Choroba zakupoholowa

- A więc co? Nic mi już od życia się nie należy? Mam owinąć się białym prześcieradłem i turlać w stronę cmentarza?! – wybuchła F. i z płaczem zbiegła po serpentynowych schodach wystawnego centrum handlowego, a stukot jej obcasów niczym seria z karabinu przeszył zastygłe w przerażeniu pracownice okolicznych butików.

Do psychicznej ruiny, której skutkiem była owa spektakularna nadreakcja, doprowadziła ją własna córka, która zasugerowała F., by zastanowiła się, zanim kupi setne w tym roku czółenka czy ponczo, bo już „nie ma gdzie tego szmelcu po szafach upychać”.

Co ubodło F. bardziej – nazwanie szmelcem kupionej właśnie musztardowej kopertówki z bursztynkiem na zapięciu czy próba kontroli nad jej wydatkami? Raczej to drugie. Cóż, F. to klasyczny przypadek zakupoholiczki. Wcale nie taki rzadki, jeśli dobrze się po znajomych i rodzinie rozejrzeć (i jeśli samemu zrobić rachunek sumienia, drogi czytelniku).

Powiedzmy sobie szczerze: bycie zakupoholikiem nie jest cool. Psycholodzy twierdzą, że zakupoholizm to choroba mózgu i uzależnienie przykre niczym narkomania. Co więcej, ponoć istnieją badania, że u dwóch trzecich zakupoholików występują lęki, kleptomania i piromania. Możliwe. Z pewnością jednak zakupoholizm, podobnie jak wyżej wymienione utrapienia, potrafi być mocno widowiskowy.

Na przykład na wycieczce autokarowej do outletu. Raz taką drogę z Mediolanu gdzieś pod Szwajcarię w tę i z powrotem przemierzyłem. Chinki i Japonki, geje w śmiałych dekoltach oraz hoże Angielki ze swoimi Mulberry na kolanach – takie towarzystwo. Do outletu jechali w radosnym oczekiwaniu. Jakiż jednak dramat podczas powrotu przeżyli, gdy kierowca wszystkie zakupy kazał im do luku bagażowego schować! Wszystkie te papierowe torby z cudownościami od Chloe czy Ferragamo na całą godzinę opuścić? Dać się im brudzić i na ostrych zakrętach mieszać? I jeszcze ryzykować, że na kilku przystankach na trasie ktoś cały shopping podstępem wyniesie?

Był więc płacz, błagania i modły, próby przemycenia co cenniejszych pakunków do środka autokaru, niczym w latach 80-tych złotych pierścionków w majtkach i biustonoszach na handel do Budapesztu, groźby strajku oraz po jednym przypadku histerii, ataku astmy i czkawki z nerwów. Jak nietrudno się domyśleć, na przystanku końcowym wszystkich czterdziestu sześciu pasażerów – zakupoholików jednymi drzwiami wyszło z autokaru. Na raz. Połamane kończyny, wypadnięta miednica okazały się mniej ważne niż odebranie zakupów.

Byłem też świadkiem ciekawego racjonalizowania własnej choroby zakupoholowej. Mój znajomy J. oznajmił mi pewnego dnia, że kończy z shoppingiem. – Czas zadbać o zdrowie – ogłosił. I dodał, że zaczyna od oczu. Po czym wsiadł w Warszawa-Berlin Express, udał się do KaDeWe i zaopatrzył w przeciwsłoneczne okulary marki Zegna za 189 euro.

Z kolei niejaka E., którą znam dość dobrze, stwierdziła niedawno, że podczas zakupów kieruje się rozsądkiem.  – Nigdy nie zaciągnęłam kredytu, by kupić sobie nową torebkę – wyjaśniła, nie rozumiejąc zapewne, że kredyt na Kelly Bag w Hermesie nie byłby pierwszym krokiem do zakupoholizmu, lecz jego ostatnim etapem. Po którym jest już tylko licytacja domu i – jednak – utrata zaufania u domowników. Choć z drugiej strony – jeśli uczyni cię to szczęśliwszą, mamo, to zaciągaj i ją sobie kup.

 

Rysunek: RainbowMoonJuice

Felieton ukazał się w jesiennym wydaniu „Fashion Magazine”

 

 

7 Komentarze

  1. Czytelnik w drodze
    20 listopada 2012

    Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie te wszystkie groteskowe sytuacje, celebrację podjętej decyzji i dumę z woli walki – jadę kupić okulary, aby przyćmiły blask, tych wszystkich rzeczy ;). Co do holizmów, to o tym czy są nimi, czy nie świadczy nie ilość, lecz częstotliwość, moment w którym nie mogę wytrzymać, przychodzi ten dany dzień, dana chwila, kiedy jeśli nie wypiję, kupię czegoś, sztachnę się to padnę trupem. To ten moment, w którym czynność rozładowuje napięcie. Stąd te lęki – lęk to napięcie.
    Sam odkryłem przyjemność w zakupach, może nie na miarę „wyznań zakupoholiczki”, ale bardzo dużą – i teraz częściej bywam w sklepach (nie tylko spożywczych), z tą różnicą, że uczę się kupować, coś do czegoś a nie tylko dlatego, że wpada w oko mojej „skrzywionej” estetyki.

    Odpowiedz
  2. balakier-style.blogspot.com
    25 listopada 2012

    Tak, to poważna choroba i coraz więcej osób w nią niestety wpada. A nie lepiej byłoby leczyć lęki zanim zlicytują dom. serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
  3. Czytelnik w drodze
    27 listopada 2012

    Nie znam statystyk, ale czym innym jest uzależnienie od zakupów (zakupoholizm), a czym innym gonitwa za trendami, a jeszcze czym innym kompleks pt. nie będę akceptowany/na i będą śmiać się ze mnie, wytykać palcami, nie za błysnę na imprezie, stracę podziw ect. jeśli po raz kolejny pokaże się w tym samym t-shirt’cie lub czymkolwiek innym (po raz drugi). Pisze o tym po przeczytaniu powyższego wpisu, gdyż odniosłem wrażenie jakiegoś gwałtownego wysypu tej „choroby”. Zresztą niech ich licytują, może uda się kupić jakieś fajne mieszkanie lub dom w fajnej cenie :D ostatnio znana mi osoba, w taki sposób zakupiła mieszkanie. Prawie stan deweloperski :D

    Odpowiedz
  4. jakoob99
    4 grudnia 2012

    Z zakupoholizmu trzeba się leczyć!

    Odpowiedz
  5. jb
    7 grudnia 2012

    W Nowym Jorku na premierze MM/H&M przeżyłam powtórkę ze sklepu mięsnego w roku 81. Tylko, że nie szło o wołowe bez kości, ale markową odzież. Tłum napierał, że kości miażdżyło, a kolejna fala zakupowego tsunami wpadała do wydzielonej na sklep przestrzeni z dzikim spojrzeniem i zmierzwionym włosem. Skłamię, jeśli powiem, że nie uległam porywom…
    Pewna Włoszka siedząc na ziemi trzymała w garści marynarkę, na którą ostrzyłam sobie zęby, ale które już były wyszły. -Where did you get it?, spytałam dramatycznie.
    -It’s yours, odpowiedziała i wręczyła mi ją.- It’s to small for me.
    W żywiole są jednak skrawki ludzkich uczuć … :-))

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      10 grudnia 2012

      I popłynęły łzy?

      Odpowiedz
      • jb
        10 grudnia 2012

        Obyło się bez histerii. Zresztą teraz skończyły się już czasy, kiedy o te kolekcje trzeba się bić. jest tego wszystkiego tak dużo, że rzeczy leżą w sklepie i czekają, aż ktoś się nad nimi zlituje… Ebay nie ma już czym handlować

        Odpowiedz

Dodaj komentarz