Melancholia. Premiera kolekcji „Kokoro” marki Vicher – tylko na moim blogu!

Przyznają, że miały ostatnio sporo czasu na przemyślenia. Pandemia, jak twierdzą Inez i Katarzyna Wicher, zmieniła ich system wartości: głównymi inspiracjami stały się sentymentalizm i przemijalność.

Rok temu pokazałem go tu po raz pierwszy, ku niemałej euforii czytelniczek. W ciągu kilkunastu miesięcy poznański Vicher, założony przez dwie siostry: Kasię i Inez, osiągnął status marki w pewnych kręgach kultowej.

Po pierwsze, z powodu ciekawego wzornictwa. Akurat nic dziwnego, zważywszy, że założycielki Vichra przez lata działały w legendarnym centrum designu Concordia, zainicjowanym przez Piotra Voelkela.

Po drugie, z racji kolorów. Jak u Almodovara, co w lubującej się w palecie szarości Polsce nadal zakrawa na ekstrawagancję. 

Po trzecie zaś, ze względu na sesje zdjęciowe, tworzone przez jednych z najzdolniejszych ludzi w branży.

W przypadku nowej kolekcji „Kokoro”, te wszystkie trzy części składowe zostały zachowane; no może z wyjątkiem jaskrawych barw. – Po tworzonej jeszcze w grudniu propozycji na lato, skrzącej intensywnymi odcieniami, tym razem dozujemy barwy. Ta kolekcja bowiem – z wiadomego względu – to dla nas forma oczyszczenia – mówią projektantki.

Mowa, oczywiście, o pandemii. Dzięki niej miały jednak w ostatnich miesiącach sporo czasu na przemyślenia. Jak twierdzą dziś, zmieniła ona ich system wartości i pojęcia takie jak sentymentalizm i  przemijalność stały się głównymi inspiracjami kolekcji. Sam sentymentalizm, nakreślony m.in. przez Jeana Jacquesa Rousseau kierunek umysłowy i literacki z przełomu XVIII i XIX wieku, zakładał skupienie się na człowieku, jego uczuciach, emocjach, psychice i indywidualności. Przejawiał niechęć do cywilizacji, promował powrót do natury. W świecie czasu koronawirusa jest zatem aktualny bardziej niż kiedykolwiek.

– Pandemia sprawiła, że ta kolekcja nie tylko ma inne kolory, ale i w ogóle jest bardziej melancholijna. To typowa estetyka chwili – wyjaśniają projektantki. 

Z rzeczy bardziej przyziemnych zaś, sytuacja z covid-19 zweryfikowała siostrom popyt; ich klientki przestały szukać rzeczy na wesela czy komunie, a zainteresowały się bardziej codzienną garderobą. Choć nie wszystkie. – „Kupuję sukienkę, choć jej nie potrzebuję, bo musicie przetrwać i działać dalej”, napisała nam jedna z klientek. One nigdy nas nie zawodzą – opowiada Inez Wicher.

Wśród głównych odniesień kolekcji projektantki dorzucają też kulturę Japonii z jej pochwałą codzienności i unikaniem oczywistości.

– O Japonii myślałam od lat, jeszcze od czasów studenckich, kiedy na potrzeby pracy magisterskiej robiłam badania na temat różnic w kanonach piękna w kulturze zachodniej i w japońskiej właśnie – przyznaje Katarzyna Wicher.

– Stroniłyśmy jednak od dosłowności. Nie zrobiłyśmy – na przykład –  kimona, choć w swetrach można znaleźć kimonowy rękaw. Inna sprawa, że w każdej z naszych kolekcji linia ramion jest wyrazista. Nie bez powodu, bo przerysowane rękawy to nie tylko zabawa formą, ale i symbol niezależności i siły kobiet – dodaje Inez.

Japonia dała też nazwę nowej propozycji marki: kokoro oznacza tam jednocześnie serce i umysł.

Co więcej, w różowej sukience mini, centralnym looku kampanii, siostry odwzorowały sakurę, czyli kwiat wiśni, uchwycony tuż przed opadnięciem. On także ma więc swoją symbolikę: ulotność. – Rzeźbiarska forma, wymagała dużo pracy, ale dobrze gra z sylwetką – cieszą się projektantki.

Użyte w Kokoro tkaniny to głownie bawełna, wełna i jedwab. – Bardzo podatny na emocje, na smutek; delikatny i kruchy – poetyzują siostry.

A co poza tym w kolekcji? Jest, jak zwykle, nonszalancko i – jednocześnie – utylitarnie. Romantyczne suknie i koronkowe body sąsiadują z kostiumami kąpielowymi i dresami, a proste wzory z finezyjnymi formami. Do tego, jak zwykle, obszerne swetry. Jeden z rozpoznawczych produktów marki wykonują zaprzyjaźnione z siostrami artystki. „- Zebrałyśmy grono rękodzielniczek; to dziewczyny z dyplomami szkół artystycznych, pilnują ściegu nitki, wykończeń i wszystkiego, co sprawia, że każda z dzianin to dzieło sztuki. Czasem jeszcze słyszymy: idźcie w ilość, a nie jakość, za trzysta  złotych sprzedacie wasze swetry w tysiącach sztuk, ale nam zależy, by w produktach marki widoczna była pasja, tradycja, talent”, mówiły mi projektantki w rozmowie dla Rzeczpospolitej.

„Domowa”, zgodnie z zamierzeniem, sesja powstała w kamienicy Pod Gigantami w Warszawie.

Zdjęcia: Łukasz Pukowiec/ asystent fotografa: Aleksander Balcerek/ modelka: Paulina Pitsikalis/ stylizacja: Ewelina Gralak/ MUA and hair: Kamila Jankowska/ retouch: Paul Drozdowski/ video direction: Aleksander Balcerek/ produkcja: Vicher

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i najpiękniejsze stories na IG oglądaj na Instagramie <KLIK>.

Dodaj komentarz