Księga gości

Młodzi małżonkowie zaproszeni na sylwestra do mojej przyjaciółki (biedaczka, trzy dni na raty znosiła do domu wiktuały; odkurzacz jej się spalił, tak sprzątała) oświadczyli, że owszem, przyjdą, ale tak przed 19-tą będą się zbierać, bo martwią się o swój samochód. Że jak zostawią pod swoim blokiem w Warszawie, albo pod kamienicą przyjaciółki, to im go ktoś zniszczy, albo pobrudzi. W związku z czym pojadą do Łomży, bo tam szwagier ma garaż.

Willem van Herp

Państwo R., z zawodu lekarze, oczekiwali, że goście urodzin pani domu uszanują dopiero co wypastowaną klepkę podłogową. Sześć eleganckich par (garnitury, ładne sukienki – nawet nie z Zary) oraz kilkoro singli – proszę wybaczyć – popierdalało zatem po trotuarach w skarpetach, rajstopach, bądź w przygotowanych zawczasu przez gospodarzy kapciach. Zwanych przez nich ślorkami (!).

Poważnie do kwestii wiary (kościół Woda Światła, czy coś takiego) podchodząca para z Kołobrzegu zaprosiła moją kuzynkę na „wieczór filmowy”. Była herbata, był kopiec kreta (wiem, co robić, taka nazwa ciasta) i był pilot, którym pan domu przewijał DVD do przodu za każdym razem, gdy bohaterowie filmu mieli się całować. O lądowaniu w łóżku nie wspominając. Skutkiem czego nawet z romantycznej ramoty z Meg Ryan w roli głównej ostał się ino początek, napisy końcowe i jakiś skecz z pieskiem i kijkiem w Central Parku. W ten sposób obejrzeli trzy filmy.

Pewien bloger modowy, nazwijmy go M., wybrał się na domowe Halloween. Podano sałatkę makaronową z tuńczykiem, symboliczny kieliszek wina, o którym non stop mówiono per „lampka”, przede wszystkim jednak przeglądano najnowsze wydania periodyku „Opera Now”. Zamiast motywów z „Upioru w operze” (M. próbował dopatrzeć się w tym wszystkim jakiegoś sensu i nawiązania do okazji), dwóch gejów w wieku średnim zaczęło śpiewać kolędy, a trzeci akompaniował im na ustawionym w rogu pianinie. O Boże!

- Haha, a zaraz wypłyną dwa łabędzie; albo wyskoczą delfiny i ułożą się w serce; albo nadleci samolot z flagą „I Love You”; haha, a może jeleń na rykowisku? – umierała pewna Dominika ze śmiechu, oglądając u swoich (wówczas jeszcze) znajomych ich prywatny film z wakacji. Na filmie, jak to u zakochanych: plaża, zachód słońca oraz atłas (albo i atlas) pocałunków. – Seans uważamy za zakończony – rzekł gospodarz, wyłączając obraz. – Podobnież jak spotkanie. I naszą przyjaźń także – dodał. Wypchnięta na klatkę schodową wraz z kurtką i torebką Dominiczka już tak się nie śmiała. Szalik zrzucili jej już z balkonu. I słusznie.

Drodzy Czytelnicy, w nowym roku życzę Wam, byście takich gości nie zapraszali w gości. Lub do takich gości nie chodzili w gości.

Reprodukcja: Willem van Herp, „The Visitation”

26 Komentarze

  1. eulalia87
    7 stycznia 2014

    najzabawniejsze jest to, że jak proszę moich gości aby nie zdejmowali butów przychodząc do mnie – to ą tacy, którym nie daje się tego wyperswadować… i pół biedy jak to są przyjaciele, czytaj prawie rodzina, i siedzimy na sofach z nogami podciągniętymi pod siebie… ale obcy ludzie… dziwaczne…

    Odpowiedz
  2. lady_pasztet
    7 stycznia 2014

    Ja kiedyś miałam spotkanie biznesowe w domu, także przyszedł młody chłopak, zapraszamy, „niech nie ściąga”, ale ściągnął i nas zamordował zapachem swych skarpet. Skutkiem czego o współpracy już nie było mowy, za to kopaliśmy się z resztą towarzystwa po kostkach przez wieczór cały. A chłopię niewinne, nie wiedziało o co chodzi…

    Odpowiedz
    • Abook
      8 stycznia 2014

      To mnie zawsze zastanawialo… czy tez oni,Ci w skarpetkach,nie czuja tegoz zapaszku ?…..

      Odpowiedz
      • Rezus z Lazaretu
        10 stycznia 2014

        To się nazywa habituacja ;) (zanikanie reakcji organizmu na długotrwale utrzymujący się bodziec)

        Odpowiedz
  3. Matka Agrafka
    7 stycznia 2014

    Fryzjerka do której czasem chodziłam stała na dworcu, pociąg uciekł, zimno, ciemno, padał deszcz ze śniegiem, to zaprosiłam do domu na kawę, bo szkoda dziewczyny. Po dwóch dniach wróciła bez zapowiedzi, pobiegać na mojej bieżni! Ale to nie wszystko, bo chciała też pożyczyć dresy i adidasy, gdyż nie zabrała z domu. Grzecznie odmówiłam pożyczania ubrań i obuwia, więc stwierdziła, że może pobiegać w swoich butach na koturnie, po mojej bieżni, którą miałam spłacać jeszcze przez półtora roku. Takich gości od dobrych uczynków, Wam nie życzę…Już nie chodzę do niej na strzyżenie.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      7 stycznia 2014

      Dobrze, że nie wprowadziła się na dwa miesiące. Znam taki przypadek z autopsji…

      Odpowiedz
    • Abook
      8 stycznia 2014

      Mialam znajoma,ktora wpadala bez zapowiedzi, a to miala ‚okienko’,a to dzieci na basenie itd. Codziennie! o 15 po poludniu mialam telefon, bo ona akurat miala czas ,gdyz czekala pod szkola na swoje dzieci,nastepnie o 18 lub w okolicach kolejny telefon z ‚mam newsa’ …bo dzieci zajete ,maz tez… Po pewnym czasie przeroznych toksycznych zachowan , przestalam odbierac telefon,wiem nieladnie:P Wiec znajoma korzystala ze stacjonarnego ,zeby mnie namierzyc na chacie . Znajomosc zakonczylam definitywnie,kiedy opowiadala pikantne szczegoly z zycia wspolnych znajomych ,nie zwracajac uwagi, ze sluchaja przy okazji dzieci ,jej wlasne,ale co gorsza moje i nie tylko. Przez najblizszy tydzien po tym zdarzeniu codziennie mowilam do meza,ze jakis czuje spokoj o tej 15godz i 18 :PP Ludzie sami eliminuja sie ze znajomych , normalka .

      Odpowiedz
      • michalzaczynski
        8 stycznia 2014

        Coś widzę, że jest zapotrzebowanie społeczne na kolejny felieton; tym razem o gościach, których nie można pozbyć się z domu…

        Odpowiedz
  4. Krystyna Bałakier
    7 stycznia 2014

    Hahahahaha. Idealnie opisał Pan tych specyficznych gości. Staram się takich nie zapraszać, choć czasem „wychodzi to w praniu”. Z tym zdejmowaniem butów to jakaś plaga narodowa. Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
  5. pakalu
    7 stycznia 2014

    „symboliczny kieliszek wina, o którym non stop mówiono per >lampka<” sic!!! Kto ma ochotę na "lampkę Igristoje" ? ;-) Zastanawiam się, czy Nowy Rok świętował Pan prosecco, co by się wiecej powłoszczyc, czy coś bardziej tradycyjnego ?

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      7 stycznia 2014

      To były jakieś szwedzkie bąbelki, bo w Sztokholmie. I Fanta w szklanych butelkach 0,33. Co bardzo mnie zainteresowało.

      Odpowiedz
  6. cammelie
    7 stycznia 2014

    Ha ! A ja swego czasu urządziłam imprezę postudniówkową i jakieś 50 osób wpuściłam do domu w butach, w tym DrMartens w czołówce. I co ? Bosko było. Okna całe. Rodzice tylko parkiet w salonie wymieniali ;-) PS1 Ale nic nie powiedzieli. PS2 To była jedyna impreza domowa, którą organizowałam ;-)

    Odpowiedz
    • Marula
      7 stycznia 2014

      Co tam wymiana parkietu ważne to że córa wiedziała jak podejmować gości i że domyśliła się że szansa była jedna jedyna ( O Boże jak dobrze że gości podjęła jak należy ;)

      Odpowiedz
  7. Magda
    8 stycznia 2014

    Swego czasu poeta amerykański Ogden Nash napisał zgryźliwy wiersz nt gości, pod znamiennym tytułem „”GOŚĆ W DOM GOSPODARZ W SZAŁ”.
    Polecam.

    Odpowiedz
  8. Karola
    8 stycznia 2014

    Chciałam dołączyc się do dowcipnych komentarzy, ale przerażenie mnie ogarneło. Może ja sama też byłam upiornym gościem, a nie zdawałam sobie z tego sprawy?
    Jezusie Nazareński… Ale ” lampaka” wina – nigdy nie podobało mi sie to okreslenie, a i wino obrzydło.

    Odpowiedz
  9. Faktobus
    8 stycznia 2014

    Moim zdaniem warto jest mieć lekki dystans do świata i rzeczywistości i po prostu uśmiechnąć się szczerze a świat uśmeichnie się do nas. Wciąż narzekamy, że to nam się nie podoba a tamto nie pasuje a w większości wypadku problem leży w nas samych to jest w naszym spojrzeniu na świat i ludzi. :)

    Odpowiedz
  10. Joanna
    8 stycznia 2014

    Moja babcia zawsze mi powtarzała: z domu trzeba wychodzić w dobrej bieliźnie bo nie wiadomo gdzie czai się przyszły mąż, no i można mieć wypadek i po co obciach w szpitalu. Widać to tyczy się też porządnych skarpetek na wypadek wizyty w „muzeum”:)

    Odpowiedz
  11. Wioleta
    22 stycznia 2014

    Ciekawy temat … ;-)

    Odpowiedz
  12. Grafolog
    20 lutego 2014

    W przypadku potrzeby grafologa polecam nasze usługi: http://www.wolumen.org/ ekspertyzy w 24 h.

    Odpowiedz
  13. Giercownik
    20 marca 2014

    Pozdrawiam w pierwszy dzień wiosny.

    Odpowiedz
  14. /
    1 kwietnia 2014

    <"

    Odpowiedz
  15. Loty Widokowe Stegna
    13 maja 2014

    Zdecydowanie polecam ten artykuł.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz