List otwarty do LPP
Oto list otwarty do LPP. Powstał on w odpowiedzi na mój APEL.
Inicjatorką jest Ewa Kosz z „Ultra Żurnalu”, podpisali go blogerzy, projektanci, styliści, fotograficy, menedżerowie i osoby o innych zawodach, związanych z modą i przemysłem odzieżowym. Jestem przekonany, że z każdym dniem lista sygnatariuszy będzie błyskawicznie się wydłużać. Dziękuję Wam za odzew. Dobrze jest pomylić się co do Waszego „nadętego ego, galopującego materializmu i głupiego snobizmu”.
Vistula – jesień/zima 2013/2014. Relacja z pokazu
Przyjemnie jest patrzeć, gdy polska marka odzieżowa się rozwija. Jeszcze przyjemniej – gdy rozwija się stale w dobrym kierunku.
La Mania – wiosna/lato 2014. Relacja z pokazu
Jaki był mit założycielski La Manii? Joanną Przetakiewicz zapewne kierowały dwa zamiary. Pierwszy – by panie z polskich wyższych sfer objawiały się salonom jako ambasadorki polskiej mody, miast trwonić fortunę w butikach na New Bond Street, via Montenapoleone, czy na Croisette. Drugi zamiar – edukacyjny, bo raził właścicielkę La Manii kicz owych wyższych sfer. Czyli bogaczy i nowobogackich, bo innych wyższych sfer w zasadzie nie mamy. A które to sfery – przynajmniej w takich krajach na dorobku, jak Polska – w większości trudno posądzić o nadmiar dobrego smaku.
Pożegnanie z sarenką
Były czasy w polskiej modzie męskiej, że klient mógł wykazać trzy, tak zwane, zachowania konsumenckie.
Pierwsze – to kupić garnitur i formalną koszulę w którejś z firm, w których ubierał się jego ojciec, a wcześniej dziadek. Polskie marki miały przyzwoitą jakość i krawiectwo, ale nie wychodziły poza klasykę. Słowo „trend” było im przykre, niebezpieczne i w ogóle niezrozumiałe. Potrzebą zatrzymania przy sobie stałego klienta tłumaczyły własną niechęć do nowych czasów.
Dramat na wybiegu. Kinematografia polska i moda
– Nowy serial VIVA Polska „Miłość na bogato” jest tak zły, że nie umiemy go skomentować słowami – napisali dziennikarze „Gazety”. Ja jednak postanowiłem podjąć się tego zadania.
I też poległem. Może ktoś o większej erudycji sobie poradzi. Pozostaje mi zatem tylko odnotować, że „Miłość na bogato” nie jest wyjątkiem. Polskie kino, tudzież mały ekran, raczej nigdy sobie z modą nie radziło.
