Stare dobre czasy? Pitti Uomo – relacja

Moda | 30 czerwca 2012 | Brak komentarzy

Jeśli moda rzeczywiście jest barometrem nastrojów społecznych, to gorzej być nie może. Wojna, katastrofy, zagrożenia. Konflikt jest nieunikniony i stoimy na krawędzi rewolucji.  Lęk, niebezpieczne – jak na moją intuicję – gloryfikowanie „dawnych, dobrych czasów”, eskapizm, antyglobalizm…

Tak to wygląda. Przynajmniej jeśli spojrzeć, co przywieźli ze sobą do Florencji wystawcy Pitti Uomo, najważniejszych na świecie targów mody męskiej oraz co pokazali absolwenci Polimody (http://www.polimoda.it/media-gallery/polimoda-fashion-school/) podczas Pomimoda Fashion Week, gdzie prezentowali swoje dyplomowe kolekcje (o czym w oddzielnej relacji).

Najpierw o Pitti Uomo. Z jednej strony wielkie firmy jak Hugo Boss, 7 for All Mankind, G Star, czy Pepe Jeans, z drugiej – tradycyjne krawiectwo spod znaku Bruno Cucinelli, z trzeciej – małe manufaktury z wiekową tradycją, a z czwartej – offowi projektanci. Ale punkt odniesienia często zbieżny: niepewność jutra. I to niekoniecznie ze względu na niekończący się kryzys. To, oczywiście nie jedyny trend Pitti, ale na tyle wyraźny, że trudno go zignorować.

- Wierzymy w pokojową egzystencję, choć często jest nam ciężko wierzyć, że zimna wojna naprawdę się skończyła – głosi jedno ze zdań manifestu The Jante Law (http://www.thejantelaw.net/) , francuskiej firemki z Chateau de Monthorin (sama nazwa firmy wzięta z książki Aksela Sandemose’a „Uciekinier w labiryncie”, piętnującej skandynawską mentalność; Pierwsze z 11 tytułowych praw Jante złowieszczo brzmi „Nie sądź, że jesteś kimś”, co firma przyjęła za swoje motto). Przewrotne i zabawne w kontekście mody, ale też mocne. Moda The Jante Law rewolucji nie dokonuje, to raczej proste, bardzo tradycyjne swetry, koszule i spodnie. No właśnie, tęsknota za dawną prostotą, za „prostymi” czasami…

Pitti Uomo podzielono na kilka sektorów, ale nawet ten o nazwie Touch, w którym jak co sezon pokazywana jest najciekawsza moda poszukujących twórców oraz nazwany Futuro (niby moda przyszłości) mogłyby się nazywać Retro. Dotyczy to także stylizacji stoisk. Bez względu czy firma ma lat pięć, piętnaście, czy sto piętnaście stoiska aranżowano na kształt starych barów, aptek z epoki, kącika podróżnika, starego warsztatu… Akcesoria – powyciągane skądś stare walizki, jakieś miotły, stare szpule nici, motocykle i wszelakie pojazdy z automobilklubu. Tło – obrazy mistrzów flamandzkich, plakaty z lat 60., tablice z osią czasu. To, co na stoisku tradycyjnego przecież londyńskiego domu towarowego Liberty nie dziwi, w G Starze już zaskakuje. Ktoś powie – taka teraz moda na retro? No właśnie; czy nam czegoś to jednak nie mówi?

A sama moda? Wspomnianego G Stara, z czapkami – maskami „gazowymi” z dżinsu i „ochraniaczami” na genitalia, można odczytać jako aluzję do zagrożeń nuklearnych

(sporo o inspiracji katastrofą w Fukushimie mówił na wykładzie w Polimodzie Hirofumi Kurino, o czym w następnym artykule). Mnóstwo odniesień do mody militarnej. Dużo recyklingu, ale w pewnym sensie odwrotnego. Tzn, jak na przykład u Luki Larenzy (http://lucalarenza.com/) ,

gdzie włóczkowe retro-spodnie i swetry uszyto, czy raczej udziergano ze sprutych dżinsów. Z czegoś nowego coś starego. Nagrodę Who’s Next otrzymał w tym roku Erik Bjerkesjo (http://www.erikbjerkesjo.com/new.html) za tworzone ręcznie, tradycyjną metodą buty. Sznyt nowoczesności nadają finezyjne ozdoby i otwory, ale to kolekcja ubrań przykuła moją uwagę. Bjerkesjo, z którym miałem okazję dłużej porozmawiać (i którego namówiłem na przyjazd na łódzki fashion week) przyznał, że dorobił ją specjalnie do butów, by mieć je do czego pokazywać. A inspirował się (znów!) starymi ubraniami roboczymi szewców itp. rzemieślników:

Retro był też drugi z szóstki nominowanych do Who’s Next podmiotów – laboratorium (nie atelier, tylko właśnie laboratorium, jak piszą na wizytówkach) nakryć głowy Move Roma http://www.moveroma.it/collezione-moda-cappelli-italiani.aspx) , hołdujący przedwojennym tradycjom:

Jednocześnie zachowawcze i w jakimś sensie – w dobie massmody – buntownicze. Ale na deser dwie wybrane przeze mnie kolekcje. Błyskotliwy szkocki Hancock i uroczo sprośny (printy, logo) francuski Merchand  Drapier.

Merchand Drapier

Hancock

Dodaj komentarz