Wyłudzacze komplementów

– Co ci się we mnie najbardziej podoba? – spytałem kiedyś w przypływie romantycznych uczuć oraz głupoty. – Twoje szkła kontaktowe – usłyszałem w odpowiedzi. I już nigdy później nie wpadałem na kretyński pomysł wyłudzania komplementów.

To znaczy chciałem nie wpadać, ale nie zawsze się udawało. Próżność, bywało, brała górę. Na przykład, pewna projektantka butów wykrzyknęła na mój widok: „ze zdjęć to zupełnie inaczej sobie ciebie wyobrażałam”.

– Mam nadzieję, że na żywo nie rozczarowałem? –  zagadałem niby żartem.

– … – nie odpowiedziała.

No ale może i lepiej. Nie ma co, drodzy czytelnicy, tak domagać się tych komplementów, żebrać o nie i skamleć, bo po pierwsze tylko się kompromitujemy w oczach naszych ciemiężców, a po drugie: po co nam to? No po co?! Usłyszeć jednego dnia, że jesteśmy śliczni, by następnego dnia być zdeptani jak pet jakiś, jak papierek po cukierku ciśnięci w krzaki i zostać z idiotyczną miną? Jedyne ,co nam zostanie, to wysoki rachunek za telefon i poczucie obciachu, że w pewnym wieku powinno się już co nieco wiedzieć i nie rzucać na byle uśmiech i miłe słowo jak małpa na ananasy, więc co to, to nie.

Trzeba się szanować. Zresztą, moja znajoma mawiała „potrzebuję seksu, a nie komplementów” i dobrze na tym wychodziła. A inna sprawa, że te wszystkie „śliczniusi”, „mądrusi”, „seksowniusi” to dopiero jest okropność. Pewien M. w końcu się rozwiódł, bo nie mógł wytrzymać, jak mówiono do niego jak do psa.  – Oj, jakiś ty piękniusi! Piękniusi ty mój! – mówiono mu, a on nie wiedział, czy ma szczeknąć, czy zamerdać ogonem. No cóż.

Mimo to łakniemy komplementów jak kania dżdżu. Przy czym mniejsza o kanię oraz ów dżdż (dżydż? Dżedż? Dżodż?), ale te wszystkie „nic nie mówisz, że ładnie wyglądam”, „powiedz, jak bardzo mnie kochasz”, „może byś mi powiedział coś miłego” świadczą, niestety, o galopującej megalomanii naszej, narcyzmie, ewentualnie niedowartościowaniu, bo mamusia nam wieczorem kakałka nie robiła, do snu nie tuliła nic a nic. W skrajnych przypadkach – o chęci podtrzymania razgawora, kiedy nie ma już o czym  rozmawiać. A tak – kilka komplementów i kolejny dzionek zleci.

Ale jest jeszcze inna sprawa. Nawet jeśli rzeczywiście zasługujemy na komplementy i rację ma Christina Aguillera, że „you are beautiful no matter what they say”, nie jest  wcale powiedziane, że bycie ładnym jest znowuż takie zajebiste. Brzydule zawsze jakoś się zakręcą, nadrobią jakimś ciepełkiem, dobrymi mielonymi z marchewką z groszkiem, podrapią czule pod brodą, czy coś w tym stylu. Brzydale, w tym ci zezowaci, z zapadniętym torsem i podwójnie złamanym nosem niejednej (ale też i niejednemu) wydadzą się intrygujący (cytat: „może i nie jest najprzystojniejszy, ale wiesz: ma w sobie to coś” – ile żeśmy to już razy słyszeli, albo: „Może George Clooney  to on nie jest, ale w łóżku jest po prostu…” – i tu głos się zawiesza, by słuchacza aż zgięło, załamało i złamało z zazdrości).

A ładni? Facet – wiadomo, czaruś, dziwkarz, te sprawy. Znałem kiedyś sobowtóra młodego Marlona Brando. Tak go instrumentalnie traktowano, jak ołowianym żołnierzykiem nim wymachiwano, że w końcu rozpił się i zęby ze zgryzoty mu się rozeszły. Dziewczyna? Kiedyś znałem śliczną A. (Też) młoda Nicole Kidman, za to z kasztanowymi włosami. – Czemu podrywają mnie tylko żule? – pytała mnie, łzę niejedną roniąc. No jak to czemu? Zwyczajny facet krępowałby się nawet podejść, bałby się, że oparzy go jej spojrzenia lód. A żul? Jemu wszystko jedno. Sto kobiet dało mu po pysku, może sto pierwsza nie da?

Niestety, z tego co wiem, po latach gehenny z różnej maści kalabrakami A. w końcu nie dała i wyszła za takiego jednego. Roztyła się i zbrzydła i teraz bym jej nie rozpoznał. I komplementów już nie wysłuchuje, a jej najlepszą przyjaciółką jest pobrudzona od taniej pościeli z kory ściana, do której leży odwrócona co noc. Choć wcale na to nie zasłużyła.

8 Komentarze

  1. bartek812
    1 lipca 2012

    świetny felieton, czyta się z przyjemnością!

    Odpowiedz
  2. Wężyk
    2 lipca 2012

    Podziwiam budowanie zdań i używanie przez Ciebie niektórych zwrotów. To jest bardzo dobry tekst. Bezapelacyjnie.

    P.S.: Słyszałam też teorię, że kobiety o przeciętnej urodzie są dużo lepsze w łóżku od tych zjawiskowo pięknych 😀

    Odpowiedz
  3. ETK
    5 lipca 2012

    Pan Michał jako felietonista własnie ma to „coś”co stawia Go w rzędzie najatrakcyjniejszych.Jestem fanką p.Michała od wielu lat,Nie podoba mi się jednak ,że ostatnio przyswoił sobie okreslenie „zajeb…” i użył je w tym tygodniu już drugi raz.A fe ! ! ! I to mi się nie podoba ,że rzadko pisze te Swoje felietony ,A fe ! ! ! Wchodzę na stronę i spotyka mnie zawód.

    Odpowiedz
    • Zalewski
      5 lipca 2012

      Czyli wiemy gdzie kierować bezrobotnych – na blog Pana Michała. Tu spotka ich zawód. 😉

      Odpowiedz
      • ETK
        6 lipca 2012

        Jeżeli Pan swój zawód tylko spotkał to przegrany bedzie ten ,który licząc na fachowość Pana zatrudni

        Odpowiedz
        • Zalewski
          6 lipca 2012

          Przegrany będzie ten, który w Pani obecności pozwoli sobie na ironię i grę słowną. 🙁
          Za duże prawdopodobieństwo niezrozumienia…

          Odpowiedz
  4. ETK
    6 lipca 2012

    Przepraszam,podkusiło mnie,Blog jest p.Michała więc raczej wskazane jest trzymać się jego ram.A p.Michał obiecał mi kiedyś wrzucić fotki różnokolorowo ubranychJaponek i zapomniał .Szkoda , bo ciekawa jestem czy też p.Zalewski by się nimi zachwycił jak ja.Panie Michale ,proszę!

    Odpowiedz
  5. panbarnaba53
    7 lipca 2012

    Pani ETK i Panie Zalewski, czyżbyście chcieli wyłudzić od pozostałych cytelników komplementy za swoje „błyskotliwe” utarczki słowne? Na mnie nie liczcie. Do meritum Drodzy Państwo, do meritum.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz