Plich: jesień – zima 2012/13. Relacja z pokazu

Moda | 5 czerwca 2012 | 3 komentarzy

plichTen pokaz nie powinien się zdarzyć. Niestety. Obecność na pokazie najnowszej kolekcji Plicha była przygnębiającym doświadczeniem.

W Palladium koncerty może i wypadają znakomicie (ostatnio świetni Tindersticks), ale na pokazy mody obskurna sala ze zniszczonym trotuarem z PCV  nadaje się średnio. Zwłaszcza jeśli projektant ma ambicje, by robić modę glamour, a organizatorzy pokazu nie uważają za niezbędne, by choćby sprawdzić, czy posprzątano po poprzedniej imprezie i pozbierano walające się pety.

Ustawienie prowizorycznego podestu i obleczenie go czarną wykładziną, nieudolne obciągnięcie ściany tkaniną i postawienie prymitywnych ścianek, które chwiały się i prawie przewracały – to już nie są warszawskie (ani w ogóle polskie, po prawdzie) standardy.

Podobnie jak złe oświetlenie, które bezlitośnie uwypuklało każdą wadę ubrania, każde jego niedopracowanie, prujące się nitki i generalnie problemy warsztatowe.

Całości nie ratowało też nagłośnienie. W takiej sali! Źle i niezrozumiale dobrana muzyka nie tylko snuła się, uderzając w dynamikę wydarzenia, ale też kończyła w najmniej oczekiwanym momencie, stąd modelki co chwilę stukały w ciszy porażającymi swoją topornością butami.

plich2

No i wreszcie sama moda. Nawet nie kiczowata, czy tandetna, ale po prostu żadna. Kolekcja na jesień i zimę składała się głównie z sukienek, nie licząc wyjść męskich. Sukienek – archaicznych i banalnych – było zresztą tylko kilka modeli, a pokaz „dogęszczono” ich kopiami z różnych (kilku, bo i w tym przypadku pokaz grzeszył powtarzalnością) tkanin.

Oddzielna historia to stylizacja. Czemu twarze modelek ozdobiono czarną woalką – Bóg raczy wiedzieć. Ale że jeden z modeli płci męskiej świecił własnymi skarpetkami frotte z logo marki Fila – to już chyba kwestia niedbałości o detale. Inna sprawa, że prezentowany przez niego frak z podciągniętym rękawem, zestawiony ze spodniami od pidżamy to kolejne kuriozum. No chyba, że rozpatrujemy go w kategoriach lansowania „signature look” Plicha (który we wspomnianym fraku najczęściej się pokazuje) i próby inspirowania się narcyzmem Lagerfelda, który także sprzedaje – i to od lat -  własny wizerunek. Choć porównanie obu tych sytuacji jest jednak niestosowne.

I z tych właśnie powodów (choć kolekcja miała swoją mocną stronę, którą stanowiły pomysłowe torebki) całość sprawiała wrażenie amatorskiej, zgrzebnej i kompletnie pozbawionej pomysłu akademii na poziomie szkoły podstawowej. Opuściłem ją przed wyjściem finałowym.

 

3 Komentarze

  1. panbarnaba53
    5 czerwca 2012

    Jak już powiedziałem, na modzie się nie znam stąd nazwisko (ups! pseudonim) Plich nie bardzo jest mi znane. No ale niech ma za swoje kiedy zdecydował się uczyć i zamieszkać w Krakowie a nie w Warszawce.Jak w jednym z wywiadów powiedział, „odseparowanie od świata mody pozwala odnaleźć samego siebie” a „z perspektywy Krakowa można tak wiele fajnego zrobić”. I tu mam dla Pana Plicha dwie wiadomości: jedną dobrą drugą złą.Dobra to taka, ze od świata mody odseparował sie doskonale.Jego kolekcja (którą obserwowałem w internecie), ani w tendencjach, dyskusyjnie w kolorystyce, a już najmniej nowatorska. Podobne „kolekcje” można obserwować w latach wcześniejszych. A wiadomość zła to taka, że nawet w C.K.Krakowie nie potrafił wiele fajnego zrobić. I myślę, że nie bardzo pommoże mu otwarcie drugiego butiku w Warszawie. No, może częściej go będzie widać na „salonach”.

    Odpowiedz
  2. Annkie
    10 czerwca 2012

    Plich wydawał się projektantem z ambicjami i to jakimi.. ale gdzie to dąży. Z jeden strony czy nie widzi jak polska moda się rozwija ile pokazów było ostatnio w Soho Factory, nie widzi ile talentów rodzi się na konkursach, jak nie to nie.. ale żeby ni było, że bolało.
    http://annkie-company.blogspot.com

    Odpowiedz
  3. R.
    4 stycznia 2013

    a do tego obecność policji i smutnych panów na pokazie – bezcenne

    Odpowiedz

Dodaj komentarz