Giń, suko!

Moda | 7 września 2012 | 13 komentarzy

Kusi, ależ kusi. Uprzedmiotowianie kobiet to jedna z tych rzeczy, które świat mody kusi bezustannie. Niby paradoks, bo to do kobiet, a nie do mężczyzn adresowane są kolekcje, którym towarzyszą skandalizujące reklamy, ale cóż.

W ostatnich latach kilka było szczególnie pamiętnych. Reklam, nie kolekcji. Sisley z modelką wtryskującą sobie mleko wprost do ust, perfumy Toma Forda z flakonem między piersiami, Dolce&Gabbana z nagą modelką wśród szczelnie ubranych mężczyzn (klimat a’la „Zmierzch Bogów” Luchino Viscontiego, tylko w wersji 100% hetero). Wiadomo, sex sells, seks sprzedaje. Ale to żadne odkrycie co najmniej od czasów butiku Vivienne Westwood i Malcolma McLarena o nazwie Sex właśnie.

Zresztą, już studenci projektowania wkalkulowują tego rodzaju emocje w swoje pierwsze, niezdarne często kolekcje. Nie potrafią jeszcze prostego T-shirtu zszyć, ale już mają wizję kobiecości, polegającą na przerobieniu modelek na tanie kurwy. W myśl hasła buduar&chic i tym podobne. Trudno. Nie ma co się oburzać, ani obrażać, bo świadczyłoby o pruderii i prowincjonalizmie, na co w świecie wielkiej mody miejsca nie ma.

Popularna jest jednak ostatnio w modzie nie tyle konwersja kobiet w przedmioty seksualne, ile w przedmioty w ogóle. Przedmioty, z którymi można zrobić co się chce; wyrzucić na śmietnik albo potraktować jak worek treningowy, na przykład. Jimmy Choo w jednej ze swoich reklam wbił obcas w obnażone udo modelki. Nowozelandzki butik Superette, o czym przez chwilę było nawet głośno, upozorował z kolei śmierć modelek. Jedna zawisła na płocie, przebita przez żerdź, inna spadła ze schodów i leżała w kałuży krwi. Mocne i wyraziste. I straszne. No ale takie pomysły na reklamy też nikogo już nie dziwią.

Zastanawia jednak pęd ku takiemu uprzedmiotowianiu kobiet przez same magazyny mody, redaktorów i stylistów. Możliwe, że czytelniczki chcą oglądać sesje z męskimi butami wbijającymi się w głowę kobiety, albo z modelką stojącą na pomoście z workiem na głowie. O ile zakładamy, że są masochistkami, marzącymi, by ktoś (wiadomo kto: mężczyzna) im solidnie przypieprzył, skopał, utopił, czy cokolwiek. Die, bitch!

Pierwszy przykład to Viva Moda! Jaki cel przyświecał autorom poniższego zdjęcia? Rzekomo potrzeba przybliżenia czytelnikom sztuki. Sesja ponoć inspirowana była tysiącami przeczytanych książek o sztuce współczesnej, jak opowiadał jej autor. Szkoda, że czegoś z tego tysiąca książek nie zacytował, bo zdjęcie bez kontekstu wygląda potwornie. Możliwe, że zainspirował się samym słowem instalacja, bo z wieszaniem instalacja się kojarzy, stąd wieszał modelkę. Oraz modela, który w finale przeszedł się po jej twarzy. Na upartego widzimy tu nawiązania do performance’u i sztuki ciała, brutalnych eksperymentów, może do akcjonistów wiedeńskich. -  Maurizio Cattelan zawiesił swoje prace w MoMie pod sufitem, jakby w środku klatki. No ale wiszących instalacji było sporo i nie bardzo wiem do czego tu się odnieść – stwierdziła poproszona przeze mnie o komentarz znajoma historyczka sztuki.

Dlatego zdjęcie tej sesji uważam za bezmyślne, choć jej autorzy to jedni z najlepszych fachowców w branży. Tak samo zresztą bezmyślna była sesja mojej macierzystej redakcji Fashion Magazine  - sprzed roku. I tak samo inspirowana niesprecyzowaną sztuką. Naga modelka w torbie od Ani Kuczyńskiej na głowie. Torba przypomina worek, a kobieta samotnie stoi nad brzegiem wody. Wokół – nikogo. Jaka historia nam się do tego układa? Czemu modelka jest naga? I jak to się ma się do działu uroda, z opisami kremów, balsamów i pomadek, w którym tę sesję zamieszczono?

Najnowszy przykład wypatrzyłem na blogu  wwabnic.blogspot.com. Powalona na ziemię dziewczyna z zębami wbitymi w krawężnik? Policjant uchwycony w momencie, gdy zamierza zdeptać modelce głowę? Aż bolą oczy. Bardzo mnie interesuje, czy w tym przypadku inspiracją też była sztuka. Bo jeśli tak, to przypomina mi się sesja dla magazynu „W”.  Jeden z jego ubiegłorocznych numerów całkowicie poświęcony był współczesnej sztuce (ze wspomnianym Cattelanem włącznie) i na kilku rozkładówkach znalazła się sesja przedstawiająca aresztowanie modelek. Sesję – zdalnie, przez komputer, z aresztu domowego – przygotował specjalnie dla „W” sam Ai Wei Wei, więziony w Chinach za krytykę reżimu.

 

 

 

Ale nawet w promilu sesja ta nie była tak brutalna ani ofensywna. Epatowanie przemocą dla samego efektu – pomijając swoistą tandetę i tworzenie groźnych precedensów (to my, media, kreujemy teraz wzorce i pokazujemy co jest „in” i jakie są pożądane kanony, więc moglibyśmy się czasem stuknąć w łeb, zanim coś opublikujemy) – jest po prostu przygnębiające.

Ps. I jeszcze foto z sesji Stevena Meisela, tak a propos powyższych inspiracji i powyższej sesji Macieja Boryny, który bardzo się nią zainspirował:

 

 

 

13 Komentarze

  1. Anna
    7 września 2012

    tricky – hell is around the corner

    Odpowiedz
  2. czytelnik w drodze
    8 września 2012

    Tekst w zgrabny sposób porusza kilka interesujących mnie kwestii tj. odpowiedzialność mediów, moralność kobiety-dziwki, lolity, epatowanie brzydotą, agresją. Wszystko w fuzji. Problem chyba w tym, ze to nic nowego i dlaczego tak dobrze to się sprzedaje?
    Francuski pisarz Ch. Baudelaire również budził kontrowersje epatując w wierszach brzydota, agresją, upodleniem, profanacją ciała. Przykładem jest wiersz „Padlina” z połowy XIX w. Bardziej współczesne źródło popytu na takie obrazy daje publikacja E. Fromma „Anatomia ludzkiej destrukcyjności”. Walka miedzy popędem życia (eros) a popędem śmierci (thanatos). Może po prostu lubimy patrzeć na coś co wzbudza w nas jednocześnie podniecenie i obrzydzenie. Taki dreszczyk emocji, który jest spowodowany „grzeszną” myślą. Myślą, którą tylko my znamy wsydzimy się jej ale nas podnieca.
    Co do obrazu kobiety dziwki, lolity to jest świetny film unaoczniający ten problem. Film „powoli nas zabijają” przedstawia kobietę jako przedmiot a nie podmiot w reklamie. Sęk w tym, że „dziwki” są lubiane. Faktycznie nie będąc dziwką co szkodzi tak się przedstawić? Może kobietą znudził się obraz dobrej mamy, babci i chcą aby faceci myśleli, że są słabe, kiedy mają siłę. Na ulicy to wszystko jedno a w sypialni może być całkiem inaczej. Jak jedna z Twoich felietonowych bohaterek od opowieści o bzykaniu się w kierowcą. Z drugiej strony dlaczego media w dobie komsumpii mają rezygnować z łatwego zarobku na cudzym nieszczęściu – złym guście i braku wyczucia? Uczymy się na błędach, nie tylko własnych. Albo zaczynamy się rozumieć i wnioskować albo edukujemy się do skutku aż znudzi się nam bycie słodką dziunią, tylko, że wtedy w pewnym wieku ktoś powie ” znam tylko twój urok, ale nie kompetencje (niebieskoocy).

    Odpowiedz
  3. modologia
    8 września 2012

    Zdjęcie z kobietą z zębami wbitymi w krawężnik jest inspirowane sceną z filmu, w którym białoskóry policjant rozwala w ten sposób głowę kopnięciem czarnoskóremu mężczyźnie – tytułu filmu niestety nie pamiętam. Kilka miesięcy temu ta sesja ruszyła niektórych fejsbukowiczów i protestowali przeciwko jej zamieszczeniu w jednym z internetowych magazynów. Nie wiem jak to się ostatecznie zakończyło. Pewnie wcale, zdjęcia z całej sesji nadal wiszą w sieci.

    Jestem przeciwko takim sesjom (buty na twarzy kobiety, zęby w krawężnik), bo przyzwyczajają oglądających do obrazów przemocy – może dlatego nie podnoszą się głosy sprzeciwu, bo to już mało kogo rusza? Może również dlatego, że argument „to SZtuka!” wielu osobom zamyka usta, bo nie chcą uchodzić za nieobytych chamów? Rozumiem, że „sztuka ma poruszać”, ale w kwestii uprzedmiotowienia kobiety naprawdę można to zrobić tylko pokazując ją w sytuacji poniżającej albo używając cycka i dupy, bo to wszystko sprzeda? Można też powiedzieć „to taka konwencja”, ale wiemy już, że to uzasadnienie straciło ostatnio nieco swojej mocy ;)

    No i jest jeszcze „ironia”, z której zrozumieniem też mam problemy – to a pro pos sesji z torebką na głowie. Choć patrząc na PR wokół kolekcji Ani Kuczyńskiej i pupę niejakiej pani celebrytki, którą odegrała ważna rolę w promocji ostatniej kolekcji, a jeszcze wcześniej zdjęcie reklamujące kolekcję z jednym z modeli pokazującym środkowy palec widzę w tym pewną … konsekwencję ;)

    Odpowiedz
    • Aly M-a
      9 września 2012

      mówisz o filmie pod tytułem „American History X”

      Odpowiedz
  4. modologia
    8 września 2012

    Uzupełniając temat o sesje czy zdjęcia, które według mnie były kontrowersyjne, choć do okrucieństwa im daleko to (popełnię faux pas – czyli podlinkuję wpisy, ale myślę, że warto): sesja na cmentarzu w Wysokich Obcasach (http://modologia.blox.pl/2012/02/Ze-smiercia-jej-do-twarzy.html), sesja w Brazylii w Vivie (http://modologia.blox.pl/2012/07/Dzieci-w-sesji-zdjeciowej.html) czy co najmniej niefortunny podpis pod baskinką w WO (http://modologia.blox.pl/2012/03/Baskinka-prawde-Ci-powie.html).

    Administrator zatwierdzający komentarze może spokojnie wyciąć ten komentarz, jeśli nie życzy sobie takich podlinkowań. Nikt się z tego tytułu nie poczuje dotknięty i wtedy więcej tego nie zrobię.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      9 września 2012

      Widziałem kiedyś sesję w którejś z włoskich gazet (nie pamiętam, niestety, której) zrobioną w romskim obozie w Serbii. Modelki w Cavallim pośród slumsów… A co do Brazylii… jako olimpijczyk z geografii potrafię na szybko wymienić 10 miast tego kraju ;-)

      Odpowiedz
      • modologia
        9 września 2012

        @michalzaczynski: jestem pod geograficznym wrażeniem :) Ja dopóki gdzieś nie pojadę, to uważam, że to miejsce nie istnieje ;)

        Odpowiedz
  5. ETK
    9 września 2012

    Cieszę się Panie Michale ,że tak to Pan ujął. I proszę o kontynuację.Bo chociaż jestem niewierząca zaczynam bać się tego ,że rządy nad światem obejmuje Diabeł.

    Odpowiedz
    • ...........
      12 września 2012

      Bo tak wlasnie sie dzieje,prosze przesledzic sobie np.zwykle portale info bez sexu,golych pup nie wiem czy jakis jest,ktos chce rozseksic spoleczenstwo na maxa,komercyjne media to silne narzedze zlych mocy,daza do demoralizacji ludzi.TRZEBA BYC SILNYM i nie dac sie nabrac na diabelskie pokusy

      Odpowiedz
  6. erill
    9 września 2012

    Z tego co wiem te zdjęcia mają wicej niż rok (w nawiązaniu do skojarzeń) a fotograf skądinąd mi znany po prostu lubi gdy modelka na jego zdjeciach cierpi. Jego hasłem przewodnim do modelki w trakcie sesji jest „cierp”.
    O jego mentalności i jaraniu się takim tematem wolę sie dyplomatycznie nie wypowiadać ale dla mnie epatowanie przemocą pod przykrywką fashion to za dużo. Wystarczą mi poranne wiadomości w skali okrucieństwa na dzień żebym w miejscach gdzie szukam inspiracji czegoś raczej pozytywnego miała napotykać kolejne gore stories.

    Odpowiedz
  7. Amator
    9 września 2012

    w ostatnim przypadku forograf/stylista po prostu licząc na tani efekt zaszokowania bezmyślnie skopiował brutalne fragmenty filmu „American History X” a sam pomysł sesji nieudolnie zerżnięty jest z STATE OF EMERGENCY dla Vogue którą wykonał Steven Meisel

    Odpowiedz
  8. lady_pasztet
    2 października 2012

    Szperając na portalu kampanii społecznych przypomniała mi się ta sesja z bułgarskiego czasopisma:
    http://www.kampaniespoleczne.pl/kontrowersje,4700,oszpecone_ale_glamour

    Ciekawe jest tłumaczenie jej autorów…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz