Pójść z torbami

Moda | 12 stycznia 2014 | 8 komentarzy

Robienie klienta w konia to sprawa stara jak świat. Stąd nowoczesny handel zakłada robienie go podprogowo. Oto 10 stosowanych przez sklepy trików, byśmy poszli z (pełnymi, to fakt) torbami.

Może jeszcze szal do tego? W Wielkiej Brytanii 47 procent klientów kupi więcej lub drożej niż chciało. Wystarczy im tylko… zaproponować przy kasie. Trik podpatrzony w McDonaldzie i jego powiększonych za dolara zestawach.

Drobiazgi przy kasie. Pół biedy, jeśli skarpetki albo rolka czyszcząca do ubrań. Gorzej, jeśli prodiż na 60 baterii paluszków. Stojąc w kolejce z nudów kupimy wszystko.

August Macke

Lustro przed wejściem do sklepu. Przeglądanie się w nim leży w ludzkiej naturze. I nie tylko ludzkiej, sądząc po filmikach na YouTube z psami, kotami, a nawet jedną żyrafą. W efekcie przystajemy przy sklepie. By po chwili do niego wejść.

Bałagan wśród wieszaków w jednym, zazwyczaj najdalszym rogu sklepu, podczas gdy reszta ubrań ułożona jest od linijki, sugeruje nam, że wiszą na nim najgorętsze modele. Oczywiście, bajzel robiony jest celowo przez obsługę, a my cieszymy się, że tacyśmy przebiegli.

Wieczna likwidacja. Od Nowego Jorku po Rzym: cała witryna oplakatowana hasłami o likwidacji i wyprzedaży do -75% to wabik na turystów. Oczywiście, sklepy te funkcjonują niezmiennie od pokoleń. W Polsce zwyczaj to mało znany, choć rozklejane po osiedlach ulotki o likwidowanej hurtowni dywanów i wykładzin świadczą, że ktoś już zwietrzył interes.

Wieczna wyprzedaż. Cały rok, w różnych miejscach sklepu, to często jedyny powód, dla którego wchodzimy do sklepu. Na ogół wiszą tam spodnie rozmiaru śpiochów dla lalek oraz T-shirty wielkości plandeki na samochód, a i tak za każdym razem dajemy się nabrać.

Łatwy zwrot. Są sklepy – np. Ikea – gdzie towar można zwrócić nawet po pół wieku. Wystarczy tylko dożyć. Standardem sieciówek powoli staje się przyjmowanie ubrań bez oryginalnych metek i błyskawiczne uznawanie reklamacji bez wnikania w istotę problemu. To pomaga w podjęciu decyzji o kupnie. A przy tanich rzeczach czasem łatwej coś wyrzucić niż oddać.

Ławki. W centrach handlowe zwrócone w stronę witryn. Uczestniczysz więc w zakupach, nawet jeśli usiadłeś, by tego uniknąć.

A małżonek tymczasem niech sobie usiądzie. Jeszcze do niedawna egzotyczna nowość, dziś standard: kanapy i pufy, by osoby postronne (zazwyczaj mężowie) nie kręcili się pod nogami i nie marudzili. Gdyby przepisy pozwalały, w każdym większym sklepie z modą damską serwowano by im piwo i puszczano erotyki.

Przymierzalnie. Dużo i widoczne. I obszerne. Przy braku kolejek aż się chce coś poprzymierzać. Miejsca te często pełnią tę samą towarzyską funkcję, co kuchnia na imprezach. Zawsze najlepiej się w niej gada i najmilej siedzi.

Źródła: „Dlaczego kupujemy” Paco Underhill, „Psychologia perswazji” Robert B. Cialdini, obserwacje własne. Artykuł ukazał się w „Fashion Magazine” #46.

Reprodukcja: August Macke

8 Komentarze

  1. Krystyna Bałakier
    12 stycznia 2014

    Świetne i prawdziwe,pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. Anaberry
    12 stycznia 2014

    Część z tych trików, jako były sprzedawca, znam od podszewki. Mimo to, jako klientka, na niektóre wciąż sama się (prawie) łapię. Ot, taka ludzka natura.

    Odpowiedz
  3. Aneta-blogmocnodygresyjny.pl
    12 stycznia 2014

    no ja się zawsze nabiorę na lustro bo mam nature narcystyczną ;) a z ławkami też coś jest na rzeczy bo jak wiemy że mężuś spokojnie sobie wygodnie siedzi to możemy spokojnie pooglądać ,przymierzyć no i efekt potem taki, że nie jedna osoba kupi. Ja wolę sama biegac po sklepach bo ten czekający mąż jednak mnie wyciąga podświadomie ze sklepu i skupic się na wyprzedaży nie mogę ;)

    http://blogmocnodygresyjny.pl

    Odpowiedz
  4. slowemprzezswiat
    12 stycznia 2014

    Co prawda, to prawda. :)

    Odpowiedz
  5. Amodna
    13 stycznia 2014

    Oczywiście chwyty sprzedawców to jedno, natura klienta to drugie. Niestety klientów zdecydowanych, asertywnych w zakupach i po prostu praktycznych, jest tyle,co na lekarstwo. Innych nie trzeba nawet namawiać, wystarczy wspomnieć o promocji (na której klient ledwo co zaoszczędzi, a sklep wyraźnie zyska) czy skinąć palcem na produkt, który chce się wcisnąć, a oni nagle zdadzą sobie sprawę, że jest to rzecz na ta chwilę niezbędna! Ludzie, więcej świadomości! :)

    Odpowiedz
  6. Katarzyna Węgierska
    14 stycznia 2014

    Teraz w każdym sklepie przymierzalni jest wystarczająca ilość – jest też podniesiony komfort przebywania w nich.

    Odpowiedz
  7. Izabela
    26 stycznia 2014

    Jest jeszcze jeden sposób – naklejanie wyższej ceny na prawdziwą, a później niższej – niby taka wielka przecena, a jak oderwiemy tą wyższą to się okazuje że wcale to nie taka wielka obniżka!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz