Rankingi najlepiej i najgorzej ubranych? Co za absurd.

Moda, Z archiwum | 9 lutego 2024 | 2 komentarze

Podobnie jak publicznie wygłaszane werdykty, kto jak wygląda, co założył źle, co nie pasuje mu do sylwetki, urody czy wieku. Skończmy z tym. 

Nie nabierajmy się na wynurzenia domorosłych stylistek/ów. Nie kieruje nimi ani misja, ani pasja, tylko chęć zaistnienia, sadyzm i własne kompleksy.

Kiedyś może wydawało się to zabawne. Także mnie. Brałem udział w takich krotochwilnych nagonkach; ba, lata temu samemu zdarzało mi się je organizować, co dziś uważam za krindż. Bo dla „wyróżnionych” w tych plebiscytach zabawa musiała być to średnia.

I średnia pozostaje do dziś. Ci chwaleni, dobrze ubrani, często kontrowani są z tymi, którzy wg recenzentów ich stylu ubrani są tragicznie. A kiepsko być skomplementowanym kosztem innych. Poza tym, w przypadku osób publicznych, nierzadko świetny rzekomo wygląd to robota zatrudnionych na stałe stylistek/ów, wizażystek/ów. Kogo więc tutaj oceniamy?

A ci ganieni? Wytykanie im rzekomych wpadek i błędów, tak jak w ogóle wyglądu, to zwykły brak manier. Zbijanie medialnej popularności na robieniu uwag tym, którzy wcale o to nie proszą.

Jasne, bywa, że czynione jest to w lekkiej, żartobliwej konwencji. I fajnie, powinniśmy żartować; inaczej zwariujemy. Owszem, analizujmy strój pod względem, na przykład, zgodności z protokołem dyplomatycznym. To uzasadnione w przypadku profesji, gdzie dress code jest wymagany. I gdy pełni się funkcje reprezentacyjne. Ale poza tym? Wyśmianie popularnej aktorki za ponoć złe proporcje, ośmieszenie prezenterki za fryzurę, zaatakowanie piosenkarki za dekolt (zwykle bowiem musztrowane są kobiety)? Przecież to werbalna przemoc.

Zwłaszcza w 2024 roku, który diametralnie różni się od czasów jeszcze sprzed dekady czy dwóch.

Powodów jest kilka. Po pierwsze, hejt. Social media i internet rozdmuchują i szerują każdą najbardziej nawet bzdetną negatywną opinię ku uciesze gawiedzi, która w komentarzach daje upust swoim frustracjom i chamstwu. I kwestia rzekomo nietrafionego koloru sukienki błyskawicznie staje się pretekstem do potoku wyzwisk i bluzgów. A że głupota – i poczucie bezkarności – są zaraźliwe, anonimowe towarzystwo wzajemnie nakręca się i sobie folguje, obrażając i poniżając zupełnie nieanonimowe, prawdziwe osoby. Na tematy już zupełnie z ubraniem nie związane. 

Po drugie, dobry gust jest dziś pojęciem względnym. Niby był nim zawsze, jednak w ostatniej dekadzie, może trochę wcześniej, inaczej zaczęto postrzegać piękno. Od typów urody i wpływu, jaki ma na nią wiek, po rozmaite estetyki: i te queerowe, i te związane z kulturami i tożsamością narodową czy rasową, i te wynikłe ze świadomości ekologicznej czy z sytuacji ekonomicznej (przecież jeszcze nie tak dawno ciuchy z lumpeksu były przedmiotem drwin, a dziś młodsze pokolenia noszą je z dumą) i te hołdowane przez – już samo określenie jest obraźliwe – „Januszów mody” (skarpetki do sandałów, daddy shoes do garnituru, by wspomnieć o oczywistościach). Wszystko dziś szybko może okazać się odkrywcze, ciekawe i podchwycone przez pożądane marki. 

Nie bez powodu nie używa się już zwrotu „dyktator mody”. Modę tworzy ulica. A ta jest bardziej różnorodna niż kiedykolwiek.

Po trzecie i najważniejsze, bo zmieniła się społeczna wrażliwość. I wartości, na których społeczeństwo czy społeczności są dziś budowane. Takie jak otwartość, inkluzywność czy zohydzana nam w ostatnich latach przez politycznych populistów tolerancja. Zwłaszcza w przypadku młodej generacji, dla której wolność osobista i swobodne wyrażanie siebie – także poprzez wygląd – ma fundamentalne znaczenie.

Dlaczego ktokolwiek w 2024 roku miałby im mówić, jak mają wyglądać, czego nie nosić? Jakież to wsteczne. Zwłaszcza że w takich radach mogą odnaleźć zaowalowany klasizm, bodyshaming czy seksizm?

Jak pisałem jakiś czas temu w „Rzeczpospolitej”, nie wypada już prawić, że szerokie ramiona marynarki uczynią sylwetkę bardziej męską (a wcięta talia – kobiecą, dla odmiany, o „żartach” typu: „fajna torba, męskich nie było?” nie wspominając), bo męskość i kobiecość są relatywne i nie u wszystkich muszą uchodzić za zalety. Nie każdy też chce poprzez konkretną płeć się definiować. Zwłaszcza wśród młodych, u których coraz częściej płeć w ogóle nie jest żadnym tematem.

Tak samo głupio grzmieć, że dany krój lub detal optycznie poszerza sylwetkę czy skraca nogi, bo sugerowałoby to, że tylko szczupli i wysocy są atrakcyjni i do takich należy aspirować. Bo co, jeśli ktoś chce podkreślić bujne kształty i jest z nich zadowolony? Albo wcale nie marzy, by wyglądać na wyższego? Albo po prostu nie ma na to żadnego wpływu i nie chce z tego powodu czuć się napiętnowany.

Do tego ageism. Trudno dziś sugerować, że w danej fryzurze, fasonie czy kolorze będzie się wyglądało młodziej, bo znaczy to, że w wyglądzie dojrzałym jest coś złego. Tymczasem wiele kobiet w 2024 roku dumnych jest ze swoich zmarszczek i siwych włosów. 

Czy oznacza to, że moda padła ofiarą politycznej poprawności ? Cenzury? Nie, raczej jest empatyczna. I nie znaczy też to, że zawód stylisty czy komentatora przestał być potrzebny. Przeciwnie; w nadmiarze stylów, trendów i samych ubrań zawsze przyda się ktoś, kto ośmieli, co z czym połączyć, podpowie, na jaką założyć okazję, doradzi odnośnie jakości, trwałości, przydatności.

Natomiast arbitralnie wygłaszanymi osądami i publicznie wydawanymi opiniami nikt już nie jest zainteresowany. Nikt tych połajanek nie chce słuchać. I, naprawdę, nie powinien.


Słuchajcie moich podcastów <
TU>, komentarze czytajcie na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądajcie na Instagramie <KLIK>.

Fot: Sasun Bughdaryan/ Unsplash

2 Komentarze

  1. And the Oscar goes to… Moje ulubione stylizacje gwiazd z rozdania Oscarów 2024 - JagaDesign
    12 marca 2024

    […] początku dodatkowa informacja, dość istotna w świetle rewelacyjnego tekstu Michała Zaczyńskiego o krytyce tego, kto jak wygląda i o pseudo znawcach ferujących wyroki nad c…. Mój wpis nie ma na celu krytykowania stylizacji gwiazd. Jest to mój subiektywny wybór i […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz