Market (p)różności. Pokaz MMC – recenzja kolekcji na jesień i zimę 2017/2018.
– Nie jesteśmy sukienkowymi projektantami – powiedział mi kiedyś Rafał Michalak, męska połowa MMC. Niby nie…
…ale sukienki z najnowszej, przedstawionej na stołecznym Nocnym Markecie (bawiącym i karmiącym warszawiaków od ubiegłego lata na terenie nieczynnej Warszawy Głównej; kapitalne miejsce na pokaz!) kolekcji, były świetne. Niebanalne i nieoczywiste, jak na duet przystało. A to golf, a to spływające, wydłużone rękawy, a to pozornie klasyczna, na ramiączkach, teoretycznie gotowa na podbój podobnie do niej czerwonego dywanu, ale grunge’owa i bardziej dla Courtney Love, Kim Gordon czy Ellie Rowswell z mojej ulubionej kapeli Wolf Alice niż dla, powiedzmy, Kasi Moś. Generalnie kobieta MMC to niejako kobieta fatalna. I rock’n’rollowa, mimo tańców na after party pod chmurką – względnie zadaszeniem peronów – przy szlagierach Ireny Santor. Ba, jestem w posiadaniu dokumentacji filmowej atrakcyjnego wykonania tanecznego „Już nie ma dzikich plaż” pary Baczyńska – Ossoliński (bo na pokaz MMC stawili się wszyscy najlepsi), które oddam kiedyś do muzeum polskiej mody.
Zadziorne były nie tylko sukienki. Bo trzeba mieć też sporo rockowej charyzmy na granicy tupetu, a na pewno już lekkiego focha, by nosić najnowsze futra duetu. Ostentacyjnie próżne. Pachną Peweksem (i jeszcze te bezwstydne kabaretki!), drogim bazarem (w sam raz a propos Nocnego Marketu) oraz Ewą Kasprzyk z filmów przełomu lat 80. i 90. – Sztuczne! W stu procentach! – uspokajał mnie przed i po pokazie Rafał. No widzę, że sztuczne; z drugiej jednak strony MMC to diabeł, który zna się na tkaninach i surowcach jak mało kto i jak mało kto potrafi dobrać takie, by udawały swoje przeciwieństwo. Jedwab jako poliester? Proszę bardzo. W drugą stronę? Jak najbardziej. To, oczywiście, prymitywne z mojej strony uproszczenie, bo Rafał wraz z Iloną Majer często sięgają po materiały tak zaawansowane i nowatorskie, że potrzebny jest do nich kilkuzdaniowy opis.
Tak czy tak, futra to kolejny mocny moment tej jesienno-zimowej kolekcji. Oprócz nich – zjawiskowe i upiornie nonszalanckie, jak zwykle zresztą, koszule, widowiskowo pocięte, z przeskalowanymi elementami, spektakularnie wydłużone i przybierające czasem formę szmizjerki lub kombinezonu. Choć chwila: to w istocie był kombinezon; radość, bo na męskim modelu, w dodatku (uwaga: prywata) na moim byłym studencie Patryku, który udziałem w pokazie MMC udanie zadebiutował w modelingu. Niektóre z koszul (i nie tylko) zyskały zdobne rysunki autorstwa córki Ilony.
Nonszalancję, tak charakterystyczną dla MMC, widać też w żakietach, niepozbawionych romatycznego wydżwięku płaszczach i puchówkach. A jeśli duet nie jest sukienkowymi projektantami, to z pewnością jest puchowymi. Tu w nowej odsłonie. Nomen omen, bo przeważały modele – nazwijmy to – roznegliżowane, z tymi odsłaniającymi brzuch włącznie. Za tymi cudami piszczy pół Warszawy (a po odpaleniu pop-upu w Galerii Mokotów dodatkowa ćwierć) i gdyby nie ich cena powyżej dwóch tysięcy złotych, pewnie te łącznie trzy czwarte by w nich chodziło. No ale MMC to nie C&A i za porządną robotę trzeba zapłacić.
Podsumowując, najnowsza kolekcja MMC to niezmiennie konfrontacyjne – w swoich najambitniejszych momentach – wzornictwo, nuta awangardy, trochę sportu i uchwycony zeitgeist przy imponująco wysokiej jakości wykonania. MMC, drodzy Państwo, naprawdę nie mają w tym u nas licznej konkurencji. A do tego jeszcze bajeczne (a im wyższe, tym bajeczniejsze) buty Badury. Idealna kolekcja? Jednak nie.
Ten zeitgeist widoczny jest aż nadto, w wyraźnych odwołaniach do modnych klimatów Demny Gvasalii (choć wiem; nie ma on monopolu na eksplorowanie czy raczej eksploatowanie mody początku lat 90.). I nawet rozumiem, że napis Balenciaga na szalu, którego w Polsce „ambasadorem” był niedawno pozujący w nim w windzie Dawid Woliński, zamienił się tu w słowo „Censored”, co sugerować ma dystans MMC do takich chwytów, ale mnie ten rodzaj dowcipnego komentarza nie przekonuje. Chyba, że naprawdę chodzi – jak przeczytałem w informacji prasowej – o odniesienie do cenzury i przekaz, że „duch tamtych lat wraca i nadal pozostaje bardzo aktualnym manifestem”. Ale nie klei mi się to z kolekcją.
Nie jestem też fanem swoistego recyklingu używanych już materiałów (złoto-bordowy lateks: było, znamy, pamiętamy), niesymetrycznie zapinanych marynarek, całych elementów garderoby (patrz: złoty płaszcz) czy dodatków, by wspomnieć o torbach, które w tym samym kształcie i w tych samych lub podobnych kolorach, na pokazach MMC już krążyły. Wspomniane wcześniej pocięte koszule, podobnie jak czarne dzianiny, tak zachwycające w kolekcji sprzed roku – to także pomysły już przez MMC realizowane i przedstawiane. Dlatego, choć najnowsza propozycja projektantów jest świetna, cechują ją również zbyt – moim zdaniem – liczne autocytaty.
Fot: Marek Makowski
Reżyseria pokazu: Katarzyna Sokołowska
Produkcja: Michał Rej
Asytstent producenta: Aleksandra Dziura
Stylizacje: Ilona Majer
Make up: Inglot
Dowóz gwiazd na miejsce pokazu: Dom Volvo
Kabaretki: Gatta
Fryzury : Schwarzkopf Professional / Salon Fryzjerski Bagatela
Choreografia: Katarzyna Sokołowska
Scenografia: Anna Włodarczyk
Buty: Badura
Biżuteria: Elixa
Oprawa baru: Cointreau
































2 Komentarze
Katerina Niemiec-Miskiewicz
25 maja 2017MMC- jedni z najbardziej odważnych! Kolekcja też… Jak na polskie realia. Tylko co z dodatkami? Czemu tak skromnie? Oprócz nonszalanckiego akcentu w postaci paska ze sprzączką na szyi chyba nie zapamiętam nic, a wystarczyłoby pokombinować choćby z wyżej wymienionym lateksem i obecnymi na pokazie pozłoceniami..albo odwrotnie, słodycz kolorów i faktur zrównoważyć przekornie naturalnymi materiałami i neutralnymi kolorami dodatków.
modologia
25 maja 2017Jak dla mnie, czas na to, żeby MMC wystrzeliło zagranicą. Mam nadzieję, że znajdą na to inwestora, za co trzymam kciuki. (A o nagraniu do polskiego muzeum mody też będę pamiętać ;))