Siedź, Halina, w końcu to twoje święto

– Cześć, mogę do ciebie wpaść? – dzwoni S. – Jasne, a masz jakąś sprawę? – pytam. – Nie – słyszę. I już mogę wnioskować, że S. przyjdzie, by „posiedzieć”.

No dobrze, niech wpada. Będzie raźniej. Nie wiem jak Państwo, ale ja też uwielbiam wpadać do kogoś tylko po to, żeby posiedzieć. I móc potem powiedzieć, że siedzieliśmy, dajmy na to, u Krzyśków. I przy zbieraniu się do domu usłyszeć od gospodarzy: „Co będziesz już szedł, siedź sobie”. I zostać, by w końcu powiedzieć: „Ale się u was zasiedziałem! Idę mieszkać” i pójść siedzieć u siebie.

 

Edouard Vuillard

Czy my cokolwiek tym siedzeniem wnosimy? Nie. Ale i nie musimy. Powiedzmy to sobie wyraźnie: siedzenie to odrębna, niezależna i pełnoprawna czynność. A właściwie zajęcie. Klasyczny dialog: „Co robisz?”. „A siedzę sobie”. I od razu wiadomo, jaka jest sytuacja. Albo: „Co tam u ciebie, babciu?”. „A dobrze, rano wstałam, po obiedzie przyszła Marysia, posiedziałyśmy sobie…”.

Słowo „siedzieć” jest wszech pojemne. Za każdym razem oznacza coś zupełnie innego, często przeciwstawnego. No i ma w sobie nienachalny urok uroczystości rodzinnych, niedzielnych rosołów, kompotu, „Familiady” i żołądkowej gorzkiej. Na przykład (zasłyszane na imieninach): „Siedź, Halina, w końcu to twoje święto”. Czyli: odpocznij, Krysia pójdzie do kuchni po talerzyki. Ale też: „Ileż ona nad tym siedziała” – czyli, że Hania się napracowała, żeby ta serwetka miała równe hafty.

Zawsze też może być tak, że „szwagier siedzi”, bo odwiesili mu wyrok. Ale i możemy spytać, czy „długo tam siedział?”, mając na myśli saksy szwagra w Stanach. Zmieniając temat, można powiedzieć: „Najważniejsze, że siedzieliśmy”, relacjonując niedogodności podróży pociągiem do Grudziądza.

Potem można zejść na politykę i zauważyć, że rządzący „siedzą w tym wszyscy”, czyli że są w d…. Albo że biorą łapówki. Z kolei na wyraźną prośbę cioci („Tylko bez kłótni, proszę, bo nie po to tu siedzimy”) można też zapytać o Pawełka: „Co on tak siedzi?”. Bo jakiś mało rozmowny i naburmuszony. Niewykluczone, że „coś w nim siedzi”, czyli że chowa jakąś traumę. Chyba że „siedzi mu w plecach” i w ogóle „zdrówko mu siada”. W sumie nie wiadomo, ale „jak tak będziemy siedzieć, to nic nie wymyślimy”. Trzeba iść. No nic, Halina, dość już tego siedzenia. Bo od tego siedzenia rozbolą nas siedzenia…

 

Reprodukcja: Edouard Vuillard

15 Komentarze

  1. Krystyna Bałakier
    16 stycznia 2014

    Zasiedziałam się u Pana na blogu czytając ten artykuł:):):) Nie zdawałam sobie chyba sprawy, że ten czasownik ma aż tyle znaczeń w naszym języku.Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. michalzaczynski
    16 stycznia 2014

    Chyba ufunduję Pani jakąś nagrodę dla Czytelnika Miesiąca, za tak błyskawiczne komentarze :-)

    Odpowiedz
  3. Krystyna Bałakier
    16 stycznia 2014

    Dziękuję. Ja po prostu lubię Pana czytać a te artykuły prawie zawsze zmuszają mnie do komentowania.

    Odpowiedz
  4. Amodna
    17 stycznia 2014

    Brakuje tylko wzmianki o poliptotonach u Gombrowicza na początkowych stronach „Ferdydurke”, które trafnie opisuje absurdalną uniwersalność siedzenia: „Lecz on siedział, a siedząc siedział i siedział jakoś tak siedząc, tak się zasiedział w siedzeniu swoim, tak był absolutny w tym siedzeniu, że siedzenie, będąc skończenie głupim, było jednak zarazem przemożne.” :)

    Odpowiedz
  5. Amodna
    17 stycznia 2014

    opisują* [te poliptotony]

    Odpowiedz
  6. Marula
    17 stycznia 2014

    Brakuje też chyba najważniejszego obecnie siedzenia, w necie ma się rozumieć. Większość z nas tam siedzi najdłużej. Parafrazując Pana słowa powinniśmy samych siebie upominać „Ale się zasiedziałam/zasiedziałem! Idę pożyć”

    Odpowiedz
  7. Aneta-blogmocnodygresyjny.pl
    20 stycznia 2014

    Ja wzorem Pani Krystyny też się zawsze tu zasiedzę czytając :) Nie pomyślałabym, że można tyle mądrości napisać o siedzeniu, sama prawda ! Posiedziałabym jeszcze ale czas mnie goni :)

    Odpowiedz
  8. Justyna
    21 stycznia 2014

    Zasiedziałam się tu siedząc w pracy – może to przez tą nową szatę graficzną. A tak na marginesie słyszałam jak ktoś kiedyś użył sformułowania „siedzą razem”, co oznaczało „mieszkają razem”.

    Odpowiedz
  9. Wania
    21 stycznia 2014

    świętne:) ja tez się zasiedziałam, aż mnie siedzenie boli :))

    Odpowiedz
  10. Groszka
    22 stycznia 2014

    A ja, choć siedzę jak na szpilkach, bo takie niestety życie studenta w końcówce stycznia, będę siedzieć z założonymi rękoma – w końcu michalzaczynski.com jest o wiele ciekawszą kwestią niż systemy medialne na świecie. I z tego powodu, kiedy jutro na zajęciach będzie mowa o specyfice włoskiej prasy, będę siedzieć jak na tureckim kazaniu. Ba! Będę siedzieć, najlepiej gdzieś w ostatnim rzędzie, cicho, jak mysz pod miotłą. Bo nie daj Boże wykładowca zada pytanie, a ja tuż przed egzaminem… sama podetnę gałąź, na której siedzę. :)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      24 stycznia 2014

      Specyfika włoskiej prasy żywotnie mnie interesuje, więc jakby co, proszę o jakiś konspekt w celach dokształcających.

      Odpowiedz
  11. mar
    23 stycznia 2015

    Ha! A można też być w “nastroju nieprzysiadalnym„: http://teksty.wywrota.pl/tekst/18727-swietliki-nieprzysiadalnosc.html
    Wtedy niby posiedzisz, ale tylko we własnym towarzystwie. Niewykluczone jednak, że to skutek tego, że coś w tobie siedzi.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz