błyszczących szpilkach wysokich za kolano, rozchełstane i w ogóle naburmuszone nierządnice, podobnie jak ich (palący cygaretki! Znów dym!), hmm, opiekunowie, dostali jednak dość luksusowy przyodziewek. Po pierwsze, jak Plizga zwierzyła mi się podczas rozmowy, po raz pierwszy stroje uszyła jak ubrania (debiut podszewki itd.), a po drugie – z superluksusowych materiałów. Do kolekcji projektantka zużyła alpaki, kaszmiry, drogie wełny z kolekcjonerskich strojów vintage. Materiały, pocięte na drobne paski i zmiksowane, dały nowy materiał, który, swoją drogą, Plizga mogłaby nazwać na swoją cześć, jak Pierre Cardin wymyślił cardinę, na przykład. Projektantka zaznacza, że mimo paryskiego adresu chce być dostępna w Polsce (jest m.in. w Mostrami.pl); wyznała mi, że jej najnowsza kolekcja powstała z myślą o Polakach, którzy potrzebują ciekawego stroju do teatru lub opery. Czy kusa kamizelka, zarzucona na nagie ciało, wpisuje się we wspomniany dress code – pozostawmy to ekspertom ds. etykiety. Sama kolekcja broni się błyskotliwym podejściem do tematu, materią i kunsztem.

Kolekcja Plizgi była jedną z trzech najlepszych na Offie. Pozostałe? Joanny Startek i króla Maldorora.  Pierwsza projektantka, studentka jeszcze, zadziwiłaby znakomitą większość projektantów z bardziej profesjonalnej i prestiżowej ponoć Alei Projektantów. Jej kolekcja wyróżniała się na tle całego tygodnia mody. Ograniczona do 4 kolorów, podkreślona spektakularnymi drewnianymi okularami własnego projektu (wykonanymi w zaprzyjaźnionym…warsztacie stolarskim) i zabawnymi akcesoriami z rodzaju skórzanych rękawic na sznurku, czy mikroplecaczków na szelkach, przyniosła piękne płaszcze w wielką pepitę, spodnie i kurtki z „podwójnymi” mankietami i rękawami, dającymi efekt założenia rzeczy krótkich na długie, wyrafinowane formy ciężkiego krawiectwa… Brawo!

Maldoror z kolei, największa gwiazda Offu, i to akurat całkiem zasłużenie, nie pokazał tradycyjnej kolekcji. Raptem 10 sylwetek; w klimacie z przełomu lat 80. i 90. A i sam sposób przedstawienia nie miał wiele wspólnego z pokazem, lecz opierał się o akcję, czy też interwencję artystyczną. Kiedy tłumy ustawiły się karnie na całej długości wybiegu, a nieliczni szafiarze i przypadkowi przebierańcy zajęli szczęśliwi miejsca siedzące, ciesząc się niepomiernie, że nikt ich stamtąd nie przegania, modele i modelki Maldorora weszli na salę i po prostu stanęli przy ścianie. Tłum, po chwili konsternacji, rzucił się na nich, dopadł  i – w sensie dosłownym – przyparł do muru. A byli to – mniej więcej – skini. Groźni łysi faceci w krótkich kurtach i obcisłych spodniach, z rzadka przeplatani dziewczyną i chłopakiem w „pokojowych” strojach z pomarańczowego spadochronu, to typy, jakimi na co dzień gardzimy i jednocześnie boimy się (znów strach na Offach!).

Ale happening Maldorora pokazał kilka niuansów socjologiczno – psychologicznych. Primo, w tłumie kilku paskudnych typów po prostu ginie; łatwo można sobie z nimi i ich ideologią poradzić. Secundo, natarci przez tłum i obfotografowani, stali się jak dziwne, odbiegające od normy okazy w zoo, czyli czymś, kim z pewnością by nie chcieli być, roszcząc przecież sobie prawo do bezdyskusyjnego podziału na to, co jest normalne, a co nie i do narzucenia społeczeństwu swojego światopoglądu. Tertio, że zło bywa, hmm, pociągające. Faszystowsko-bandyckie typy w kontekście pokazu mody i całego tego anturażu nabrały zabarwienia (nie tylko) gejowskiego fetyszu. Czy Maldoror pojawi się na kolejnej edycji fashion weeku? Oby. Jeśli nie, pewnie zobaczymy go w jakiejś galerii sztuki współczesnej. Lotne i bystre to co wymyślił!

A co jeszcze słychać było na Offach? Anna Dudzińska pokazała ładny sweter w łuski z włóczki oraz przypomniała, że Konrad Parol miał kiedyś wojowniczą kolekcję z kapturami , Ola Bajer postraszyła (!), że modne będą małe saszetki i zaprezentowała dwustronne bluzy, ale nad konstrukcją i łączeniem kolorów musi jeszcze trochę popracować,  UDA-a, że offowym panom tej jesieni prześwitywać będą szmizjerki (!), pod którymi wypada nosić wyłącznie białe majciochy.

Ima Mad postawiła na ciekawy klimat etno oraz na autorskie torby, choć wszyscy – bez wyjątku! – projektanci biorący udział w fashion weeku powinni mieć sądowy zakaz projektowania własnych toreb, bo tego jeszcze nie potrafią. Poza tym Jakub Pieczarkowski pokazał ładne eskimoskie futro (choć modele znów świecili gołymi kolanami) a Gregor Gonsior, u którego DJ w strasznej (znów!) masce grał na perkusji, do finałowej konstrukcji nakrycia głowy użył chyba osobistych piór tyleż legendarnego już, co porażającego Gavla, a poza tym zrobił kilka świetnych rzeczy, zwłaszcza ciekawe w formie spodnie z kilkudziesięciu warstw szmatek i lepszych materiałów.

PS. A potem była Aleja Projektantów. Niestety, z  nie najfortunniejszymi pokazami (cdn.), choć naturalnie nie tak, jak na Złotej Nitce, której zła passa nota bene trwa nadal, m.in. za sprawą Wydziału Projektowania łódzkiej ASP, które zamierza głosić oficjalną skargę na imprezę oraz projektantów biorących w konkursie udział, którzy zamierzają wytoczyć zbiorowy proces, domagać się oddania wpłaconych przez nich pieniędzy, przeprosin i zadośćuczynienia od organizatorów. I pomyśleć, że narzekaliśmy, że w polskiej modzie nic się nie dzieje…

14 Komentarze

  1. kelly
    24 kwietnia 2012

    To ja tak od tej pozytywnej strony (dla odmiany) – na własne oczy pokazu Joanny Startek nie widziałam, ale przeglądam zdjęcia, przybliżam, jak tylko mogę i myślę, że jest super. Krojów nie mi oceniać (doświadczenia/wykształcenia brak a mody męskiej raczej, jako kobieta, nie noszę), ale wykończenie wygląda …pierwsza klasa. Stylizacje też bardzo przyjemne – oby więcej takich pokazów (w tym męskich, koniecznie!):)

    Odpowiedz
  2. Jacek S. Kłak
    24 kwietnia 2012

    Ha ha…to dziś dzień wojny na słowa. Przy tak ciętym języku jestem ciekaw relacji z nadchodzacego WFS. Będę wyczekiwał uważnie:)

    Odpowiedz
  3. Janek nie muzykant
    24 kwietnia 2012

    Panie Jacku widzę pewną analogię – Lech Wałęsa + Danuta Wałęsa = Jacek Kłak + Irmina Kubiak.Poziom merytoryczny wypowiedzi ten sam, zamiast styropianu europaleta, pytanie kiedy żona wyda biografię?

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Honami
      25 kwietnia 2012

      a to pan Jacek ma żonę?

      Odpowiedz
  4. Jacek S. Kłak
    25 kwietnia 2012

    Ooooo Pan Janek się włączył…Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  5. np
    25 kwietnia 2012

    a o Alei coś będzie? Ostatnio przeczytałam jakiś komentarz na fb, że ponoć piękne były kolekcje i mega wysoki poziom Alei.Jestem ciekawa opinii Michała.

    Odpowiedz
  6. Mazaki
    25 kwietnia 2012

    Bardzo rzetelna, ciekawa i błyskotliwa relacja!

    Odpowiedz
  7. Joanna Żet
    25 kwietnia 2012

    rusałki *stąpają
    pozdrawiam;)

    Odpowiedz
  8. Marcin
    25 kwietnia 2012

    Aleja projektantów nie była taka zła, pozytywnie zaskoczyła np. Viola Spiechowicz.

    Odpowiedz
  9. Jacek S. Kłak
    25 kwietnia 2012

    W opinni zagranicy powtarzen często nazwiska i marki: Grom Design,Wołczyńska,Berenika,MMC,Ptaszek (numer 1 w opinii zagranicy)Piotr Drzał (numer 1 a),Nenuuko,plus Nuno Gama,……

    Odpowiedz
  10. Dorota Wroblewska
    26 kwietnia 2012

    Panie Jacku, co ma piernik do wiatraka. Na Warsaw Fashion Street pokaże sie Warszawka i wszyscy bedą pili z puszki w pierwszym rzędzie, jak rok temu ;))) Pozdrawiam Wroblewska

    Odpowiedz

Dodaj komentarz