Fashion Week Poland. 25-28 X 2012. Jak było?

Moda | 30 października 2012 | 8 komentarzy

Całkiem nieźle. Kolekcje lepsze niż w poprzednim sezonie, więcej nośnych nazwisk, które jednak podnoszą rangę imprezy (mówię tu o projektantach, a nie celebrytach, bo ci drudzy byli tu kompletnie zbędni; zabierali tylko czas i powietrze, a sadzanie ich w pierwszym rzędzie nie tylko nie dodawało imprezie prestiżu, ale ją trywializowało), no i spore grono kupców. Choć z drugiej strony, standardy zachodnie są takie, że nawet trzy czwarte zamówień na kolekcje projektanci otrzymują jeszcze przed pokazem na fashion weeku, na specjalnych przedpremierowych prezentacjach dla kupców.

No, ale do takich standardów jeszcze całkiem długa droga.  Organizacja nie najgorsza. Za innych nie będę się wypowiadał; jako dziennikarz miałem odpowiednie warunki do pracy. Widać tylko, że przydałby się porządny sponsor, który ogarnąłby imprezę, nazwijmy to, estetycznie. Wnętrza, całe zaplecze, infrastrukturę i usługi, czyli to, na co zwykle braknie środków, gdy są ważniejsze wydatki.

Byłoby też miło, gdyby w następnej edycji wraz z ochroną przy wejściach stanęli przedstawiciele Biura Ochrony Zwierząt lub innej instytucji tego typu, bo targanie przez widzów zwierząt na pokazy (ponoć nafaszerowanych środkami uspokajającymi) i traktowanie ich jako stolika na laptop (na co zwrócili zresztą uwagę już inni blogerzy) to zwykłe znęcanie się, a nie żadna zabawa modą i ekstrawagancja.

I same kolekcje. Widać, że wielu projektantów jeszcze nie daje rady z przygotowaniem dwóch kolekcji rocznie. Nie tyle nawet kreatywnie, ile finansowo, stąd tyle zgrzebnych tkanin, przaśności. Że w Polsce kolor nie ma nic wspólnego z modą. Konstrukcje, odszycia, stylizacje to pojęcia znane i nawet czasem lubiane, ale kolor i jego łączenia – niekoniecznie. Projektantki z Nenukko mówiły mi, że to wina samych Polaków, którzy chcą chodzić tylko w szarościach i czerniach. To prawda; nie lubimy wyróżniać się z tłumu. Ale pokaz mody to nie moda ulicy, mimo wszystko. No i jak polski projektant nauczyć ma swojego odbiorcę koloru, skoro sam go nie stosuje? Oprawa muzyczna to kolejna bolączka. Czy projektanci naprawdę słuchają takich dźwięków? Czy aby na pewno psychodeliczne ujadania oddają charakter kolekcji, wartości i filozofię marki? Czy pokaz nie może być przyjemnością, tylko doświadczeniem z pogranicza psychodramy, nawet jeśli oglądamy banalne T-shirty i bawełniane bluzy? Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie dodał, że kilku projektantów porwało się na muzykę na żywo. Szkoda, że nie zorganizowali najpierw przesłuchań swoich wokalnych akompaniatorów.

Ale też z drugiej strony, coraz więcej projektantów rozumie, na czym polega przygotowanie kolekcji. Że się uczą, są kreatywni i możemy się nimi pochwalić. Skończyła się wreszcie era banalnych, „bardzo kobiecych sukni”, oczywiście, z „naturalnych jedwabi i szyfonów”. Dobiega końca ignorancja trendów i tego, co obecnie dzieje się we współczesnej modzie. Jest ambitniej i mądrzej. Kolekcje MMC i Dawida Tomaszewskiego, najlepsze na łódzkim tygodniu mody, widziałem wcześniej w Lizbonie i Berlinie. Do piątki moich faworytów tej edycji dorzucam Michała Szulca, Polygon i Maldorora.

8 Komentarze

  1. a
    31 października 2012

    Czy będzie relacja z pokazów części OFF?

    Odpowiedz
  2. harel
    1 listopada 2012

    Świetnym pomysłem byłoby wprowadzenie zakazu wnoszenia zwierząt na salę. Tłumaczenia, że ludzie nie mają ich z kim zostawić, po prostu nie łapię. Dziwnym trafem na aftery zwierzaki nie chodziły ;).

    Odpowiedz
    • Czytelnik w drodze
      5 listopada 2012

      Być może pewne osoby, nie miały jak się zaprezentować lub po prostu nie szukały wymówki od niechcianych rozmów. Taki zwierzaczek to zawsze albo przyciągnie czyjąś uwagę w pożądany sposób, albo zaszczeka na kogoś czując emocje swojego „wybawcy od samotnego wieczoru” i będzie można powiedzieć, że „denerwujesz pieska, cóż nie możemy porozmawiać ;)
      Od razu nasuwa mi się pewna sztandarowa historia pewnego młodego ekscybicjonisty, który nim został m.in. po stracie pupila – ale to chyba już nie na temat pokazu – który został zrelacjonowany w taki sposób, że poczułem się jakbym tam był. Gratuluję Michał. Jak zawsze czysta przyjemność

      Odpowiedz
  3. Natalia Penar
    2 listopada 2012

    Świetny wpis! Genialna recenzja! Odnośnie zwierząt- towarzyszyły mi te same emocje. To zadziwiające, że stworzenia w lateksowych majtkach (nafaszerowane specyfikami i mrużące oczy na sam widok flesh`y) stały się częścią show. A jeśli mowa o celebrytach… Cóż… FW trochę rekompensuje brak dobry ról w teatrach i serialach. Gdzieś trzeba się pokazać odrywając uwagę tym samym od clou tego wydarzenia-czyli projektantów i ich kolekcji. To był mój pierwszy FW ever! Nie mam porównania. Mogę tylko dodać, że atmosfera panująca w Showroomie jak i sami ludzie- to poemat i ciesze się, że byłam jego częścią! Świetne emocje i naprawdę czysta pozytywna energia!!! :)

    Serdecznie Pozdrawiam i będę miała Pana na muszce ;)
    Świetnie Pan pisze! Jestem pod wrażeniem!

    Gratuluję!:)

    Odpowiedz
  4. Aśka
    5 listopada 2012

    Pierwszy raz na Pana blogu. Na pewno będzie drugi.Czy trzeci, zobaczymy:)
    O tak. Wtóruję, jeżeli chodzi o kolekcje Michała Szulca i Polygon. Jednak muszę (inaczej się uduszę) napisać, co drażniło mnie podczas oglądania kolekcji Dawida Tomaszewskiego. Uwzględniając wszechobecny zachwyt.Och. Ach. Ubrania owszem, wyglądały pięknie, ale gołym okiem było widać,że z wygodą nie mają nic wspólnego. Z pewnością lepiej je podziwiać, niż nosić.A skoro już o wygodzie mowa, to modelki poruszały się(ba, sunęły)po wybiegu niczym gejsze, skrępowane niedopasowanym obuwiem. Miałam nieodparte wrażenie, że toczą się po wybiegu jak syzyfowe kamienie. Do tego piórka na druciku. Oj, pan dentysta (autor „nie”widocznych konstrukcji piórkowych) nasłuchał się za dużo Maryli Rodowicz. I ta oprawa muzyczna. Przyprawiała o ból głowy każdego nie-hipochondryka. Poza tym, gratulacje dla dzielnych Pań modelek za wytrwałość w prezentowaniu kolekcji, a dla Gości, za wytrwanie w jej oglądaniu.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      6 listopada 2012

      Proszę się nie dusić! Nie warto; życie, choć na ogół szarpie i gryzie, czasem jednak daje się pogłaskać.

      Odpowiedz
  5. Aśka
    6 listopada 2012

    Już nie muszę. Radę wzięłam sobie do serca. Postaram się tak głaskać do kwietniowej edycji FPFWP. Mam tylko nadzieję,że do tej pory ręka mi nie zdrętwieje. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz