Po co mieć własny styl?

Moda | 26 sierpnia 2013 | 8 komentarzy

Odkryj własny styl! – zadręczają nas media, stylistki i co cwańsze koleżanki, które właśnie wróciły z zakupów i chcą nas tym faktem pogrążyć. A cóż niby takiego świetnego jest we własnym stylu, ja pytam?

Loren

Dla osób postronnych sens to jakiś jeszcze ma, bo mogą się nami zainspirować. Ale dla nas samych? Toż to przecież jedna wielka udręka ciągle wyglądać tak samo. No bo weźmy tak zwane ikony mody, czyli postaci, które niewątpliwie własny styl mają. Czy raczej miały. Amy Winehouse, Jackie Kennedy, Elvis, Marlena, Marilyn, Churchill, Ramones, Che Guevara, Serge Gainsbourg…  Ależ oni musieli się nudzić: całe życie w takich samych kostiumikach, kombinezonach, brwiach, w tym samym prochowcu, meloniku, berecie z gwiazdą…

A do tego jeszcze dwie, trzy, czy pięć dekad w tej samej fryzurze. Sama biedna Amy ze swoim kołtunem: aż dziw, że tyle wytrzymała. Wszak nieodłączną cechą kobiecości (a zarazem jedną z tych tajemnic, których nigdy u kobiet się nie zrozumie) jest cyklicznie pojawiająca się, przemożna potrzeba nowej fryzury. „Muszę coś zrobić z włosami/muszę coś zrobić z myślami/bo tak mi jakoś ciemno” – pisała Osiecka i nie dziw, że kobiety tak się z nią identyfikowały. A gdy jest się ikoną stylu, całe życie trzeba się trzymać jednej koafiury. No bo: czy wyobrażamy sobie Sophię Loren w baranku?

Jak posiadanie własnego stylu ma się do tak zwanej zabawy modą  – to kolejne pytanie retoryczne. Nie ma się. Jednego dnia pajacujesz, zakładając kierpce do dresów i woalki, licząc, że trafisz do Sartorialista, drugiego – zakładasz czarne falbany a’la kastylijska wdowa i oczyma wyobraźni widzisz się łkającą na taborecie przed gankiem, ale własnego stylu w tym niewiele. Własny styl ma się jeden, a nie przebiera, jakby się zostało poparzonym modą. I nic nie poradzisz.

- Hola, hola – może ktoś teraz zawołać. – A co ze współczesnymi ikonami? Z tymi wszystkimi celebrytkami z best dressed lists? Przecież one nie zatrzasnęły się z molami w jednej szafie, tylko kroczą przez amfilady życia zgodnie z najnowszymi trendami, a mówi się, że zawsze mają własny styl, więc co z nimi? No cóż. Różne rzeczy się mówi i o niczym to jeszcze nie świadczy. Bo to nie celebrytki te trendy wymyśliły, a stylizacje zamówiły u profesjonalistów. Takie to ikony stylu, które same nie umieją sznurówek zawiązać, bo wszystko robią za nich styliści.

Własny styl ma ten, kto wymyślił go pierwszy. Reszta to miej lub bardziej zręczni kopiści. Oczywiście, dopóki ludzkość tej prawidłowości nie pojmie i nie zaprzestanie żmudnych poszukiwań własnego stylu, dopóty media, stylistki, no i co cwańsze koleżanki – zakupoholiczki, nie dadzą nam spokoju. A skoro już naprawdę musimy mieć styl, to czemu nie przejąć sprawdzonego stylu kogoś innego? Może nam on pasować o wiele bardziej, niż nasz rzekomo własny.

http://qelement.pl/redakcja/8/michal-zaczynski.html

8 Komentarze

  1. Agnes
    26 sierpnia 2013

    Dokładnie , jedyna pułapka to szafa pełna ubrań klonów :)

    Odpowiedz
  2. Arkadiusz Kulita
    26 sierpnia 2013

    Hah, to dopiero dobre :)
    Podoba mi się myśl, że same spojrzenie na przedmioty mamy naprawdę ciekawe. Coś w końcu może być już nie modne, ale nie może być „już” nie stylowe. Kopiujemy style nawet od mezopotamijczyków to co kilka ciuszków z szafy Amy Winehouse i Audrey Hepburn nie zrobi różnicy.
    Wpływu przeszłości i tak nie uda nam się pozbyć.

    Odpowiedz
  3. anna maj
    27 sierpnia 2013

    NO ja właśnie się zaopatrzyłam w moje tegoroczne odkrycie, chociaż może mocno odgrzewane w mikrofali tosty- kombinezon. Ale o nie nie nie jeden on samotny kombinezon. Całą armię kombinezonów. Przymierzyłam raz sztukę jedną- tak z głupa i kupiłam od razu trzy. Później, było już ze mną tylko gorzej.
    Obecnie moja krawcowa kochana-nienawidzi mnie za to szczerą nienawiścią- musi mi wyprodukować kombinezony zimowe, które to zamówiłam w szale kombinezonowej miłości z przełomu lipca i sierpnia. Oto mój własny, chociaż kopiowany i lekko już zwiędły styl. Tyle, że właśnie mnie olśniło. Zimowy kombinezon… jak Pi i Sigma.Więc chyba zmienię styl na zimę na nieco mniej…odkrywczy. Bo pomijam już piękno ludzika michelina, bo ma on jednak swój urok. To tak myślę sobie o tym, że jak marzną stopy… Tak się kończy właśnie poszukiwanie własnego stylu. Katastrofą logistyczną.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      27 sierpnia 2013

      Jest Pani bodaj jedyną osobą w naszym kraju, która zakupiła kombinezon! Moi rozmówcy do artykułu „E-uforia” w Fashion # 43 – właściciele sklepów i platform internetowych Mostrami.pl, Shwr.pl i Cloudmine.pl byli zgodni – nikt w Polsce kombinezonów nie kupuje. To absolutnie ostatnia rzecz, z jakiej można mieć jakiekolwiek zyski. Tak, czy tak: po odebraniu od krawcowej prosimy je założyć na siebie i przesłać nam poglądową fotkę.
      M

      Odpowiedz
      • modologia
        27 sierpnia 2013

        No to może w Warszawie nikt nie lubi kombinezonów, ale znam ze dwie osoby (wliczając w to nieskromnie siebie), które w tych wdziankach wyglądają zupełnie niczego sobie. Aczkolwiek osoby te są daleko od stolicy ;) Inna sprawa, że te kombinezony nie pochodzą ze stron sprzedających ubrania od polskich twórców, więc może w tym tkwi tajemnica?

        Odpowiedz
  4. Antonina
    28 sierpnia 2013

    Drogi Panie Michale,
    Ma Pan świętą racje. Gdyby nie projektani to komu Anna della Russo dziękowała by za swój styl?
    A może to styliści tak na prawdę tworzą trendy, a my, głupcy, ciągle myślimy, że to celebryci wymyślili trend na ćwieki ? na jeansy? na sportową elegancje ?
    A może to styliście i projektanci trzęsą całym modowym światkiem zza kulis?
    Pozdrawiam Panie Michale.

    Odpowiedz
  5. Lena
    19 lutego 2014

    „Jednego dnia pajacujesz, zakładając kierpce do dresów i woalki, licząc, że trafisz do Sartorialista” -dobra fraza. (usmiech -banan)

    Odpowiedz
  6. Lena
    19 lutego 2014

    a do stylu. często jest tak, że posiada się go nieświadomie. I wtedy jest najfajniej;-)
    patrz: Cobain, Morrison

    Odpowiedz

Dodaj komentarz