„Nie daj zastać się martwym z portkami zsuniętymi do kostek” – nowy sezon podcastu „Jak wytrzymać z ludźmi?”. Od dziś jestem także na Patronite.

Pewna celebrytka skarżyła się na hejt, bo kupiła sobie torebkę za 40 tysięcy. I ludzie nazwali ją próżną i głupią. „Mam prawo kupić sobie torebkę za 40 tysięcy i mam prawo być głupia”, żaliła się w mediach. Cóż, z obu tych praw skorzystała. Chciała wzbudzić zazdrość i podziw, Bóg jednak miał wobec niej inne plany.

Moją faworytką jest sentencja: „problemy pierwszego świata”. Definitywna. To jest prawda z gatunku ultimate. Jakby po wyartykułowaniu jej autorzy oczekiwali jakichś cudownych ozdrowień, meksykańskiej fali, wuwuzeli, deszczu konfetti i aplauzu.

Napiszcie, wspomnijcie o czymkolwiek, co was trapi, nurtuje, ciekawi – „problemy pierwszego świata” – nibycelnie skwituje naród. Choć jeśli to twoja praca – niechby było ją farbowanie pudli – to nie są to przecież problemy pierwszego świata, tylko twoje realne problemy. Byś miał co do garnka włożyć. Bo przecież nie włożysz doń pudla, prawda?

Owszem, takie problemy się zdarzają. Pewna celebrytka, taka co już wszystkie programy prowadziła i jurorowała, gdyż mnogość talentów wprost ją roz***dala, skarżyła się na hejt, bo kupiła sobie torebkę za 40 tysięcy. I ludzie nazwali ją próżną i głupią.

„Mam prawo kupić sobie torebkę za 40 tysięcy i mam prawo być głupia”,  żaliła się w mediach. Cóż, z obu tych praw skorzystała. Chciała wzbudzić zazdrość i podziw, Bóg jednak miał wobec niej inne plany.

I owszem, nie zawsze z każdym o realnych problemach świata mamy szansę porozmawiać. Miałem znajomego w USA, w Las Vegas. Z nim naprawdę można było porozmawiać o ważnych sprawach. Pytałem go, na przykład: „stary, czemu macie tylu bezdomnych i czemu tak łatwo wpaść u was w bezdomność?”. Otrzymywałem sensowny wykład. „Co myślisz o tym, jak zrobiliście przez lata roz***dol na całym świecie od Nikaragui i Wenezueli po Iran?”. Było też o wpływie Tennesseego Williamsa czy malarstwie Hoppera na dzisiejszą amerykańską popkulturę. Odpowiadał, opowiadał.

Zatem miałem lepiej niż Helena Englert, która wróciła z Kalifornii do Polski, bo – jak wypowiedziała się gościnnie w jednym czy kilkunastu podcastach – w Los Angeles „z nikim przez pół roku nie rozmawiała o Gombrowiczu”.

Moja droga! Trzeba było jechać do Vegas.

Ale do czasu. Okazało się bowiem, że on, ten mój znajomy, sądowy biegły, zamordował dwie osoby. Jego żona na Facebooku rozesłała info, jak tylko dorwała się do jego haseł. Zabawne, bo nikt nie wiedział nawet, że miał żonę, że wyczyścił ich konto co do centa, zostawił ją z długami. Pisała, że wyda o nim książkę pod tytułem „Nie dajcie się zastać martwymi z portkami spuszczonymi do kostek”. Gdyż tak został zastany.

A więc jednak: problemy pierwszego świata. Patrzę, kto mi tak tym „pierwszym światem” moje wypowiedzi kwituje, kim jest i jakie treści sam udostępnia. I czytam u niego udostępniony artykuł z gazety. pl.: „Kostki lodu nie muszą być nudne. Twoi goście padną, jak im takie przygotujesz”. To wierny cytat.

„Jeżeli chcecie zaskoczyć swoich gości podczas domowych imprez, nasz mykowy ekspert Tomek Pazdyk ma dla was dwa kapitalne sposoby na zrobienie kostek lodu ze świeżymi ziołami i owocami”, zachęca portal.

Znacie kogoś kto uważa kostki lodu za nudne? W sensie: „Jezu, znów sześcian? No ile można?!”. Z drugiej strony, podejrzewacie kogoś o to, że gdy zobaczy kostkę z kawałkiem dajmy na to truskawki, to straci przytomność? Literalnie padnie i przewróci się na podłogę?

A propos podłogi. Kolejny post udostępniony przez znającą życie komentująca, które moje problemy uważa za te pierwszego świata. Artykuł o równie intrygującym zagajeniu: „dodaj ją do wody, a panele ci podziękują”. „Dziękujemy, dziękujemy”, już słyszymy te panele! Co dodać? Tabletkę do zmywarki!

To są mądrości jak z najtisów. „Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego” – tak mawiała babcia Ace w reklamie tegoż odplamiacza w telewizji lat 90., gdy pacholęciem jeszcze byłem. W reklamie tej podbiegały do niej kilkulatki czy inne osoby niedorosłe z euforycznym okrzykiem „babcia Ace!”. Biedne te dzieci niemieckie, skoro euforię wzbudzała u nich emerytka z detergentami. Choć w sumie nie bez powodu tak zwana chemia z Niemiec ma swoją renomę?

A propos dzieci. Nie daj Boże coś o nich wspomnieć. Ja na swoje social media wrzuciłem mem, o tym by zabierać je w podróże od małego, by mogły próbować frytek i nuggetsów w restauracjach całego świata! O matko. O ojcze. Rodzice dali głos.

„Spec się odezwał, a zdaje się, że tych dzieci nie masz za dużo?”, zaatakował jeden czytelnik. „Mniej więcej tyle, co ksiądz, który chrzcił twoje, drogi panie”, odrzekłem.

Okładka rozszerzonej wersji odcinka dla Patronów od drugiego progu

Nowy odcinek co tydzień. Zostań Patronem (TUTAJ), by otrzymać dostęp do odcinków deluxe, tj. rozszerzonych, do odcinków specjalnych i nigdzie nie publikowanych oraz do newslettera.

Lub postaw mi coś na Suppi (KLIK).

Dodaj komentarz