Musimy porozmawiać

Istnieje kilka tekstów, które potrafią na dłużej wyprowadzić z równowagi. Na przykład „zostańmy przyjaciółmi”, kiedy już obmyślaliśmy po cichu kolor rolet do przyszłego wspólnego mieszkania lub przynajmniej planowaliśmy na stałe zostawić u niego/ u niej jakiś sweter, szczoteczkę do zębów i poznać z mamą.

Albo „jest tylko bezalkoholowe”, gdy właśnie zrozumieliśmy, że na trzeźwo w TLK „Szkuner” nie damy rady.

Jest jednak tekst, który powoduje epilepsję serca i apokalipsę nerwów – „musimy porozmawiać”. O Chryste. „Musimy porozmawiać”, wypowiadane oschłym tonem, skupionym wzrokiem oraz ręką podpartą o biodro i jesteśmy załatwieni.

W przeciwieństwie bowiem do większości strasznych tekstów, „musimy porozmawiać” nic nam nie mówi. Prawda – w domyśle potworna – dopiero się czai i domysły te, rozwiane po chwili, lecz trwające, zdaje się, wieczność, każą nam przeprowadzić błyskawiczny rachunek sumienia, samoubiczować się, wydać na siebie wyrok i ustalić karę. Bo wiadomo, że chodzi o nas, a nie o, powiedzmy, panią Tereskę z warzywniaka. „Musimy porozmawiać” nieodłącznie wsparte naszym imieniem (Michale, musimy porozmawiać; Joanno, musimy porozmawiać) to groza w postaci absolutu.

Co złego zrobiliśmy? Ktoś jednak widział, jak z S. całowaliśmy się w Mexicanie? Zapomnieliśmy zwilżyć ręcznik i wydało się, że wcale nie pływaliśmy w „Wodniku”? Przyszły wyniki i mamy jakąś straszną chorobę? Zaraz umrzemy? Nauczycielka doszła, kto przeprawiał jedynki w dzienniku (no, to jedno odpada, jeśli jesteśmy pełnoletni)? Nie wylogowaliśmy się z mejla i wyszło, co robiliśmy w piątek w Łodzi? Zniknęło trzysta euro z drugiej szuflady od góry i jakim cudem, skoro wczoraj te pieniądze jeszcze tam były? Mamy nałóg i albo kończymy z nim, albo się rozstajemy, bo „ja nie chcę sobie zniszczyć życia z ćpunem, bo od trawki każdy narkoman zaczynał”? Może chociaż coś wstydliwego wpadło nam za pralkę? Cokolwiek, naprawdę cokolwiek, byle z naszej winy, byle nas skazać.

Tymczasem „musimy porozmawiać” rzadko kończy się tragedią, utratą wiary w człowieczeństwo czy chociaż wstydem. Na ogół dotyczy średnio zajmujących drobiazgów. Tekst „musimy porozmawiać” jest zazwyczaj narzędziem dyscyplinującym. Z czego osoba wypowiadająca to „musimy porozmawiać” zwykle sprawy sobie nawet nie zdaje.

Choć z drugiej strony: czy ja wiem? Ostatnio mój znajomy – a sporo w życiu nawywijał – po familiarnym entree „musimy porozmawiać” usłyszał: „nie sądzisz, że zużywamy za dużo ręczników papierowych? Może lepiej wrócić do normalnych ścierek?”.

Tak, on to usłyszał. Po czterech latach związku. I pomyślał, że chyba rzeczywiście nic więcej ich ze sobą nie łączy. I że wolałby usłyszeć, że widziano go, jak całował się z S. w tej przeklętej Mexicanie.

7 Komentarze

  1. Patryk Pat Chilewicz
    1 kwietnia 2012

    O dziwo, cztery godziny temu byłem w tej sytuacji. I skończyło się właśnie na poziomie ręczników. (Uff, Mexicana…)

    Odpowiedz
  2. Olga
    1 kwietnia 2012

    A najgorsze – „muszę ci coś powiedzieć”

    Odpowiedz
  3. np
    2 kwietnia 2012

    bardzo aktualny temat.. „powinnismy zamieszkać osobno”.. i nie ma łez, bółu, pytan o ręczniki czy pretensji o kolejną pare butów, na które sama zarobiłam..:D

    Odpowiedz
  4. ilona kanclerz
    2 kwietnia 2012

    zgadzam się w całej rozciągłości tekstu,
    ps.
    Michałku musimy porozmawia:)

    Odpowiedz
  5. iangrapher
    29 kwietnia 2012

    Dokładnie! Nie dość, że świetnie napisane, to w dodatku sama prawda!

    Odpowiedz
  6. sluzbowo
    11 września 2012

    eeee tam … „musimy powaznie porozmawiac” to dopiero cos, kasuje niejako z urzedu, usmiech na gebie. To „powaznie” to jest moc, regulujaca dalsze losy monologu/dialogu/polilogu, powaznie to taka troche prowokacja do powaznej klotni, pozdrawiam

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      12 września 2012

      „Poważnie” brzmi jak ultimatum. W stylu: albo rzucasz palenie, albo odchodzę. No i od samego tego tekstu już się chce z nerwów zapalić.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz