Michał Szulc: kolekcja „Galene” na jesień i zimę 2016/2017 – relacja z pokazu
Zapowiadało się tyleż intrygująco, co żartobliwie. Wyszło jednak bardzo serio.
Michał Szulc już w ubiegłym miesiącu zdradził mi kilka szczegółów swojej najnowszej kolekcji. Wiedziałem, że skorzysta wyłącznie ze starych tkanin, używanych przezeń w poprzednich kolekcjach (pojawiły się m.in. żakardy zaprojektowane na potrzeby jego kolekcji dyplomowej). Że w Galene spróbuje przedefiniować elegancję przełomu lat 70. i 80. I że przy pracy inspirował się wizerunkiem Krystyny Loski.
Zapowiadało się tyleż intrygująco, co z przymrużeniem oka. Wyszło jednak bardzo serio. Może to zasługa posępnego występu wiolonczelistki Karoliny Jaroszewskiej, może ciemnych świateł, może wyświetlanych na ekranach z tkaniny quasi-animacjach, ponurych, jak w tamtych czasach często bywało. Przy czym mam na myśli nie tyle znój komunizmu, jako taki, ile pamiętane właśnie z tamtego okresu design i animację (patrz: pogrzebowe intro do bajki o Żwirku i Muchomorku, wizualnie przypominające zresztą to u Szulca).
To dociążyło tę i tak dość burą kolorystycznie kolekcję. Dużo w niej zamierzonego, interesującego „udawania”, czyli tego, co Szulcowi deklaratywnie kojarzy się z minioną epoką najbardziej. Fałszywe kieszenie, imitacje warstwowości, pozorna objętość rękawów… Pojawiły się autorskie kolczyki oraz perły i koraliki, niczym stary dobry Jablonex, naszywane na żakiety i płaszcze. Te biżuteryjne ornamenty nie dodały jednak kolekcji lekkości. Przeciwnie, skojarzyły mi się z siłą i dominacją. Coś jak u Margaret Thatcher.
Oczywiście, było sporo ciekawego łączenia faktur, grubości, materiałów. Bywały momenty piękne, by wspomnieć słusznie i twórczo powtórzoną w kilku sylwetkach asymetrię. Bywało również wdzięcznie – patrz wyprofilowane dwurzędowe żakiety oversize – i pomysłowo, vide gorsetowe, ucięte żakiety.
Ale bywało też mocno zwyczajnie, by wspomnieć o wymiętych bawełnianych spodniach i innych propozycjach casualowych, jednak mniej atrakcyjnych od sportowych propozycji Szulca z poprzednich lat.
No i smutek, smutek, smutek. Jasne, pokaz mody, jak sama i kolekcja, odwołująca się do minionej epoki nie muszą być hecne niczym „Gallux Show”, ale też nic – w moim przekonaniu – nie uzasadnia aż tak dojmującej powagi.
Fot: Marek Makowski


















