Lekcje histerii

No to już po nas. Syf, żena i żal, kochani. Niemiec będzie pluł nam w twarz, a dzieci germanił i nie tylko!

Chyba, że obronimy historię. Dziś, w Dniu Flagi Narodowej, zewrzyjmy szeregi i pokażmy rządowi faka, by służalczej wrogowi reformy edukacji nam nie wprowadzał. – Musimy wspólnie przeciwdziałać planom wynaradawiania polskiej młodzieży – apelują w dniu 2 maja sygnatariusze ważkiej akcji „Przywracamy lekcje historii do szkół”.

Jakiemu wrogowi? Jakiego wynaradawiania? Tego autorzy odezwy już nie precyzują (w reformie chodzi o to, by licealiści nie powtarzali tych samych okresów historii, których uczyli się w gimnazjum). Sama sprawa, czy Sprawa raczej, ma za to swoich męczenników, gotowych w imię jej polec (opozycjoniści z lat 80. ogłosili strajk głodowy) oraz powołany naprędce komitet honorowy. Jak honorowy? Jest w nim prof. Jerzy Robert Nowak – przyjaciel Tadeusza Rydzyka i Edwarda Moskala, autor książki „100 kłamstw J.T. Grossa”. Oraz ksiądz lustrator ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. A także niezawodny pieśniarz Paweł Kukiz z homofobicznej Fundacji Mamy i Taty. Oraz jedna wdowa smoleńska, trzech prawicowych publicystów i kilku tak zwanych działaczy.

Reforma, ich zdaniem, „wskazuje na odejście od kształtowania postaw młodych Polaków w oparciu o wspaniałe wzorce z naszej historii”. A co z tymi mniej wspaniałymi wzorcami, bo zdaje się, że niejedno mamy na sumieniu? Nie wiadomo.  Ale skład komitetu zwalnia mnie z wgłębiania się w zasadność protestów. Zbyt twardo spółgłoski państwo z komitetu wymawiają, ich „tożsamość narodowa”, „ojczyzna”, „świadomość patriotyczna” kłują mnie w uszy i w plecy. Ja z tym państwem nigdzie się nie wybieram, w jednym pochodzie razem nie pójdziemy, flagą wspólnie nie pomachamy, choć teoretycznie to wspólna flaga.

Dużo tych flag ostatnio. Nagły wykwit uczuć patriotycznych z okna obserwuję, w miarę jak szlifierki gładzą ostatnie krawężniki wokół Stadionu Narodowego – pomnika naszych kompleksów i megalomanii jednocześnie, tej osobowości narcystyczno-histerycznej -  który niczym namiot cyrkowy świeci mi wieczorami  i psuje przyjemny mrok w sypialni.

Czemuż ten stadion Narodowym musiał być nazwany? Co ma piernik do wiatraka? Jak się ma jedenastu – choćby i bardzo miłych – panów, grających z jedenastoma innymi miłymi, do pojęcia narodu, ojczyzny, polskości? Jaką dzięcielinę, co pała, jakie gżegżółki, „Babie lato”, jakich Kordianów, Platerki, probówki Skłodowskiej i Nobla Wałęsy mam dostrzec w, dajmy na to, rzucie karnym? Czy ja się na wojnę jakąś wybieram, na front szykuję, matek i pokoleń przyszłych bronić mam sposobność, by jako kibic wychodzić z domu w barwach narodowych, z przepaskami, nakryciami głowy „Polska” krzyczącymi, z orzełkiem na udzie, czy dupie i w całym tym rynsztunku? Zerknąłem na wszelki wypadek do historii futbolu, by sprawdzić, czy aby piłce nożnej nie zawdzięczamy wolności, konstytucji, papieża czy czegoś równie doniosłego, ale jednak nie. Więc po co to?

Niech sobie piłkarze strzelają gole i co tylko, jeśli szczęście im to przynosi, a drugiemu krzywdy nie czyni, ale po co od razu podciągać to pod hasło narodu? I legitymizować jako dobro ogółu, choć przecie nie ogół z tego korzysta, ani nie połowa nawet, jeśli pomyśleć choćby o kobietach z tych rozgrywek wykluczonych (piłki nożnej kobiet, zdaje się, nie ma na Euro?). I szantażować, że kto z nami nie skacze hop hop hop…?

Choć może głupie i retoryczne są te pytania oczywiście; może masowymi rozrywkami najłatwiej lud kupić, przywiązać i lojalność wytresować. Może ja nie potrzebuję stadnych, wspólnotowych przeżyć ani wzruszeń i znów inaczej polskość pojmuję. Zamach na nią także. Oto minister Jarosław Gowin za policzek w zdrową, rumianą twarz polskiego narodu uznał konwencję Rady Europy. Tę o walce z przemocą wobec kobiet. Mieliśmy ją podpisać, ale nic na razie z tego. – Konwencja przeczy naszemu tradycyjnemu modelowi rodziny – powiedział pan minister. Tradycyjny, a więc patriotyczny model, tak panu ministrowi miły, opiera się zatem na praniu kobiety po pysku, wpierdoleniu kablem od odkurzacza tej kurwie po nerkach i właściwie wszędzie, gdzie i czym popadnie.

Co prawda pełnomocniczka pisnęła coś, że co piąty Polak uważa przemoc w rodzinie za normę, więc może warto by jakiś papierek podpisać i czegoś poprzestrzegać, ale chyba niewiele wskórała. Pan minister skontrował, że konwencja „tak naprawdę służy promowaniu związków homoseksualnych”. To obsesja pana ministra. Uzasadniona, gdyż – jak wiemy – nie terroryści, nie korporacje, nie bandyci, hakerzy, czy katastrofy ekologiczne, lecz pary modnych pedałów w ciuszkach z Zary narodowi polskiemu zagrażają. Pan minister bardzo tych związków się boi. Może ma swoje wstydliwe, ukryte powody? Ale czy musi do własnych fobii naród, polskość, biel i czerwień znów mieszać?

9 Komentarze

  1. Comaberenices
    2 maja 2012

    Nie wiem, skąd ten napływ tak wrogich uczuć względem nazwy Stadion Narodowy. W zasadzie w każdym państwie istnieje taki stadion, rozgrywane są na nim różnorakie mecze (między innymi piłki nożnej), organizowane koncerty etc. I nie tylko w Polsce nazywa się on narodowym. Nazwa jak nazwa, mnie ona jakoś specjalnie nie boli, chociaż nie przepełniają mnie patriotyczne uczucia – jakoś ten stadion nazwać musieli.
    A co do mistrzostw Europy w piłce nożnej kobiet, to wystarczyło trochę poszperać tu i ówdzie i wówczas wiedziałby Pan, że takowe są organizowane, ale, wbrew pozorom, nie są zrośnięte jak bliźniaki syjamskie z mistrzostwami w piłce nożnej mężczyzn i po pierwsze zostaną rozegrane w 2013 roku, a po drugie w Szwecji. Dotyczy to tak samo mistrzostw świata w piłce nożnej – mężczyźni ostatnio grali w 2010 w RPA, a kobiety w 2011 w Niemczech. I nie ma to nic wspólnego z nierównym traktowaniem kobiet.

    Odpowiedz
  2. ETK
    2 maja 2012

    Brawo p.Michale ! Nauka historii w obecnym kształcie tylko zniechęca do niej młodzież. Uciążliwe nudy na pudy.Uczy sie o tym ile było w jakiej wojnie armat ,okrętow , czolgow pod Kurskiem itp.Po co to komu? I jak to się ma do patriotyzmu?Proszę przeglądnąć podręcznik do 6 klasy podstawowej.Tam jest nawał materiału do wykucia zdania i zapomnienia W zadnym wypadku do refleksji.Co do ministranta G.to moja babcia by powiedziała:”ładna skóra fuj natura”A ja niezmiennie uwielbiam Pana pisanie.Pozdrowienia z Młynowa ETK

    Odpowiedz
  3. Piotrek
    2 maja 2012

    Amen! Chociaż akurat nazwanie stadionu „Narodowym” jakoś mnie nie oburza. Mamy ostatecznie Teatr Narodowy, Filharmonię Narodową etc., więc skoro kultura wysoka ma coś Narodowego, to niech i i kultura fizyczna też ma coś od życia ;) A co do reszty – zgadzam się w całej tak zwanej rozciągłości. Zwłaszcza to usilne swatanie „patriotyzmu” i uczuć narodowych z piłką nożną jest teraz (przed „Euro ’12″) tak nachalne, że wczoraj się też u siebie na ten temat naprodukowałem. Miło wiedzieć, że nie jestem w poczuciu zniesmaczenia tym odosobniony :)

    Odpowiedz
  4. Vislav Wayfarer
    3 maja 2012

    Witam,
    zgadzam się w całej rozciągłości z felietonem.

    Natomiast nurtuje mnie inne pytanie. Jakie są właściwie proporcje pomiędzy myślącymi tak i myślącymi inaczej?

    Czy jesteśmy nieistotnym statystycznym błędem, a może jest odwrotnie? W moim otoczeniu rozmawiając z innymi osobami – mam wrażenie, że jesteśmy podobni. Natomiast otwierając dowolne media, ogląd się zmienia.
    Osobiście uważam, że w znacznej części są to „wydmuszki medialne” nadające rangę zdarzenia, wydarzeniom mało istotnym.

    pozdrowienia Vislav

    Odpowiedz
  5. ellazet
    3 maja 2012

    Uczę w szkole- j.polskiego…

    W ostatnim tygodniu zapytałam 17 – latków czym były „tajne komplety’? Nawet naljepsi uczniowie w klasie nie wiedzieli …

    Jakiś czas temu:

    -”Kim był inkwizytor?”odpowiedż:”To ktoś, kto chodzi po domach i roznosi produkty…” – reszta -nic…

    Tylko:

    - „Jeszcze tego nie było na historii.”

    - „A co teraz macie?”

    - „Chyba Wielką Rewolucję Francuską …”

    TAK W PRAKTYCE WYGLĄDA ZNAJOMOŚĆ HISTORII …

    Ps. Poniatowski i Krasicki żyli w czasie II – ej wojny światowej …. (wg uczniów liceum).

    Może jednak warto powtarzać. INACZEJ MÓWI SIĘ O CHRZCIE POLSKI W SZKOLE PODSTAWOWEJ, A INACZEJ W LICEUM !!!

    Może warto wyłączyć telewizorek, a włączyć rozum…

    Poglądy przedstawione w tym blogu są tylko powtórką TVP 1,2,3 i TvN…

    Polecam hasło ze stanu wojennego: „TV kłamie”. POZDRAWIAM SERDECZNIE !!!

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      3 maja 2012

      Nie, proszę Pani, poglądy przedstawione w tym blogu są moje własne. Historia – rzeczywiście, duże braki u młodzieży. Ale z czytaniem ze zrozumieniem tekstu nie tyko młódź ma problem. POZDRAWIAM SERDECZNIE RÓWNIEŻ !!!

      Odpowiedz
  6. Anna Miedźwiedziew
    3 maja 2012

    chciałabym tylko napisać o pewnym drobiazgu – uczyłam się jeszcze jakieś 5 lat temu historii w szkole i muszę powiedzieć, że na etapie liceum ma się łeb zapełniony po brzegi nieszczęśliwymi/szczęśliwymi miłościami, spacerami po parkach i zabawami a jak jest się w szkole jest się zwykle nieprzytomnym, pijanym lub na kacu, więc myślę że dla samych zainteresowanych – licealistów – to, czy więcej czy mniej historii jest w programie, ma naprawdę najmniejsze na świecie znaczenie. przy tym maturę zdaje się banalnie prosto, nie wiem czy wiecie, że wystarczy 30 % by zdać więc nawet ktoś zakochany przez całe liceum po uszy ją zdaje, więc naprawdę to smutne że opozycjoniści walczą na śmierć i życie i głodują bo chcą zrobić dobrze komuś, kto ma to gdzieś.

    Odpowiedz
  7. ellazet
    12 maja 2012

    Odp.: Jeszcze raz zatem: REPETARE MATER STUDIORUM EST… Dlatego nauczanie powinno

    mieć charakter spiralny, a nie linearny (tak jak Pan sugeruje tutaj, przytaczając argumenty z

    TV: „po co mają powtarzać?”). Właśnie po to, aby coś zostało w głowach …

    Odniosłam się do pierwszej części Pana wpisu, a czytanie ze zrozumieniem mam opanowane, nie

    tylko w j.polskim (jestem też anglistką). Komentarz nie był jednak trafiony, przykre … ;(

    Ps. Pan Gowin jest przeciko modelowi rodziny uwzględniającymi małżeńtwa homoseksualne (co za

    tym idzie adopcje dzieci przez te pary itp. itd)- to był powód jego decyzji … To chyba są braki w

    słuchaniu ze zrozumieniem (a to znowuż element nauki j. obcych – wniosek: czyżby język polski był

    dla Pana językiem obcym?)… Pozdrawiam …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz