Klub Morsa, Facebook i Zofia Grzyb czyli postanowienia noworoczne

Znacie państwo postanowienia noworoczne? To takie małe potworki, może coś jak krokodylki. Uporczywie wchodzą nam na głowę, ale na ogół znikają wraz z kompresem po sylwestrowym kacu. Niektórym jednak zostają na dłużej. Oto siedem moich postanowień noworocznych. Trzymajcie kciuki.

Zapisać się do Klubu Morsa

Same korzyści. Po pierwsze, po odcięciu ogrzewania wreszcie przestałoby mi wysadzać korki (przedwojenne piece z elektrycznymi grzałkami, więc raz na jakiś czas pieprznie, jakby mi w domu udźwiękowiali wiersz Broniewskiego „już z Aurory wystrzał padł…”). Po drugie, dłużej zachowałbym powaby. Pewna zaprzyjaźniona ze mną rześka rosyjska hrabina całe życie nocowała w wannie z lodem, dzięki czemu w wieku 92 lat potrafiła mieć naręcza gibkich kochanków *. Po trzecie wreszcie, Nowy Rok witałbym w przeręblu wraz z innymi klubowiczami i tym samym – jak co roku – występował w okolicznościowym materiale filmowym w „Teleekspressie”.

*: „Wielu znanych mi gibkich młodzieńców całe życie pije drinki z lodem, to pomaga przyciągnąć innych gibkich młodzieńców i przy okazji odstrasza nadmiernie rześkie hrabiny” – skomentował sprawę mój znajomy, znany jubiler Marcin G.

Być odpowiedzialnym

Czas najwyższy się tego nauczyć. I lepiej samemu, niż miałby to ktoś robić za nas. Oto pewna Katarzyna W. marzyła o psie. Ojciec, zawodowy wojskowy, kazał jej przez dwa lata wstawać o piątej rano i wychodzić na dwór, udając że wyprowadza psa. Oraz robić sto innych bezsensownych rzeczy typu odkładać z kieszonkowego na karmę, wieźć w nocy wyimaginowane zwierzę do weterynarza i tym podobne sprawności. Miało to na celu przekonanie ojca, że jest odpowiedzialna. I że psa można jej kupić. Wychodziła tedy dziewuszyna, w mróz, słoty, huragany i dżdżyste świty, taka była zdesperowana! Urzekła tym ojca i już po 24 miesiącach z ukochanym pieskiem pojechała na biwak. Gdzie zamieniła psa z pierwszymi lepszymi poznanymi Szwedami na ich czerwonookiego królika. Takiego do psów (i odpowiedzialności) dostała wstrętu. A na sam widok wilczura, czy jamnika do dziś wpada w histerię i trzeba ją cucić wódką z poziomkami. Świeżymi!

Nie oglądać smutnych filmów

Człowiek potem chodzi jakiś struty, przeżywa, przeżuwa i nie ma głowy do wygłupów. Tak więc żadnych Bergmanów, Hanekech, niczego o śmierci niemowląt, polowaniu na foki i pożegnaniu z E.T. A jeśli już, to oglądać wyłącznie w towarzystwie mojej znajomej U. Kobiety często mają tę cechę, że widzą inaczej. Drugi plan prędzej dostrzegą, rzeczy – według nas – mniej dla sprawy istotne. I tak, niektóre panie zwracają uwagę na kwiaty. – O Chryste, patrz szybko – pokazuję E. lot skoczka – samobójcy z wieży w Sienie – No piękne te hortensje! – odpowiada z uznaniem E., wgapiając się w umajony kwieciem mur wieżę okalający. Inne patrzą głównie na torebki. – Widziałaś?! – spytałem J., kiedy minęła nas sama Krystyna Janda. – Tak, to Simple z najnowszej kolekcji; ładna – usłyszałem w odpowiedzi. Wspomniana U. jest natomiast estetką, z zamiłowania dekoratorką. I w kinie odciąży najpotworniejszą nawet scenę. Mąż dusi poduszką swoją schorowaną żonę? – Też się właśnie zastanawiałam, czy nie obrobić szydełkiem moich dwóch jaśków – powie U. Hitchcockowski nóż złowrogo błyśnie w łazience? – Mogliby wymienić tę zasłonkę prysznicową – zauważy. I tak dalej, i tak dalej. Nawet w „Titanicu” największą jej uwagę przykuły żyrandole…

Zrezygnować z Facebooka

Choćby na chwilę. Nic bowiem w obecnych czasach nie robi w towarzystwie takiego wrażenia. Moja znajoma D. swoją decyzję ogłosiła podczas eleganckiego obiadu. Gościom filiżanki z linii Biała Maria z rąk powypadały! Popatrzono na nią, jakby tajne plany nuklearne Iranu z lokalnej jego ambasady wyniosła i dobrym Amerykanom przekazała. Jakby pokazała dowody, kto zabił Laurę Palmer i Olofa Palme. Jakby nauczyła Grycanki jadłowstrętu i pokory. Podziw, podziw, jeszcze raz podziw! Permanentne wylogowanie się z Facebooka ma jeszcze inną ważką zaletę. Koniec oglądania zdjęć domowych wypieków chleba, przejechanych psów ze smutnymi oczami i zmian statusów z „wolny” na „w związku”. A to ostatnie wkurwia nas najbardziej, nieprawdaż?

Częściej pisać

Ku uciesze czytelników. Choć z drugiej strony pewien M., z talentu nikt szczególny, z ambicji – żurnalista, a z wyobrażeń literat (w sumie mój przypadek), założył stronę internetową, na której promował wydany własnym sumptem tomik poezji. – Zbiorem „Błękitny Lazur” poeta przerywa dwunastoletnie milczenie – ogłosił. Trzeba bowiem uściślić, że istotnie jego literacki debiut odbył się ponad dekadę wcześniej, przy ksero w szkolnej bibliotece, na którym odbił swoje pierwsze dziełko pod tytułem „Chcę umrzeć”, który nota bene nieprzyjazne mu starsze roczniki uznały za plagiat  cytatu z Nirvany, której słuchała wówczas cała podstawówka. Więc gdybym pisał rzadziej, to też mógłbym ogłaszać dramatyczną formułkę o przerywaniu milczenia. I czuć się jak Richard Nixon, który postanowił wreszcie coś pisnąć o Watergate. Albo chociaż jak wdowa po Wołodii Leninie. Ech!

Nie intelektualizować

Czasem naprawdę lepiej zapoznać się z kimś prostym, za to porządnym, w miarę zadbanym i o stałych dochodach, zamiast szukać porozumienia z intelektualistami w spranych niemarkowych majtkach. Ja – przyznam szczerze – w swoich wymaganiach tak się kiedyś zagalopowałem, że gotów byłem wykluczyć znajomość z pewną K., która nie wiedziała, kim była Zofia Grzyb. Niby po co ta wiedza jej była (nieszczęsna Zofia Grzyb – w latach 50. brygadzistka Zakładów Obuwniczych „Radoskór”, którą na wiecach co jakiś czas wypychano na trybunę, by zabrała tak zwany głos ludu) ?! Ale też dostałem za swoje. Oto pewnego bystrego K. poprosiłem o recenzję mojego bloga. Odpisał: „Południowa tradycja autopanegiryku, ubrana w naszą skromną i rzeczową publicystykę przy ewidentnych brakach pióra”. Zrozumieliście coś, państwo? Ja nie. K. to spostrzegł i od tego czasu już się nie spotykamy.

Zdrowo się odżywiać

Pisząc to trochę umieram od porannej owsianki z żurawiną. Choć ma to o tyle edukacyjny walor, że z góry wiem, jak bym się czuł, gdybym przez nieuwagę połknął kiedyś pralkę wirnikową. A ma być jeszcze gorzej. W jednym z tygodników przeczytałem, że najmodniej i najzdrowiej jest być surojadkiem. I że są już tacy w Polsce. Jedzą tylko lokalne warzywa i bakalie, niczego nie pieką i nie gotują. Piją wodę ze śniegu lub sok z brokułów. Do wyrobu ich sztandarowego dania, to jest ciasteczek (z tybetańskich jagód goji, soli himalajskiej i kokosa; widać pojęcie lokalności jest względne) potrzebują dehydratora, by wstawić je na sześć godzin w temperaturze plus 42 stopni. – Od kiedy przeszłam na tę dietę w ogóle nie chce mi się spać po jedzeniu. Choć czasem marznę – powiedziała bohaterka reportażu. Domyślam się, że po prostu nie jest w stanie usnąć, tak ją z zimna telepie. Choć z drugiej strony, jako nowy członek Klubu Morsa, w jedzeniu z dehydratora byłbym zahartowany.

Jeśli któreś z ważkich postanowień noworocznych pominąłem, a są must – have w tym sezonie, to koniecznie wpisujcie drodzy Państwo w komentarzach.

18 Komentarze

  1. mgiebultowski
    13 stycznia 2013

    moje postanowienie? ładować na dwie zdrowaśki do dehydratora (pierwszy dostępny, może być niemarkowy) każdego, kto mnie nazwie jubilerem. Zaczyński jesteś pierwszy na liście

    Odpowiedz
  2. Instynkt S
    13 stycznia 2013

    Panie Michale, Instynkt S dziękuję za te intelektualne bajania ;-).Btw, z tym facebookiem to trochę przereklamowane?

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      13 stycznia 2013

      Ale żebyś widział, drogi Instynkcie, nasze twarze, gdy Dorota W. nam tę wieść przekazała!

      Odpowiedz
      • Instynkt S
        13 stycznia 2013

        Podejrzewamy, że widok z kategorii „priceless”. Nas też nieco przytkało! Ps. A niech no Pan tylko spróbuje przytyć w 2013 :-)

        Odpowiedz
  3. Krystyna
    13 stycznia 2013

    No, no postanowienia kolosalne. Czy ich wykonanie nie zaszkodzi Panu zbytnio:)?

    Odpowiedz
  4. normalnie_potwór
    14 stycznia 2013

    Taaa….bycie morsem jest takie pociągające..Obawiam się jednak , że zanim się zahartuję na tyle by wleźć do wody o temp. 4 stopni wcześniej zdążę złapać zapalenie płuc. A tego nie chcemy, o nie .Może zimny prysznic we własnej łazience na początek …będzie to wyglądało , mniej więcej jak Bill Murray w ” Dniu Świstaka ” pod prysznicem w pensjonacie (w Punxutawney ;) Dzień Świstaka już 2 lutego ! :)

    Odpowiedz
  5. matt
    15 stycznia 2013

    Ja mam tylko jedne postanowienie noworoczne – to samo od wielu lat. Nie rzucać palenia. Do tej pory udaje mi się go dotrzymać, chociaż w ciągu roku wpadam na pomysł rzucenia, czasem nawet kilkukrotnie :)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      15 stycznia 2013

      rzuciłem rok temu. to łatwe, potrzeba tylko Nicorette, Niquitin i e-papierosa!

      Odpowiedz
  6. matt
    16 stycznia 2013

    Oj plastrów nie wspominam najlepiej. Jak przestałem ich używać to z jednej paczki nagle skoczyłem do dwóch dziennie! sic!
    e-papieros? Z moim szczęściem pewnie by było jakieś zwarcie na stykach i po włożeniu tej zabawki do ust zatrzymałbym sobie akcję serca. Wole nie ryzykować. Poza tym to dla mnie takie jakieś śmieszne urządzenie:)

    Odpowiedz
  7. Czytelnik w drodze
    18 stycznia 2013

    Coś jest w tym log out na amen z FB. Z drugiej strony sprawia mi wiele radości, kiedy czytam, że ktoś kogo lubię, znalazł wreszcie jakaś sympatię i nie będzie truć, że czuje się samotny/na.
    Postanowienie o rzuceniu palenia zarzuciłem. Tymczasem postanowiłem więcej uczyć się i do samolotu biorę notatki. Ponad to douczyć się angielskiego – w czym pomaga mi wytrwale moja nauczycielka i po sylwestrowa sympatia – angielski z francuskim akcentem brzmi po prostu bosko. Zastanawiam się dlaczego wcześniej nie pojechałem w odwiedziny do znajomego to poznalibyśmy się wcześniej skoro tak wiele słyszeliśmy o sobie i stąd wypływa kolejne postanowienie – nie odkładać na później tego co można zrobić wcześniej. Choć poślizg rzędu prawie roku nie jest aż tak straszny w kwestii uczuć, jeśli można choć trochę poprawić brak wyczucia w wyglądzie zew.

    Odpowiedz
  8. Aga
    22 stycznia 2013

    Super zestawienie, fajny tekst i zapraszam do mnie na trulylovefashion.blogspot.com

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      22 stycznia 2013

      Byłem, widziałem. To początki, jak zauważyłem. Życzę weny i trzymam kciuki!

      Odpowiedz
  9. Aśka
    25 stycznia 2013

    Co tam Broniewski i Jego wystrzały, Białoszewskiemu piec zabrali kaflowy. Zatem pieca proszę pilnować (postanowienie nr 8), inaczej jedyną alternatywą pozostaną rześkie lodowe noce, zupełnie jak u hrabiny(równie rześkiej).

    Odpowiedz
  10. Olka
    1 lutego 2013

    Uważnie z brokułami, strasznie się po tej bombie białkowej śmierdzi (w szczególności, gdy jest się facetem).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz