„Od ekologii nie ma odwrotu”. Sprawdzam obietnice LPP.

ekologia, Moda, Wywiady | 22 lutego 2021 | Brak komentarzy


Rok po tym, jak LPP ogłosiło strategię „For People For Our Planet” (więcej o tym TU), sprawdzam, w jakim stopniu udało jej się spełnić publicznie złożone obietnice. Punkt po punkcie odpytuję z nich Dorotę Jankowską-Tomków, dyrektor zakupów i zrównoważonego rozwoju firmy oraz Sławomira Ronkowskiego, dyrektora komunikacji LPP.

W 2021 roku 25 proc. produktów wszystkich marek LPP – czyli Reserved, Mohito, Cropp, House i Sinsay – będzie opatrzonych metką Eco Aware”, czytamy w strategii. Udało się?

Dorota Jankowska-Tomków: Prawie. Na koniec sezonu jesień- zima 2020 miało ją około 23 proc. kolekcji. Mówimy o odzieży.

A czemu nie o akcesoriach?

DJ-T: Z nimi jest trochę inaczej. Owszem, pojawiają się modele z materiałów bardziej zrównoważonych, jednak na nie jeszcze przyjdzie czas.

Akcesoria nie są podstawą naszego biznesu. W pierwszej kolejności chcemy skupić się na ubraniach. Choć oczywiście – zastanawiamy się też, co możemy zmienić w butach albo jak wykonać torbę, by była bardziej eko. 

A gdy nie projektujecie, tylko kupujecie gotowe rzeczy u producenta?

DJ-T: Nigdy nie jest tak, że w takich zamówieniach nie można czegoś zmienić. Jeśli kupiec ma do wyboru wiskozę konwencjonalną czy wiskozę ze źródła zrównoważonego, to zawsze wybierze tę drugą. 

No chyba nie zawsze; jeśli będzie droższa to nie będzie mu to się kalkulować. 

DJ-T: Akurat na tę trochę droższą możemy sobie pozwolić.

Lepsza dla środowiska wiskoza to jednak nadal niewiele. Macie organiczną bawełnę, tencel, pojawia się sorona czy ecovero, tymczasem wasza konkurencja, także ta polska, stosuje choćby włókna z odpadów z kawy. Doczekamy się takich ciekawostek w markach LPP?

DJ-T: Materiały z fusów kawy, podobnie jak skóra z eukaliptusa, to surowce, których opłacalność rynkową śledzimy, ale mając świadomość, że marka – jak każda modowa – ma wciąż kiepski wpływ na środowisko naturalne, skupiamy się przede wszystkim na tym, by wyeliminować duże ilości konwencjonalnej bawełny czy właśnie wiskozy. To będzie realna zmiana. Nowinki świata nie zmienią i jeszcze długo nie staną się popularne. 

SR: A my patrzymy na masowość produkcji. Zielona strona mocy jest atrakcyjna, ale z drugiej strony mierzymy się z twardym rachunkiem rynkowym.

Bawełna

Wynika z niego, że na niektóre eksperymenty trzeba poczekać aż potanieją?

SR: Albo się upowszechnią. Niektórych nowych tkanin jest tak mało na rynku, że można je wykorzystać ledwie w dwustu sztukach ubrań. 

Na limitowaną minikolekcję wystarczy. Inni tak robią.

SR: My angażując podobny czas i pieniądze, odwiedzimy co najmniej dziesięć fabryk które pomogą obniżyć nasz ślad węglowy. Dziś ten ślad jest kluczowy dla środowiska. 

By go zmniejszyć niektóre z nich, na przykład te szyjące dżinsy, zostaną w ciągu trzech lat całkowicie objęte programem Eco Aware Production. Tyle wasze obietnice. A jak realia?

SR: Wykonane niemal w jednej trzeciej, więc zgodnie z harmonogramem.

DJ-T: Objęcie programem fabryki szyjące dżinsy było jednym z pierwszych naszych pomysłów. Zanim ogłosiliśmy strategię, spotykaliśmy się z globalnymi organizacjami walczącymi o środowisko, wyjeżdżaliśmy do Bangladeszu, sprawdzaliśmy, czego w pierwszej kolejności możemy wymagać, i na bazie tych informacji ustaliśmy cele wdrażane w fabrykach. Mamy też ten komfort, że posiadamy dwa własne biura: w Dhace i Szanghaju, co ułatwia nam weryfikowanie i wdrażanie tych zasad.

Jestem z tego dumna, bo gdybyśmy zabrali się za to później, nie moglibyśmy tam od zeszłego marca pojechać i nic by z tego pewnie nie wyszło.

Pandemia mocno utrudniła realizację strategii?

SR: Ona wszystko utrudniła. Przede wszystkim odcięła nam w początkowej fazie 90 procent dochodów. Trzynastego marca zamknięto sklepy w Polsce, a praktycznie w tydzień jak domino posypała się sprzedaż stacjonarna i z 1700 salonów na świecie zostało nam sześć nadal działających w Finlandii i kilkanaście na Łotwie.

DJ-T: Z drugiej strony, od ekologii, strategii, i w ogóle od zrównoważonego rozwoju nie ma odwrotu, więc pod tym względem Covid-19 nie miał wpływu na realizację naszych zobowiązań.

„Zielone” kolekcje i ubrania lepiej się sprzedają?

DJ-T: Nigdy tym się nie kierowałam. Nie ma znaczenia, którą linię kolekcji projektujemy – zakładamy, że każdy produkt będzie świetnie się sprzedawał, pilnujemy by wykorzystanie surowców było jak najbardziej racjonalne. Strategię zrównoważonego rozwoju opracowaliśmy nie po to, by tłumy przypuściły szturm na nasz towar, lecz by zmniejszyć negatywny wpływ naszej firmy na środowisko. 

SR: Jednak co roku zwiększa nam się procentowy udział przyjaznych środowisku ubrań; gdyby klienci ich nie kupowali, pewnie nie bylibyśmy tak entuzjastycznie nastawieni do ich ulepszania.

Istnieje też teoria, że całą tą eko-modą zainteresowane są głównie media, garstka młodych ludzi świadomych zagrożeń klimatycznych, i ogólnie, osoby żyjące w „bańce”, a zwykli ludzie takimi fanaberiami nie zajmują sobie głowy.

SR: Istotnie, ta świadomość w dużych miastach jest dużo wyższa niż w tych mniejszych; choćby z tego powodu, że szybciej docierają tam światowe trendy. Do Polski przyszły jakieś półtora roku temu, a temat podchwyciło przede wszystkim pokolenie Z. Z drugiej strony, ekologia i etyka w modzie naprawdę zaczęła interesować coraz szersze kręgi. Dla przykładu, nie ma dziś rekrutacji, by zapraszana na nią osoba nie spytała, jak działa u nas CSR, czy zwracamy uwagę na transparentność naszych działań, różnorodność i tym podobne aspekty, o których jeszcze trzy lata temu mało kto przecież myślał.

Według raportu „State of Fashion” McKinseya jednym z trzech wyzwań dla branży w czasach postcovidowych – obok digitalu i przetasowań na rynku- jest właśnie zrównoważony rozwój. Nie ma od niego odwrotu, traktujemy go w kategoriach szansy.

Jednym z dowodów, że się go wdraża są certyfikaty. Przystąpiliście do ZDHC, obiecaliście też , że w 2021 rok wejdziecie zaopatrzeni w RDS i RWS, odpowiadające za przyjaźnie pozyskiwany puch i pierze oraz odpowiedzialnie pozyskiwaną wełnę. Macie już je?

DJ-T: RDS mamy, wyzwaniem jest RWS, nadal mniej dostępny.

Znajduję go u waszej konkurencji.

DJ-T: Nie zmienia to faktu, że popyt na taką wełnę jest ogromny, a podaż mizerna. Więc na razie jeszcze nie. Najpewniej od jesieni-zimy 2021 zaoferujemy modele z certyfikatem, ale nie obejmie on całości kolekcji. 

SR: Szukamy innych źródeł, które nam dostarczą wełnę z owiec niemulesingowanych (więcej o tym procederze przeczytasz TU – przyp. MZ).

Bardziej przyjazne środowisku miały też stać się wasze sklepy, ale te już dwukrotnie zamykano…

DJ-T: u co najmniej cztery miesiące mamy w plecy; covid znacznie spowolnił plany, ale wiemy już, jak mają być projektowane nasze salony, jakie stosować w nich technologie, jakie jest faktyczne zużycie prądu. Wiemy, że stosując konkretne oświetlenie, odpowiednie żarówki, całościowo zaoszczędzimy 15 proc. energii. 

Mimo że sklepy pozostawały zamknięte, rozpoczęliśmy testy systemu pomiarowego. Nie jest to jednak tanie rozwiązanie, a dziś kiedy mamy ograniczone wpływy do budżetu i straciliśmy paręset milionów złotych nie wiemy niestety, kiedy je wdrożymy. 

W coraz większej liczbie sklepów, docelowo we wszystkich za dwa lata, miały stanąć pojemniki na używaną odzież. Dla odmiany, może to sobie odpuściliście?

SR: Nie, dlaczego?

Bo to nic wam nie daje. 

SR: Kilka ton ubrań „zdjęliśmy” z rynku i przekazaliśmy Towarzystwu Przyjaciół im Św. Brata Alberta. Jest nam bardzo wdzięczne i twierdzi, że to dobra inicjatywa.

Dla niego może tak. Ale pośrednictwo w pomocy bezdomnym to nie jest wasza rola. Dla mnie takie działanie zahacza o greenwashing, bo tymi pojemnikami sugerujecie mi, że ze starych ubrań, które wam oddam, powstanie nowe, które kupię. 

DJ-T: Dziś jeszcze nie, ale w przyszłości? Chcemy przyzwyczajać naszych klientów, by wracali do nas z odzieżą. To, że obecnie przekazujemy ją stowarzyszeniu nie oznacza, że za jakiś czas będzie segregowana i z części z niej, poddanej recyklingowi, powstanie nowe włókno. Naukowcy usilnie dziś pracują nad sposobami, by oddzielić bawełnę i poliester, pewnie w końcu im się uda. Segregowanie to też forma edukacji.

SR: To element zamykania obiegu. Uważamy, że ubranie nienoszone powinno trafiać do potrzebujących.

Póki co trudno jednak oczekiwać,  że ludzie zaniosą je do któregoś ze sklepów Reserved czy Mohito, skoro jesteście skąpi i u was – w przeciwieństwie do niektórej konkurencji, nagradzającej ich voucherami o wartości kilku złotych – nie dostaną w zamian. 

SR: Skąpi? My tylko uważamy, że klienci w tym przypadku nie powinni niczego w zamian od nas dostawać. Żeby nie nakręcać konsumpcji.

Nadmierna konsumpcja, podobnie jak nadprodukcja – także trendów i stylów-  to jeden z głównych tematów mody czasu pandemii; różne style i typy ubrań przestały nam być potrzebne. Jak zweryfikowaliście te potrzeby, z czego zrezygnowaliście?

DJ-T: Na szczęście przed covidem wprowadziliśmy RFID (system, który identyfikuje i śledzi towar; pomaga również w inwentaryzacji. Działa dzięki łatwemu do namierzenia „nadajnikowi” umieszonemu w klipsie przytwierdzonym do każdej sztuki towaru – przyp. MZ), który sprawił, że towary, które zaległy w zamkniętych sklepach mogły zostać sprzedane online.

SR: Dzięki inwestycjom w technologie informatyczne wiedzieliśmy na przykład, że ostatni egzemplarz wyprzedanej już z centralnego magazynu sukienki, której szuka klientka, wisi na wieszaku w konkretnym sklepie, powiedzmy, w Sanoku.  

DJ-T: Inna sprawa, że przed pandemią sukienki świetnie się sprzedawały. Cieszyło nas to, bo mogliśmy się nimi popisać: ciekawą tkaniną, wzorem czy oryginalną formą. A tu nagle koniec: nie spotykamy się z ludźmi, nie wychodzimy na miasto, sukienki przestały się sprzedawać.

Ścięliście liczbę modeli, ograniczyliście style?

DJ-T: Radykalnie. Kolekcja damska w Reserved zwykle miała 4400 tzw. modelokolorów, czyli modeli w różnych wersjach kolorystycznych. Teraz mamy 3400, o tysiąc mniej.

Po pandemii wróci do poprzedniej liczby?

SR: Nie wiadomo. Covid pokazał, że na wszystko trzeba reagować błyskawicznie, ale też uzmysłowił nam dotkliwie, czym jest brak możliwości przewidywania.

Ale z zielonej metki nie zrezygnujecie?

SR: Zrezygnujemy od przyszłego sezonu.

DJ-T: Ale nie ze stojących za nią wartości, tylko z koloru. Potrzeba nań farby; naturalna barwa kartonika, który ją zastępuje w nadchodzącym, sezonie wiosna-lato, jest po prostu znacznie bardziej przyjazna środowisku.

Zdjęcia Reserved, Nancy Yang x Unsplash, TextileExchange.org. Partnerem wpisu jest LPP. Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>. I NOWOŚĆ: podcasty do słuchania m.in. na YouTube <KLIK> i Spotify <KLIK>!

Dodaj komentarz