Kelnerki na bankiecie życia mężczyzny

Kobieta jest tylko kelnerką na bankiecie życia mężczyzny – grzmi jedna z bohaterek „Seksmisji”. Dobry Boże, żeby chociaż był to bankiet! Niestety, zamiast wytrawnego rautu często jest to Bar Magdusia przy stacji benzynowej.

J. wybrała się na randkę z pewnym prawnikiem (fakultet z ekonomii, pięć języków obcych i tak dalej). – Znam miłą knajpkę, w której gotuje mój serdeczny przyjaciel – oznajmił jej prawnik, po czym kazał po siebie przyjechać pod kancelarię. Gdyż nie miał samochodu. Że też mojej znajomej od razu nie tknęło… Niemądra, zabrała go spod roboty, by popilotował ją aż pod wspomnianą Magdusię. Spelunę. W środku: ceraty, wąsy i schaboszczak. Mecenas najadł się, na zapleczu rozpracował ćwiartkę z kucharzem, a do niej nawet się nie odezwał, tylko zażyczył odwiezienia do domu. Pod miastem, za lasem. – Spędziłem wspaniały wieczór! – rzekł na do widzenia. – Gdybyś nie była damą, dałbym Ci 50 złotych zwrotu za paliwo i fatygę – dodał, a J. z żalu nad sobą samą wjechała w pierwszy napotkany zagajnik sosen i żaden GPS nie mógł jej namierzyć, dopóki jej nie przeszło.

Druga moja znajoma, niejaka A., brnęła w las dalej. – Podaj, matka, herbatę – krzyczał do niej małżonek, od kiedy tylko zaszła z nim w ciążę. „Matka” została z czasem zastąpiona „starą”, choć A. ledwo skończyła trzydziestkę. Pojawiła się też „ta” (- Niech ta czeka z obiadem o czwartej – klasyczna jego odzywka przed wyjściem do pracy), a w końcu bezosobowe „te” (- Te, kapcie byś mi dała – wybrzmiewała komenda, gdy ukradkiem A. przystawała przy framudze, zerkając na nędzę swego życia).

Z pomocą przyszła literatura. Opis codziennego rytuału wycinania mężowi nagniotków w „Brick Lane” Moniki Ali zrobił swoje. A to, czego nie zrobił opis, zrobiła telewizyjna wróżka Joanna. – Umawiamy się na szczerą rozmowę? – spytała wprost z ekranu. – Licząc od tego września najpóźniej za dwa lata mąż będzie miał kochankę – zawyrokowała tarocistka, a znajomej oczy zapłonęły jaśniej niż świece w studiu Ezo TV. – Ale gdzieś ukryte są pieniądze; tak mówi mi karta fortuny – dodała wróżka, jednak A. dalej nie słuchała, tylko pobiegła do przedpokoju po skrzynkę na narzędzia, której mąż nigdy nie pozwalał jej ruszać. Reszty historii możecie się domyślać.

W podróży po rozum do głowy najdłużej zeszło się mojej dobrze opłacanej koleżance, dziennikarce N. Ale i ją nagrodźmy gromkimi oklaskami. Oto pewnego dnia uznała, że czas kupić dom. I z tym pomysłem wróciła do swojego M-3, gdzie czekali na nią – jak zwykle – na kanapie przed telewizorem mąż z dorosłym synem. Mąż – urzędnik, codziennie przed 16-tą już „w domciu”. Syn – też nudziarz, amator muzyki w stylu „The Best of: Klasyka Mistrzów”. – Kupujemy dom! – ogłosiła. Panowie się ucieszyli, nie przestając oblizywać galaretki z Delicji Szampańskich. Tydzień później N. podpisała przedwstępną umowę. Panowie znów się ucieszyli, nie odwracając głowy od „Jednego z dziesięciu”. Po miesiącu bank udzielił jej kredytu, a sprzedawca nieruchomości wręczył klucze. Mąż z synem ucieszyli się po raz trzeci, ale akurat piekli sobie w kuchni muffinki (taki ich stały rytuał, co piątek), więc rozmowa zaraz zeszła na to, czy ma być z lukrem czy bez.

I tak nastał weekend, podczas którego znajoma po cichu przeprowadziła się, zostawiając im mieszkanie, telewizor i piekarnik. Zaczęty latem remont posiadłości właśnie się kończy, N. ma już nowego mężczyznę, nowego przysposobionego syna i wyznaczoną datę sprawy rozwodowej. Oczywiście, koleżanki w pracy jej kibicują, a niejedna zazdrości.

Zatem zawsze jest nadzieja. Wesołych świąt!

7 Komentarze

  1. wu
    21 grudnia 2013

    Tekst w sam raz na święta. Zmieńmy coś w sobie lub wokół nas! Po świętach.
    Dobrych Świąt, Panie Autorze :)

    Odpowiedz
  2. Antonina
    21 grudnia 2013

    Nadzieja umiera ostatnia :)
    Wesołych, Panie Michale!

    Odpowiedz
  3. Wake up- make up!
    21 grudnia 2013

    Opisane panie przynajmniej w podróży po rozum do głowy wreszcie dotarły do celu, to budujące. Lepiej późno niż wcale , szczególnie, iż wiele kobiet należy – uparcie i wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemi – do grupy „wcale.”

    Odpowiedz
  4. cammelie
    29 grudnia 2013

    A mężczyźni podobno są pozbawieni logiki (!?) Jakieś 80% Polek powinno obowiązkowo czytać tego bloga !!! Zaraz rano, aby głupot nie narobiły, nienaopowiadały i ubrały się do rzeczy ;-) Od razu lepiej i niewątpliwie mądrzej … Bardzo serdecznie pozdrawiam ! No, uwielbiam to miejsce !

    Odpowiedz
  5. A850
    18 stycznia 2014

    No, że ja wczesniej tu nie trafiłam… :-)

    Odpowiedz
  6. PaprikaCorps
    23 stycznia 2014

    i tak utrwala się schematy… przy okazji przypodobywania się paniom, które jak się okazuje, lubią czytać o swojej płci w kontekście oswabadzającej się z kajdan ofiary ;)

    A przecież z nie mniejszym powodzeniem można by opowieść zacząć tak:
    „kolega oblał się kawą w pracy. Postanowił więc wrócić do domu i się przebrać. Przed drzwiami wyciąga klucze, już chce wkładać do zamka, ale słyszy jakieś pokrzykiwania i jęki… Był przekonany że nie zastanie nikogo w domu bo żona codziennym zwyczajem rzuci się w odmęty galerii handlowych.
    Teraz ma kochającą kobietę przy sobie, oboje postanowili nieco zwolnić tempo pracy, żeby mieć więcej czasu na wspólne podróżowanie i delektowanie się życiem. Papiery rozwodowe już dawno złożone a byłej żonie pozostał tylko przygodny sex, o ile się jej poszczęści”

    Następne? Proszę:
    „Znajomy postanowił zrobić żonie prezent z okazji rocznicy ślubu. Kupił jej na tę okazję, wymarzoną i wypatrywaną na wystawie jubilerskiej bransoletkę. Wyciąga z kieszeni marynarki niewielkie pudełeczko przy kolacji, którą jako pasjonat gotowania sam przyrządził. Ona rozpakowując nagle wybucha płaczem. Gdy ją trochę uspokoił i przestała szlochać, usłyszał wyznanie: „bo Tomek nie jest twoim synem… Wstał, spakował się do torby podróżnej i przeniósł do swojego mieszkania, które z braku najemcy stało od miesięcy puste. Jakby wcześniej wiedziało…”

    Mało?
    „kuzyn szczęśliwie się ożenił z piękną dziewczyną. Z biegiem czasu urodziły im się bliźnięta. Jednak od tego momentu, jego żona całkowicie oddała się macierzyństwu, przestała troszczyć się o wszystko inne poza dziećmi. Zaniedbała siebie, dom, męża. Jedynym jej celem i sensem funkcjonowania było potomstwo. Dotarło do niego, że był tylko narzędziem do realizacji jej planów prokreacyjnych. Był potrzebny wyłącznie jako dostawca środków na utrzymanie ‚jej’ dzieci, które wzorem przebiegłego architekta ‚zaprojektowała sobie’ wybierając na ‚dawcę’ przystojnego i błyskotliwego faceta”

    …i można tak bez końca.

    p.s. nie mam najmniejszych złudzeń jeśli chodzi o mężczyzn, ale też nie mam ich odnośnie kobiet ;)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      23 stycznia 2014

      Czytałem z zapartym tchem, bo uwielbiam takie historie! Ale z tą obrączką to dobrze świadczy o kobiecinie, że się przyznała. Czytałem kiedyś o zabójcy, którego po trzydziestu latach ruszyło sumienie i zgłosili się na komisariat. Pańskiej znajomej, jak się zdaje, zeszło się krócej. Sumienie wprost proporcjonalne do czynu?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz