Ile wełny w wełnie? Jak dochodzi do fałszywego oznaczania składu tkanin na metkach?

Moda, Wywiady | 13 maja 2024 | Brak komentarzy

„Marki adresowane do świadomych kobiet takiego numeru by nie wywinęły. Bo ich klientki natychmiast by się zorientowały”. Wraz z ekspertką od tkanin sprawdzam i wyjaśniam możliwości mijania się z prawdą na metkach.

Robią nas w balona i żerują na naszej dobrej wierze i zaufaniu? A może same padły ofiarą oszustów? Lub po prostu się pomyliły; ludzki błąd? Marki odzieżowe znów wziął pod lupę UOKiK. W kwietniu tego roku karę ponad 4 mln zł dostały Lavard i Lord. Wcześniej Kubenz, Recman i Dastan Logistics ukarano łącznie ponad 2,1 mln zł kary za fałszywe podanie składu produktów.

Przykłady nieścisłości?

Lord: garnitur męski, Exclusive Super Slim T-4. Na metce: wełna 80 proc., wiskoza 18 proc., elastan 2 proc. Rzeczywisty skład: wełna – brak, poliester 63,1 proc., wiskoza 33,9 proc., elastan 3 proc.

Lavard: spodnie Chinos Nos Lavard (kod wyrobu 64988). Na metce wełna 60 proc., poliester 20 proc., wiskoza 20 proc. Rzeczywisty skład: wełna – brak. poliester 70 proc., wiskoza 30 proc.

Kubenz: garnitur Prom. Na etykiecie 80 proc. wełny, 20 proc. poliestru, podszewka: 100 proc. wiskoza. Badania laboratoryjne: 80,3 proc. poliestru, 19,7 proc. wiskozy, podszewka całkowicie z poliestru.

Recman: marynarka Mosta. Na etykiecie: 77 proc. wełny, 21 proc. poliestru, 2 proc. elastanu. Badania laboratoryjne: 77,8 proc. poliestru, 19,2 proc. wiskozy, 3 proc. elastanu.

Dastan Logistics: koszula Tailored OXFC. Na etykiecie: 100 proc. bawełna. Badania laboratoryjne: 61,4 proc. bawełny, 38,6 proc. poliestru.

To wykazały kontrole Inspekcji Handlowej i badania w laboratorium UOKiK w Łodzi.

Co na to oskarżone firmy?

Niektóre, jak Lavard, wyraziły ubolewanie z powodu „nieprawidłowości, które nie powinny się zdarzyć”, zapewniły jednak, że dotyczyły one niewielkiej części wyrobów z poprzednich lat. Jednak UOKiK sprawdził, że z 27 próbek ubrań Lavardu aż 24 nie posiadało deklarowanego składu surowcowego. Inne, jak pamiętam, broniły się, że same są ofiarami dostawców. Że zostały oszukane, bo tkaniny kupowały w dobrej wierze. 

Ale czy to możliwe? A jeśli – czy prawdopodobnym jest, że żaden z pracowników firmy nie zorientuje się, że opis towaru się nie zgadza? Postanowiłem to sprawdzić i skonsultować z ekspertką od tkanin, prowadzącą własną markę modową. Oto, co mi powiedziała.

Czy firmy mogą nie wiedzieć, co kupują?

Wiedzą. Mają przecież faktury za zakup tkanin. Na tych fakturach powinno być dokładnie wyszczególnione, jaki jest skład materiału.

A jeśli producent tkanin rzeczywiście źle oznaczył skład?

Tu istotne jest pochodzenie tkanin. Jeśli producentem jest firma z kraju Unii Europejskiej, wówczas to on musi się wytłumaczyć. I ponieść konsekwencje oszustwa. Jeśli jednak jest to – na przykład – producent turecki, odpowiedzialność spada na polską firmę.

Dlatego tyle mówi się o „zaufanych dostawcach”?

Tak. Co więcej, jedni specjalizują się w wełnie, inni – powiedzmy – w wiskozie. Trzeba wiedzieć, co u kogo zamawiać. Ale też im bardziej renomowany dostawca, tym oszustwo jest dlań bardziej ryzykowne. Nie opłaca mu się oszukiwać, bo straty będą poważniejsze niż zyski. Co dotyczy także samych marek odzieżowych. 

Jest możliwość, że zarząd firmy nie wie, że jej pracownicy oszukują i dla jakichś własnych korzyści wszywają lipne metki?

Nie. Sam proces wpisywania jakości na metkach jest zautomatyzowany. Oznacza to, że tylko na najwyższych szczeblach firmy odzieżowej mogłyby zapaść decyzje o fałszerstwie. Szeregowy pracownik w dziale produktu bierze kartkę techniczna od producenta i na jej podstawie programuje drukarkę wszywek. Więc jeśli ktoś wpada na pomysł, by oszukać, to tylko osoba z samej góry.

A odwrotnie? Zarząd wpada na pomysł, by oszukać na składzie i żaden z pracowników się nie zorientuje? 

Tylko stażysta da się nabrać na poliester udający wełnę. Tkaniny w produkcji ubrań przechodzą przez wiele rąk, w tym, kupca czy technologa. Nie ma żadnej możliwości, by nikt z nich w pewnym momencie nie zaalarmował: „ej, coś jest nie tak; to nie to”.

Zatem pytanie retoryczne: czy możliwe, by ludzie, którzy latami siedzą w tej branży nie rozróżniliby tkanin naturalnych od plastiku? Przecież nie mówimy o różnicach w składzie rzędu dziesięciu procent, ale o nawet osiemdziesięciu procent. A prawdziwa wełna ma swój połysk, fakturę, chwyt. Ile osób powinno podnieść larum?

Policzmy. Kolejność jest taka, że najpierw projektant wybiera tkaniny – na targach, względnie w biurze swojej firmy, gdy odwiedzają ją sami dostawcy. Zwykle wybiera się tylko kawałek tkaniny, który oglądany jest i sprawdzany w firmie. Gdy się spodoba – mówimy: ok, wezmę trzy metry, odszyję z nich model i zobaczę, jak leży. Owe trzy metry oglądają konstruktor, technolog, później krawcowa, szwaczka. Co najmniej pięć osób. I każda z nich zaprotestuje, jeśli tylko wychwyci nieprawidłowość. 

Krawcowa, dla przykładu, powie: „to nie może być wełna, bo wełna podczas prasowania zupełnie inaczej się zachowuje”. Bo inaczej wełnę prasujesz: używasz wyższej temperatury niż powiedzmy do poliestru. 

Kupiec z kolei w razie wątpliwości po prostu podpali kawałek tkaniny, bo różnie reagują one na ogień. Kupcy mają świadomość technologii tkaniny: raz – z doświadczenia; dwa – ze szkoleń.

Taki „wełniany” model oglądają wszyscy w firmie, a na końcu dyrektor kolekcji. On jest kolejnym, który musi zaakceptować jakość. I dopiero wtedy zamawia się, powiedzmy, tysiąc metrów. Zatem jeśli owych tysiąc metrów jest oszukanych, to ma tego świadomość najmarniej siedem osób w firmie. 

Może być tak, że próbka była uczciwa, i wspomniane trzy metry rzeczywiście były 100-procentową wełną, a duże zamówienie przyszło oszukane?

Owszem. I niestety firmy oszczędzają na kontroli jakości. Ale nawet jeśli nie mają poświęconego jej działu, technolog zawsze takie oszustwo wyłapie. 

Dopuszczam też rodzaj zmowy milczenia. Gdy atmosfera w firmie jest toksyczna, jej pracownicy – szwaczki, krojcze itd. – może i przyznają między sobą, że składy na metce są fałszywe, ale nie powiedzą tego głośno, nigdzie nie zgłoszą, bo dostałyby po łapach. Takie zarządzenie strachem jest bardzo krótkowzroczne. Ja nie wyobrażam sobie, by u nas pani szyjąca bała się odezwać. Przeciwnie: oczekuję tego. Każde zgłoszenie problemu działa na korzyść marki i może oszczędzić jej ewentualnej wpadki i kłopotów.

Czy zatem wina marek odzieżowych zawsze będzie umyślna?

Nie. W wielu firmach jest duża rotacja i wystarczyłoby, że pojawiłyby się następujące warunki:

  • kupiec tkanin z małym doświadczeniem
  • brak profesjonalnego działu kontroli jakości (a nie technologa, który akceptuje tkaninę – to różnica)
  • wysyłka tkaniny na szwalnię zewnętrzną, zamiast szycie w szwalni własnej, względnie z mocnym zaangażowaniem się w proces szycia „na mieście”

ażeby „poliwiskoza” trafiła do sprzedaży opisana jako „wełna”. Tak czy tak – nie byłaby to dobra wizytówka dla firmy.

I na koniec. Czy to zupełny przypadek, że na tym procederze zostały przyłapane wyłącznie marki mody męskiej?

To mnie nie dziwi. Marki adresowane do świadomych kobiet takiego numeru by nie wywinęły, bo klientki natychmiast by się zorientowały. Ale z mężczyznami bywa inaczej; znają się mniej i łatwiej niestety ich oszukać. 

Jest szansa, że i ja bym się nie zorientował? 

Nie. Jeśli nosisz dobre gatunkowo marynarki czy płaszcze, już przy pierwszym kontakcie z ubraniem zobaczysz, że jego materiał jest kiepski.

PS. Będą kolejne kontrole. Kto może ich się obawiać? Marki typowane są po analizie wyników kontroli w latach ubiegłych, ale i dzięki sygnałom od konsumentów. Zleciły je Wojewódzkie Inspektoraty Inspekcji Handlowej. – Nie wykluczamy nowych postępowań mogących prowadzić do nałożenia kar pieniężnych. Zarówno wobec ukaranych już w tym zakresie przedsiębiorców, jak i wobec innych producentów lub dystrybutorów wyrobów odzieżowych – mówi mi Kamila Guzowska z zespołu prasowego UOKiK-u.

Grafika: UOKiK, zdjęcie: Leire Cavia, Benjamin R, Kateryna Hilnitzova, Pablo Merchan Montes, Yasamine June/ Unsplash.

Pomoc dla konsumentów: 

Masz zastrzeżenia lub wątpliwości? Zgłoś je.

Tel. 801 440 220 lub 22 290 89 16 – infolinia konsumencka
E-mail: porady@dlakonsumentow.pl
Rzecznicy konsumentów – w Twoim mieście lub powiecie
Inspekcja Handlowa – w Twoim województwie

Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

Dodaj komentarz