Odessa, miasto nieistniejące

Olga, odeska przewodniczka z „Nieustannej wędrówki” Karla Markusa Gaussa, wpadła na sprytny pomysł. Pokazuje turystom to, czego nie ma. Amerykańskich Żydów oprowadza po nieistniejącej Odessie żydowskiej, po kilkunastu nieistniejących synagogach. Z Grekami spaceruje po nieistniejącej Odessie greckiej – obecnej już tylko w nazwie ulicy Greczeskiej. Z Niemcami –  po nieistniejącej niemieckiej z jej nieistniejącą – a jakże – pierwszą księgarnią w mieście założoną przez ich rodaka. I tak dalej. Cóż. Żydów w Odessie nie ma, Greków nie ma, nie ma  multikulturowości, nie licząc kilku knajp gruzińskich, czy azerskich i trzech czarnoskórych lansiarzy, jakich spotkałem w jednym z klubów przy wspomnianej Greczeskiej.

Odessa plaża Lanżeron

Można by było za to powiedzieć, że Odessa jest miastem literatury. Puszkin, Bunin, Achmatowa… No, jeszcze Mickiewicz. Ale, jak zauważa Gauss, w literaturze zawsze uchodziła za miasto przeszłości. Ot, Babel, usiłujący w „ Opowiadaniach odeskich” zachować to, co z Odessy zniknęło, jakieś dawne bary, ulice, jakichś ludzi. „Wielkim autorom odeskim wydawało się zawsze, że młoda Odessa narażona jest na groźbę zagłady” – pisze Gauss.

Właściwie nie ma też w Odessie dumy z floty Czarnomorskiej, z wielkiego przemysłu, stoczni. Są  w opłakanym stanie, przy czym słowo opłakany jest tu bardziej niż fortunne. W parku Szewczenki, na tarasie z widokiem na port i zatokę zapamiętałem starszego mężczyznę patrzącego z rozpaczą na zdewastowane nabrzeże.

Nie ma też plaż. To znaczy jest, na przykład, Lanżeron, ale gdyby nie wymalowany na betonowej przebieralni delfin i hasło „Odessa Lanżeron Plaż”, bym się nie zorientował. Zamknięte molo, pęknięte schody, zapadnięte promenady.

Nawet z przestępczością jakoś kiepsko. Gauss sugeruje, że idzie pod rękę z handlem, a mnie jeszcze w Warszawie przestrzegano, że to bandyckie miasto, po zmroku tylko w większych grupach się chodzi, a odescy kieszonkowcy słyną ze swego fachu na całą Ukrainę. Ale żadnych podejrzanych typów nie widziałem (z wyjątkiem trzech w Cafe Szafran, ale na oko wyglądali mi na facetów załatwiających lewe pozwolenia na pracę niż gangsterów), żadnych wielkich limuzyn mknących po szerokich odeskich chodnikach na sygnale, by ominąć korki i wzbudzić respekt (strach) u mieszkańców. I żadnych złodziei. Nawet wtedy, gdy przy dworcu autobusowym wypadł mi portfel i ładną chwilę leżał w błocie. Jeśli, oczywiście, po kilku dniach spędzonych w Odessie można z pełną odpowiedzialnością to stwierdzić. Niech będzie zatem, że to pierwsze wrażenie.

I jak na pierwsze wrażenie z Odessy , tego wszystkiego w Odessie nie ma. Co zatem jest? Pustka. O ile można powiedzieć „jest” o czymś, co z samej definicji wyklucza byt. W barach – pusto. Nad morzem – pusto (wiem, jest marzec). Na odnowionych bulwarach – pusto. I na ulicach – pusto. Niby tłumy suną wzdłuż Targowej, w bok od centrum: kwiaty, jajka, mleko wprost z ulicy sprzedawane. I kłębią się przy dworcu kolejowym, wśród setek kiosków, bud i obmien waliut. Ale stara Odessa jest jak wymarła. Werandy, finezyjne balkony, ażurowe balustrady, przerdzewiałe kręte schodki i całe to art nouveau robią za przechodniów, wychodząc z kamienic na chodniki. Nocą są trochę jak ręce: wyrastają z domów, jakby chciały cię chwycić. Złapać. Szorstkie, zmurszałe miasto, nieustannie zamglone, przykurzone, ciężko dyszące. – A ja w tym czasie pył Odessy/ Wdychałem… Dni tam długo trwają – pisał Puszkin w „…Onieginie”.

Co za niezwykłe miasto! Nocny spacer po ciemnej ulicy Polskiej przynosi jednak nieoczekiwane spotkanie. Z psami. Ze sforą bezpańskich psów konkretnie. Wybiegają nagle z bramy, z mgły i przecinając nam drogę znikają w bramie po przeciwnej stronie. Białe, wyglądają trochę jak zjawa, trochę jak konie. Choć może one też nam się przywidziały.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Nieustanna wędrówka” Karla Markusa Gaussa pochodzi z tomu „Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego” (wyd. Czarne).

Fot.: Michał Zaczyński

Tagi:

7 Komentarze

  1. bartek812
    12 marca 2012

    Miałem przyjemność być w Odessie w lipcu ubiegłego roku, choć tylko na jeden dzień. Przyznam, że nie wyglądało to szczególnie pięknie, ale jeśli mam być szczery, to uważam, że nie jest tam aż tak ponuro. Może to pogoda dopełniła takiego obrazu? Podczas tamtego wyjazdu zwiedziłem także Lwów, Czerniowce, Kamieniec Podolski i Chmielnickiego oraz wiele miast na Krymie i przyznam, że Odessa była jednym z piękniejszych miast, dodatkowo tętniła życiem, a i plaże były znośne. Widać, że miasto nastawione głównie na sezon letni.

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  2. MichalMarczewski
    14 marca 2012

    Polecam gorąco cykl fotografii Gomulickiego „Kultura i beton” min. zdjęcia Odessy po sezonie turystycznym- piękne!

    Odpowiedz
  3. Stefan Walczykiewicz
    3 kwietnia 2012

    Psy jak konie, coś podobnego !!!

    Odpowiedz
  4. Diana
    26 stycznia 2013

    Ja do Odessy latam co roku latem:) i nie do centrum tylko na obrzeza miasta…miejscowość o nazwie FONTANKA;) smak pomidorów, bryndza (ta kupowana na straganie) i wino domowej roboty…po prostu cud, miód, malina…takie rarytasy tylko w Odessie;) plaza również ma swoje uroki, również dzięki temu ze nie ma aż tylu turystów;) cisza, spokój…i ludzie bardzo otwarci;)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      27 stycznia 2013

      O! Wspaniała podpowiedź! Zamierzam najbliższe wakacje spędzić na Ukrainie, więc jeśli jeszcze jakieś sugestie – to bardzo proszę!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz