Słodyczka podniosła kieckę i demonstrowała złe maniery

Hasło modnej jakiś czas temu kampanii „Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka” mogło – przyznajmy to szczerze – sugerować, że miłośników literatury trapi promiskuityzm. Czyli puszczalstwo. A biblioteki, czytelnie i księgarnie to rodzaj klubów dla swingersów.

Teraz o haśle ucichło. Może nie było z kim spać, skoro wg badań przeciętny Polak kupuje zaledwie półtorej książki rocznie, z czego cała to moralitet „Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską”, a na pół składają się podręczniki szkolne, streszczenia lektur oraz „10 sposobów na modę” autorstwa Mai Sablewskiej?

Tak czy tak, trochę szkoda. Oczywiście, kwestię przewlekania się przez cudze garsoniery każdy powinien przegadać z własnym sumieniem. Ale może są jakieś inne sposoby, by zachęcić naród do literatury? Dziś Światowy Dzień Książki. Na tę okazję wybrałem i skomentowałem dziewięć spośród moich ulubionych książek. To wybór w miarę reprezentatywny. Różni je wiele, łączy jedno: język ich autorów, który mnie zachwyca i który wpłynął (lub przynajmniej tego bym sobie życzył) na moje poczucie estetyki słowa. Jeśli kogoś z moich Czytelników zachęcę do przeczytania którejś (którychś?) z poniższych pozycji, będę usatysfakcjonowany. I tyle, bo sprawy łóżkowe nie leżą w tematyce mojego bloga.

„Dziś wolałabym siebie nie spotkać” Herta Muller. Podróż tramwajem na wezwanie Securitate. Koszmarna Rumunia czasów Ceausescu. Terror, strach i głód w przesłuchiwaniu bohaterki (autorki) przez śledczych, w łapczywym przeżuwaniu winogron przez pasażerów, w analizie języka. Ten ostatni to największy walor twórczości Muller, mojej ulubionej pisarki. Typowe dla niej sformułowania z rodzaju: „Na stole leżą sztućce, talerze i ręce”, nieustannie mnie olśniewają.

„Na początku był negatyw” Agnieszka Osiecka. „O fotografii” w wersji lekkiej. Ale nie zawsze przyjemnej, jak to u Osieckiej. Wszak „ktoś ubiera się w kolczyki z naszych łez”. Dedykację Osiecka osobiście mi napisała, a nawet narysowała. Moje uwielbienie dla jej twórczości bywa bezkrytyczne.

 

Osiecka

 

„Kobieta z wydm” Abe Kobo. Tytułowa kobieta marzy o lustrze i radiu. Całe życie wykonuje tylko jedną czynność – odgarnia z domu piasek, by nie zostać zasypaną. Wydmy to właściwie tajemnicza osada, która dla bohatera, młodego nauczyciela, okazuje się pułapką. Nikomu ze świata zewnętrznego, kto przypadkiem do niej trafił, nie udało się uciec. Metafora sensu (i bezsensu) życia opisana tak sugestywnie, aż piach zgrzyta w zębach.

„Dramaty” Henryk Ibsen. Moje ulubione – „Wróg ludu”, „Dzika kaczka”, „Nora”. Ponure, przejmujące, XIX wieczne demaskatorskie thrillery. W Domu Ibsena w Oslo dowiedziałem się, że był on jednym z pierwszych obywateli miasta, którzy mieli prywatną łazienkę. Co nie tyle świadczy o jego higienie, ile o snobstwie. I obłudzie. Ten walczący z zadufanym mieszczaństwem moralizator, kafelki, dywany i wszelkie utensylia sprowadzał z najbardziej ekskluzywnych domów towarowych na świecie.

„Kultura kłamstwa” Dubravka Ugresić. Jednocześnie przerażająca i jadowicie dowcipna analiza nacjonalizmu (tu: serbskiego i chorwackiego) z odniesieniami do popkultury. – „Niewolnica Isaura” była krótkotrwałym wspólnym spoiwem, ostatnim punktem identyfikacyjnym, rodzajem nekrologu dla umierającego komunistycznego mamuta – pisze Ugresić, uprzedzając opowieść o transparencie z napisem „Ratujcie Niewolnicę Isaurę”, który na miting narodowy, wyrażający poparcie dla Milosevicia, przyniósł pewien piosenkarz. – Był to jego osobisty gest przeciw nadciągającej głupocie – konkluduje pisarka.

„Ptaki” Tarjei Vesaas. O wrażliwcu patrzącym w niebo na „ciąg słonek”. Dziecięco naiwny Mattis uważany jest przez innych za ułomnego. Mieszka z wyrozumiałą siostrą na odludziu. Gdy w ich domu pojawia się obcy mężczyzna i zakochuje się w siostrze, Mattis traci jedyne oparcie. Zabita słonka zapowiada tragedię. Książka o outsiderze dla outsiderów. Przeczytałem ją w liceum. W sam raz.

„Ziemia tragiczna” Erskine Caldwell. Upiory rasizmu i uprzedzeń na amerykańskim Południu. Parno, duszno, podle. Ale Caldwell to także dowcipne opowiadania. W „Musze w trumnie” powaga śmierci jednego z obywateli („Biedny stary Dose Muffin leżał wyciągnięty na podłodze składu kukurydzy, martwy jak ścięte mrozem pędy melona w listopadzie”), zakłócana jest przez tytułową muchę, grającego na banjo Hapa Consona i wtórującą mu Słodyczkę („Słodyczka zadzierała kieckę i skakała tak, że cały dom się trząsł. Wydawało się, że jej tyłek rozleci się na kawałki”). I, oczywiście, przez samą narrację Caldwella. W radosnym finale Słodyczka znów „podniosła kieckę i demonstrowała złe maniery. Możliwe, że Hap i Słodyczka do rana doszli do szczytu swoich możliwości”

„Wiśniowy sad” Antoni Czechow. Ratunkiem dla zadłużonej, romantycznej Lubow Raniewskiej jest sprzedaż jej ukochanego, tytułowego sadu. Lekkomyślność i fatalizm bohaterów, a w tle degeneracja mieszczaństwa. Klęska na własne życzenie. Ale wszystko to tak tęskne i melancholijne (jak to u Czechowa), że aż się im zazdrości.

„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow. Dwie płaszczyzny i dwa czasy: biblijna Judea i wizyta szatana w radzieckiej Moskwie. Streszczenie takiego dzieła jest zadaniem karkołomnym, mnogość wątków i bohaterów właściwie obezwładnia. A czyta się z frajdą i lekkością. W sumie: opowieść o tym, że im bardziej coś się udowadnia, tym bardziej się to podważa. W tym przypadku nieistnienie Boga. Moje wydanie „Mistrza i Małgorzaty” zawiera podkreślone na czerwono fragmenty usunięte przez cenzurę. Która – tak jak w Polsce – czasem (na ogół) wycinała treści szkodzące systemowi, ale też czasem szkodzące (bo nudnawe lub zbędne) powieści.

 

11 Komentarze

  1. Kate
    24 kwietnia 2014

    stwierdziłam, że jak w książkach masz ptaki, to możesz je też mieć w dźwiękach. warto posłuchać, bo jak na polską twórczość (której nie lubię!) utwór jest rewelacyjny

    https://soundcloud.com/ptaki/ptaki-jak-ptaki

    Odpowiedz
    • Lorraine
      12 maja 2016

      That’s amazing! Congratulations mama! Sh1e;82e7#s.b&autiful. I had my daughter in the car but she never fit into tiny g’s straight to small I used g refills add post partum pads to!!

      Odpowiedz
  2. Mersace
    24 kwietnia 2014

    Nie przeczytałem z zestawienia 6 z nich… Nie ma tragedii chyba, bo ja generalnie horror i thriller łba codzień przyswajam… I pracuję nad tą średnią, tygodniowo jedna przeczytana książka M u s i być :)

    Odpowiedz
    • Mersace
      24 kwietnia 2014

      Łba = na (autokorekta tabletów to tragedia)

      Odpowiedz
  3. Magda
    24 kwietnia 2014

    Wybrałeś „Kobietę z wydm”, a to już wystarczy, by zachęcić mnie do pozostałych lektur, których jeszcze nie przeczytałam.

    Gdybym miała stworzyć własną listę na pewno znalazł by się na niej Dostojewski.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      24 kwietnia 2014

      Oj, na mojej liście znalazłoby się pewnie i 100 książek. Wybrałem te w miarę reprezentatywne. Choć bez poezji, czy dzienników i biografii, których czytam mnóstwo. Choćby dzienniki Anny Kowalskiej, czy „Oskarżona: Wiera Gran” Agaty Tuszyńskiej, by wspomnieć o tych, z ostatnich lat. No i nic z prozy polskiej współczesnej – Tulli, Tokarczuk, Stasiuk, Rejmer… Itd itp

      Odpowiedz
      • Magda
        25 kwietnia 2014

        Miałam kolegę, też Michała, który w latach 90-tych jeździł do Agnieszki Osieckiej na wódeczkę. Dawała mu rady odnośnie rozwoju artystycznego, wierzyła w jego talent – taki uskrzydlony był po tych spotkaniach.

        Jej dedykacja dla Ciebie mnie wzruszyła.

        Do swojej listy dorzuciłabym: Zolę, Pat’a Conroy’a, Millera, Bataila, Bunina, Hugo, Mendozę, Llosę, Houellebecqa, z poezji Emily Dickinson i antologie w przekładzie S. Barańczaka.

        Odpowiedz
  4. Veruschka
    24 kwietnia 2014

    Izaak Babel ” Opowiadania odeskie”, Eduard Koczergin „Lalka Anioła ” , Zoszczenko, Nabokov…

    Odpowiedz
  5. Aneta-blogmocnodygresyjny
    29 maja 2014

    Chyba kiedyś czytałam „kobietę z wydm” ale nie jestem na 100% pewna. To było dośc dawno temu… ale ja to jestem chyba już naprawdę puszczalska ;) bo uwielbiam czytać a ostatnio to w absolutne czytelnicze maniactwo popadłam. Czytam na pewno około 52 książek rocznie ,tak tak wypada ksiażka na tydzień i jestem z tego „puszczalstwa” zgodnie z hasłem akcji bardzo dumna :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz