Honor: gdzie najtaniej

Też to znacie? Tę księgową, której właśnie umarła mama? Umowę, która nie doszła pocztą? Prezesa, który wyjechał i nie ma komu podpisać umowy, choć przecież to dziwne, skoro umowa nie doszła, a i w ogóle nawet nie wyszła z wiadomych względów od księgowej?

Dziś o honorze. Ciągle go z czymś mylimy. Nic w sumie dziwnego, skoro wiedzę czerpiemy z google’a. A tam, od kiedy na rynek wszedł „wiodący producent smartfonów podlegający pod grupę Huawei” o tej samej nazwie, wyszukiwarka wyświetli ci tylko: „Honor: pięć najlepszych modeli”, „Honor: gdzie najtaniej”, względnie „Honor 10 64GB Czarny w morele.net. Co nieco piszą w Wikipedii. „Cechy uznawane za niehonorowe”, jak czytamy, to „kłamanie w żywe oczy, nastawianie ludzi przeciwko sobie nawzajem, kopanie leżącego, nieuznanie przegranej w sporcie, wyborach lub losowaniu, znęcanie się nad słabszymi”. Grubo. Bo czyż to nie recenzja działań naszej władzy?

Oczywiście, że nie. W przeciwnym razie ta władza tak Polakom by się nie podobała. A Polacy to honorowy przecież naród. Od „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” po „wara od naszych dzieci”. Ten honor jednak znika z chwilą, gdy trzeba komuś zapłacić w terminie. 

Stanisław_Kaczor_Batowski_-_Atak_husarii._Chocim_1917.jpgagraart

Też to znacie? Tę księgową, której właśnie umarła mama? Umowę, która nie doszła pocztą? Prezesa, który wyjechał i nie ma komu podpisać umowy, choć przecież to dziwne, skoro umowa nie doszła, a i w ogóle nawet nie wyszła z wiadomych względów od księgowej, co do której bylibyśmy ostatnimi bydlakami wypytując w godzinie żałoby o tak doczesne sprawy, jak nasze śmieszne honorarium? 

Samo życie; od małych firemek po kolosy akcyjne – niemal wszędzie identycznie. I tylko księgowych żal, bo im – jeśli policzyć – umarło już osiem mam! I strach pomyśleć, ile jeszcze umrze. 

Zresztą czepiamy się. Przecież to właśnie niepłacenie jest honorowe. Główny księgowy pewnego znanego mi przedsiębiorstwa pyszni się „wężem w kieszeni”. Dzięki czemu – co nieraz słyszała od niego cała załoga na wyjazdach integracyjnych – przynosi firmie korzyści. Środki bowiem – zamiast trafić do odbiorcy – pracują na koncie firmy, poprawiając jej saldo. Taki jest sprytny. Przelewy robi tylko wtedy, gdy kontrahenci grożą procesem. Albo gdy prezes stanie mu nad głową. Słodziak!

Cenię też honor pracodawców. Weźmy takich restauratorów. Honor nie pozwoli im ani oddać długów, ani zamknąć ich wyszynków. I może nie potrafi Magda Gessler poprawnie wymówić słowa gnocchi, umie za to wypunktować ich piękne, sarmackie cechy: chciwość, wyzysk i pazerność. Oraz brak szacunku; na przykład do kucharek, czekających dwa kwartały na swoje siedemset złotych pod stołem w ratach. Jak oni się na „panią Magdę” obrażają. Jak się urażają. Jak się odgrażają. Wprost nie posiadają się.

Albo coś bliżej. „Zmiany organizacyjne” to wdzięczny tytuł mejla, rozesłanego pracownikom pewnej redakcji. W treści – informacja o likwidacji gazety (plus – po prawdzie – kilku innych, za jednym zamachem) i masowych zwolnieniach. To tak, jakby z administracji dostać mejl „Prace remontowe”, z którego wynikałoby, że nasza kamienica trafia do rozbiórki pod apartamentowiec. I że mamy kwadrans na spakowanie pierzyn, bo na stendbaju czekają już spychacze i koparki. Co zresztą, jak się zdaje, w Warszawie miewało już miejsce.

Nic tylko rzucić się pod samochód. To akurat nie jest takie łatwe, bo prędzej samochód rzuci się na nas. – Nawet fajna ta Warszawa, tylko u was strach przejść przez ulicę – usłyszałem w Gdańsku. Chciałem bronić – nomem omen – honoru stolicy, ale nie miałem argumentów. Honorowe za to jest czapkowanie. Kierowcom. 

Mamy 2019 rok, a jakby nic się nie zmieniło. Feudalizm, grzęzawiska i mgły. Nadal boimy się pana, co karocą jedzie i nahajki, którą zdzieliłby nas stangret, gdybyśmy w porę nie rozpierzchli się i z drogi mu nie czmychnęli. Jeśli więc panisko raczy się zatrzymać, salutujemy mu uśmiechem, słowem, gestem („dopóki jestem”, trafnie dopisałaby Osiecka). Taki to ludzki pan. A mógłby przyspieszyć i dodać gazu na pasach, jak codziennie obok mego domu, przy Saskiej, rzucając jeszcze w locie staropolskie spierdalaj. Albo i przejechać nas, jak w sumie też codziennie, choć jeszcze nie u mnie. Jeszcze. 

Reprodukcja: Stanisław Batowski Kaczor, „Atak husarii. Chocim”, 1917r.

Moje komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

Dodaj komentarz