Co zobaczyć w Mediolanie? Przewodnik subiektywny.

Miasto odwiedziłem już kilkadziesiąt razy; dziś  – w moje urodziny – jestem w nim znowu.

Początkowo kręciłem się – jak pewnie wielu przyjezdnych – wokół katedry i najbardziej znanych obiektów. Wcale jakoś mnie nie zachwyciło. Z czasem jednak odkryłem rzeczy znacznie ciekawsze. Inspirujące, nieoczywiste czy – jak się okazało – dla mnie ważne. Dlatego to właśnie im poświęcam uwagę, turystyczne atrakcje wspominając tylko zdawkowo.

Sporo tu obiektów postindustrialnych. Nie dziwi, w końcu to przemysłowy Mediolan i to one stanowią o charakterze miasta. Sporo modernizmu, brutalizmu – wiadomo, entuzjastom antyku polecam Rzym. Dużo też parków, skwerów – idealnych by schronić się przed zgiełkiem, tłumem czy – w letnie miesiące – po prostu upałem. No i silna reprezentacja mody. Bez niej to miasto nawet w połowie nie znaczyłoby tyle, ile znaczy. Wybrałem dla was czterdzieści najbardziej fascynujących punktów na jego mapie. Do zobaczenia.

FLAMINGI 

Prawdziwe! Żywe! Od wiosny do jesieni słychać je z daleka. Brodzące w sadzawkach ogrodów wilii w stylu Liberty to jedna z ukrytych atrakcji miasta. W sensie dosłownym, bo trzeba znaleźć w płocie Villi Invernizzi niepokryte zielenią fragmenty, by móc je zobaczyć. Sama posiadłość – mimo wrzasku ptactwa – należy do tzw. Kwartału Ciszy, czyli…

QUADRILATERO DEL SILENZIO

Kilka ulic na krzyż, a wrażeń do pamiętania na długie miesiące. To wystawne wille czy pałace – od średniowiecznych po niemal współczesne – na tyłach dzielnicy mody przy Via Serbelloni, Via Mozart, Via Cappuccini czy Via Vivaio z sekretnymi ogrodami, pomnikami, posągami (lwów wliczając), mozaikami. Najsłynniejsza z nich to… 

VILLA NECCHI CAMPIGLIO

Świetne wyobrażenie, jak dostatni Mediolan wyglądał kiedyś i co nadal wpływa na jego charakter. Nie bez powodu to właśnie tu kręcono „Jestem miłością”, melodramat Luki Guadagnina z Tildą Swinton, opowieść o żonie włoskiego bogacza, która poznaje przyjaciela swojego syna i… Po resztę zapraszam na seans, tu w Mediolanie zaś do dokładnego zwiedzenia najbardziej luksusowej, a jednocześnie dość surowej w swoim stylu, willi międzywojnia bodaj całych Włoch! Oprowadzający entuzjaści pokażą i opowiedzą wszystko – zwiedza się i sypialnie, i wielkie marmurowe łazienki (te wanny!), i garderoby. Można podziwiać tak kolekcję kuchennych utensyliów, jak torebek czy rękawiczek. Właścicielami tej skrajnie wyrafinowanej posiadłości był egzotyczny tercet dwóch sióstr i męża jednej z nich. Żadne z nich nie miało potomstwa, toteż obiekt w stylu włoskiego racjonalizmu zapisali fundacji z miłą myślą o udostępnieniu go zwiedzającym. Ich życie – na które zarabiali m.in. produkując maszyny do szycia – polegało na zbytkach, przyjmowaniu gości, dla których zbudowali basen czy korty (sami sportem się brzydzili) i używaniu setek jeśli nie tysięcy przedmiotów, które specjalnie dla nich w owej willi zaprojektowano, z grzebieniami i filiżankami włącznie. Uwaga: obowiązkowo także stylowa restauracja obok willi (wejście oddzielne, od ulicy, ale to ten sam kompleks) z najlepszymi daniami kuchni lokalnej.

UCHOFON

Mało ekstrawagancji? Przy wejściu do pobliskiej willi przy via Serbelloni 10 znajdziecie wykonane z brązu ucho – rzeźbę z funkcją domofonu. Wykonane przez mistrza Adolfo Wildta oraz Lucio Fontanę i Luigiego Brogginiego w 1930 roku, zostały wyposażone w odpowiedni aparat. Goście anonsowali się, krzycząc bezpośrednio do ucha budynku. Funkcjonowało do czasu, aż właściciele stracili cierpliwość do psotnych przechodniów. 

LAS WERTYKALNY

Bosco Verticale – dwa wieżowce w dzielnicy Porta Nuova porośnięte około 900 drzewami i niezliczoną drobniejszą roślinnością na tarasach, balkonach i dachach. Niby prosty pomysł, a efekt elektryzujący, bo to miejska dżungla w dosłownym tego słowa znaczeniu. Sprawiają wrażenie jak z gier komputerowych czy filmów science fiction i od dziewięciu lat niezmiennie magnetyzują, stanowiąc jedną z wizytówek miasta. Sposobów, by cieszyć się ich widokiem – a ten nie jest w stanie się znudzić – jest sporo. Mój to kawiarniany ogródek księgarni Feltrinelli (stoliki wystawione są dokładnie na przeciw drapaczy, jednak za ścianą sklepu, przez co mało kto o nich wie i niemal zawsze są wolne) albo leżenie na trawie w otaczającym budynki parku…

BAM

To skrót od Mediolańskiej Biblioteki Drzew. Nowoczesny park czy raczej miejska przestrzeń ze stawami (tak, są nenufary), drzewami, pod którymi można urządzić piknik, miejscami do tai chi i wszelkiej możliwej aktywności oraz 135 tysiącami (!) kwiatów, krzewów, pnączy i w sumie wszystkiego w każdym kolorze, kształcie i woni. Niby zaprojektowana od linijki, a sielska. Nieogrodzona, czynna całą dobę. Jej dokładny katalog znajdziecie tu: https://bam.milano.it/en/collezione-botanica/ 

BASE

Zakłady mechaniczne z początku XX wieku, przerobione w latach 60. na fabrykę lokomotyw i wagonów i opuszczone zaledwie dekadę później, by kilka lat temu stać się centrum kultury. Czegóż tu nie ma! Sztuka, spektakle teatralne, poetyckie slamy, startupy, wszelkie innowacje. A wszystko to w industrialnych, oryginalnych wnętrzach. Warto wpaść choćby na aperitif – do designerskiego baru w środku czy na zewnątrz, z widokiem na poszczególne budynki fabryki. Na terenie Base znajduje się też…

MUDEC 

Czyli Muzeum Kultur. Dziwne miejsce – z zewnątrz: brzydki, niski zakład jakich wiele znamy także z komunistycznej Polski. W środku, na dziedzińcu, ukryty gmach autorstwa słynnego brytyjskiego architekta Davida Chipperfielda. Wiele wystaw i wydarzeń dotyczy tu tematów globalizacji, imperializmu, kapitalizmu, choć nie brak dużych zbiorów etnograficzne i świetnych wystaw czasowych; w ostatnim czasie m.in. Chagalla, Mondriana, Van Gogha czy Rodina.

LUXOTTICA

Nominowany właśnie do prestiżowej nagrody Miesa Van Der Rohe dla najlepszego budynku Unii Europejskiej (w 2015r. otrzymała ją Filharmonia Szczecińska) oddział marki produkującej mniej więcej połowę wszystkich markowych oprawek okularów na świecie to klasyka XXI-wiecznej minimalistycznej architektury. Jak przystało na okolicę, został przerobiony z budynku przemysłowego; w tym przypadku – zakładów General Electric. Nie do zwiedzania, ale do podziwiana fasad, połączonego z ogrodem patio i ogólną zielenią z zewnątrz. Wcielona w życie idea budowli w duchu zrównoważonego rozwoju.

ARMANI SILOS

Tuż obok, w dawnych magazynach zbożowych, jak sama nazwa wskazuje, Giorgio Armani ulokował siedzibę swojego imperium. A w nim archiwum zawierające około dwóch tysięcy ubrań i dodatków, podzielonych według sezonów, kolekcji i inspiracji. Do tego szkice, filmy z pokazów mody, zdjęcia kultowych kampanii reklamowych oraz wystawy czasowe. Oglądałem m.in. Petera Lindbergha, wkrótce zobaczę Guya Bourdina. Sama wystawa dzieł Armaniego jest obezwładniająca pod każdym względem, więc jeśli chcecie zaoszczędzić czas (i nogi), zacznijcie od jej najciekawszej części, tj. – paradoksalnie –  od akcesoriów. A póżniej zdecydujecie.

BRERA

Tłoczono tu i zbyt turystycznie, dlatego warto zejść z głównej via Fiori Chiari i zaszyć się w bocznych ulicach pełnych małych papeterii, perfumerii, sklepów z galanterią, galerii sztuki, by poczuć genius loci, który porządnie przeniesie nas w czasie. Jedną z atrakcji tej małej, ale celebrowanej niczym starówka w Pradze, Krakowie czy Sztokholmie dzielnicy jest… 

PINACOTECA

Rafael, Caravaggio, Canaletto – na wyciągnięcie ręki. Przegląd malarstwa włoskiego ze szczególnym uwzględnieniem tego renesansowego. Drugą zaś…

ANTONIA

Czyli przegląd tego co najbardziej modne i pożądane w ubraniach. Kultowy concept store, wyznaczający trendy i wskazujący, na które marki warto zwracać obecnie uwagę. Ceny potrafią być zaporowe, zwłaszcza jeśli mowa o paryskich czy włoskich brandach, ale zaczynają się od kilkudziesięciu euro. Gdzie haczyk? Nie ma. Liczy się oryginalność. A tę zapewnia autorski dobór. Nawet jeśli mowa o trampkach popularnej sportowej marki, często będzie to specjalna edycja, kolekcjonerski gadżet czy efekt collabo, tj. współpracy ze znanym projektantem. Warto choćby dla samych przestronnych wnętrz bardziej przypominających galerię sztuki.

TORRE VELASCA

Mój absolutny faworyt. Wieżowiec biurowo – mieszkalny o grzybiastym kształcie, postawiony w nobliwej części śródmieścia, niedaleko katedry. Niektórzy uważają, że paskudny – dla nich pociechą jest fakt, że zbudowano go de facto na podwórzu kilku kamienic i z poziomu ulicy jest niemal niezauważalny. Tych zaś, dla których to dzieło zachwycające, ucieszy fakt, że właśnie kończą je gruntownie remontować. I znów, tak jak pod koniec lat 50. będzie symbolem nowoczesności. Podglądam postępy prac na Instagramie obiektu i nie mogę się doczekać.

FUNDACJA PRADY

Najlepsza sztuka współczesna – wystawy czasowe i stałe, absolutnych gwiazdorów malarstwa czy rzeźby w najlepszej architekturze Rema Koolhasa, który dawnej destylatornii na obrzeżach centrum nadał zachwycającą formę obiektu kultury. Nie dostaniecie biletów na wystawę lub nie czujecie, by był to wasz dzień na obcowanie ze sztuką? Samo spacerowanie po terenie fundacji dostarczy niezapomnianych uciech. Zwieńczonych pobytem w…

BAR LUCE

To oddzielna atrakcja. I otwarta dla każdego, nie tylko dla odwiedzających muzeum. Powiedzieć, że instagramowy to nic nie powiedzieć. Meble! Szklane lady i witryny! Kasa! Wózek z lodami! Wszystko w Luce (z włoskiego: światło) uwodzi kolorystyką i estetyką Wesa Andersona, autora wnętrz. Włosi ją uwielbiają także dlatego, że ten klimat przełomu lat 50. i 60 przywołuje im słynny cud gospodarczy, gdy ich kraj nagle wyrósł na światową potęgę produkcji wszelkich pięknych (i praktycznych) rzeczy. Więcej opowiadam o tym w odcinku „Modnie znaczy godnie” podcastu Ciao!

ISOLA

Czyli wyspa, bo położona między pazurami torowisk. I dobrze, bo mało tu turystów, a wizualnie kilkupiętrowe kamienice tej dzielnicy tworzą klimat małego Wiednia. Przy deptakowej via Borseri znajdziecie mediolańską filię słynnego jazzowego klubu Blue Note. Z występami mistrzów gatunku, oczywiście. Idąc ulicą w dół dojdziecie do targu na placu Tito Minniti. Kupcy, którzy układają tu konstrukcje z truskawek, winogron, wszelkich warzyw za robienie zdjęć życzą sobie jedno euro. Dlatego fotografujcie ukradkiem.

ZAJEZDNIA TRAMWAJOWA MESSINA 

Jedna z największych na świecie, z 1912 roku. Piękny przykład najlepszej mediolańskiej architektury industrialnej, szaleństwo dekoracyjnego użycia żeliwa (zanim szybko w  architekturze zastąpiła go stal), szkła i kafli. Sama okolica kojarzy mi się z literaturą mojej ulubionej Magdaleny Tulli, o której opowiadam w odcinku „O książkach” podcastu Blask!, zwłaszcza z jej „Włoskimi szpilkami”. Pojemna na – bagatela – 150 składów tramwajowych zajezdnia czasem udostępniana jest zwiedzającym. Jeśli nie macie tyle szczęścia, po prostu poczekajcie pod bramą, aż mozolnie otworzy swoje wrota i wjedzie lub wyjedzie z niej pojazd. Zawsze to jakieś dwie, trzy minuty na zachwyt. A potem wsiądźcie w…

TRAMWAJ 

Atrakcja sama w sobie, bo za konkurencję mogą mieć tylko te w Lizbonie i kilku miastach amerykańskich, zwłaszcza w Nowym Orleanie, na których były zresztą wzorowane. Romantyczne drewniane wagoniki jeszcze z lat 30. śmigają przez centrum miasta, z hukiem zatrzymując się właściwie co chwila. Dzięki czemu idealnie da się zwiedzić nimi miasto, mając choćby weekend w dyspozycji. W automatach w metrze bądź w co bardziej wyrywnych tabaccheriach kupcie bilet dzienny lub absurdalnie wręcz niedrogi trzydniowy, by nacieszyć się przejażdżkami do woli. Zwłaszcza, że niektóre tramwaje jeżdżą także nocą.

TRIENNALE

Galeria sztuki z ciekawymi wystawami czasowymi, sala koncertowa (dużo jazzu), teatr impresaryjny, a przede wszystkim słynne muzeum designu. Najbliższe sąsiedztwo też nie gorsze, a jego ozdobą jest La Torre Branca, stalowa wieża z lat 30. Funkcja? Ta sama co Eiffela – miała zdobić wydarzenia targowe. Po zmroku ładnie podświetlana.

CHINATOWN

Turyści w Mediolanie zwykle chcą doświadczać „włoskości” miasta. Pić „włoską” kawę, jadać włoskie dania, oglądać miejsca, które stereotypowo wyglądają „włosko”. I bardzo jestem im za to wdzięczny, bo dzięki temu okolice takie jak Chinatown dzieli się tylko z ich mieszkańcami. Nie ma tu tłumów, choć urok deptaku Sarpi z jego sklepami, barami, przede wszystkim zaś – dziesiątkami punktów z azjatyckim (choć – i to też dobra nowina – zeuropeizowanym, tzn. często wegańskim) street foodem, gdzie wprost z okienka kupuje się pierożki czy bao o rozmaitych kształtach, smakach czy kolorach za grosze, aż się o to prosi. Społeczność chińska, głównie z regionu Zhejiang (na południe od Szanghaju) żyje tu (i gotuje, i sprzedaje, na szczęście) od stu lat. W podwórzach czy oficynach kamienic działały warsztaty, fabryczki i zakłady związane z produkcją ubrań, artykułów skórzanych czy jedwabiu. Dziś – dominują handel i boskie przekąski.

OSTATNIA WIECZERZA

Warto ów jeden z najsłynniejszych malunków w dziejach zobaczyć osobiście. Zwłaszcza że stworzono ku temu warunki. Do małej sali klasztoru przy bazylice Santa Maria delle Grazie wchodzi ledwie po kilkanaście osób i zostaje przez kwadrans, by obcować z freskiem Leonarda da Vinci w warunkach niespotykanie intymnych. Żadnych tłumów i hałasu. Wrażenie piorunujące; wzruszenie gwarantowane.

KWARTAŁ MONTENAPOLEONE

Butiki wszystkich drogich marek w jednym miejscu. Warto dla samych wystaw. Zdaniem niektórych tutejsza dwustulenia cukiernia Marchesi 1821 jest obowiązkowym punktem odpoczynku i posiłku. W istocie, trudno o ładniejsze miejsce na ciastko i kawę, choć – co w sumie nie dziwne, zważywszy na jego wiekowość – należy do mocno statecznych. Co kto lubi. 

CORSO COMO

O Corso Como 10: sklep – instytucja, bo to jeden z pierwszych koncept store’ów – jeśli nie pierwszy – na świecie, założony w 1991r. przez Carlę Sozzani, wydawczynię i redaktorkę, w tym włoskiego „Vogue’a”, którego jej siostra była zresztą wieloletnią naczelną. Pomysł, by w jednej starannie zaaranżowanej przestrzeni zgromadzić wyselekcjonowane wg własnego gustu ubrania i dodatki, ale też np. artykuły do wnętrz czy książki, i udekorować ją tak, jakby było się w prywatnym domu, a do tego dorzucić jeszcze kawiarnię, uznawano wówczas za absolutnie pionierski. I takim też był. Do dziś Corso Como 10 prezentuje najciekawszą modę, w tym minikolekcje specjalnie dlań tworzone przez światowe marki, akcesoria czy perfumy oraz linię własną, gdzie dosłownie wszystko pokryte jest deseniem w charakterystyczne grochy. Nie lubicie zakupów? Usiądźcie w spowitej zielenią kawiarni. Czynna do północy, a w weekendy do pierwszej.

GIARDINI PEREGO

Maleńki ogród założony pod koniec XVIII wieku na tyłach via Monte Napoleone przez bogatą rodzinę Perego di Cremnago. Dziś pozostał ledwie mały fragment, nadal idealny, by odpocząć od zgiełku czy upałów, z XVIII-wiecznym posągiem Wertunnusa, mitycznego boga ogrodów i owoców. Z nowości – 200-metrowy ring do joggingu. Wszystko to kameralne, otoczone kamienicami. Łatwo przeoczyć. 

NOLO

Na prawo od torów monstrualnego Milano Centrale, i sporo na północ, do tytułu it-dzielnicy staje NoLo czyli Nord di Loreto. Okolica między stacjami Rovereto i Pasteur, nazwana tak całkiem niedawno, by nadać jej intrygującego wydźwięku. Trochę warszawska Praga, robotnicza, wieloetniczna. Dużo tu street artu, niezobowiązujących, ale już modnych miejsc (patrz klub NoLoSo), kino z lat 20. i  park Trotter z 1920r., założony na dawnym torze wyścigowym. Jest tu ferment, energia, a jednocześnie wyczuwalna sąsiedzka zażyłość. Idealna dla tych, których nudzą renesansowe pałace, luksusowe butiki i kawiarnie z kelnerami w smokingach.  

PIRELLI HANGARBICOCCA

Trochę trzeba wysiłku, by tu dotrzeć (niby blisko centrum, lecz skomunikowane nieporadnie), ale warto. Na miejscu fabryk i zakładów Bredy, Pirellego, Falcka i Marelliego, jednego z najważniejszych ośrodków przemysłowych we Włoszech, gdzie produkowano lokomotywy elektryczne i parowe, kotły czy sprzęt rolniczy, dziś oglądać można najlepszą sztukę świata. Bawili tu m.in. Marina Abramović czy Maurizio Catelan. Wstęp wolny. Do tego stała wystawa monumentalnych konstrukcji Anselma Kiefera, służących czasem za scenerię pokazów mediolańskiego tygodnia mody oraz znakomita, pełna zdrowych dań i relatywnie niedroga restauracja. Na jej wygodnych kanapach można kokosić się godzinami. 

DUOMO

Opisywane w każdym przewodniku, więc dodam tylko: najlepsze zdjęcia (całego obiektu, co przy jego gabarytach nie jest łatwe) uzyska się wychodząc schodami ze stacji metra. Katedrę budowano łącznie niemal sześć wieków; jest największą we Włoszech.

LA RINASCENTE

Dom towarowy z końca XIX wieku. Dziesięć pięter z czego najciekawsze jest to najniższe – 1, z Design Marketem, gdzie kupicie piękne przedmioty do domu i nie tylko na każdą kieszeń (łącznie całe La Rinascente oferuje produkty 1500 marek) oraz najwyższe, mieszczące elegancką restaurację i dwa bary. Jeśli nie macie czasu na ekskluzywne goszczenie się, szybko i ładnie zjecie także w barach z sensacyjnym widokiem na centrum miasta, w tym na dachy i wieżyce katedry.

CORSO VITTORIO EMANUELE II

Zdjęcia: Paolo Abate

Deptak handlowy na każdą kieszeń. Ulubione – i podstawowe – miejsce zakupów tak turystów, jak mediolańczyków, prowadzące wprost na Duomo. Z nowości – pierwszy włoski salon Reserved! Jego odpowiednikiem w północnej części miasta jest pobliskie w sumie Corso Buenos Aires. Tam otwarcie salonu Reserved przewidziano na przyszły rok.

GALLERIA VITTORIO EMANUELE II

Klasyk gatunku. Salony wielkich marek pod szklanym dachem, kilka barów i knajpek w ładnym anturażu, powiew dawnego (luksusowego) świata. Ja lubię ze względu na księgarnię Feltrinelli, gdzie zatracicie się w setkach magazynów poświęconych modzie, designowi i ogólnie temu, co ładne. Tu dostępne jest chyba wszystko, co wydaje się na świecie, a w swojej kategorii uchodzi za wpływowe.

UNIWERSYTET BOCCONI

Mój ulubiony budynek w Mediolanie. I chyba na świecie, jeśli mowa o najnowszej architekturze. I zdaje się, że nie tylko mój, bo za nową siedzibę Uniwersytetu Bocconi w Mediolanie jej autorki z irlandzkiego – dla odmiany – biura Grafton otrzymały nagrodę Pritzkera, architektonicznego odpowiednika Nobla. Wygląda jak ogromna skała w środku miasta, może jak rzucony z nieba meteoryt. Jest skrajny. Poetycki, a jednocześnie toporny, jak na brutala przystało. Nie pasuje do niczego wokół, a jednocześnie idealnie wtapia się w miejską tkankę. Ciężki, a dzięki podcięciom i szkłu za którego widać hol – lekki. Niczym nie ogrodzony zaprasza by dokładnie go obejrzeć. Albo i podotykać. Ja tak mam z ulubionymi budynkami – głaszczę je i przytulam, o czym opowiadam zresztą w odcinku „O architekturze” zrealizowanego w partnerstwie z Reserved podcastu Blask!

NAVIGLI

Mediolańska Wenecja. Wydawałoby się przereklamowana i zbyt turystyczna, ale krótki nawet spacer wzdłuż kilku tutejszych kanałów daje możliwość fantastycznego odpoczynku, obserwacji oryginalnie ubranych ludzi, szperania w komisach i sklepach vintage, aperitifu z widokiem na wodę i barwne kamienice, ale i skrycia się w całkiem awangardowych pubach. Bo Navigli – pomyślane nawet przez pewien czas jako po prostu trasa, którą można by transportować towary aż do Adriatyku (czego ostatecznie nie zrealizowano) – są raczej szorstkie i autentyczne. Dobre na budżet mały, jeśli mamy na myśli… 

PCHLI TARG NAVIGLI

Na wysokości Parco Baden – Powell (choć potrafią ciągnąć się wzdłuż całego Navigli Grande) książki, płyty, bibeloty i mnóstwo ubrań ustawionych jest na stoiskach i ruchomych wieszakach, ale i układanych na chodnikach, płotach, nawet drzewach. Kupiłem tam wełnianą marynarkę Lardini za pięć euro. W bezpośredniej okolicy można wydać też ich pięć milionów. Może przesadziłem, ale… 

ANTONIOLI

To bodaj najbardziej luksusowy salon w Mediolanie, oferujący jednak rzeczy jak najdalsze od banału. Jeśli znane marki – to najbardziej wyszukane ich modele; większość asortymentu pochodzi od niszowych projektantów. Miejsce, które przypomina, że w modzie nie wymyślono jeszcze wszystkiego i cały czas potrafi ona zaskakiwać. 

ARCI BELLEZZA

Centrum kultury z salą koncertową, a artyści występują w nim przedni – sam byłem tu na recitalu Marissy Nadler. A także z knajpą przypominającą znane z książek miejsca przesiadywania rewolucjonistów czy grup literackich. Do tego świetny ogródek na zewnątrz. Miejsce rozgorączkowane artystycznie, intelektualnie, politycznie, jak na lokalizację blisko uniwersytetu przystało. Z wejściem niczym do squatu. Bywa, co dotyczy wielu klubów w całych Włoszech, że trzeba wykupić roczną kartę członkowską, by uczestniczyć w jego wydarzeniach.

VIA LECCO

I cała okolica Lazzaretto. Miejsce wszelkich mniejszości – społeczności etiopskiej, erytrejskiej, LGBT+ – miks kultur w najlepszym tego słowa znaczeniu. Idealne na poznawanie w ciągu dnia egzotycznych kuchni – a obecne są tu chyba wszystkie – i na wieczorne tańce wprost na ulicy. Dzielnica jest egalitarna, toteż nie brak zarówno dyskontów jak i ekskluzywnych koktajlbarów. Tu znajdziemy także najtańsze w mieście hotele. O średnim jak na cenę przystało standardzie, ale za to można wracać do nich w nocy z imprezy na piechotę. 

PARCO SEMPIONE

Otaczający zamek Sforzów wiosną ma swoich celebrytów w postaci kwitnących drzew, do których stoi kolejka po zdjęcie. Mnóstwo tu atrakcji – od modernistycznego gmachu biblioteki, przez staw, fontanny, miejskie akwarium, Most Małych Syrenek po bary, kawiarnie i bezbrzeżne połacie  trawy do leżenia (wiosną, jak się zdaje, ulubionego zajęcia mediolańczyków). Oraz piękne perspektywy widokowe, idealne do zaręczyn. Co stało się też i moim udziałem.

CORSO SEMPIONE

Biegnąca od parku, a dokładnie od łuku triumfalnego, wielkomiejska efektowna aleja z szerokimi chodnikami, mogącymi pomieścić tysiące kawiarnianych stolików. Pretensjonalne przewodniki o takich lokalizacjach piszą: „miejsca spotkań kosmopolitycznej elity”. Dobre, by się pokazać. W bocznych ulicach zdarza się piękny brutalizm, choćby na rogu z Via Riva Villasanta. 

UKRYTY HOTEL

Tego obiektu de facto nie ma, nie licząc zachowanego wejścia po schodkach w dół i czegoś w rodzaju kolumny. Albergo Diurno Venezia przy Piazza Oberdan, wieńczącym Corso Buenos Aires, był zbudowanym w stylu art deco hotelem. Tyleż nietypowym, że a) całkowicie podziemnym, b) – dziennym. Mieściły się tu łaźnie, poczta czy salony fryzjerskie. Ostatni z nich zamknął się dopiero w 2006 roku. Hotel otwarto w 1925 roku dla turystów zmierzających dalej, na południe Włoch, potrzebujących odpoczynku czy/i zabiegów upiększających oraz dla mieszkańców miasta, pragnących zaznać także luksusu manicure’u, pedicure’u, uprasowania ubrań. Działał też tu oddział banku, kwiaciarnia, przechowalnia bagażu, agencja turystyczna, kiosk, salka konferencyjna, garaż dla rowerów i punkt pucybuta. W latach 60., na potrzeby budowy metra zamknięto część wejść do obiektu, by otworzyć je wprost z peronów nowej stacji, co dodatkowo dodało miejscu surrealistycznego klimatu. Wszystko to w filmowych dekoracjach, które niemal niezmienione przetrwały do dziś. Tyle że zostały zamknięte na głucho. Czasem jednak, by coś sprawdzić czy posprzątać, władze miejskie otwierają go i pozwalają wejść kilku wybrańcom, na przykład fotografom. Niedawno podjęły decyzję o całkowitej renowacji i otwarciu obiektu na nowo. Trzymajcie rękę na pulsie i gdy tylko będzie to możliwe od razu zapiszcie się na zwiedzanie. Kolejka na pewno będzie długa.

Pominąłem coś istotnego waszym zdaniem? Jest jakiś obiekt, który koniecznie warto poznać, odwiedzić? Napiszcie!

Partnerem wpisu jest Reserved.

Zdjęcia: Michał Zaczyński jeśli nie oznaczono inaczej.

Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

5 Komentarze

  1. Małgosia Kowalewska
    4 stycznia 2024

    Udało się nam dotrzeć do dzielnicy Brera. Poszliśmy do Antonii potem szybko taksówką do plastikowej choinki Gucci i tam w zasadzie tylko w tej księgarni nie było dzikich tłumów. Potem z masą ludzi przepłynęliśmy tą napoleońską ulicą i zrobił się wieczór więc spowrotem na Brerę. A innego dnia pojechaliśmy do Naviglii do Antonioli. I potem jeszcze w Szwajcarii w Lugano odkryliśmy 3 sklepiki Antonioli bez tłumów i przecena 50% , a w Mediolanie 30% i dopiero od 6.01 ma być 50%;).

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      5 stycznia 2024

      wspaniale. Znaczy wyjazd się udał.

      Odpowiedz
    • michalzaczynski
      5 stycznia 2024

      ps. z wyprzedażami we Włoszech – o czym jeszcze nie pisałem – jest tak, że każdy region odgórnie decyduje, kiedy się zaczną i jak będą wysokie. To jest ściśle regulowane w imię uczciwej konkurencji. (Ale często wystarczy poprosić o dodatkowy rabat albo powołać się na własne urodziny).

      Odpowiedz
  2. Małgosia Kowalewska
    4 stycznia 2024

    Przyznaję się nie sprawdziłam i wysłałam z błędem. Z powrotem powinno być…

    Odpowiedz
  3. Maria Falkowska
    10 lutego 2024

    Biała koszula i apaszka zachwyciły mnie.Wygląda Pan wspaniale.Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz