Warning: call_user_func_array() expects parameter 1 to be a valid callback, class 'collapsArch' does not have a method 'enqueue_scripts' in /home/zaczynski/domains/michalzaczynski.com/public_html/wp-includes/class-wp-hook.php on line 286

„Skoro mogę nosić szpilki, to mogę wszystko”. Rozmowa z Markiem Bryanem, inżynierem, trenerem piłkarskim i modelem na obcasach.

Moda, Wywiady | 9 grudnia 2021 | Brak komentarzy

Inżynier, w wolnych chwilach trener amatorskiego futbolu. Amerykanin, ale od ponad dekady żyje w Niemczech. 62-letni mąż, ojciec trójki dzieci, dziadek czwórki wnucząt. I wschodząca twarz, czy raczej nogi modelingu. Szpilki pierwszy raz założył 40 lat temu, od pięciu nosi je na codzień. O tym, co mu dają, tak emocjonalnie, jak finansowo, o tolerancji, wygodzie i pogaduszkach z Rihanną rozmawiam z Markiem Bryanem.

Wygodnie ci w szpilkach?

Jeśli się w nich męczę, to zmieniam na buty sportowe. Nie możesz przecież nosić szpilek 24 godziny na dobę. Ale dziś dałem radę. Wytrzymałem na obcasach cały dzień.

Bywa, że chodzisz w nich po boisku ?

Skąd! Nie da się chodzić w nich po murawie. Nie wiem, czemu ludzie tak często mnie o to pytają.

Bo na Instagramie widzą cię zawsze w szpilkach, a nigdy w trampkach?Inżynieria to stereotypowo męska dziedzina; opowiadałeś w wywiadach, że koledzy do twoich stylizacji się przyzwyczaili. Pracujesz też z kobietami?

Z kilkoma. Kobiet jest może piętnaście w całym moim departamencie.

Noszą szpilki?

Jedna lub dwie. Reszta wybiera buty płaskie.

Zatem jesteś bardziej „tradycyjny” od kobiet, które w pewnym momencie uznały, że dosyć mają obcasów i wywalczyły sobie poluzowanie rygorów korporacyjnego dress code’u. Jak one reagują na twoje szpilki?

Generalnie są nimi zaciekawione, zawsze czekają, aż zobaczą nowy model, pytają, skąd je mam, jaka to marka. A co do dress code’u – dostosowuję się do niego. Nasza firma ma tyko jeden istotny wymóg: by spódnica czy sukienka kończyła się co najmniej osiem cm przed kolanem. Nie może być krótsza. I ja go spełniam. Stosuję zasadę, że, to co obowiązuje kobiety, obowiązuje i mnie.

Koleżanki wiedzą, jak twoje szpilki potrafią być drogie?

Wiedzą, że większość z nich dostaję. Gdybym im powiedział, że kosztują fortunę i kupuję z własnej pensji, mogłyby się skrzywić.

A często dostajesz?

Dosyć, choć nie traktuję ich jako prezenty. Raczej jako sample, wzory. Robię sobie w nich zdjęcia, wrzucam do serwisów społecznościowych, pochodzę przez kilka tygodni i odsyłam, by otrzymać nowy model. To dobra praktyka, bo dzięki temu zawsze noszę wzory na czasie. Zostawiam sobie tylko te najładniejsze. Teraz na przykład dostaję cyklicznie louboutiny.

Ile masz par?

Wcześniej koło czterdziestu, teraz, gdy bliżej współpracuję z markami – może drugie tyle. Głównie tych drogich. 

Które z nich cenisz najbardziej?

Dla mnie model z moim nazwiskiem; wyprodukowała je pewna firma z Bostonu. Oraz para butów Christiana Louboutina, którą dostałem od fanki.

Napisała: „wysyłam ci je jako dowód, że kobieta także może kupić facetowi szpilki”. Cudowna historia!

Akurat przeprowadzałem kiedyś wywiad z Louboutinem (przeczytacie go TU); przyznał mi, że jego szpilki zwykle są po prostu niewygodne. Twoim zdaniem to prawda czy kokieteria?

Wszystkie te, które zakładasz po raz pierwszy są niewygodne,  ale dobrze wyprawiona skóra wysokiej jakości, w tym ta wegańska, rozciąga się i po kilkukrotnym założeniu stają się wygodne. Mowa o tych do noszenia w biurze, na 8,5 czy 10 -centymetrowym obcasie. Bo te o  wysokości 11 czy 13 centymetrów zawsze będą koszmarem. Bez względu na markę. Po prostu, budowa stopy, kostki, w ogóle łydki uniemożliwiają komfort noszenia takich szpilek. Można się w nich zabić.

Zdarzyło ci się to?

Prawie. W moich pierwszych szpikach! Były naprawdę niedrogie i pękł jeden z ich pasków. Akurat schodziłem ze schodów. Miałem szczęście,  że byłem już na ostatnim stopniu, bo mogłoby być ze mną krucho.

Ani na chwilę nie zniechęciło cię to do szpilek?

Zniechęciło do tych tanich. Postanowiłem nigdy więcej takich nie kupować. Poza tym nigdy nie upadłem, nawet zimą, na śniegu czy lodzie. Czasem tylko trochę się ślizgam, ale ogólnie mam dobre wyczucie równowagi.

Czy pasja do szpilek przełożyła się na twoje zainteresowanie tym, jak wygląda ich produkcja, jak projektuje się je, jakie są obuwnicze trendy?

Najpierw tylko nosiłem je i czerpałem z nich radość. Owszem, marzyłem, że pewnego dnia przejdę się, powiedzmy, w modelu od Jimmy’ego Choo, ale wystarczało mi to, że chodzę na obcasach. Kiedy jednak zacząłem nosić te od projektantów, zrozumiałem czemu są drogie. Zobaczyłem i poczułem różnicę wykonania, jakość, skórę, jakiej używają, wyważenie, kopyto. Wszystko to nijak nie da się porównać do butów lichych.

Osiągasz zatem porozumienie dusz z bohaterkami „Seksu w wielkim mieście”, uganiającymi się przez pół Nowego Jorku za parą luksusowych szpilek?

Akurat samego serialu nie oglądałem, dopiero niedawno zobaczyłem dwa czy trzy odcinki. Dzięki temu dowiedziałem się, kto to Carrie Bradshaw. Podczas mojej pierwszej sesji zdjęciowej, towarzyszącej rozmowie w magazynie „Interview” (z marca tego roku, zrealizowanej w Berlinie – Bryan pozował m. in. w limonkowej mini od Ioannes czy spódnicy z halką od Marni; w sesji użyto także ubrań i dodatków od Diora, Givenchy czy Lanvin – przyp. MZ), ludzie wykrzykiwali, że wyglądam jak ona! Musiałem więc sprawdzić, kim jest i jak się nosiła. 

Nie jesteś więc też fashion victim.

Jeszcze nie. Ale zaczynam rozumieć, co muszę zrobić, by osiągnąć większy sukces i wyżej się pozycjonować: nosić bardziej urozmaicone buty, podobnie jak ubrania. Przykład: zwykle trzymałem się ołówkowych spódnic. Gdy pięć lat temu zobaczyłem Meghan Markle w serialu „W garniturach”, gdzie grała Rachel, olśniło mnie. Pomyślałem, że dokładnie tak samo chcę wyglądać w biurze. W spódnicach i szpilkach pokazała swoją kobiecość przez pryzmat siły. Spódnica sprawa też, że szpilki okazalej się prezentują; zwłaszcza, jeśli masz zgrabne nogi. Dziś jednak już wiem już, że muszę też pokazywać się w czymś ciekawszym – może plisy, sukienki trapezowe? Zależy mi, by marki, z którymi mógłbym współpracować widziały, że wyglądam dobrze we wszystkim, co założę.

To na pewno! Jesteś twarzą kampanii marek odzieżowych, udzielasz wywiadów  w prestiżowych magazynach, jak choćby założone przez Carine Roitfeld CR Fashion Book, stałeś się poniekąd człowiekiem mody. Zostawisz swoją obecną pracę inżyniera?

Jeśli zacznę zarabiać jako influencer to czemu nie?

Jestem inżynierem od  35 lat, zostało mi jeszcze kilka do emerytury. Jeśli moda okaże się moją nową, pełnoprawną karierą, odejdę.

Moda to zupełne przeciwieństwo mojego środowiska i tego co robię zawodowo. A zajmuje się wszystkim tym, co wiąże się ze zautomatyzowanym pakowanem: towar do pudełka, pudełka do kartonu, kartony do palet i tak dalej.  Dzięki modzie tymczasem poznaję wiele fascynujących osób, których nigdy bym nie poznał. Fotografowie, makijażyści, styliści, przedstawiciele marek odzieżowych. Poznałem na przykład Marka Jacobsa. 

A póki co na modzie nie zarabiasz?

Zarabiam, ale niewiele. Nie zbliżam się do kwoty, jaką wyciągam w swoim zawodzie. Ale spokojnie, wszystko to dzieje się ledwie od 10 miesięcy. Rok temu o tej porze miałem tylko dwustu followersów na Instagramie, a dziś pół miliona! Dużo marek pewnie nawet o mnie jeszcze nie wie. Jestem nowy w tej branży. Pewnie patrzą, jak długo będę robił  to, co robię, czy się nie zniechęcę, czy warto we mnie inwestować. A ja nie zniechęcę się i zostanę na dłużej, nawet jeśli nic z tych współprac nie wyjdzie. Wierzę bowiem, że oswajam wiele osób z ich lękami i skrępowaniem. Dodaję im odwagi, że mogą nosić i wyglądać jak chcą.

Często dziękują ci za wsparcie i inspirację. Zatem to twoja misja?

Tak. Początkowo chciałem tylko dokumentować na Instagramie, co nosiłem danego  dnia, ale szybko zauważyłem, że pomagam innym. Daję im siłę i  motywację. To szalenie satysfakcjonujące.

Gdy zacząłeś nosić szpilki, była to jeszcze relatywnie nowość, dziś wpisuje się w ogólny klimat równouprawnienia, rezygnacji z podziałów. Czujesz się pionierem?

Zawsze myślałem, że ubrania i dodatki nie powinny mieć płci. Pamiętam, gdy w latach 70. chodziłem do szkoły w baggy pants i butach na platformach, w stylu tych, jakie nosili chłopaki z zespołu Kiss. Dlatego, gdy po raz pierwszy założyłem klasyczne szpilki, nie poczułem się nieswojo. Przeciwnie, uważałem, że nie ma nic złego w tym, co robię.

Inni mogli być – i pewnie sporo nadal jest – innego zdania.

Nie obchodzi mnie, co inni myślą. To jest mój fashion statement. Bywają mężczyźni, którzy noszą damskie ubrania, by podreślić jakiś swój aspekt kobiecości; mają taką potrzebę i świetnie, proszę bardzo. Ja go nie mam. Nie pokazuję kobiecości, tylko to, że można nosić szpilki i spódnice i być męskim. Tak samo sporo kobiet zwierza się mi, że chciałyby nosić męskie ubrania, ale nie chcą być postrzegane jako chłopczyce. Mówię im, by się tym nie martwiły. Możecie nosić choćby smokingi i nadal wyglądać kobieco. To nie ma nic wspólnego z seksualnością, czy jesteś homo, hetero czy bi. To naprawdę tylko ubrania, tylko buty.

Albo aż buty. Kobiety mówią, że wysokie obcasy dają im poczucie władzy. Tobie też?

Tak, w tym sensie, że szpilki dają trudne do zdefiniowania duże poczucie pewności siebie. A to już jest blisko poczucia władzy. Stając w nich myślę sobie: skoro mogę nosić szpilki, to mogę wszystko. 

Ale nietolerancji jest dużo. Doświadczyłeś jej?

Niczego strasznego. Ale też większość czasu spędzam w Europie, do USA  przyjeżdżam kilka razy i tam bardziej uważam. Wiem, w które rejony lepiej nie zapuszczać się w szpilkach, jeśli życie ci miłe. Amerykanie jako społeczeństwo nadal są poddani rozmaitej segregacji, są mniej tolerancyjni, podczas gdy w zachodniej Europie różne kultury, rasy mieszają się i żyją razem. Mało kto dziwi się inności, bo do niej przywykł. Owszem, zdarzały się w Niemczech jakieś zaczepki pijanych facetów, ale nie zwracam na to uwagę. Nie zamierzam reagować, ani dyskutować, bo nie ma o czym.

Nie każdy, kto czymkolwiek się wyróżnia, ma takiego farta.

Może też dlatego, że jestem bardzo pewny siebie. To pomaga.

Jeśli nie bije z ciebie ta pewność, jeśli pokazujesz lęk, możesz mieć przechlapane. Ludzie atakują, gdy wyczują słabość. To predatorzy.

Dlatego też często atakowane są osoby homo- czy transseksualne. Za orientację, czyli za to, że są mniejszością, a nie za ubranie. Tymczasem człowiek to człowiek. Czarny, muzułmanin, gej, żyd czy chrześcijanin – nie ma to znaczenia. Każdy zasługuje na szacunek.

To smutne, że nadal musimy o takich oczywistościach mówić.

Musimy, bo ludzie nie mogą mieć dość rozmów o tolerancji. Tyle jest na świecie nienawiści, tyle form opresji i osób, które chcą zmusić nas do określonych zachowań, ról czy wyglądu, co potrafi przyjąć przerażającą formę – popatrz choćby na to, co się dzieje w Afganistanie. Jeśli ja mogę otworzyć umysł choćby jednej osobie, która pomyśli: „OK, on po prostu nosi spódnice i szpilki”, to może ona zmieni w podobny sposób kolejną.

Rodzina cię wspiera?

Bardzo! Moje córki są moimi największymi fankami, najmłodsza zawsze mi raportuje, kto ze znanych osób zaczął mnie obserwować na Instagramie, co bardzo ją cieszy. Ostatnio przybiegła przejęta, że zaczęła mnie śledzić Rihanna.

Też bym się przejął. 

Nie miałem w ogóle o tym pojęcia! Niestety, nie poznałem Rihanny osobiście, ale pisaliśmy kilka razy do siebie. Starsza córka doradza mi w kwestiach stroju, albo pożycza szpilki, syn komplementuje. Jest wesoło.

A najzabawniejsza reakcja na twoje kiecki i szpilki?

Bywa, że czuję czyjś wzrok na plecach, odwracam się i widzę w oczach faceta, który patrzył na mnie, myśląc że jestem kobietą, nagłe, bezkresne, bolesne wręcz rozczarowanie. Mnie to bawi, choć pewnie tych, u których je wzbudzam już nie. Biedni! w

Rozmowa pierwotnie ukazała się w Fashion Magazine jesienią br. Zdjęcia IG Marka Bryana https://www.instagram.com/markbryan911/

Moje komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>, a podcastów słuchaj m.in. na Apple, Google Podcasts, YouTube <KLIK> i Spotify <KLIK>.

Dodaj komentarz