Plastik. Niestety, ma zalety.

ekologia, Moda, współpraca | 11 sierpnia 2021 | Brak komentarzy

Trudno zastąpić go czymś, co byłoby równie tanie, wygodne, lekkie, czasem i higieniczne. Dlatego bądźmy realistami: szybko z nim nie skończymy. Zatem sytuacja patowa? Niekoniecznie.

Jogurty, napoje, słodycze. Kremy, szampony, szczoteczki. Żelazka, miksery, odkurzacze. Winyle, ładowarki, telefony. Ramy okien, kinkiety, wykładziny. I jeszcze leki, plastry. Wnętrza aut. I samolotów. I tak bez końca. A do tego opakowania jako takie – worki, siatki, folie, skrzynki, wypełniacze. Plastik jest wszędzie. Produkujemy lub przynajmniej sprzedajemy w nim niemal wszystko.

Trudno zastąpić go czymś, co byłoby równie tanie, wygodne, lekkie, czasem i higieniczne. Dlatego bądźmy realistami: szybko z nim nie skończymy. Możemy jedynie rozsądnie nim gospodarować, eliminować tam, gdzie nie jest potrzebny i poddawać recyklingowi. 

Odzież w niczym nie jest tu wyjątkowa. W branży mody poliestru i mu podobnych produkuje się na potęgę. Wyliczono, że dziś nawet 60 proc. ubrań uszytych jest głównie z syntetyków.

Owszem, mają zły wpływ na środowisko (nie żeby te naturalne miały dobroczynny, swoją drogą) – od mikroplastiku przenikającego do wód z każdym praniem ubrania po co2, jakie emituje produkcja takiej odzieży. Niestety mają i zalety.

Po pierwsze, są znacznie tańsze niż naturalne zamienniki. To najważniejszy powód ich nieprzerwanej i stale przyspieszającej od lat 50. XX w. kariery. Tak długo, jak nie będziemy skłonni za ubrania płacić więcej, tak długo w ich składzie niewiele się zmieni. 

Po drugie, przynajmniej pośrednio, oszczędzają życie i dobrostan zwierząt. Sam wolę, by przerabiano ropę naftową niż żywe zwierzaki, które dla naszego głupiego breloka czy pompona miałyby poświęcić życie. Po trzecie, w przypadku wielu typów odzieży syntetyki mają nieporównywalnie lepsze parametry. Mowa o tej sportowej czy outdoorowej; tu wełn czy len nie znajdą szerszego zastosowania.

Oprócz tego – całkiem prozaiczne historie. Choćby takie, że w przypadku mody bardziej przystępnej cenowo domieszka syntetyku stabilizuje naturalne tkaniny – na przykład wełnę w marynarce. Jasne, płaszczy z baby wool, alpaki, mieszanki wełny owczej i kaszmiru nie trzeba stabilizować. Tańsze ubrania jednak – i owszem. 

Poza tym dzięki syntetykom ubrania lepiej się układają na sylwetce. Albo w ogóle dają się założyć. Mowa o joggersach czy dżinsach skinny. Bez elastycznych włókien byłoby to niemożliwe. 

No i plastik bardziej chłonie kolor. Barwę najintensywniej złapie syntetyk, a i wyblaknie jako ostatni. Bawełna, dla przykładu, nie ma z nim tu szans. Do tego syntetyki są lżejsze i szybciej schną. 

Zatem sytuacja patowa? Niekoniecznie. Można przynajmniej sprawić, by do plastiku będącego już na świecie nie dodawać nowego. Przyglądam się Polskiemu Paktowi Plastikowemu. To polski „oddział” globalnej sieci Plastics Pact, koordynowanej przez szanowaną Fundację Ellen MacArthur. Jest pierwszą taką inicjatywą w Europie Środkowo-Wschodniej. Jego sygnatariusze, w dużym uproszczeniu, starają się wypracować taki model gospodarki, gdzie tworzywa sztuczne cały czas pozostają w obiegu zamkniętym.

Chwali się.  Również dlatego, że Polska nie dała rady zakazać sprzedaży naprawdę zbędnego plastiku: rurek do napojów, patyczków, jednorazowych sztućców, choć zobowiązało ją do tego – jak i inne kraje – unijne prawo. I choć plastikowe jednorazówki stanowią nawet 70 proc. odpadów morskich, polskie władze nie zdążyły od 2018 roku przygotować odpowiednich przepisów, wprowadzających dyrektywę w życie.

Członków Polskiego Paktu Plastikowego, póki co, nie ma wielu. To jednak ważni gracze na naszym rynku, m.in. Carrefour, Kaufland, Biedronka, Nestle, Danone. Z branży odzieżowej – LPP.

– Po co Wam to? Dla wizerunku? – pytam Doroty Jankowskiej – Tomków, szefowej działu zrównoważonego rozwoju LPP.

– To kumulacja wszystkiego. Owszem, w pewnym sensie dla wizerunku także, bo firmy muszą się zmieniać. Dzięki paktowi mamy jednak możliwość współdziałania i wymiany wiedzy z innymi dużymi firmami. Rozmawiamy, jak sobie radzimy, by zmniejszać ilość plastiku lub gdzie go przerabiać. Dla przykładu, w Polskim Pakcie Plastikowym stworzono mapy recyklerów. Dzięki niej wiemy, do kogo zwrócić się z pomocą. A bywają plastiki wyjątkowo trudne do przetworzenia, choćby klipsy zabezpieczające przed kradzieżą czy cekiny. Przede wszystkim jednak zmienia się klimat i po prostu musimy działać. Każdy z przedsiębiorców może zmniejszać emisję co2 – zarówno kosztowo, jak i bezkosztowo, więc to nasz obowiązek. 

Bezkosztowo? 

Najprostszym sposobem jest ograniczanie jego zużycia. Kiedyś dawaliśmy klientom siatki plastikowe; dziś to wykluczone, kupują torby z papieru z recyklingu. Zmniejszamy dzięki temu emisję co2, a przy tym edukujemy ludzi. Dziś gdy mają zapłacić za torbę z papieru, zastanowią się dwa razy, czy jest im rzeczywiście potrzebna. Albo nasze zawieszki, pozbawione plastikowego filmu, tj. błyszczącej powłoki. Wcześniej ten połysk wykorzystywaliśmy, by uzyskać mocny kolor czarny, lecz by nie farbował odzieży, pokrywaliśmy go folią. Przez to właśnie taka zawieszka nie mogła trafić na makulaturę, lecz do odpadów zmieszanych. Dlatego daliśmy sobie z nią spokój. 

A może lepiej dać sobie spokój z plastikiem w ubraniach?

Około 75 proc. naszych ubrań jest pochodzenia naturalnego, ich baza to bawełna i wiskoza. Trwałość materiału też ma swoje znaczenie. Poliester jest wytrzymały. Póki co nie da się go wymienić, zwłaszcza w odzieży sportowej, ale nie musimy sięgać po plastik virgin, skoro możemy uzyskać go z recyklingu.

Top z dzianiny na bazie poliamidu z recyklingu marki Reserved, linia Athleisure Eco Aware

Taki też zostawia ślad węglowy.

O ponad 50 proc. mniejszy od pierwotnego. Mniejsze są też ślady wodne.

Klient to zauważa?

Robiliśmy badania, na czym zależy klientom. Oni chcą produktów eko, jednak dostrzegliśmy tendencję, że im większy w danej grupie produktowej (np. koszulki czy sukienki) udział ubrań z metką Eco Aware, tym większą mają szansę na szybkie sprzedanie.

Jeśli zaś w danej grupie jest mało eko, to sprzedaż nie jest imponująca. Wniosek? My, klienci, lubimy mieć wybór. I gdy widzimy, ile interesujących nas produktów ma „zieloną” metkę, tym chętniej takie właśnie ubranie wybierzemy.

Pomyśleć, że w latach 50. plastik uważano za dobrodziejstwo cywilizacji. Jeśli nie za dar niebios. Do tych ostatnich właśnie na słynnym zdjęciu w „Life” w 1955r. podrzucano wszelkie plastikowe opakowania i utensylia. Redakcja zilustrowała nim artykuł, w którym kusiła, by zaoszczędzić wydatki na… służbie. Służba owa 40 godzin myłaby i sprzątała to, co w sekundę można wyrzucić i pozbyć się problemu. „Wszystko przeznaczone, by po zużyciu wyrzucić”, ekscytowała się redakcja, uznając „Throwaway Living”, kulturę jednorazówek, za wyznacznik prestiżu i nowoczesnego stylu życia (cyt. za „Guardianem”).

Tymczasem w marcu tego roku BBC poinformowało, że naukowcy z bostońskiego MIT opracowali tkaninę z polietylenu (znajdziemy go w plastikowych torebkach czy opakowaniach żywności), która będzie lepsza dla środowiska niż len czy  jedwab,, bo z niskim śladem węglowym, wielokrotnie przetwarzana, a na dodatek  odpowiednia nawet dla marek luksusowych. Włókna, tkane na przemysłowych krosnach, przepuszczają wodę i oddychają, a to nowość. Sam materiał, przyjaźniejszy naturze niż len, jedwab.

Trzeba się spieszyć. Zdaniem fundacji Ellen McArthur, brak działania teraz oznacza, że za 19 lat liczba oceanicznych śmieci powiększy się czterokrotnie. Porównując z rokiem 2016! Wtedy też fundacja prognozowała, że w 2050r. w morzach będzie więcej plastiku niż ryb. Wszystko wskazuje, że stanie się to znacznie, znacznie szybciej.

Zdjęcia: Bill Oxford, OCG / Unsplash, Reserved, New Plastics Economy. Partnerem wpisu jest LPP.

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>. I NOWOŚĆ: podcasty do słuchania m.in. na Apple i Google Podcasts, na YouTube <KLIK> i Spotify <KLIK>.

Dodaj komentarz