Stare dobre czasy? Polimoda Shows – relacja

Moda | 30 czerwca 2012 | Jeden komentarz

- La parola piu importante e’ la protezione – powiedział mi Danilo Venturi, wykładowca Polimody i – okazyjnie – warszawskiej Via Mody oraz  autor książki „Luxury Hackers”. Ochrona w sensie chronienia ciała. Zdumiewające, jak wiele dyplomowych kolekcji Polimody skoncentrowało się w tym roku właśnie na tej funkcji ubrania. Nie dla ozdoby, nie dla wyróżniania się lub określenia przynależności do danej grupy, ale właśnie dla ochrony ciała. I nie jest to popularny całkiem niedawno (czy raczej nadal) cocooning, swoiste otulenie się, owinięcie w kokon (a więc miękkie linie, kobieca strona natury, pochwała domu i domowego życia, ciepło, potrzeba czasu dla siebie – jako hasła stojące za cocooningiem), lecz ochrona prawdziwa przed żywiołami, atakami, niebezpieczeństwem. Wielowarstwowe, groźne, „twarde” ubrania, niejako pancerze, nastroszone, najeżone… Tkaniny – często techniczne, nieprzemakalne. Nakrycia głowy – prawie w każdej kolekcji, choć na ogół to kaptury i inne formy połączone z ubraniem, ale też rozmaitej formy maski (z włóczki, z papieru), nawet takie w formie, hmm, sztucznej brody z wełny.  W warunkach zagrożenia głowa nie może zostać bez osłony.

Porównywanie zachwycających kolekcji studentów Polimody i studentów uczelni polskich zupełnie nie ma sensu. Nie ten poziom, nie te możliwości (także finansowe, na zrobienie kolekcji), nie to myślenie i nie zawsze ci nauczyciele. Ale też nasza wsi spokojna, wsi wesoła. I stąd ten problem. Pochłonięci serwowaniem kibicom pierogów, ewentualnie rozdrapywaniem ran narodowych, a z pewnością dyskontowaniem w Obi, Media Markcie i H&M-ie sukcesu gospodarczego, nie postrzegamy siebie – my, społeczeństwo, w tym więc też sami projektanci i ich nauczyciele – jako części świata. Ważne rzeczy rozgrywają się gdzieś daleko od nas. I poza nami. Nadal kręcimy się wokół zwiewnych „bardzo kobiecych” sukienek, ewentualnie streetwearu typu dwustronna bluza, uważamy, że puszczenie na wybieg umalowanego modela w krynolinie z czarnego tiulu jest prowokacją, odkrywamy dekonstrukcję i przyszywamy kołnierze koszuli na karku. Nie myślimy ani o kryzysie, który obnażył ułomność kapitalizmu, ani o eksplorowaniu natury, która odwdzięcza nam się katastrofami, ani o Bliskim Wschodzie, napięciach etnicznych, czy choćby o umowach śmieciowych, na których zaraz będzie pracować większość z nas.

A na Zachodzie wrze, co ma swoje przełożenie w modzie. Polimoda szykuje się do rewolucji w świecie mody. Do wielkiej zmiany. I to w dyplomowych kolekcjach widać. Legendarna Linda Loppa, szefowa szkoły, podobnie jak jej wykładowcy, nie mogą doczekać się upadku tradycyjnie pojmowanego luksusu, marek takich jak Gucci, czy Louis Vuitton, których uważają za wielkich szkodników (i mówią o tym głośno) mody, a z temperatury tych rozmów można odnieść wrażenie, że w ogóle i ludzkości. Krytykują złą jakość tych firm, ich chciwość, kicz, brak idei, brak reagowania na wyzwania dla świata. Ciekawe.

Poniżej trochę zdjęć z gali Polimoda Show Red (kolekcje studenckie podzielono na trzy części i przyznano im trzy różne godziny jednego dnia, Red to pokaz tych najlepszych). Od wariacji nt wizerunku Matki Boskiej, przez nowe odczytanie grunge’u z flanelowymi płaszczami w roli głównej, aluzje do XIX wieku, folkloru rosyjskiego (walonki wiecznie żywe) i strojów japońskich, marynarki ze ściągaczami wzdłuż klap, po stroje czadoropodobne, powstałe pod wpływem islamizacji zachodniego świata i nadludzi (czy raczej sylwetkę przyszłości; zdjęcie modela o nienaturalnych proporcjach jest jak najbardziej prawidłowe). Oraz wariacji militarnych, bo – niestety – wszystko na to wskazuje, że szykuje się wojna.

 

 

 

 

 

 

 

1 Komentarz

  1. MichalMarczewski
    1 lipca 2012

    Najbardziej podoba mi się kolekcja z szarymi sukniami-obłokami(?) – jest i konstrukcja i jest romantycznie, są fajne proporcje i burzenie/budowanie sylwetki co najbardziej lubię w takich rzeczach… Chciałbym takie suknie częściej oglądać, widywać kobiety w restauracjach wieczorem tak ubrane przy lampce wina.

    Nie wiem czy chciałbym upadku wielkich domów mody. Mam wrażenie że po prostu trochę pewne logotypy się przejadły i myślę że nadchodzi czas małych warsztatów, pracowni, atelier. Wydaje mi się, że chcemy teraz pokazać siebie bardziej niż kiedykolwiek- internet, facebook- one nam to umożliwiają- tworzenie swoich małych światów. Duże domy mody też próbują (blogi firmowe chanel, valentino itp- rosną jak grzyby po deszczu…), ale epatują takim luksusem, że zamiast do siebie zbliżać jeszcze bardziej pokazują „jesteśmy doskonali, odrealnieni, magiczni, niedostępni i cholernie drodzy, ale dobrze się bawimy i Ty bądź częścią tej zabawy- ale przed ekranem w domu” …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz